Przegrany zakład Artura Kowalczyka

Artur Kowalczyk, przewodnik beskidzki, i jak czytamy na tej stronie…

…posiadacz licznych turystycznych i pedagogicznych licencji i uprawnień, wpisał mi pod jedną z notek komentarz: Założę się, że nie zdałeś egzaminów na przewodnika i stąd tyle jadu. Niestety drogi Arturze, zakład przegrałeś. Ale o tym za chwilę.

Nie pierwszy, ale może setny a nawet pięćsetny raz czytam tego rodzaju „wycieczki osobiste” pod swoim adresem, pospołu z tym że jaką to ja na tej Akcji chcę zbić kasę albo jakich to mam niemieckich czy izraelskich mocodawców. Zabawne, jak wielu ludzi z branży nie wyobraża sobie, że ktoś może działać proreformatorsko ze zwykłego, obywatelskiego odruchu.

Osobiście bawią mnie te zarzuty, smutne jest jednakże ich „drugie dno”. Skoro tak wielu przypuszcza, że ktoś kto od ponad 20 lat z sukcesem prowadzi firmę turystyczną konkurującą swoimi oryginalnymi produktami na najbardziej wymagających europejskich rynkach mógłby nie zdać jakiegoś śmiesznego, polskiego egzaminu przewodnickiego to najlepszy dowód, jak chory jest ten system. Że te wszystkie kursy i egzaminy nie służą „poprawie jakości usług” tylko raz: wyciągnięciu kasy od kursantów, dwa – co gorsza – celowym „uwalaniu” niepożądanych w zawodzie osób, zwłaszcza tych którzy swoim talentem i rzutkością mogliby starym wygom zrobić zbyt dużą konkurencję.

Sam, poza wyjątkowymi okazjami nie zajmuję się już dawno oprowadzaniem turystów. Robiłem to na początku mojej działalności, w bardzo wczesnych latach 1990-tych. I zaraz zaraz.. czy ja wtedy jakiegoś egzaminu czasem nie zdawałem? Zawód był generalnie wolny, ale nadal trzeba było mieć uprawnienia do oprowadzania np. po Białowieskim Parku Narodowym. Poszperałem po szufladach, gdzieś na samym dnie – patrzę – jeeest!
  
Przeuroczy gadżecik, aż się łezka w oku kręci. Biegałem z tym po lesie może jeden czy dwa sezony, potem już na skutek rozwoju firmy przestałem mieć na to czas. „Uprawnienia” automatycznie wygasły, bo żeby utrzymać parkową licencję trzeba było regularnie uczestniczyć w organizowanych w Białowieży nudnych nasiadówkach zwanych „szkoleniami” które miały jeden cel – wyeliminowanie z grona przewodników wszystkich zamiejscowych. Tak więc i dziś ani profesor biologii, ani świetny hobbysta przyrodnik po najciekawszych ostępach Puszczy Białowieskiej oprowadzać nie może, musi do tego – jak niedawno pisał Rafał Bargielwynajmować kukłę – leśnika, który nie dziamie nawet po polsku. Ale absurdy Republiki Białorusko-Białowieskiej to temat dużo szerszy, zainteresowanych zapraszam na parkwatch.blog.pl    

Arturze, mam nadzieję, że jesteś człowiekiem honorowym. Nie napisałeś co ma być fantem zakładu, więc przyjmijmy że standardowo flaszka dobrego trunku, na przykład „deregulacyjnego” porto. Proszę dostarczyć osobiście lub przez kuriera do Bird Service – w Krakowie, ul. Św Krzyża 17, lokal na parterze.

33 Komentarze

  1. Jak wiemy oznaką tego „”spokoju i przyjaźni było wypisanie pod moim adresem idiotycznej insynuacji jakobym nie zdał egzaminu i dlatego prowadził całą akcję. nie tylko brak honoru ale nierozumienie znaczeń słów.

