Biedne przewodniczki w drodze do tabloidowej sławy

Podwawelska szopka, o której wspomniałem poniżej, doczekała się krótkiej relacji w tvp kraków i w lokalnym radiu, a z gazet jedynie w krakowskim dodatku „Wyborczej”. „Prowokacja przewodników” – taki tytuł ukazał się w wydaniu papierowym, w wersji sieciowej tutaj…>    

Według ich relacji – przyjeżdżający do nas turyści z zagranicy, zwłaszcza z Niemiec to wyłącznie wredni neonaziole, jacyś troglodyci ze stalinowsko-gomułkowskich agitek, a biura, organizatorzy wycieczek, to zbieranina idiotów. Należy im się przymusowy nadzór światłych depozytariuszy jedynej słusznej prawdy historycznej, którym pracę zabierze wolny rynek – co szczerze przyznali w telewizyjnym wywiadzie. Autorka artykułu Magdalena Kursa nie ruszyła palcem, aby sprawdzić jak rzeczywiście organizowane są wycieczki studyjne do Krakowa. Zadzwonić i zapytać któregoś z zagranicznych organizatorów np. niemieckiego Studiosusa albo brytyjskiego ACE Cultural Tours.

Zastanawiający jest w ogóle fakt, że ogólnotematyczny dziennik poświęca tyle miejsca tematowi, który w turystycznej prasie branżowej już dawno nikogo nie interesuje. Chodzi więc zdecydowanie nie o meritum, ale opis pewnego gatunku paranoi, co ostatnio jest modne na fali tabloidyzacji mediów. Krakowskim przewodniczkom chodzi być może o ten rodzaj „sławy”, którym np. cieszy się pewien detektyw, podobno bez licencji.  

Poza tym tak świetnie sobie pomarzyć, jak to by było fajnie gdyby dziennikarze i wydawcy Gazety Wyborczej mieli podobne przywileje jakie mają – jeszcze – przewodnicy miejscy. Ich dziennik musiałby obowiązkowo kupować każdy chętny do przeczytania codziennej prasy, wydawanie periodyków o „niesłusznej” interpretacji faktów wszelakich, np. pewnej niedawnej katastrofy lotniczej, byłoby ustawowo zakazane. 

Wkurzające jest, że wielką uwagę poświęca się tym, którzy przez lata nauczyli się żerować i pasożytować na cudzej działalności, przekręcać i przenicowywać przepisy, bezczelnie zmuszać innych do kupowania swoich niechcianych usług. A nie tym którzy w warunkach silnej wolnorynkowej konkurencji tworzą ciekawe turystyczne produkty, sprzedające się bez administracyjnego przymusu. Ale to przecież takie niemedialne, prawda?        

27 Komentarze

  1. Głupoty tu wypisujesz, bo na manię obwieszania się przewodnickimi blachami i identyfikatorami z pieczątkami, oraz na obsesję na punkcie własnej ważności i wiarę w moc urzędowej legitymacji cierpią ci wszyscy, którzy chcą za wszelką cenę utrzymać idiotyczne dotychczasowe regulacje.

  2. Dobrze byłoby, w tej dyskusji opierać się na faktach.Klimku, chociaż całkowicie zgadzam się z Tobą i podziwiam Twoją walkę z odpornymi na wszelkie argumenty wiatrakami ( ja dawno ich przejrzałem i stwierdziłem, że szkoda na to czasu), to nieco mylisz się co do roli przedstawiciela UM w komisji egzaminacyjnej. Nie jest to obserwator, a sekretarz komisji, który wyłącznie pełni czynności administracyjne,nie może zadawac pytań, oceniać, czy też przygotowywać pytań, ani w jakikolwiek sposób wpływać na ocenianie egzaminowanych. Wystarczy poczytać rozporządzenie, bądż mieć praktykę w tym względzie. Tak wiec dałeś pole do popisów „maciarewiczowi blogu”, czyli sfrustrowanemu zazdrośnikowi, który chciałby za wszelką cenę (bez żadnych egzaminów) zawiesić na swej seniorskiej piersi blachę przewodnicką, najlepiej w Tatrach- a może co najwyżej poszaleć w Puszczykowie…
    Daj sobie z nimi wszystkimi spokój, bo i tak nic do nich nie trafia( zgodnie z zasadą „najgłośniej szczekają najgłupsze pieski”) , a szkoda czasu i nerwów.

