Czy zaraza paniki moralnej grozi redakcji Gazety Wyborczej?

Cieszę się że zawód dziennikarza, mimo licznych prób zamachu na jego wolność – jest otwarty. Tym bardziej wypadałoby, aby dziennikarze pisząc o deregulacji robili to rzetelnie i obiektywnie, aby na swoim przykładzie pokazali, że do fachowości w danym zawodzie licencja potrzebna nie jest.

Tekst Bartłomieja Kurasia „Przewodnik miejski otwarty, górski nie” – w części dotyczącej spraw górskich warunków takich nie spełnia. Razi stronniczością, myleniem faktów, powielaniem klisz.

„W góry bałbym się puścić dziecko bez profesjonalnej opieki” – głosi podtytuł artykułu. Słusznie, tylko co ma do tego deregulacja? Nie jest to proces w wyniku którego – jak straszą nas jego przeciwnicy, zostaniemy pozbawieni fachowców a zmuszeni do korzystania z usług nie znających się na rzeczy amatorów. „Państwowe” uprawnienia przewodnickie to zaledwie zjawisko ostatniej dekady. I także w branży przewodników górskich, system ten obnażył swoje słabości. Licencje, wydawane w oparciu o skomplikowany system i niejasne układy nie przyczyniły się do poprawy jakości usług. Zapobiegliwi rodzice z pewnością nie zostaliby pozbawieni profesjonalnych przewodników, jeśli i w tej dziedzinie nastąpiłaby deregulacja.

Co nie jest jeszcze ostatecznie przesądzone, bo dyskutujemy zaledwie o projekcie ustawy, przygotowanym dość pośpiesznie, do którego można zgłaszać wnioski. Regulacja przewodnictwa górskiego w kraju przeważnie nizinnym, gdzie wysokie góry stanowią zaledwie skrawek jego terytorium nie musi mieć formy ustawowej. Nawet w przywołanych krajach alpejskich (Austria, Szwajcaria, Niemcy) jest to ustalane na poziomie regionalnym. U nas wystarczyłyby sensowne regulaminy w kilku górskich parkach narodowych. Dlaczego minister Gowin nie zamierza całkowicie znosić egzaminów dla przewodników górskich? O tym w oficjalnym uzasadnieniu projekcie też nie napisano. Z pewnością regulacje, nawet jeśli pozostaną – ich szczegóły ulegną korektom. Inaczej mogłoby dojść do absurdu, że przewodnik oprowadzający po Krakowie, nie mógłby legalnie pojechać do Wieliczki albo Wadowic, bo to obecnie „obszar uprawnień” przewodników beskidzkich.  

Pan Kuraś wybrał się do wylotu Doliny Kościeliskiej – popularnego szlaku spacerowego, gdzie akurat absurdy tatrzańskiego przewodnictwa uwidaczniają się najsilniej. Bez próby sprawdzenia faktów cytuje kłamstwa Szymona Ziobrowskiego o tym że „każda wycieczka może wyjść na szlak tylko z przewodnikiem” i  „że w terenie powyżej 1000 m n.p.m. wycieczce musi towarzyszyć górski przewodnik”.

W tym momencie następuje pomieszanie dwóch osobnych spraw. Niezależny od kwestii dostępu do zawodu jest problem nielegalnego stosowania przez parki narodowe tzw. przymusu przewodnickiego. Ów przepis na który powołuje się pan Ziobrowski, to rozporządzenie do nieistniejącej ustawy którego ważność jest kwestionowana przez ekspertów prawnych. Nawet pomijając to, jego treść brzmi dosłownie tak: „Wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich (…) mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni.” Nigdzie nie sprecyzowano czym jest „wycieczka” a z logiki nie wynika żaden przymus, bo mogą istnieć także wycieczki przez nikogo nie prowadzone. Jest to przykład jak niejasne, powielaczowe prawo obudowywane jest interpretacjami na korzyść korporacji. W ich efekcie istnieje kasta nie rzeczywistych przewodników, tyko funkcjonariuszy od niechcianej, przymusowych eskorty szkolnych grup we wspomnianej dolinie lub na szosie do Morskiego Oka. Cóż, w związku z tym że przewodnicy ostatnio stają się ulubieńcami mediów (vide -przypomnienie newsa sprzed pół roku o ukaraniu zmowy cenowej)  liczę że i ten temat zostanie opisany dokładniej. Nota bene na szlakach alpejskich żadnego takiego przymusu nie ma. Oprócz Tatr z podobnym zjawiskiem spotykamy się jedynie na.. sycylijskiej Etnie.

Pan Kuraś powinien obowiązkowo przeczytać niedawny artykuł w swojej własnej gazecie o tym, czym jest panika moralna (W. Orliński: „Tobie też grozi zaraza PM”). Ileż można powoływać się na casus jednego wypadku lawinowego z 2003 r, nagminnie nagłaśnianego przez pro-regulacyjnych krzykaczy. Stwierdzenie, że gdyby w wyprawie był licencjonowany przewodnik, nie doszłoby do katastrofy – jest przesadą. Wypadki w górach były i będą, samych przewodników tatrzańskich w zeszłym roku zginęło aż… ośmiu(!), w tym dwóch w tatrzańskiej lawinie pod Małą Koszystą 13 marca 2011. Nie chciałbym, aby prawo w Polsce było tworzone w wyniku panikarskich odruchów, czy też wyśmiewanego niedawno przez Ewą Siedlecką PRL-owskiego „syndromu konduktorki”.