  2. Wreszcie wszystko jasne. Argumenty nie ważne. Istotne, by atakować. Klatka lwa to dobre określenie – czysto zwierzęcy instynkt.
    Myślę, że na tym możemy zakończyć tę niezbyt miłą wymianę zdań.
    Życzę przyjemnej walki wszystkim „rycerzom smętnego oblicza”.
    Szczerze mówiąc żałuję, że zabrałem głos w tej dyskusji ponieważ jestem zwolennikiem spokoju i przyjaźni.

  3. Przywileje są na pewno zdobyte w sposób nieuczciwy. Świadczy o tym choćby sprawa z zapisami w Kodeksie wykroczeń. Otóż w projekcie ostatniej nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o usługach turystycznych oraz o zmianie ustawy – Kodeks wykroczeń był początkowo taki oto zapis:
    “59) wykreślenie z ustawy z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks Wykroczeń (Dz.U. z 2007 r. Nr 1009, poz. 757 z pózn. zm.) przepisu zawartego w art. 60(1) w § 4 pkt. 1 na mocy którego w aktualnie obowiązującym stanie prawnym ten kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny; jest to zbieżne z wprowadzanymi w projekcie przepisami dopuszczającymi wykonywanie zadań pilota wycieczek lub przewodnika turystycznego bez posiadania tych uprawnień na podstawie art. 14 ust. 3a i art. 30 ust. 1 ustawy w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą;”

    Przez kilka lat media od czasu do czasu donosiły o przypadkach karania z tego artykułu ludzi pokazujących znajomym zabytki, czytających fragmenty książkowego przewodnika, nauczycieli prowadzących uczniów… Oczekiwane zmiany jednak nie nadeszły. Ministerstwo Sportu i Turystyki wycofało się z wykreślenia powyższego przepisu i z większości zakładanych zmian. Mogło być już normalnie, ale niestety ci, którym takie zapisy odpowiadały, zrobili wszystko aby nadal pozostały. Sądzicie anty-deregulatorzy, że ludzie są naiwni i nie pomyślą z czyjej to inicjatywy, że całe to grzebanie w przepisach by zachować przywileje i ochronę swoich interesów przez służby mundurowe, było uczciwe?

  4. A kto tu zaatakował pierwszy? Wchodzisz do klatki lwa, to się nie dziw.

  5. Człowieku o czym Ty piszesz??
    Toż to jakaś spiskowa teoria.
    Co w ogóle znaczy szpiclował? Po co? jak?
    Bieszczadzka brać przewodnicka jest doskonale zintegrowana i otwarta na wszystkich.
    Dlaczego mnie atakujesz? Skąd ta agresja?? Prowokujesz pseudo dyskusję, w której dopuszczasz jedynie dwa sposoby rozumowania – swój własny i błędny.

  6. Napisałem „anty-deregulatorzy to nie tylko ludzie desperacko broniący chorego systemu i nieuczciwie zdobytych przywilejów…” ten fragment dotyczył nie ciebie, tylko np. „mafiozów” krakowskich. Ale skoro wziąłeś to do siebie musi być coś na rzeczy. Czyżbyś np. szpiclował innych przewodników? Słyszałem że w Bieszczadach coś takiego się odbywa.

  7. Pragnę jeszcze uzupełnić.
    Pisze Pan, że zdobyłem bezprawnie przywileje.
    Proszę sprecyzować, w którym miejscu dopuściłem się złamania prawa zdobywając uprawnienie przewodnika?
    Nazywa mnie Pan „jednostką pozbawioną honoru”
    Pan wybaczy ale taki poziom dyskusji mi nie odpowiada i po prostu obraża.