  3. Jeżeli twierdzisz, że turysta powinien mieć wolny wybór, to jest jasne jak słońce, że powinien mieć możliwość wynajęcia jako przewodnika kogo tylko zechce, a nie wyłącznie kogoś namaszczonego pieczątkami państwowymi przez urząd czyli cenzora wydającego pozwolenie na gadanie do turystów. Jeżeli jednak jednocześnie twierdzisz, że muszą być jakieś odgórne regulacje odnośnie przewodników, egzaminy i licencje, to najwyraźniej cierpisz na paranoidalne rozdwojenie jaźni.

  4. No właśnie – kiełbaski. Zawód rzeźnika, wędliniarza itp. jest nieregulowany i nie ma problemu.

  5. Zeby mieć prawo i możliwość wyboru trzeba najpierw co jest czym. Jak wchodzisz do mięsnego gdzie wędliny nie są opisane i ceny równiez to możesz przez przypadek wybrac jakieś gówno zamias dobrej kiełbaski. To samo jest w turystyce. Chwast choćby pachniał różą nie będzie, tak samo gowin-guide niezależnie jakby się reklamował prawdziwym przewodnikiem nie będzie. Niestety niektórzy turyści odkryją to dopiero po fakcie, a nieuczciwym organizatorom kasy przybędzie.

  6. Czym innym jest obowiązek wynajęcia przewodników (któremu jestem przeciwny zresztą jak większość przewodników których znam) a czym innym deregulacja czyli ZNIESIENIE JAKICHKOLWIEK WYMAGAŃ MERYTORYCZNYCH ODNOŚNIE PRZEWODNIKÓW, ZNIESIENIE EGZAMINÓW I LICENCJI.
    To są chłopie 2 zupełnie różne sprawy, a ten kto twierdzi inaczej po prostu nie czytał ustawy deregulacyjnej

  7. Najpierw klimku piszesz, że nie jesteś za żadnym przymusem, że turysta powinien miec wolny wybór, więc jesteś za deregulacją. A dwa zdania dalej piszesz, że deregulacja wprowadzi tylko niepotrzebne zamieszanie. Po prostu Chrzanisz jak obłąkany. Idź się człowieku leczyć i nie zawracaj tu d**y.

  8. Pieprzysz jak obłąkany. Turysta wydaje swoje prywatne pieniądze i jego prawo wybrać kogo chce. Nie wypowiadaj się w jego imieniu. Jak sam będziesz turystą to sobie bierz takich z pięcioma papierami i dziesięcioma blachami jak masz ochotę. Innym nie dyktuj co mają robić.

  9. Tylko ze ja nie jestem za żadnym przymusem od początku pisalem że turysta powinien miec wolny wybór czy chce byc oprowadzony przez pseudoprzewodnika typu gowin-guide czy prze kompetentnego profesjonaliste. I po to są właśnie uprawnienia by na pierwszy rzut oka (bez sprawdzania i wnikania w opinie bo na to turysta nie chce tracic czasu) ocenic z kim ma sie do czynienia. Deregulacja wprowadzi tylko niepotrzebne zamieszanie i straci na tym głównie Klient czyli turysta, a zyskaja nieuczciwe biura podróży, które chcąc za wszelką cenę obniżyć cene wyjazdu bedą zatrudniać kogo popadnie licząc, „że jakoś się uda”.

  10. Owszem, możesz wypowiadać się pod nickiem „Barack_Obama” albo „sweet_lonelygirl_13″ twoje wypowiedzi będą równie wiarygodne. Na razie ty i inni trzęsiecie portkami, bo bez państwowego przymusu wasza „wiedza” jest g. warta.

  11. Zasadą i zwyczajem wszelkich forum i blogow jest wypowiadane sie pod nickami wiec nie widze powodu by robic wyjatku dla blogu Szanownego MZ.
    Naprawdę nie obchodzi mnie ile kasy wydałes i na jakie targi jezdzisz – jak i zapewne Ciebie nie interesuje jakie kursy dokształcające ja przechodzę i jakie koszta ponoszę.
    Nie zamierzam byc Organizatorem bo doskonale sprawdzam sie w tym co aktualnie robie. Domyslam sie ze wydajesz duza kase na promocje i liczysz ze odbijesz to sobie zatrudniajac tanich pseudoprzewodników ale niestety nie tedy droga. Jakość i kompetencja zawsze wygrają.

