Deregulacja = dekomunizacja

Moja odpowiedź na tekst Michała Pilicha „Branża mówi nie deregulacji” w Wiadomościach turystycznych
_______
Branża mówi „nie” deregulacji? Ciekawe jaka branża, skoro najwięksi polscy touroperatorzy zrzeszeni w PZOT są jednogłośnie za. Przemysł turystyczny niemal w całości bazuje na pracy osób wykonujących zawody nieregulowane i trzeba być naiwnym, twierdząc że rynek który w hotelarstwie, gastronomii, transporcie, rozrywce itp. doskonale reguluje jakość usług, jakąś czarodziejską siłą nie dotyka drobnego ich wycinka związanego z oprowadzaniem czy pilotażem. Nieregulowane są profesje obsługi nowoczesnych form wypoczynku – jak rezydenci, animatorzy, instruktorzy wczasów aktywnych itp. zaś poziom i komplikacja istniejących absurdów w „tradycyjnym” pilotażu i przewodnictwie jest prostą konsekwencją narosłych przez lata koterii i układzików pomiędzy działaczami o PRL-owskiej proweniencji,  a urzędnikami ministerialnymi średniego szczebla. Ich przecięcie jest mimowolną  korzyścią z deregulacji, i to głównie wywołuje protest. Kogo? Tych przedstawicieli branży, którzy sami nie tworzą żadnego produktu turystycznego, nie potrafią sprzedać swoich usług w warunkach silnej konkurencji, więc pasożytują na innych, zdolniejszych. Opacznie interpretując przepisy służące ochronie klienta, tworzą administracyjny przymus kupowania swoich niechcianych usług, arogancko twierdząc że wiedzą lepiej od klienta, co jest dla niego lepsze.              

Pan Michał Pilich szkoli innych, a sam nie rozumie takich pojęć jak np. dumping czy spekulacja. Nie, proszę sobie nie schlebiać – błędnie Pan się czuje „jak spekulant z czasów minionych”. Spekulantami nazywano – często pożytecznych, prywatnych handlarzy, którzy wyrośli na rynkowych niedomaganiach realsocjalizmu. Ja w Pana wypowiedziach widzę mentalność aparatczyka, jak u wielu tych, co krzykliwie walczą z deregulacją, wplatając co drugie słowo „polskie obozy koncentracyjne”. Uważam, że wciąż zbyt mało piętnuje się tych, którzy niczym w jakiejś zamrażarce przetrwali 22 lata demokracji i wciąż im się wydaje że przewodnictwo turystyczne w przeciwieństwie do mediów, wydawnictw itp. jest wyjęte spod konstytucyjnej wolności słowa. Że przewodnik ma być funkcjonariuszem-cenzorem, wbijającym do głowy „jedyną słuszną prawdę”. I tak niechybnie deregulacja będzie ostatnim stadium dekomunizacji.

A nowe miejsca pracy? Polacy wydają wciąż 4-5 krotnie mniej na turystykę niż zachodni sąsiedzi i chyba najwięksi pesymiści nie sądzą że tak będzie zawsze. Dzięki reformie tysiące nowych pilotów i przewodników będzie mogło podjąć pracę bez niepotrzebnych i kosztownych procedur, szkoląc się w takim zakresie jaki oczekuje rynek i klient kupujący prywatną wycieczkę, a nie państwowy urzędnik, zblatowany z lobbystą-kombinatorem.     
 