  8. Witam raz jeszcze.
    Z wielką niechęcią wypowiadam się ponownie pod tym tekstem ale zostałem w ową dyskusję dość brutalnie wciągnięty. Nie mam za złe Panu M.Z., że broni swego prywatnego biznesu. Rozumiem, że kiedy nie będzie ograniczeń związanych w tym zakresie jako przedsiębiorca będzie swobodnie mógł zatrudniać wygadanych krakowskich studentów, którzy będą za marne grosze oprowadzali Jego wycieczki. Biznes i tyle.
    Nie rozumiem jednak z jakiego powodu próbuje ośmieszać, kpić, cynicznie krytykować wszystkich z licencją. Czy każdy przewodnik z uprawnieniami to stary erotoman, jak Pan sugeruje?? Nie jest to opinia krzywdząca?
    Co złego w tym, że człowiek za własne pieniądze uzupełnia swoje wykształcenie trudnym kursem i zdobytą wiedzą zdaje egzamin?
    Czy Pan M.Z. zna mnie osobiście?? Nie! Podkreślam, że to nie ja uprawiam tutaj ekshibicjonizm poglądów, bo to nie ja jestem właścicielem tej strony.
    Proszę zatem uprzejmie aby bronił Pan swoich poglądów z poszanowaniem innych osób, które ostatecznie nic złego Panu nie robią poza tym, że mają odmienne zdanie na omawiany temat. Jet to jednakże podstawowa cecha wolności, o którą Pan walczy.
    Jeszcze jeden drobiazg. Przewodnictwo dla mnie oraz dla moich kolegów i koleżanek to ogromna pasja, ciągłe doszkalanie, ogrom społecznej pracy, silny patriotyzm,umiłowanie ojczyzny, szkoła przyjaźni i współpracy, ciągła praca nad sobą i wreszcie miłość do gór.
    My przewodnicy nie jesteśmy przedsiębiorcami, każdy ma pracę zawodową a turystyka to nasza największa miłość.
    Pozdrawiam.

  9. Ja swoim kandydatom na pilotów/przewodników zadaję na rozmowie kwalifikacyjnej pytanie: wymień państwa przez które płynie Dunaj. Jak sięgam pamięcią jeszcze ŻADEN prawidłowo nie odpowiedział. Mimo to – jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

    I oczywiście niech sobie istnieje multum komisji egzaminacyjnych i niech sobie egzaminują przesiewają – łapki precz od prywatnego biznesu.

  10. @Mad. Z drugiej strony , jeśli zmiana ustawy zostanie przeforsowana, o co od lat walczy auror tego bloga, to znaczna część przewodników (i starych i młodych) pójdzie sobie „z łowieckami”), a po Wawelu oprowadzać będzie np. niemiecka Putzenfrau. Obejrzyj sobie na You Tube wywiad Pana Zimowskiego z jego niemieckim partnerem albo przeczytaj post z 19 lutego, który cytuje poniżej, to zrozumiesz o co tak naprawdę mu chodzi.

  11. @Mad. Zdawalność na egzaminach jest rzędu 70-80% i zdziwiłabyś się na jakich pytaniach „padają”potencjalni kandydaci(np. w jakim kierunku płynie Wisła, ile razy dziennie jest grany hejnał mariacki). To ci, którzy oblali rozsiewają mity o trudności egzaminów. Jeśli jesteś solidnie przygotowana, to na pewno zdasz. Bo nawet jeśli licencje nie będą obowiązkowe, to zdany egzamin zawsze będzie Twoim atutem u wielu potencjalnych pracodawców. Cytowane „zalecenia” to faktycznie wpadka, ale to jedno z wielu stowarzyszeń i nie ma ono wpływu na przebieg i wyniki egzaminów egzaminów. Zresztą pod naciskiem kolegów z innych stowarzyszeń i niezrzeszonych wycofali się z tych zaleceń.

