Marku Henzler, oddaj moje 5 złotych! *)

Tytuł „Wiele hałasu o nic” i portret Gowina zdobią okładkę najnowszej (nr 11, 14.03.) „Polityki”. Dziennikarz (nielicencjonowany?) Marek Henzler podjął się zadania, którego intencję w zasadzie rozumiem. Gdy w dyskursie społecznym dominują tony pozytywnie odnoszące się do deregulacji, w imię pluralizmu wolnych mediów ktoś musiał podejść od drugiej strony – doszukać się a to minusów, a to umniejszyć wagę postulowanych reform. Niestety wykonując tę misję powierzchownie i po łebkach, Marek Henzler poległ w szczegółach. I niech pisze co chce – kochamy wolność słowa, ale na szczęście żyjemy w czasach kiedy nie trzeba już uciekając przed ZOMO pisać na murach „telewizja kłamie”. Oto moja szybka polemika z działem dotyczącym przewodników turystycznych.

Za reklamę naszej Akcji oczywiście dziękujemy, zgodnie z odwieczną zasadą lansu „nieważne jak, byle pisali”. Ale co tam konkretnie piszą?

Ponoć znakomici krajoznawcy-regionaliści obawiają się taniej konkurencji choćby ze strony świeżo upieczonych maturzystów. To akurat rozumiem. Znakomici politolodzy w tygodniku „Polityka” przed 1989r. też nie musieli się obawiać konkurencji nikogo, spoza wąskiej kasty dopuszczonych przez „wiodącą siłę” tytułów i dziennikarzy. Pamiętam ich zachwyty w latach 1980-tych, nad tym że tygodnik rozchodzi się praktycznie bez zwrotów. A potem nagle co? Po przełomie musieli się zmierzyć z tabunami świeżo upieczonych amatorów dziennikarstwa tuż po maturze albo i bez matury, którzy wdarli się na rynek, z dziesiątkami tytułów wabiących pikantnymi plotkami i fotkami. I co? Najlepsi jakoś przeżyli. Proszę się więc nie obawiać o znakomitych regionalistów tylko co najwyżej o starych nudziarzy z licencjami, (patrz tutaj).

Organizacje turystyczne i prywatnych szkoleniowców, deregulacja pozbawi wpływów ze szkolenia przewodnickich kadr.
Bzdura – pozbawi co najwyżej nadzwyczajnych wpływów z wypełniania urzędowych wytycznych, a nie szkolenia jako takiego. Czy Marek Henzler nie zauważył, że pomimo otwarcia od 20 lat zawodów rzemieślniczych czy – ten przykład wciąż trzeba powtarzać – dziennikarskich, istnieją tysiące szkół i studiów zawodowych, a ich absolwenci bynajmniej nie uciekają od egzaminów? Co do turystyki – gromkie głosy za deregulacją padają ze strony… samych szkoleniowców. Jednego z nich – Krzysztofa Mamysa już cytowałem, drugi to Tomasz Dygała. Podobne zdanie – to wiem z rozmów prywatnych czy zakulisowych – podziela wielu innych, a przynajmniej – jak np. właściciel jednej z renomowanych szkół przewodnickich w Krakowie – nie obawia się o dopływ nowych adeptów. 

W konkluzji: Przez najbliższe lata na turystycznym rynku może być spore zamieszanie… Nie będze żadnego zamieszania – dobrzy organizatorzy i tak mają własny system rekomendacji pilotów czy przewodników, szkoleń wewnętrznych itp. i gdyby polegali tylko na „państwowym kołchozie” – polegli by już dawno. Deregulacja jedynie otworzy nowe możliwości i zlikwiduje liczne absurdy. Ma też nastąpić wzrost agresywnej konkurencji – Że cooo? Marek Henzler naprawdę nie wie o czym pisze. Agresywne były do tej pory zachowania przedstawicieli korporacji którzy wmuszali swoje usługi strasząc strażą miejską, mandatami, urządzając uliczne łapanki. Teraz ci sami, chcą pozostać na rynku będą musieli się nauczyć kulturalnej i uprzejmej konkurencji.         