Maciej Zimowski
Koordynator Akcji Społecznej Wolne Przewodnictwo

18 Komentarze

  1. Nie wiem jak wygląda przewodnictwo w Kraju Krasnojarskim, natomiast ogólnie w Rosji państwowe licencje ogólnie są – np. żeby oprowadzać po St Petersburgu trzeba mieć tyle papierków

    http://www.russianadventure.com/licences.shtml

    I nie jest cel to do którego dąży „Wolne Przewodnictwo”

  2. Panie Macieju, dokładamy starań by zejść do Pana poziomu, ale jest to bardzo trudne jeśli wręcz niemożliwe, a zresztą po co? Nikt z nas nie ma ambicji zostać propagandzistą rangi rzecznika komsomołu obwodu krasnojarskiego a taką właśnie klasę widać w propagandzie, języku oraz w argumentacji na tej mikrostronce. Może Pańscy niemieccy protektorzy pomogliby sponsorując jakieś szkolenie podnoszące kwalifikację propagandzisty?

  3. Tak, z pewnością szykuje się zwiększony popyt na te usługi. Po deregulacji cała armia „licencjonowanych” padnie na zawał, a potem dołączą do nich pacjenci licznie i gęsto powstających polskich obozów koncentracyjnych. Dyskusja osiągnęła piękny poziom.

  4. Panie Macieju, zamiast innym zalecać wypas kóz, może porzuci Pan branżę turystyczną i zajmie się czymś co nigdy nie było deregulowane a funkcjonować zawsze będzie tj. zakład pogrzebowy – ma Pan już atrakcyjny adres biura, pozostanie tylko zmienić domenę z bird.pl na funeral.pl :-)

  5. Jak to nie może leczyć? Rynek „medycyny niekonwencjonalnej” albo „naturalnej” jest olbrzymi i całkiem legalny.

  6. Tak, deregulacja nadchodzi. Mniód i mleko. Aż zacytuję pewnego forumowicza, bo pięknie to ujął: „Popieram deregulację. Sam znam wiele niekonwencjonalnych leków na większość chorób, w tym raka i nie mogę leczyć bo konowały mnie prześladują. Nareszcie skończy się ich panowanie!” Spójrzcie sami: forumowicz jkmjkm: http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,11730646,Niepokoj_w_muzeum__Deregulacja___niekompetentni_przewodnicy_.html?v=1&obxx=11730646#opinions Są też inni dyskutanci. Wprawdzie sprawa ich nie dotyczy, bo przewodnikami ani pilotami nie są, ale deregulację w turystyce popierają :)!

  7. Nie SB-eckie układy tylko mentalność, wyrażający się np, chęcią politycznej cenzury. A układy lobbystyczne są i były wszędzie i dobrze że w tej branży zostały przecięte. Idź już hoduj te kozy, chyba na to nie trzeba licencji.

  8. Zgadzam się z Elą,ze koza to całkiem inteligentne zwierzę. Szkoda tylko, że tej cechy brakuje tym, co najpierw powołują się na coś ( lub na kogoś), a jak okaże się, że to totalne pudło- odwracają kota ogonem. Nota bene też całkiem inteligentnym i miłym stworzeniem.Co w tej sytuacji pozostaje panie MZ? Oczywiście dyżurne hasło ” SB-eckie układy”! I tak trzymać- takie poglądy dyskryminują bardzo skutecznie ich głosicieli.

  9. Potraktujmy więc moją wypowiedź jako komplement dla przewodników :)

  10. Kozy, Panie MZ to wbrew obiegowej opinii całkiem inteligentne i miłe stworzenia.

  11. Natomiast prawo wypowiadania się w temacie tej jak i innych ustaw ma KAŻDY OBYWATEL a nie wyłącznie danej branży. To ostatnie byłoby patologią społeczną zwaną klientelizmem z czym zbyt mocno mieliśmy do czynienia w ostatnich latach.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Klientelizm

  12. Związek hodowców kóz jest – wbrew pozorom – całkiem istotną stroną w tym sporze. Co bowiem będą robić takie klimki i inni, kiedy w wyniku deregulacji wolni przewodnicy stzturmem wypchną ich z rynku? Właśnie – mogą hodować trzodę wszelaką. Świetna alternatywa aby nadal czuć się przewodnikiem stada. Tym bardziej, że składającego się z osobników, o zbliżonej inteligencji.

