Niemiecka sprzątaczka jak polski hydraulik

Protesty trwają i trwają, choć te przewodnickie są coraz słabsze. Zapowiadana demonstracja PTTK-owców niestety się nie udała. Przewodnicy zawiedli mnie – w dziedzinie happeningu ustąpili agentom nieruchomości a zwłaszcza taksówkarzom. Anty-deregulatorzy z PFPiP schowali się jak mysz do dziury. Na głównym branżowym portalu temat jest nieobecny. Rada Miasta Krakowa przytomnie odrzuciła projekt kuriozalnej rezolucji, o czym ciekawie pisze na swym blogu jedna z radnych. Co najwyżej tu i ówdzie można trafić na wzmiankę o wysłaniu czy wręczeniu kolejnej petycji.

Zauważyłem, że wśród argumentów na czoło wysuwa się ten o rzekomych stratach polskiego budżetu, z powodu przejęcia usług przez osoby zagraniczne. Nawet takie wydawałoby się poważne i proliberalne  stowarzyszenie jak Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, w swojej opinii o projekcie zmiany ustaw, w dziale dotyczącym pilotów i przewodników pisze następujące bzdury:   

Powstaje zatem pytanie czy zlikwidowanie licencji dla wykonywania tego zawodu w Polsce nie wpłynie niekorzystnie na polski rynek pracy, co byłoby sprzeczne z zakładanymi w projekcie celami. Dotychczas, licencjonowani polscy piloci wycieczek stracą pracę w Polsce, na rzecz pilotów, którzy będą przyjeżdżali z innych krajów. Sami jednak nie będą mogli bez stosownych licencji wykonywać tego zawodu w innych krajach.

Wielokrotnie, na przykład tutaj informowałem o bezsensowności takiego argumentu. Dziś w tego wciąż ożywającego argumentacyjnego trupa pragnę wbić osinowy kołek. Jest nim – wreszcie dostępny – polski tekst…

wniosku o nowelizację dyrektywy 2005/36/WE w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych.

Z pewnością każdy  pamięta opowieści o złym polskim hydrauliku nad Sekwaną, którym przed laty straszyli francuscy eurosceptycy. Nasi przewodnicy idą znacznie dalej, straszą widmem… niemieckiej sprzątaczki (np. w komentarzach do tej notki), oprowadzającej dzieci po naszych miastach i opowiadającej o polskich obozach koncentracyjnych:

Skąd się wzięła ta anegdotyczna postać? Otóż z zapisu pewnej rozmowy, którą przeprowadziłem 4 lata temu i opublikowałem na youtube. Niemiecki organizator wycieczek do Polski, zapytany o konieczność posiadania uprawnień przewodnickich w Niemczech odpowiada, że turystów może oprowadzać nawet zwykła „Putzfrau”. Na filmiku od 4. minuty:  

Oczywiście był to groteskowy żart, mam jednak wrażenie że niektórzy wzięli go na poważnie. Wróćmy jednak do tematu – o liberalizacji doktryny uznaniowej pisałem ostatnio 19 lutego, wtedy jeszcze nie dotarłem do wielu dokumentów, nie znalazłem niczego po polsku. Dziś proszę wpisać w google „modernizacja dyrektywy 2005/36” – znajdziemy sporo najnowszych danych. W Rezolucji Parlamentu Europejskiego z dnia 15 listopada 2011 czytamy. Że PE:

„13. apeluje o zwolnienie z wymogu składania uprzedniego oświadczenia na mocy art. 7 usługodawców świadczących usługi wyłącznie konsumentom, którym towarzyszą w innych państwach członkowskich i dlatego nie mają kontaktu z miejscowymi konsumentami w przyjmującym państwie członkowskim (np. przewodnicy turystyczni, trenerzy, personel medyczny towarzyszący sportowcom); opowiada się za takim zwolnieniem w odniesieniu do wszystkich usług, które nie dotyczą zdrowia publicznego ani bezpieczeństwa publicznego”

I w konkretnym projekcie nowelizacji znalazło to ujęcie na stronie 13 w punkcie (5)

„Tymczasowe i okazjonalne świadczenie usług w państwach członkowskich powinno podlegać zabezpieczeniom, szczególnie wymogowi posiadania co najmniej dwuletniego wcześniejszego doświadczenia zawodowego, w interesie ochrony lokalnych konsumentów w przyjmującym państwie członkowskim, jeżeli zawód ten nie jest regulowany w rodzimym państwie członkowskim. Zabezpieczenia te nie są jednak konieczne, jeżeli konsumenci posiadający miejsce zwykłego pobytu w państwie członkowskim siedziby danego specjalisty wybrali już takiego specjalistę i jeżeli sytuacja ta nie ma żadnego wpływu na zdrowie lub bezpieczeństwo osób trzecich w przyjmującym państwie członkowskim.”
 

Czyli sprawa jasna – jeśli jadąc z wycieczką za granicę do innego unijnego kraju zdecyduję,  że oprowadzać/pilotować ma mnie jakiś klaun, ksiądz albo nawet owa sprzątaczka – moja decyzja ma być uszanowana, jedynie pod warunkiem że grupa będzie się zachowywać grzecznie wobec miejscowych. Koniec z szykanowaniem i karaniem polskich pilotów we Wiedniu czy we Włoszech a także żadnych asumptów do zmuszania cudzoziemców aby kupowali niechciane usługi przewodnickie w Polsce. Oczywiście proces legislacyjny jest w toku, sporo jeszcze wody w Dunaju i w Tybrze upłynie zanim „padną twierdze Grenady”, ale kierunek zmian jest oczywisty. I tu prośba do dziennikarzy ekonomicznych, aby wzięli temat na warsztat, bo z tego co widzę – proces nowelizacji dyrektywy 2005/36 trwa od ponad roku a jest w Polsce niemal kompletnie nieznany. A przecież dotyczy nie tylko przewodników ale wielu innych grup zawodowych – lekarze, notariusze itp.      

Ministrze Gowin – pozostawiając regulacje przewodnickie w południowej części kraju, zastosuje pan wobec Polaków bardzo nieprzyjemną „odwrotną dyskryminację” gdyż ta przysłowiowa sprzątaczka z Niemiec, oprowadzając po górskich szlakach i kurortach będzie miała tam większe prawa od polskich obywateli. Bardzo proszę zderegulować zawód przewodnika całkowicie, i całkowicie uchylić rozdział 4. Ustawy o usługach turytycznych, zbliżając nasze prawo do realiów w tych krajach, skąd do Polski przyjeżdża najwięcej turystów. Tym bardziej że, jak czytamy w niedawnym komunikacie prasowym KE:  

Do dyrektywy wprowadzono nowy mechanizm w celu zapewnienia większej przejrzystości oraz uzasadnienia regulowania konkretnych zawodów poprzez określone wymogi w zakresie kwalifikacji. Państwa członkowskie będą musiały przedstawić wykaz swoich zawodów regulowanych oraz uzasadnić konieczność uznania tych zawodów za regulowane.

Maciej Zimowski

Możliwość komentowania jest wyłączona.