O innych branżach wypowiadać się nie będę ale gołym okiem widać podobne dyrdymały, jak np. straszenie powrotem mafii taksówkowych z wczesnych latach 90-tych. Wielu zwraca uwagę na niedorzeczność – to nie kwestia dostępności do zawodu tylko ogólnej kultury i folkloru, trochę się jednak przez te 20 lat ucywilizowaliśmy. Zresztą od zwalczania mafii jest policja, od szarej strefy skarbówka itp.    

Co jeszcze Marek Henzler wie przewodnikach? Aha, że ponoć jakość tej usługi można ocenić dopiero po fakcie. Wie Pan, mogę wymienić dziesiątki różnego rodzaju nielicencjonowanych usług, np. naprawę samochodu – które można ocenić po, a nawet długo po fakcie. Tyle że turysta chroniony jest bardzo silnym prawem konsumenckim, zapisami ustawy których deregulacja nie podważy, i niezadowolony może zareklamować wycieczkę z kiepskim pilotem, zażądać odszkodowania. A ja? Dzisiaj na przykład kupiłem za 5 zł „Politykę” – gazetę która powinna być mądra i porządnie robiona, a po fakcie zakupu – znajduję w niej bzdury i żenującą niefachowość. Kioskarka powiedziała że zwrotu nie przyjmie. Może Pan, Panie Marku będzie bardziej honorowy od przewodnika, który przegrał ze mną zakład i odeśle mi tę drobną kwotę? Podaję numer konta: Maciej Zimowski 59116022020000000163639421  

_____________
*)
Ze względu na podobieństwo tytułu do pewnej piosenki Kazika Staszewskiego, mogę się – jak pewien inny bloger -  spodziewać pozwu. Czekam!

11 Komentarze

  1. Zagraniczne biura przywożące wycieczki do Polski nie podlegają polskiemu ustawodawstwu turystycznemu. Mogli, mogą i będą mogli oprowadzać sobie w miejscach publicznych swoich turystów – deregulacja nic tu nie zmienia. Pisałem o tym tutaj.

    http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/pilot-zagraniczny-moze-pozbawiac-chleba-polskich-przewodnikow,15627174,n

    Odnośnie bluzgów na moje przedsiębiorstwo to radziłbym uważać, bo może się to dla bluzgającego skończyć bardzo nieprzyjemnie.

  2. Noooo, jesli nie ma czasu emzetku, to bardzo jestem niepocieszony. Niestety, strona wolnezawody. org jest tak totalnie nieczytelna przez nadmiar kolorowej czcionki, ze nie daje rady jej przetrawic.
    Ciekaw jestem tylko odpowiedzi na pytanie juz postawione… Czy myslisz, ze biurach turystycznych z Europy pracuja idioci i beda placic polskim przewodnikom miejskim, skoro ich pilot bedzie mogl oprowadzac praktycznie za darmo? Pomijam ekskluzywne wycieczki, jakich malo…To, ze Twoje biuro bedzie moglo posylac za pol darmo pseudopilotow pokazujacych ptaki, to insza inszosc.

  3. Odpowiadałem już na forum polityki ale mi wypowiedź wcięło, drugi raz już nie będę ślęczał. przeczytaj anonimku dokładnie ostatnie wpisy na tym blogu, na stronie wolnezawody.org a dowiesz się, że nie masz racji.