  12. Bardzo trafnie zauważyłeś, że w dzisiejszych czasach na egzaminach na przewodnika zawsze jest obecny jakiś przedstawiciel Urzędu i pełni funkcje obserwatora. Dokładnie tak samo było za PRL-u, że na egzaminach przewodnickich musiał być obecny jakiś przedstawiciel władzy. Przykładowo we Wrocławiu niechlubną rolę politruka i obserwatora pełnił niejaki p. Jan Szefczyk, prezes Zarządu Wojewódzkiego PTTK, „demokratycznie wybrany” na tę funkcję z nadania PZPR, od którego opinii zależało czy kandydat otrzyma urzędową legitymację z pieczątką z orłem czy też nie.

    W obecnych czasach różni się to tylko tym, że na pieczątce jest orzeł z koroną, ale uprawnienia do przekazywania informacji krajoznawczych turystom czyli pozwolenie cenzora na świadczenie usług przewodnickich wydaje się dokładnie tak samo jak przed przemianami społecznymi przełomu lat 80-tych i 90-tych.

    Czas z tym wreszcie skończyć i zlikwidować ten po PRL-owski bastion socjalizmu.

  13. Te, pajacu, tyle czasu tu spędzasz na tym blogu, czemu się nie przedstawisz?

    Mam w d*pie przewodników z „dużym, stażem i wiedzą”. Z doświadczenia widzę, że im ten staż dłuższy tym większe chamstwo pijaństwo i partactwo.

    Jesteście tacy mądrzy to jedźcie za własną kasę na targi do Londynu, Amsterdamu itp. i werbujcie kontrahentów. Oczywiście g’wno – nie potraficie. Więc łapy precz od takich co potrafią. Albo bo miotły, czy łopaty!

  14. Po pierwsze to w Komisjach są przewodnicy z dużym stażem i wiedzą a przedstawiciel Urzędu pełni funkcje obserwatora (nie zadaje pytań). Poza tym ja bym raczej napisał że Państwo jest gwarantem jakości przewodników, a nie cenzorem przekazywanej wiedzy. Lechu socjalizm skończył się w 1989 rokua Ty ciągle używasz sformulowan z tamtego okresu – cenzura, tajniacy, agenci itp – a te czasy juz minely i mysle ze nie wroca.

  15. To co wypisujesz, to się wszystko przysłowiowej kupy nie trzyma. Skoro stwierdzasz, że cały rynek usług turystycznych jest w rękach prywatnych, to co ma na tym prywatnym rynku do szukania państwowe regulowanie usług przewodnickich i urzędnicy państwowi pełniący rolę cenzorów wydających państwowe pozwolenie na przekazywanie turystom informacji krajoznawczych.

  16. Tak wg „RZ” wszedzie w turystyce czaja sie tajniacy, komunisci, syjonisci, masoni i cyklisci… I tylko Ostatni Samuraj moze z nimi walczyc. Zapomina tylko ze dzis cały rynek turystyczny jest w rekach prywatnych, a rzeczony Orbis dawno juz nie istnieje. Malo tego wielu dzis dzialajacych pilotow i przewodnikow u schyłku komuny miała raptem 10 lat – wiec zadna z nich nomenklatura.
    Powtarzam po raz nie wiem który, podobnie jak wiekszość znanych mi przewodnikow nie jestem za przymusem wynajmowania przewodnika. Niech sobie turysta wybiera czy chce matołka, któremu się tylko wydaje, że zna miasto w którym żyje dajmy na to 40 lat, czy woli kompetentnego licencjonowanego specjaliste. Ale by turysta miał ten wybór licencje i egzaminy musz byc zachowane. Bzdurą jest że deregulacja ma spowodować możliwości oprowadzania dla wykładowców – specjalistów z danej dziedziny. Jesli taki profesor zarabia kilka tysięcy miesięcznie to szczerze wątpie by latał po miescie z turystami za 250 zł.

