Do Rady Naczelnej Polskiej Izby Turystyki

Na opublikowanej 23. 03. stronie w dziale aktualności PIT czytamy:

„Rada Naczelna podjęła temat związany z deregulacją zawodów przewodników turystycznych i pilotów wycieczek – po przeprowadzonej dyskusji przyjęto, że ostateczne stanowisko w powyższej sprawie przygotuje Prezydium PIT wychodząc z założenia, że w gospodarce wolnorynkowej to przedsiębiorca winien decydować kogo zatrudnić do obsługi swoich klientów…”

Zgadzam się z tym założeniem. O ile dobrze pamiętam, podczas niedawnej nowelizacji ustawy turystycznej, wasza Izba sprzeciwiała się próbom „uregulowania” zawodu rezydenta, i nie sprzeciwiała się liberalizacji polegającej na likwidacji wymogów formalnych (staż, wykształcenie) wobec właścicieli biur podróży. Mam nadzieje, że i w tym przypadku wasze oficjalne stanowisko będzie równie rozsądne, a przede wszystkim rzetelnie przedyskutowane z tworzącymi PIT podmiotami, i nie dojdzie do żenujących sytuacji – jakie w przypadku ITRP opisałem tutaj i tutaj. Przypominam też notkę, którą zareagowałem na niefortunną wypowiedź dla mediów waszego wiceprezesa a także ośmieszającą kampanię internautów na portalu wykop.pl

Natomiast co się tyczy kolejnej części komunikatu:

„…ale deregulacja winna dotyczyć całej Unii Europejskiej, aby uniknąć sytuacji, że w Polsce grupy oprowadzać będą zagraniczni przewodnicy, a nasi przedsiębiorcy będą karani np. w Pradze, czy Wiedniu za realizację podobnej usługi”.

Niestety obnaża ona waszą ignorancję i niewiedzę. Regulacja zawodów turystycznych w krajach członkowskich UE pozostaje w gestii rządów tych krajów i nasi politycy – ani rząd, ani europosłowie nie mogą uchwalić „deregulacji” jakiegokolwiek zawodu w skali całej Unii. Mogą natomiast mieć wpływ na tworzenie prawa unijnego dotyczącego swobody świadczenia usług. I tu niestety muszę odesłać po raz kolejny do notki z 19 lutego…> -  branża turystyczna w Polsce w kompletnie przespała trwający w 2011 r. proces unowocześniania dyrektywy uznaniowej. Na szczęście dzięki lobbingu polityków z innych krajów, zwłaszcza z Niemiec, transgraniczne świadczenie usług pilotażu/przewodnictwa w ramach Unii powinno być niedługo możliwe bez żadnych utrudnień.     

Natomiast cieszy fakt, że wreszcie – po raz pierwszy, jakiś samorząd turystyczny zauważył problem szykanowania polskich przedsiębiorców w niektórych krajach, uznając to jako fakt negatywny, a nie powód do zaostrzania regulacji na własnym podwórku. Z moich wiadomości, korespondencji jaką otrzymuję, wynika że proceder ten jest szczególnie drastyczny we Wiedniu, gdzie istnieje szajka polskojęzycznych licencjonowanych przewodników, uprawiających – za przyzwoleniem lokalnych władz – „polowania” na pilotów polskich grup. Mam nadzieję że wreszcie ktoś z was pójdzie po rozum do głowy i zajmie się tym problemem w sposób właściwy. Chętnie pomogę w miarę swoich skromnych możliwości.   

Maciej Zimowski
Koodrdynator Akcji Społecznej „Wolne Przewodnictwo”

1 Komentarz

  1. Cóż. W tym zawodzie pracować nie jest łatwo, skoro przewodnicy potrafią się na wzajem szykanować. Nie dość, że zanim będzie można mienić się dumnie przewodnikiem turystycznym, to trzeba poddać się specjalnym badaniom lekarskim (wstępnym i okresowym), odbyć szkolenie przeprowadzone przez wyspecjalizowaną instytucję posiadającą urzędowe pozwolenie, a także zdawać egzaminy przeprowadzane przed komisją powołaną przez marszałka województwa – osobno na każdy obszar określony przepisami. Dopiero wówczas można podjąć pracę, aczkolwiek ze sporymi ograniczeniami. Zgodnie z ustawą o usługach turystycznych i rozporządzeniem ministerialnym przewodnicy działają bowiem w swoich ściśle określonych rewirach terytorialnych i biada takiemu, który zdecyduje się wtargnąć na obszar zajęty przez innego przedstawiciela gatunku. Wycieczki po takich miastach jak np. Legnica czy Głogów oprowadzają przewodnicy terenowi, bo to ich działka. Jeżeli oprowadza tam przewodnik miejski albo sudecki (widywałem przewodników sudeckich oprowadzających wycieczki po tych miastach), to de facto łamie prawo i grożą mu sankcje karne ograniczenia wolności lub grzywny. I odwrotnie – dolnośląskiemu przewodnikowi terenowemu ani sudeckiemu nie wolno oprowadzać po Wrocławiu. Z kolei przewodnikowi terenowemu nie wolno oprowadzać wycieczek pieszych poza obszarem zabudowanym w rewirze przewodników sudeckich, m.in. po lekko pofalowanych terenach Przedgórza Sudeckiego. A że prawo jest absurdalne, to czas je zmienić i zlikwidować te wszystkie regulacyjne cyrki.