  4. No to może nie najkrócej, ale na temat… Skoro odpowiedzi nie ma…

    1. Uwolnienie zawodu przewodnika może doprowadzić do wejścia na nasz rynek korporacji turystycznych działających w krajach nie posiadających regulacji prawnych w zakresie zawodu pilota i przewodnika. Wejście na nasz rynek korporacji z zachodu Europy stosujących dumpingowe ceny za oprowadzanie turystów za symboliczne 1 euro przez nieprofesjonalne osoby oznaczać będzie brak pracy dla polskich przewodników, brak wpływów do skarbu państwa z podatków, a dodatkowo także spadek jakości świadczonych usług. Widoczne są w ostatnim czasie przykłady z Europy, gdzie właśnie podobne praktyki wywołały falę niezadowolenia i protestów wymierzonych przeciwko nieprofesjonalnym pilotom i przewodników. Przykładem są Hiszpania i Austria – w tej ostatniej podejmuje się w ostatnim czasie kroki dążące do uregulowania zasad na jakich można zostać przewodnikiem turystycznym. Dodatkowo wskutek deregulacji spadnie zainteresowanie usługami przewodnickimi w turystyce przyjazdowej. Grupy turystyczne obsługiwane będą przez zagranicznych pilotów, przedstawicieli biur czy nawet kierowców autokarów. To odbije się zapewne negatywnym obrazem Polski w oczach turysty otrzymującego nieprofesjonalną informację, często nieaktualną, bądź podpartą pejoratywnymi stereotypami. Krok ten zapewne nie będzie służył poprawie sytuacji na rynku pracy. Przeciwnie – liczba miejsc pracy spadnie. Wzrośnie za to działalność wielu przypadkowych pilotów i przewodników w „szarej strefie”. Sądzimy, że fakt, iż nie wszystkie europejskie kraje posiadają regulacje w zakresie wykonywania wymienionych zawodów nie oznacza, że powinniśmy sięgać do niekorzystnych dla nas wzorców. Niemiecka Republika Federalna, Kraje Beneluksu czy Kraje Skandynawskie to kraje, gdzie w przemyśle turystycznym dominuje turystyka wyjazdowa, natomiast w krajach o wysokim znaczeniu w dla gospodarki turystyki przyjazdowej regulacje takie istnieją, a przykładami są kraje południa Europy takie jak Hiszpania, Włochy, Grecja. Tam stawia się wysokie wymagania względem kadr obsługującej turystów i przekazującej wiedzę na temat bogatego dziedzictwa przeszłości, a zawód przewodnika turystycznego jest regulowany. Argument o kryzysie dotykającym kraje z wysokim odsetkiem zawodów regulowanych nie znajduje tutaj odniesienia, gdyż akurat w tych krajach branża turystyczna ma się świetnie. Polska nie posiada aż tak dużego potencjału turystycznego jak kraje śródziemnomorskie, lecz są w naszym kraju regiony takie jak np. Małopolska, gdzie w branży turystycznej znajduje zatrudnienie pokaźny odsetek społeczeństwa. Powinniśmy dbać o kształcenie profesjonalnych kadr do obsługi turystów, gdyż przewodnicy i piloci są ambasadorami miasta, regionu i kraju oraz zapewniają turystom bezpieczeństwo. Szkolenia dla kandydatów na pilotów i przewodników wykształcają wśród osób biorących w nich udział świadomość, że praca przewodnika wymaga obszernej wiedzy z zakresu wielu dyscyplin nauki nie tylko historii, historii sztuki, kultury i architektury, lecz także geografii, geologii, przyrody, kulturoznawstwa, religioznawstwa i innych. Bardzo ważnym elementem szkoleń dla kandydatów na pilotów i przewodników jest metodyka i technika prowadzenia wycieczek, a także wiedza zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. Pilot/przewodnik oprócz wiedzy z zakresu wyżej wymienionych dziedzin nauki musi umieć zapewnić turyście bezpieczny transport, pomóc turyście poszkodowanemu w wypadku, pomóc w sprawach administracyjnych za granicą. To tylko niektóre dość istotne elementy szkoleń. Zniesienie ich obowiązku może spowodować, iż turystami zajmować się będą osoby zupełnie do tego nieprzygotowane co w rezultacie odbije się zapewne na komforcie i bezpieczeństwie turysty. Przykładem choćby może być nieprofesjonalne zachowanie polskiego pilota-rezydenta na Krecie, gdzie brak dostatecznej dbałości o bezpieczeństwo turystów oraz brak towarzyszącego grupie profesjonalnego przewodnika lokalnego doprowadził do śmierci z wycieńczenia w górach 2 polskich turystów.