  17. „Przewodnicy z bastionu socjalizmu

    Deregulacji zawodu przewodnika turystycznego sprzeciwiają się firmy, które zarabiają nie tylko na oprowadzaniu wycieczek, ale też szkoleniach

    Szef resortu sprawiedliwości Jarosław Gowin przyznaje, że nie spodziewał się aż takiego oporu w przypadku zniesienia licencji na oprowadzanie turystów. – Zostaliśmy wręcz zasypani protestami w tej sprawie. Wyglądało to na dobrze skoordynowaną akcję – mówi „Rz”.

    O ile zrozumiałe są argumenty o tym, że przewodnik wysokogórski odpowiada za bezpieczeństwo wycieczek, o tyle brak przeciwwskazań tego typu dla ludzi chcących oprowadzać turystów po Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie.

    Marek Frysztacki z krakowskiego biura Marco der Pole, wyspecjalizowanego w turystyce dla niemieckich gości popiera pomysł Gowina. – Znam wielu fachowców, ludzi z autentyczną pasją, którzy potrafią w fascynujący sposób się nią dzielić. Zatrudniałbym ich, choć nie mają licencji – mówi.

    Dodaje, że w sporze nie chodzi wyłącznie o rynek usług przewodnickich, lecz także szkoleń. – Kurs przewodnicki trwa nawet dwa lata i kosztuje około 2 tysięcy złotych. Ludzie uczą się na nim rzeczy, które są wymagane na egzaminie, ale nigdy potem im się nie przydadzą. No, chyba że będą szkolić innych przewodników – mówi Frysztacki.

    Dr Piotr Gontarczyk z Instytutu Pamięci Narodowej zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. – Rynek usług turystycznych zwłaszcza dla obcokrajowców był w PRL pod ścisłym nadzorem komunistycznych służb specjalnych – kontrwywiadu i wywiadu zarówno cywilnego, jak i wojskowego

    – mówi „Rz”. Dodaje, że zna liczne przypadki, gdy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, którzy musieli odejść, lokowani byli jako agentura w Orbisie i innych firmach turystycznych. – Firmy takie obok central handlu zagranicznego, związków sportowych czy Polskiego Związku Łowieckiego to miejsca, gdzie wpływy funkcjonariuszy komunistycznych służb nadal są bardzo silne – mówi Gontarczyk.

    Dr hab. Bożena Szaynok z Uniwersytetu Wrocławskiego specjalizująca się w historii Żydów i stosunkach polsko-izraelskich czasem opowiada znajomym o Wrocławiu. Nie ma licencji przewodnickiej. – Jakiś czas temu oprowadzałam klasę mojej córki po dzielnicy Pawłowice. Jednak nie zdecydowałabym się na oprowadzanie wycieczek po Wrocławiu. Musiałabym się podszkolić – mówi.

    Frysztacki dobrze zna rynek przewodnicki w Berlinie. – Funkcjonują tam przewodnicy z licencjami i bez. Nikt nie ściga tych bez licencji, a często są to osoby mające unikalną wiedzę. Zresztą uzyskanie tam licencji jest znacznie łatwiejsze niż w Krakowie – mówi.”

    Rzeczpospolita =>

    http://www.rp.pl/artykul/153227,870264-Przewodnicy–z-bastionu-socjalizmu.html

  18. Znowu kłamiesz, oszukujesz, manipulujesz i piszesz nie na temat. Piszesz o pilotach wycieczek, ja natomiast o tym, że aby zostać przewodnikiem trzeba obowiązkowo odbyć kurs. Pilot wycieczek wg idiotycznych państwowych regulacji to nie jest to samo co przewodnik. Piszesz też o przypadku kiedy osoba BĘDĄCA JUŻ PRZEWODNIKIEM zdaje egzamin na inny rodzaj przewodnika BEZ KURSU, kłamliwie twierdząc, że przewodnikiem można zostać w ogóle bez kursu. To co robisz i co robią okłamujący opinię publiczną przewodnicy jest po prostu obrzydliwym draństwem.