  12. @Mafioso
    Pisałam już o tym w poprzednich postach, ale podsumuję, żebyś nie musiał skakać po tematach.
    Kiedy zdecydowałam się na szkolenie, słyszałam opinie, że nic mi to nie da, bo „mafia przewodnicka czuwa” i dba o to, żeby do zawodu napływało jak najmniej nowych osób. Pokiwałam wówczas z politowaniem głową, bo zdawałam w życiu mnóstwo egzaminów (państwowy również) i nigdy nie miałam problemów.
    Poczułam się jednak mniej pewnie, słysząc z ust samych przewodników, że egzamin jest przeprowadzany w taki sposób, żeby odsiać jak najwięcej konkurentów (zwróć uwagę – konkurentów, a nie słabych, niedouczonych kandydatów). A już zupełnie załamał mnie ten zapis z kodeksu postępowania Stowarzyszenia, do którego członków miałam zawsze wiele szacunku (zalecenia):
    http://wolnezawody.org/obrazy/kodeks.jpg
    Mimo wszystko ukończyłam szkolenie (czego absolutnie nie żałuję). Z przyczyn osobistych przeszłam na razie pierwszą część egzaminu, czeka mnie podejście do kolejnych. I czarno to widzę, skoro sami przewodnicy utrzymują, że wynik zależy tylko i wyłącznie od szczęścia, bo komisja może zapytać o wszystko, nawet o to, czego nie wie przeciętny „licencjonowany” (zwłaszcza na egzaminie praktycznym).
    Moim zdaniem jest to nieuczciwe – egzamin państwowy nie może być loterią. (Wyobraź sobie, że egzaminuję Cię z języka obcego, przyjmując taką taktykę.)
    Dodam jeszcze, że właśnie taka bariera ochronna może niektórych przewodników rozleniwiać i pogrążać w rutynie.

  13. Bzdury tu wypisujecie antyderegulatorzy, że wam chodzi o jakość. Turysta jest takim samym konsumentem jak każdy inny nabywaca towaru (usługa przewodnicka też jest towarem). Doskonale wie, że jeśli jest oferowany towar wyraźnie tańszy od innych tego samego typu, należy być szczególnie czujnym i dociec dlaczego jest tańszy. Bo bardzo często za niższą ceną kryje się niska jakość. Wasze obawy są więc wyssane z palca. Nie chodzi wam o jakość, a o pottfele. I tym można tylko tłumaczyć, że tak zażarcie bronicie idiotycznych regulacji.

  14. @Mad. Szczerze mówiąc nie wiem, o co ci chodzi. Ja i Blondynka walczymy z bylejakością i z fałszywym przekonaniem, że sam rynek wszystko ureguluje. Bo na rynku niestety często działa „prawo Kopernika” i gorszy produkt zastępuje lepszy tylko ze względu na niższą cenę. A taka pogarda jaką zaprezentował formalnego wykształcenia przewodników minister Gowin przyniesie naszym zdaniem więcej szkody niż pożytku. To, że masz studia filologiczne zwalnia Cię z egzaminu i słusznie, ale kurs uczy jednak wielu przydatnych rzeczy, których kandydat na przewodnika nie nauczy się sam.

  15. @Mafioso
    „Wysiłek” i „mordęga” to wbrew pozorom nie są synonimy – wysiłek nie wyklucza przyjemności i satysfakcji;) Mieszkam w Krakowie od urodzenia i od zawsze mam hopla na jego punkcie, jednak przygotowując się np. do wewnętrznych egzaminów z ekspozycji wawelskich musiałam się wysilić. I nie ma sensu tego wysiłku umniejszać, bo potem znajduję takie oto wpisy w necie:
    „Jakieś 2 lata temu moja kolezanka zrobila kurs na przewodnika, pare spotkan, jakies mini zaliczenie i jest papierek. I mogla w tym momencie legalne ‚przewodniczyc’ na okreslonych terenach, problem w tym, ze nie potrafiła nic.”
    http://www.wykop.pl/link/1063817/zaczyna-sie-deregulacja-nie-powinna-dotyczyc-pilotow-wycieczek-i-przewodnikow/
    A co się tyczy pasjonata, dla którego szkolenie jest tylko formalnością, to nie rozumiem, czemu przepisy nie dają mu prawa zdawania egzaminu eksternistycznie.
    I jeszcze jedno – skoro chodzi nam o poziom usług, to jako filolog z dyplomem powinnam stanowczo protestować przeciwko możliwości oprowadzania w języku obcym przez osoby bez dyplomu;))