    2. Argumentem przemawiającym za uwolnieniem omawianych zawodów ma być również obniżenie cen. Ceny usług przewodnickich i pilockich w Polsce należą do najniższych w Europie ze względu na już istniejącą wysoką konkurencję w branży turystycznej. Dla przykładu podajemy porównanie: usługa przewodnicka w Krakowie w języku obcym tj. oprowadzanie po głównym szlaku turystycznym miasta Drodze Królewskiej trwające 4-5 godzin to średnio koszt 200-350 zł w zależności od wielkości grupy czy też języka obcego, zatem równowartość 50-80 euro; usługa przewodnicka na ateńskim Akropolu to koszt 80-100 euro za 45-minutowe(!) zwiedzanie; usługa przewodnicka w Rzymie to koszt minimum 150 euro za 2-3 godzinną trasę; w Berlinie czy Monachium, gdzie zawód przewodnika nie jest regulowany to koszt minimum 200 euro za kilkugodzinne zwiedzanie. Zatem nieprawdą jest, że po wprowadzeniu deregulacji ceny usług spadną i staną się bardziej konkurencyjne, gdyż wówczas będzie to zupełnie nieopłacalne, chyba że dla pseudo-przewodników działających w szarej strefie. Ale takich raczej nie będzie, bo oprowadzać będą piloci wycieczek zagranicznych.

    3. Należy zwrócić uwagę, iż na podstawie odrębnych przepisów dostęp do wielu turystycznych miejsc będzie dla turysty utrudniony lub wzrosną jego koszty. Mianowicie o ile uwolnienie zawodu będzie zezwalało na oprowadzanie po miastach i miejscowościach, o tyle dostęp dla przewodników bez licencji do muzeów, ważniejszych obiektów sakralnych, rezerwatów przyrody parków narodowych i krajobrazowych będzie wymagał wynajęcia etatowego przewodnika np. muzealnego w każdym kolejnym odwiedzanym przez turystę miejscu. Obecnie licencjonowani przewodnicy mają możliwość wstępu do poszczególnych obiektów lub otrzymują pozwolenie po przejściu dodatkowego wewnętrznego szkolenia. Po wejściu deregulacji muzea i inne obiekty „zamkną swoje drzwi” dla nielicencjonowanych przewodników.

    4. Kolejnym argumentem przemawiającym za utrzymaniem systemu szkoleń i egzaminów dla przewodników i pilotów jest fakt, że osoby te bardzo często obsługując turystykę szkolną, edukacyjną, studyjną przekazują cenną wiedzę, są nauczycielami i wychowawcami. Do zawodu nauczyciela dopuszcza się tylko i wyłącznie osoby z odpowiednim wykształceniem, dlaczego zatem do zawodu przewodnika mają być dopuszczane osoby bez przeszkolenia i egzaminu?

    5. Wraz z uwolnieniem zawodu nastąpi katastrofalny spadek jakości oferowanych usług. Turysta nie ma możliwości sprawdzić wcześniej jakości oferowanej usługi przewodnickiej czy pilockiej. Pojawienie się na rynku większej ilości niesprawdzonych ofert usług spowoduje wzrost ilości niezadowolonych czy też oszukanych klientów, co będzie w rezultacie rzutowało na ogólne negatywne odczucia z podróży do Polski, a co za tym idzie spadek atrakcyjności naszego kraju jako celu podróży i obniżenie się dochodów z turystyki. Poza tym nieodpowiednio przygotowani zagraniczni piloci mogą szerzyć negatywne stereotypy o Polsce i Polakach wśród swoich turystów co w rezultacie będzie rzutowało na spadek atrakcyjności kraju jako celu podróży turystycznych.