  19. I po co tyle jadu Lechu, nie masz innych argumentów?. Otóż dla Twojej wiedzy informuje ze np studia na uczelniach Państwowych na kierunku, Geografia Turyzmy, Turystyka, Turystyka i Hotelarstwo zwalniaja z koniecznosci odbywania kursu na pilota wycieczek. Są to studia bezplatne, studiujesz, zdobywasz wiedze z roznych dziedzin a przy okazji po zaliczeniu okreslonych przedmiotow (ktore i tak musisz na studiach zaliczyc)masz prawo do podchodzenia do egzaminu na pilota. Mając uprawnienia np przewodnika miejskiego mozesz podchodzic do egzaminu na terenowego równiez bez kursu. I to wszystko w ramach obowiazujacego prawa. Trzeba miec jedynie na tyle inteligencji i bystrosci by to zauważyc i na tyle wiedzy by z sukcesem zdac egzamin.

  20. Kłamiesz kryjąc się za anonimem, bo państwowe regulacje wyraźnie wymagają odbycia szkolenia/kursu – jako warunku dopuszczenia do egzaminu. Piszesz o wyjątkach, bo „na lewo” (za łapówkę albo prywatnie dla znajomych prezesa koła przewodników) jest możliwe uzyskanie zaświadczenia o odbyciu szkolenia/kursu nawet gdy się na nim nie było ani godziny, ale to nie jest oficjalna droga.

    Niestety ale przyłączasz się do tych, którzy chcąc na siłę utrzymania państwowych regulacji kłamią i oszukują polityków, komisje sejmowe, dziennikarzy itd., wypisują swoje kłamstwa w komentarzach i na forach dyskusyjnych. I w dodatku nie masz odwagi się podpisać swoim prawdziwym nazwiskiem. To jest coś obrzydliwego.

  21. Lechu Ty też piszesz nieprawdę ( świadomie nie pisze ze „klamiesz” bo wierze ze nie robisz tego celowo tylko zwyczajni nie masz wiedzy na ten temat). Otóż po pierwsze do egzaminu panstwowego mozna na okreslonych warunkach podejsc bez kursu (i wcale nie sa to sporadyczne wypadki), a po drugie już od roku nie trzeba przechodzic badań lekarskich (zreszta one tez nigdy nie były problemem poniewaz z zalozenia przewodnik czy pilotpowinien byc sprawny i zdrowy). Czesc Twoich argumentow jest z pogranicz demagogii: napisz prosze iluż to przewodnikow po Wrocławiu czy też sudeckich boleje ze nie moze oprowadzac po Głogowie czy Legnicy – znakomita wiekszosc z nich ma wystarczająco dużo pracy na własnych obszarach uprawnień. Poza tym wielu przewodnikow ma uprawnienia pilockie co juz umozliwia im jeżdzenie z grupami po rzeczonego Głogowa czy Legnicy. Reasumując Lechu apeluje o wiecej merytoryki, a mniej demagogii

  22. Ostatnio doszły do mnie słuchy, że przedstawiciel lobby przewodników okłamał członków sejmowej Komisji Kultury Fizycznej i Sportu argumentując, że polskich przewodników zatrzymują w czeskiej Pradze i wręczają i im mandaty, co jest obrzydliwym kłamstwem bowiem przewodnik praski jest w Czechach zawodem nieregulowanym. Tacy przewodnicy, którzy biegle posługują się kłamstwami i oszustwem, tak samo będą okłamywać oprowadzanych przez siebie turystów, a nie – jak twierdzą – przekazywać im jedyną słuszną prawdę o historii.

  23. Mnie szlag trafia o tych pseudoargumentów. W Polsce jest ponad 2 miliony bezrobotnych, około miliona to osoby do 30 roku życia. Jest to potężne marnotrastwo kapitału, za to marnowanie powinien być sąd ale wojskowy dla decydentów i jedynie słuszna kara. A „przewodnikom” to jak im nie pasuje konkurencja to niech idą rowy kopać albo do PUP, najlepiej bez prawa do zasiłku, tak jak bezrobotny po 17 latach nauki. Oni też się uczyli i co z tego, wy puste tępaki? życie jest brutalne :)

  24. Szanowny Panie, gdyby te usługi były niechciane to nikt by ich nie kupował. Są przecież i małę grupki 2-5 osobowe, które mogłyby eksperymentować z ipadem a jednak wolą zapłącić tym „niechcianym”. O wiele ciekawsze jest jak długo można ciągnąć działalność takiego małego biurka, biureczka, że powinno nazywać się raczej kleinchenbirdie.de a nie bird.pl