W części dotyczącej przewodników miejskich artykuł jest rzetelniejszy – przedstawiono fakty i wypowiedzi różnych stron, pozostawiając inteligentnemu czytelnikowi ich ocenę. Co innego mnie tu niepokoi – zbyt nachalne opisywanie deregulacji jako „filozofii” jednej osoby. Dziękujemy ministrowi Gowinowi za koordynację i nadanie twarzy reformie, ale raczej on sam, jako rasowy liberał i wolnościowiec, nie widziałby dobrze się w roli obiektu jakiegoś kultu jednostki. Osobiście uważam za małą PR-owską wpadkę jego opowieść o „znajomym profesorze” ukaranym mandatem za oprowadzanie po Krakowie. Wywołała falę domniemań jakoby przyczyną zmiany prawa była osobista zemsta. Tymczasem projekt jest kompilacją pracy sztabu specjalistów, korzystających z think-tanków. Blog nieformalnej, internetowej akcji „Wolne Przewodnictwo” który prowadzę od 4 lat, dostarcza cały szereg silniejszych argumentów, jak choćby fakt forsowania przez ministerialnych i samorządowych urzędników politycznej cenzury.

Mam nadzieję że moje uwagi będą pomocne przy pisaniu artykułów o kolejnych otwieranych zawodach.

4 Komentarze

  1. Widze M.Z. ze podejmujesz sie przeroznych zawodow nie wymagających lcencji – z ostatniego postu wynika ze jestes wróżką.
    Na razie nie ma zadnych informacji odnosnie tego czy cos sie zmieni w tym zakresie
    - po co zatem rozpowszechniac niesprawdzone informacje? Czemu lub komu ma to służyć?

  2. Nawet jeżeli pozostaną ograniczone regulacje państwowe zawodu przewodnika górskiego – korzystanie z ich usług będzie wyłącznie dobrowolne. Nie będzie żadnego „przymusu przewodnickiego”. Tak więc trudno będą ofiary i pogrzeby setek dzieci po każdym wiosennym weekendzie w Tatrach ;)

  3. Taaak jak artykuł jest po myśli M.Z. to jest kompetentny a jak prezentuje inne zdanie (np zdanie autora artykułu) to juz jest stronniczy, klamliwy i nieuczciwy.
    Tez czytalem ten artykul i mimo ze nie ze wszystkimi punktami sie zgadzam to na pewno nie moge go nazwac klamliwym albo stronniczym bo taki po prostu nie jest.

    A to ze autor uwaza ze bezpieczenstwo dzieci jest na tyle istotne ze chce im zapewnic profesjonalna opieke – to chyba nic zdroznego? Coby bylo bez wymogu wziecia przewodnika gorskiego? Juz sobie wyobrazam grupy biednych dzieciakow prowadzonych przez wuefiste z przerostem ambicji po zbyt wymagajacych trasach. Wielokrotnie wspolpracowalem z wycieczkami szkolnymi i musialem hamowac zapedy nauczycieli ktorzy koniecznie chcieli wprowadzic grupy 10-latkow na Babią Percią Akademików (bo gdzies slyszeli ze to fajny szlak) oczywisie dzieciaki na nogach mialy w najlepszym racie adidasy a czest tez tenisowki – dziekuje bardzo. Juz redaktor Zakowski pisał ze tak widziana deregulacja moze byc wprowadzona pod warunkiem ze za koszty leczenia i nastepstwa wypadkow z winy nieudolnych pseudo przewodnikow czy pseudo ttrenerow sportowych z wlasnej Kieszeni (prywatnej) beda placic panowie Tusk i Gowin. Ja bym do tego duetu dolaczyl rowniez M.Z.
    Byl juz pewien nauczyciel z przerostem ambicji i zaciagnal swych uczniow na Rysy i wiadomo co z tego wyniklo? I dlaczego niby tego nie wsominac – bo co niewygodny fakt? Ale jednak mial miejsce.

    Co do Pana Gowina i „jego profesora” to rzeczywiscie niezrecznos – szczegolnie ze juz malo kto z przeciwnikow deregulacji wierzy w owego profesora. Moze ktos by pokazal ten mandat – czy on wogole istnieje? Ponoc jedyny mandat wystawiony w Krakowie (i to tylko pouczenie a nie grzywna) to przypadek Pani Kantor. Moze sie okazac ze przypadek profesora UJ to jedynie konfabulacja Pana Ministra – czy jak kto woli wprowadzanie opinii publicznej w blad.
    Tak samo jak wprowadzaniem w bład jest pisanie ze osoba oprowadzajaca po Krakowie (po deregulacji) nie bedzie mogl pojechac do Wieliczki i Wadowic – bzdura – przeciez to rowniez obszar uprawnien obecnych przewodnikow terenowych – W ZWIAZKU Z TYM KAZDY KTO BEDZIE OPROWADZAL PO KRAKOWIE BEDZIE MOGL TO ROBIC TAKZE W WADOWICACH, WIELICZCE LIMANOWEJ CZY NOWYM SACZU. Nie bedzie mogl tylko prowadzic grup szlakami poza terenem zabudowanym a to juz zupelnie co innego. Tak wiec apeluje Panie M.Z. – - gadaj i pisz co tam chcesz ALE NIE WPROWADZAJ LUDZI W BLĄD ROZPOWSZECHNIANIEM BZDUR.