    6. Innym argumentem wymienianym jako przemawiający za deregulacją jest brak potrzeby kończenia studiów specjalistycznych, aby zostać przewodnikiem turystycznym. Tak jest już obecnie, a wymogiem wskazywanym względem wykształcenia kandydata jest tylko ukończenie szkoły średniej, nie ma nawet wymogu posiadania matury, tak więc przewodnikami lub pilotami mogą zatem zostać również osoby studiujące. Potrzebne natomiast jest szkolenie i egzamin sprawdzający wiedzę i umiejętności, gdyż żaden kierunek studiów nie posiada w swoim programie tak szerokiej tematyki. Argumentem przemawiającym za utrzymaniem szkoleń i egzaminów jest fakt, że Polska jako członek Unii Europejskiej przyjęła normę PN-EN 15565 określającą wymagania dotyczące szkoleń przewodników turystycznych, która to norma zakłada, iż przewodnik to osoba reprezentująca, miasto region, kraj, mająca wpływ na klientów względem ich wyborów np. przedłużenie pobytu lub kolejna wizyta w danym miejscu, kształtująca wizerunek danego miejsca, pomagająca rozumieć kulturę i obyczaje danego miejsca, promująca dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, promująca ochronę przyrody i ekologię.

    7. Trzeba również wskazać na kontrowersyjne zapisy w projekcie ustawy ustaw regulujących wykonywanie niektórych zawodów. Proponowane brzmienie art. 33 ust. 1 „Przewodnicy turystyczni mogą oprowadzać obsługiwane wycieczki po muzeach, wystawach i zabytkach, jeżeli zadania tego nie wykonuje uprawniony etatowy pracownik” może okazać się sprzeczne z zapisami ustawy z dnia 21 listopada 1996 r. o muzeach, gdzie czytamy w art. 32. 1. „Pracownicy zatrudnieni na stanowiskach związanych z działalnością podstawową muzeów tworzą zawodową grupę muzealników, do której wchodzą asystenci, adiunkci, kustosze i kustosze dyplomowani.
    2. Pracownicy, o których mowa w ust. 1, powinni posiadać kwalifikacje muzealnicze.
    3. W muzeach mogą być zatrudnieni specjaliści w innych zawodach związanych z działalnością muzealną.”
    Trzeba zauważyć, że na podstawie powyższego przepisu zapis w art. 33 ust. 1 projektu ustawy może okazać się, jako nie mający odniesienia do rzeczywistości, gdyż dyrektorzy muzeów działając na podstawie ustawy o muzeach i kierując się troską o muzealia które są zobowiązani chronić w statutach muzeów mogą zastrzec, że w muzeach oprowadzać mogą tylko osoby spełniające określone wymogi i niekoniecznie muszą to być pracownicy etatowi. W rezultacie po muzeach nie będą mogli oprowadzać przewodnicy wynajmowani przez turystów, lecz zmuszeni będą każdorazowo odwiedzając muzeum opłacać usługę przewodnicką świadczoną przez przewodnika muzealnego. W obecnej chwili szkolenia dla kandydatów na przewodników turystycznych zakładają wizyty szkoleniowe w muzeach, gdzie przyszli przewodnicy zapoznają się z ekspozycją oraz poznają zasady bezpieczeństwa stosowane w muzeach, a często zdają również wewnętrzne muzealne egzaminy. Wprowadzenie ustawy deregulacyjnej odetnie zarówno przewodnikom licencjonowanym i nie licencjonowanym dostęp do oprowadzania po muzeach znacznie obniżając status zawodu przewodnika, a turyście wzrosną koszty związane ze zwiedzanie dóbr kultury i sztuki co może zaowocować spadkiem zainteresowania wizytami w muzeach.
    Podobnie sytuacja ta odnosi się to prawa o parkach narodowych i uprawnieniach przewodników terenowych. Do tej pory zarejestrowani przewodnicy terenowi otrzymywali zgodę na podstawie rejestru jaki prowadziły władze poszczególnych parków narodowych, a także w niektórych przypadkach przewodnicy zobowiązani byli do brania udziału w szkoleniach organizowanych przez parki narodowe. Działając na podstawie przepisów wewnętrznych, statutów i regulaminów władze poszczególnych parków narodowych – w trosce o odpowiedni poziom merytoryczny czy metodyczny obsługi turystów oraz w obawie przed narażeniem na niebezpieczeństwo turysty jak i dóbr natury przez nieprofesjonalnych przewodników – mogą zastrzec, iż turystów oprowadzać będą mogli tylko pracownicy parków narodowych. Rezultatem podobnie jak w przypadku muzeów okaże się wzrost kosztów zwiedzania, a co za tym idzie spadek zainteresowania ze strony turystów.