  16. A jeśli chodzi o Austrię, to g. Pan wskóra, bo tamtejszy rząd, tak jak i włoski czy hiszpański dba o pracę dla SWOICH obywateli. A pomysły Pana Gowina wcale nie przysporzą pracy w turystyce młodym bezrobotnym, bo jeśli część zadań przewodników przejmą piloci, w tym również zagraniczni, to pracy tej będzie mniej a nie więcej. Proste jak drut.

  17. I jeszcze jedno: wbrew temu, co Pan pisze poniżej, to póki co niemiecki pilot (jak i żaden inny, w tym polski) NIE MOŻE oprowadzać po Krakowie, Warszawie czy Gdańsku, bo są to miasta uznane za szczególnie ważne dla polskiej historii i kultury, gdzie może oprowadzać tylko przewodnik z licencją. I wcale niewykluczone, że po przeforsowaniu ustawy przez Pana i pańskich popleczników lokalne władze ustanowią jakieś ograniczenia. Tak jest np. w Sztokholmie, gdzie nie ma regulacji państwowych, ale Stockholm Visitors Board wydaje zezwolenia i są przewodnicy AUTORYZOWANI.

  18. A polski przewodnik przez Pana i takich jak Pan zostanie pozbawiony (jeśli znikną u nas licencje, na co się zapowiada)prawa do uznania swoich kwalifikacji w takich krajach jak Austria, Hiszpania czy Włochy. Bo na podstawie tej licencji może się o to ubiegać, bez licencji musi udokumentować dwuletnie wykonywanie zawodu w pełnym wymiarze godzin. Zatrudnia Pan jakiegoś przewodnika na stałe???? A może zna Pan inne biuro, które zatrudnia przewodników w pełnym wymiarze godzin?

  19. A polski przewodnik przez Pana i takich jak Pan zostanie pozbawiony (jeśli znikną u nas licencje, na co się zapowiada)prawa do uznania swoich kwalifikacji w takich krajach jak Austria, Hiszpania czy Włochy. Bo na podstawie tej licencji może się o to ubiegać, bez licencji musi udokumentować dwuletnie wykonywanie zawodu w pełnym wymiarze godzin. Zatrudnia Pan jakiegoś przewodnika na stałe???? A może zna Pan inne biuro, które zatrudnia przewodników w pełnym wymiarze godzin?

  20. No i oczywiście polski i każdy unijny fryzjer swoją pracę w Niemczech wykonywać może – na podstawie znanej dyrektywy uznaniowej.

  21. Niemieckim Handwerker-Innungen dam spokój. Natomiast o „eksport rewolucji” postaramy się w kierunku Austrii, gdzie mnóstwo polskich pilotów cierpi, dostaję wiele listów w tej sprawie. Oczywiście PFPiP przysłowiowe g… robi w tej sprawie.

  22. Witam,
    Czy ten Pana wyjazd do Niemiec jest związany z walką o uwolnienie fryzjerstwa? Jeśli tak, to trzymamy kciuki!!! Już Pan wywalczył dla niemieckich pilotów i kierowców prawo do oprowadzania po Krakowie, Warszawie czy Gdańsku, pora teraz zawalczyć aby polski fryzjer czy hydraulik bez kwalifikacji mogli wykonywać ten zawód w Niemczech. Do boju!!! A może Pana swoboda wykonywania zawodu przez Polaków w Niemczech wcale nie interesuje?

  23. Tak, dużo zawodów rzemieślniczych w Niemczech jest regulowanych – piekarz, hydraulik itp. U nas jak wiadomo była próba w 2007 ale się nie powiodła.

