Przewodnickiemu rozbiorowi Polski mówimy nie!

Kiedy projekt ustawy deregulacyjnej ujrzał światło dzienne, cieszyliśmy się z faktu że większość przewodnicko-pilockich czynności uwolniono, i ta niewinnie wyglądająca enklawa dla „przewodników górskich” nie wzbudzała wielkich emocji. Kiedy jednak przyjrzałem się sprawie dokładniej, odkryłem że to dopiero jakiś mega-absurd! Uwolni się zawód na większości obszarów, jednocześnie pozostawiając – dla lekko licząc, jednej trzeciej potencjału turystycznego Polski – cały ten urzędniczo-totalitarny cyrk, który tu przez lata wyśmiewałem. Dojdzie do jakiegoś koszmarnego, kolejnego, tym razem „przewodnickiego” rozbioru Polski!

O problemie pisałem najpierw tutaj, potem tutaj i tutaj, a dziś – w związku z tym że upływa właśnie termin konsultacji społecznych, – wysłałem do ministerstwa opinię: 

wolnezawody.org/opinia.html

Gdzie bez ogródek wyłożyłem tezy o bezsensie pozostawienia regulacji tzw. przewodników górskich. 

Cztery lata temu rzuciłem hasło uwolnienia zawodu przewodnika – historia przyznała mi racje. Dziś rzucam kolejne hasło – zawód przewodnika ma być zderegulowany w całości, a rozdział ustawy turystycznej dotyczący pilotów i przewodników w całości uchylony. I też w końcu okaże się że mam rację, pytanie tylko kiedy – czy już teraz czy za rok, czy kilka lat, przez które – cytując znany greps „pan, pani, społeczeństwo” będzie płacić. Marnować czas i energię np. na wkuwanie wiedzy o ilości żon Kasprowicza, po to żeby można było pochodzić z turystami po górach.  

Pan Minister Gowin, jak ostatnio czytaliśmy na różnych rozrywkowych portalach, czerpie inspiracje z filmu „Ostatni Samuraj”. Niestety, wygląda na to, że jego samurajski miecz stępił się o… kij leśnego dziada.     
    

Jadę na kajcie, tyrani zmykajcie!

Wygląda na to, że moi adwersarze ostatnio dość intensywnie wpisują w google „Maciej Zimowski” starając się dowiedzieć o mnie jak najwięcej bądź też znaleźć na mnie haki. I jak można przeczytać na różnych forach – na przykład tutaj albo tutaj – niektórzy odkryli nawet fakt, którym się tu na tym blogu raczej nie chwaliłem. Że oprócz biura ptasio-rowerowego w Krakowie mam także szkołę kitesurfingu w Egipcie – Red Sea Zone. I że w czerwcu szykuję się do pobicia rekordu Guinessa.

Znam realia prowadzenia biznesu turystycznego w krajach muzułmańskich i ciarki mi po skórze przechodzą kiedy czytam, że Polska powinna przyjmować praktyki legislacyjne z krajów recepcyjnych „gdzie turystyka jest ważną gałęzią gospodarki”. W Egipcie oczywiście jest. O panujących tu i ówdzie w „ciepłych turystycznych rajach” stosunkach społecznych – napisałem kiedyś piosenkę:

Na południu świata są pustynne kraje    
Gdzie się w ciepłym morzu tapla pan i pani
Ale żyć tam dłużej raczej się nie daje    
Rządzą w nich korupcja, marazm i tyrani 

Są palmowe gaje, sfinksy, piramidy
Gdy nadchodzi jesień czasem tam tęsknimy
Lecz tubylcy wolą spieprzać do ohydy
Upierdliwych deszczów i paskudnej zimy

W tropikalnych rajach władza spuszcza lanie
Kto żyw stamtąd zmyka, wsiada w byle czółno   
Pruje przez ocean z dziwnym przekonaniem
Że mu raj zapewni chłodna mglista północ

Anty-deregulatorom proponuję  z rozpędu przyjąć jeszcze prawo Szariatu.

____________
PS: To był oczywiście żart primaaprilisowy, mojemu imiennikowi znad Morza Czerwonego życzę wiele sukcesów!