    8. Analizując powyższe przypadki muzeów i parków narodowych trzeba wskazać na jeszcze jeden aspekt roli przewodników turystycznych oprowadzających turystów w w/w miejscach, mianowicie obsługę turystów obcojęzycznych. Wątpimy, że mniejsze muzea czy parki narodowe dysponują środkami, aby zapewnić odpowiednią ilość kadry etatowej oprowadzającej w poszczególnych językach obcych. To właśnie licencjonowani przewodnicy miejscy, terenowi czy górscy wykwalifikowani zarówno w przewodnictwie, jak i w obsłudze poszczególnych grup narodowościowych czy językowych spełniają tę rolę. Zatem deregulacja może doprowadzić do „zamknięcia się” muzeów i parków narodowych na osoby oprowadzające nie będące pracownikami etatowymi, a w konsekwencji spadek zainteresowania odwiedzaniem tych miejsc przez turystów.
    Poza tym projekt ustawy nie wskazuje statusu prawnego osób, które rozpoczęły już szkolenie, były w jego trakcie lub ukończyły szkolenie i oczekują na wyznaczenie terminu egzaminu państwowego przez właściwego Marszałka województwa w momencie wejścia w życie ustawy deregulacyjnej. Projekt ustawy nie wskazuje także statusu prawnego osób posiadających już licencję pilota wycieczek lub przewodnika turystycznego i zasad na jakich licencja ta może być przedłużana. Ustawa o usługach turystycznych i Rozporządzenie Ministra Sportu i Turystyki z dnia 4 marca 2011 wskazują, iż przewodnik turystyczny lub pilot wycieczek otrzymuje legitymację oraz identyfikator ważny na okres 5 lat.

    Podsumowując, deregulacja zawodu przewodnika turystycznego i działalności pilota wycieczek w rezultacie może wyrządzić więcej szkód niż korzyści zarówno dla państwa, osób wykonujących te zawody jak również dla turystów. Zniesienie obowiązku szkoleń i egzaminów bowiem:
    1. Nie spowoduje wzrostu liczby miejsc pracy.
    2. Nie spowoduje spadku cen.
    3. Spowoduje wzrost szarej strefy.
    4. Spowoduje obniżenie jakości usług.
    5. Spowoduje szerzenie się negatywnych stereotypów o Polsce i zdegraduje wizerunek Polski jako celu podróży turystycznych.
    6. Spowoduje wzrost niezadowolenia z usług turystycznych oferowanych w naszym kraju, a co za tym idzie wzrost ilości skarg kierowanych do organizacji konsumenckich czy sądów.
    7. Spowoduje spadek w ilości przyjazdów turystycznych do naszego kraju a w rezultacie obniżenie dochodów z turystyki i zmniejszenie się ilości miejsc pracy również na skutek zaprzestania działalności instytucji szkolących pilotów i przewodników.
    8. Spowoduje wzrost kosztów zwiedzania ze względu na obowiązek wynajmowania dodatkowo przewodników muzealnych, po obiektach, rezerwatach przyrody, parkach narodowych itp. a w rezultacie spadek liczby odwiedzających te miejsca.

    To by było na tyle…

  5. Jedno pytanie…
    co z przewodnikami po Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, których już nikt nie bedzie wynajmował, skoro pilot zagranicznej wycieczki będzie mógł oprowadzać?

  6. To fakt, nie każdy czyta branżowe fora, tak dowie się ogół czytelników.

  7. Jak jest dobrze podany kotlet to może być i podgrzany :D
    Ja o tej sprawie nie wiedziałem. Ważne, że „zawodowcy” zyskują sobie nowe epitety.

  8. Panie Macieju.
    Jak zwykle,kto ma inne zdanie niż Pan, ten pisze bzdurne teksty – szacunek dla Pana obiektywnej polemiki.
    Aby nie odczuł Pan straty w swoim portfelu z wielką przyjemnością przesyłam Panu zwrot kosztów za zakup czasopisma, które miało czelność przedstawić inny niż Pański punkt widzenia. Pieniążki powinny dotrzeć w poniedziałek maksymalnie we wtorek.