  13. Oczywiscie chodziło o wycieczki objazdowe a nie „wyjazdowe”.

  14. A czymże jest ów PZOT – co to za stwór, o którym większość ludzi z turystyki usłyszała dopiero jak raczył się wypowiedzieć w temacie deregulacji???? Temacie który go nie dotyczy i o którym nie ma pojęcia.
    Otóż jest to organizacja istniejąca od niecałego roku. Kogo mamy wśród 17 Ojców Założycieli? Ano jednego bankruta, 2 biura chylące się ku upadkowi, 1 którego Klienci ostatnio koczowali na lotnisku w Kairze. Połwa tych firm to podmioty z obcym kapitałem, znakomita większość organizuje wyłącznie wypoczynek i nie korzysta z uslug pilotów a tym bardziej przewodników. Jedynie w przypadku 3 biur wycieczki wyjazdowe stanowią znaczący segment oferty. Zadne z biur nie działa na rynku turystyki przyjazdowej do Polski. Ale w temacie który ich nie dotyczy sie wypowiadają – prosze bardzo maja takie prawo. Przypuszczam ze wiele stowarzyszen jest za deregulacja: Polski Związek Hodowców Kóz, Unia Współpracy z Kosmitami, Związek Poszukiwaczy Meteorytów – moze niech tez się wypowiedzą? Z przewodnictwem maja w koncu tyle wspolnego co wspomniany PZOT.

  15. Czy naprawdę opłaca się? Wszelkie znaki wskazują że deregulacja przewodników miejskich jest niezagrożona.

  16. A ja mam w lipcu egzamin na przewodnika po Warszawie. Dzięki niemu, stanę na głowie żeby przez 2 miesiące myśleć tak, jak oni chcą, żeby nie oblać. Obawiam się, że od wykuwania we mnie przewodnika pttk stanę się trochę taki, mało elastyczny. Czyli będę przewodnikiem z zatrważającą wiedzą, owszem, ale trochę bez jaj, trochę jak maszyna i bez wnikania w to, co o tej całej zabawie myśli najważniejsze ogniwo – czyli klient. Bez miejsca i czasu na pokazywanie podobieństw do ich kraju, do różnic, (Europę znam w dużej części), bez czasu na rozmowę z nimi, wciąganie ich do całego „eventu”. Bez nacisku na rzeczy które mają przed oczami a nie – z opowiadaniem abstrakcyjnych dla nich historii… które wylecą im drugim uchem. Naturalnie jako Warszawiak z przyjemnością będę mówił o naszej historii, obawiam się po prostu, że poświęcę się udowadnianiu komisji, że myślę tak jak oni (czyli wedle Jedynej słusznej wersji), mimo że w kilku miejscach tak nie jest. I jeszcze zarwę parę nocy i dam im za to swoje pieniądze. Że będę zmuszony, pod groźbą niezdania (od nowa się płaci chyba na poprawce), ukorzyć się za tą odznakę, która być może tak czy inaczej nie będzie mi potrzebna…. Ja chcę pracować, nie zdawać egzaminy… Wprowadzić świeżość do zawodu a nie powielać starą szkołę..
    Dziękuję Panie Macieju za całą tą pracę, jaką Pan tu dla branży robi:)

  17. Nie, nie zatrudnią, sami się podzielą x1000 i osobiście wszystko popilotują. A jeżeli sobie nie potrafią sami wykształcić kadry bez pomocy państwa, toniech znikną z rynku :)

  18. No to zapytaj tych największych organizatorów ( tylko z osobna każdego, a nie szacownego p. Piątka z Neckermana, który założył to ledwo raczkujące, a już nie mogące sobie znależć miejsca na polskiej scenie turystycznej stowarzyszenie), czy zatrudnią te „rzesze tysięcy młodych ludzi” jako pilotów.
    Trzeba naprawdę być kompletnym idiotą, by głosić takie bzdury.