Ku przestrodze

Mamy wolność słowa, wolność głoszenia poglądów. Licencjonowany przewodnik może uważać, że tylko osoby z licencją – taką jaką sam posiada – powinny być dopuszczone do komercyjnego oprowadzania turystów po Krakowie. Ba, może te poglądy głosić, także z udziałem telewizji, tylko…

…tylko że w oczach potencjalnego klienta czy kontrahenta szukającego w google informacji o takim przewodniku (także zagranicznego – translatory działają nieźle) nie musi to wyglądać zbyt dobrze. Może on sobie np. pomyśleć – skoro ten przewodnik tak zapalczywie broni „włoskiego” – skorumpowanego, mafijnego a nawet postfaszystowskiego modelu regulacji zawodowych, to… to być może coś jest nie tak z tą jego wiedzą i umiejętnościami. 

Tyle ku przestrodze przewodnickich lobystów, którzy dalej planują nagłaśniać przez media swoje lamenty. Gromkie brawa w studio trwały kilkanaście sekund, informacja w internecie będzie żyć wiecznie. 

2 Komentarze

  1. 1. Licencja nie jest żadnym gwarantem jakości – są tu na tym blogu przykłady wyjątkowych „partaczy z papierami”, na forach też wysypuje się mnóstwo skarg.

    2. Nie zajmuje się osobiście oprowadzaniem turystów. Ale przed 20 laty się tym zajmowałem i egzaminy zdałem. Chyba nawet mam starą legitymację.

  2. Założę się, że nie zdałeś egzaminów na przewodnika i stąd tyle jadu.
    Licencja jest gwarancją jakości.
    Kończyłem szkołę średnią w dwóch kierunkach. Studia z kulturoznawstwa i studia z pedagogiki. dziesiątki (a właściwie setki) egzaminów ale ten przewodnicki był najtrudniejszy w moim życiu.
    Potwierdzi to z pewnością każdy przewodnik górski.