  9. Nie ma czego gratulować – to nie moja sprawa akurat, donieśli sami na siebie.

    Zresztą odgrzewane mocno kotlety sprzed pół roku… pewnie dziennikarze szukają intensywnie „przewodnickich” tematów – dobrze, niech szukają :)

  10. źródło: http://krakow.gazeta.pl/krakow/2029020,44425,11353931.html

    Kara dla tatrzańskich przewodników. Powód: cennik

    Barbara Suchy 2012-03-16, ostatnia aktualizacja 2012-03-15 22:21:00.0

    - Takie działanie urzędników doprowadzi w końcu do tego, że każdy założy własną stronę internetową, a to utrudni życie turystom – mówi wiceprezes Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego. Chodzi o cennik, który jeszcze w ubiegłym tygodniu widniał na stronie Centrum.
    Klienci mogli sprawdzić w nim, ile kosztuje wycieczka do Morskiego Oka, na Kościelec, spacer po Zakopanem. Dla grup szkolnych przewidziana była 25-proc. zniżka. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że w ten sposób przewodnicy tatrzańscy łamią prawo antymonopolowe, nałożył na Centrum grzywnę w wysokości 1 tys. zł i nakazał usunięcie cennika ze strony.

    „Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego, opracowując i rozpowszechniając wśród stowarzyszeń członkowskich cennik usług, złamało zakaz określony w prawie antymonopolowym. W efekcie bowiem wszyscy przewodnicy – będący konkurentami – stosowali jednolite stawki za świadczone usługi. Skutki zmowy były odczuwalne dla konsumentów, którzy nie mieli możliwości negocjowania cen poniżej ustalonych przez uczestników porozumienia” – napisała w komentarzu Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes UOKiK.

    Przewodnicy zgodnie przyznają, że zarzut jest absurdalny, a usunięcie cennika ze strony CPT tylko utrudni życie turystom.

    - Stawki były orientacyjne, żeby turyści wiedzieli, na jaki koszt się nastawić. Teraz dzwonią do poszczególnych kół przewodników i porównują stawki – mówi Szymon Ciapała, zrzeszony w Kole Przewodników Tatrzańskich im. Andrzeja Sieczki.

    CPT jest reprezentantem skupiającym osiem kół przewodnickich. – Zostaliśmy ukarani dla przykładu. Centrum utrzymuje się ze składek członkowskich, więc nie stać nas na odwoływanie się od tej decyzji. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to zakazane praktyki, a cennik istniał dla dobra klientów. Teraz, stosując się do zaleceń UOKiK-u, każdy z nas ma działać jak odrębny podmiot gospodarczy i nawet nie powinniśmy między sobą rozmawiać na temat cen. To może doprowadzić do tego, że każdy założy własną stronę, umieści na niej swój cennik i wtedy wszystko będzie zgodnie z prawem. A turyści będą się męczyć, szukając przewodników – komentuje Maciej Berbeka, wiceprezes Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego.

    Przewodnicy podkreślają też, że usunięcie cennika nic nie zmieni, bo i tak negocjują ceny z klientami. Nie jest tajemnicą, że za krótką wycieczkę mniej policzy przewodnik z Zakopanego, który nie musi dojeżdżać w Tatry. Różne są też ceny dla szkół i dla biur podróży.

    - Ceny, które były w katalogu stosowałem tylko dla biur turystycznych. Gdy dzwonili do mnie nauczyciele ze szkół, zwłaszcza z małych miejscowości, umawialiśmy się na dużo niższą kwotę. Mniej liczyłem też, gdy turyści umawiali się na kilkudniową wycieczkę. To norma i żaden z przewodników nigdy nie zarzucił mi, że psuję rynek, bo liczę kogoś o 50 zł taniej – podkreśla Ciapała. Jak mówi, oprowadzenie typowej szkolnej wycieczki liczącej trochę ponad 30 osób po Dolinie Kościeliskiej (ok. 6 godz.) kosztuje ok. 300-400 zł.

    MOJE GRATULACJE!!!