  24. @mad. Wszystko jest relatywne. Jeśli ktoś interesuje się historią i historią sztuki, od dzieciństwa pasjonuje się swoim miastem, lubi czytać i niestraszna mu nauka, to kurs dla niego jest łatwy. W przeciwnym wypadku to mordęga, tyle że taka osoba powinna sobie zadać pytanie, czy w ogóle nadaje się do tego zawodu. Bo zawód pilota czy przewodnika, jeśli ktoś che być dobry w tym zawodzie, oznacza bezustanne doszkalanie i samokształcenie.

  25. @blondynka
    Jeśli Pani zdaniem „paromiesięczny kurs nie wymaga wiele wysiłku”, to co jest warta zdobyta na nim wiedza? Sama Pani w tym momencie deprecjonuje przewodników… Skończyłam ten kurs i nie zgodzę się z Pani stwierdzeniem. O ile mamy do czynienia z uczciwym organizatorem, to kurs wymaga wiele wysiłku. Sądzę również, że wiele osób z własnej (tj. niewymuszonej przepisami)woli zdecydowałoby się na udział w takim szkoleniu, zanim podjęłyby się pracy przewodnika. Przynajmniej jeśli chodzi o przewodnika miejskiego, odnośnie innych nie będę się wypowiadać, bo nie znam realiów.

  26. Panie Zimowski!
    Zła wiadomość,ale sprawdzona:
    w tych ukochanych przez Pana wolnych Niemczech zawód fryzjera jest regulowany!!!
    Nie może Pan na to pozwolić!!! Dalej, hejże do Niemiec walczyć o wolne fryzjerstwo. Tu już Pan dosyć nabruździł.
    Adieu, farewell, szalom

  27. Podziwiam Pana, że od tylu lat poswieca pan tyle energii na niszczenie etosu zawodu przewodnika i pilota turystycznego.Należałoby uwolnic wszystkie zawody. Studia medyczne to aż sześć lat, a mamy tylu zdolnych znachorów. kowale mogliby rwać ludziom zęby, bo po co dentysci maja ściagac cała kasę. Tyleż demagogi jest w Pana obrażaniu licencjonowanych przewodników , jak w tym, ze nie mozna byc dobrym znawcą tematu bez kursu, jesli sie ma wiedzę. tyle że paromiesieczny kurs naprawdę nie wymaga zbyt wiele wysiłku, a odmózdżenie społeczeństwa poprzez zaprzeczenie koniecznosci zdobywania wiedzy i kwalifikacji, wyrządzi znacznie więcej szkody. Swoją drogą skad ma Pan takie chody, że rozpętał pan całą te burzę, która wiele psuje, to nie wiem.

  28. Niestety drogi Arturze, w swoim zarzucie była mowa o „egzaminie na przewodnika” bez sprecyzowanych szczegółów. Oczywiście że obecnie nieważne, co sam napisałem. Natomiast w ówczesnych warunkach zdałem egzamin według wszelkich urzędowych wymagań. Nieprawdziwe jest więc stwierdzenie, jakobym – „nie zdał egzaminu na przewodnika”.

    Cóż – jak widzimy na tym przykładzie – anty-deregulatorzy to nie tylko ludzie desperacko broniący chorego systemu i nieuczciwie zdobytych przywilejów, ale również jednostki kompletnie pozbawione honoru.

  29. Przykro mi drogi Kolego, ale prezentowana przez Ciebie legitymacja jest niezgodna z Załącznikiem Nr 11 Rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki z dnia 4 marca 2011 roku (Dz.U. Nr 60 poz. 302. Oznacza to, że w świetle istniejących przepisów przewodnikiem nie jesteś i egzaminu przez komisją powołaną przez Marszałka Województwa nie składałeś. Zatem flaszeczkę proponuję przesłać na adres, który sobie w czeluściach internetu odszukałeś.

    Tak, czy inaczej pozdrawiam bo podyskutować zawsze warto.