Całkowita deregulacja = więcej bezpieczeństwa w górach!

Jak wspomniałem w opinii – wypadków śmiertelnych w górach mamy 20-40 w ciągu roku, dla porównania utonięć 500-900, a nie regulujemy żadnych przewodnickich czy instruktorskich usług związanych z turystyką wodną. A co z zawodem ratownika? Też nie jest regulowany przepisami państwowymi, a jedynie wewnątrzorganizacyjnymi np. WOPR, które to pogotowie – według uchwalonej rok temu Ustawy o bezpieczeństwie osób przebywających nad wodą – bynajmniej nie jest monopolistą, do wykonywania ratownictwa wodnego dopuszcza się inne podmioty.

I dziś oto obudził mnie rano bardzo pozytywny news w radiu RMF. Władze Olsztyna miały w zeszłym roku problemy z zapewnieniem ratowników na plażach miejskich, gdyż monopolista WOPR dyktowało zbyt wysokie ceny. A teraz ozdrowieńcze działanie zliberalizowanego rynku załatwiło problem. Co ciekawe, jakoś nie słychać skarg że bezpieczeństwo się pogorszy, bo ratować będzie jakiś „Felek spod budki z piwem”, który nie umie pływać.

Tutaj internetowa wersja newsa: Nowe przepisy ułatwią miastu znalezienie ratowników. Czytamy w nim m.in.

(…) W tym roku pieniądze są takie same, a mimo to aż dwa podmioty chcą strzec bezpieczeństwa na olsztyńskich plażach. Według urzędników, mogła pomóc ubiegłoroczna zmiana przepisów dotyczących bezpieczeństwa na wodzie (…) Takie uchylenie furtki dla konkurencji było dobre z naszego punktu widzenia – mówi Tomasz Kalinowski, kierownik olsztyńskiej plaży miejskiej.

Tak więc wszyscy ci którzy tak bardzo gardłują za koniecznością zwiększenia bezpieczeństwa w górach, powinni jak najbardziej być za pełną deregulacją zawodu. Spowoduje ozdrowieńczą konkurencję, fachowe usługi przewodnickie staną się tańsze, lepsze i bardziej dostępne.

2 Komentarze

  1. Co cię tak nerwy niosą? Kultury trochę proszę.

    Wyjaśniłem już częściowo w tym wątku

    http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?t=12559&postdays=0&postorder=asc&start=1290

    I jeszcze raz wyjaśnię, choć nie wiem czy to dotrze do kogoś kto ma móżdżek przedszkolaka.

    Musi mieć ten kurs – i bardzo dobrze, kierowca zawodowy też musi mieć prawo jazdy, kucharz książeczkę sanepidu a organizator wycieczek – jak ja – polisę ubezpieczeniową. To nie ma nic do rzeczy – nadal są to zawody nieregulowane bo to nie państwo wystawia im certyfikat na wykonywanie zawodu. Na legitymacji WOPR nie ma orzełka tylko logo WOPR i cała ewidencja itp. jest robiona w ramach tej organizacji a nie państwowego urzędu.

    I w tym jest największy paradoks, że do pełnienia funkcji tak odpowiedzialnej i tak mającej znaczenie dla zdrowia/życia obywateli państwo spokojnie deleguje firmy zewnętrzne, wyznaczając jedynie ogólne ramy szkolenia. Natomiast do oprowadzania po Krupówkach trzeba zdawać egzamin państwowy. Bzdura do kwadratu.

  2. Dawno nie gosciłem na twoich łamach, bo stwierdziłem, ze szkoda czasu na prózne z toba dyskusje, ale po tym co napisałeś o „wolnym rynku” w ratownictwie to juz nie wytrzymałem i krótko komentuję: owszem nowe zapisy ustawowe dopuszczają rózne podmioty do wykonywania tej działalnosci, zarówno na wodzie, jak i w górach, ale każdy ratownik ( obojętnie z jakiej to organizacji bedzie się wywodził) musi posiadać uprawnienia tzw. Kwalifikowanej Pomocy Przedmedycznej. Aby je uzyskać musi ukończyć dość wyczerpujacy kurs zakonczony egzaminem teoretycznym i praktycznym wg. obowiazujących państwowych norm. Zalecam Ci więc stosowanie uniwersalnej reguły ” siedż cicho, jak się nie znasz na tym, o czym chciałbyś mówić”