  25. Szlag mnie trafia, kiedy po raz bodaj 1000-czny czytam kłamstwo rozsiewane przez licencjonowanych przewodników, że to zawód otwarty i wystarczy tylko zdać egzamin. Okłamują dziennikarzy, polityków, opinię społeczną…

    To jest coś obrzydliwego tak kłamać, bo to nie jest jedyny wymóg! Zgodnie z państwowymi regulacjami tego zawodu, warunkiem dopuszczenia do egzaminu jest odbycie drogiego i czasochłonnego kursu, trwającego – w zależności od rodzaju uprawnień – od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Kurs jest rozwlekły, mało treściwy i służy głównie jako źródło dochodu organizatorów takich kursów. Dopiero po zdaniu egzaminu przeprowadzanego przed komisją powołaną przez marszałka województwa i poddaniu się specjalnym badaniom lekarskim (wstępnym i okresowym) – można mienić się dumnie przewodnikiem turystycznym, aczkolwiek ze sporymi ograniczeniami. Zgodnie z art. 34 ust. 1 ustawy o usługach turystycznych przewodnicy działają w swoich ściśle określonych rewirach terytorialnych i biada takiemu, który zdecyduje się wtargnąć na obszar zajęty przez innego przedstawiciela tej branży. Wycieczki po takich miastach jak m.in. Legnica czy Głogów oprowadzają przewodnicy terenowi, bo to ich działka. Jeżeli oprowadza tam przewodnik miejski albo sudecki, to de facto łamie prawo. I odwrotnie – dolnośląskiemu przewodnikowi terenowemu ani sudeckiemu nie wolno oprowadzać po Wrocławiu, bo zgodnie idiotycznymi regulacjami grożą my sankcje karne ograniczenia wolności lub grzywna. Z kolei przewodnikowi terenowemu nie wolno oprowadzać wycieczek pieszych poza obszarem zabudowanym w rewirze przewodników górskich – sudeckich, m.in. po ledwie pagórkowatych terenach Przedgórza Sudeckiego.

    Wg kodeksu wykroczeń zadania przewodnika turystycznego mogą wykonywać tylko osoby posiadające formalne uprawnienia na dany teren, a wykonywanie tych zadań bez stosownych uprawnień zagrożone wspomnianymi wyżej sankcjami karnymi. Problemem jest często praktyczny brak możliwości uzyskania takich uprawnień. Jest bowiem wiele rejonów w kraju, gdzie kursy przewodnickie organizuje się raz na kilka lat (np. na teren woj. dolnośląskiego kursu nie było już od kilkunastu lat) lub nie organizuje wcale. Zniesienie obowiązku odbycia kursu i uzyskania państwowych licencji pozwoli na to, że np. miejscowi pasjonaci i regionaliści będą mogli bez przeszkód świadczyć usługi przewodnickie. To niewątpliwie w jakimś stopniu może wpłynąć na zmniejszenie bezrobocia, a jednocześnie otworzy turystom pełniejszy dostęp do usług. Państwowe przepisy odnośnie przewodnictwa turystycznego są absurdalne, więc czas je zmienić i zlikwidować te wszystkie regulacyjne cyrki.

  26. Mam iść w ich ślady czyli jęczeć przed mediami że nie mam pracy bo zniknie obowiązek kupowania niepotrzebnych usług? Dobre. Ja mam od 22 lat mnóstwo pracy bo co roku zdaję egzamin przed klientami na wolnym rynku. A ci nieudacznicy wzkształcili się owszem – w pasożytnictwie. Niech się przekwalifikują np. na sprzątaczki. To jest na szczęście zawód niereguowany.

  27. Dla dużej grupy osób praca przewodnika to jedyne źródło utrzymania. Nie przyszło Panu przypadkiem do głowy, że ludzie ci bronią swoich miejsc pracy? Są dobrze wykształceni, przygotowani do zawodu, władający niejednokrotnie kilkoma językami obcymi. Zainwestowali w siebie kończąc kursy, zdając egzaminy, podnoszą kwalifikacje. Zamiast krytykować, niech pan idzie w ich ślady. Przewodnik to zawód otwarty – wystarczy pozytywnie zdać egzamin!