Marta Kostyk i Wojciech Huk: Non passeranno!

Zostałem poproszony o skomentowanie programu TVP „Młodzież kontra….” z udziałem J. Gowina, wyemitowanego w niedzielę, 4 marca  Obejrzyj zapis internetowy, interesujące nas kwestie padają od 17 minuty…>

Program prowadził Tomasz Czeczótko, który – jak czytamy na stronie programu – jest absolwentem prawa a nie dziennikarstwa. Jakim więc prawem uprawia zawód dziennikarza? (Patrz notka niżej) Podczas programu wyrażał obawy, że deregulacja obniży poziom usług. Panie Tomaszu, pytam otwarcie – niech nam pan odpowie, czy w trosce o wysoki poziom jakości pracy dziennikarskiej, zwłaszcza w mediach publicznych, jest pan za tym, aby pana zawód uregulowano? Żeby musiał pan nagle przerwać pracę,  z własnej kieszeni opłacić kurs 2-letni dziennikarski i – tak jak przewodnicy turystyczni – zdać egzamin przed państwową komisją, aby znów móc wrócić do telewizji? Proszę nie uciekać od odpowiedzi, będę się przypominał.

Program był przygotowany wybitnie stronniczo (to chyba specjalność TVP Kraków) a rolę pistoletów wymierzonych w Gowina i w wolność świadczenia usług miało odegrać dwóch młodych krakowskich przewodników – celem antyreklamy zapamiętajcie ich nazwiska: Marta Kostyk i Wojciech Huk

Pistolety pomimo młodej powierzchowności okazały się być czymś w rodzaju historycznych arkebuzów – dużo huku i dymu a efekt co najmniej komiczny. Pani Marta, jak czytamy na jej facebookowym profilu, studiowała w Rzymie, miała więc sposobność poznać realia skorumpowanego i zbiurokratyzowanego „śmiertelnie chorego człowieka Europy” jak to pisał o Włoszech niedawno Piotr Kowalczuk.  Marta Kostyk i Wojciech Huk zaraziili się tą chorobą, i teraz chcą ją, niczym genueńscy żeglarze w 14 wieku dżumę z Krymu do Wenecji,  przenieść z ziemi włoskiej do Polski. Nieco więcej o tamtejszych realiach turystycznych pisałem przy okazji zniesienia obowiązku przewodnickiego w Sienie. Niestety  ich deklarowana na początku „apolityczność” i słaba znajomość realiów ekonomicznych Europy zemściła się. Nagabywanie polityka jakiejkolwiek opcji do tego żeby budował „drugie Włochy”, żeby na targanym kryzysami południu Europy szukał rozwiązań legislacyjnych, budzić może co najwyżej uśmiech politowania. Pisałem o tym – przypominam – tutaj…>

Przykro było słuchać tych megapretensjonalnych, zarozumiałych młodych ludzi, którym fakt że zdali egzaminy przed jakąś „komisją” tak namieszał w głowach, że wydaje im się, że nikt prócz nich i ich kolegów i koleżanek z korporacji, „z którymi konkurują” nie ma prawa świadczyć usług przewodnickich w Krakowie. Sam często rekrutuję pilotów i przewodników – rozmowy są krótkie i konkretne, gdyby przyszedł do mnie taki zblazowany laluś jak Wojciech Huk i zaczął rozmowę od przechwalanek – jaki to on jest genialny i lepszy od historyków sztuki – po minucie pokazał bym mu drzwi. Jesteś dobry? To przekonaj mnie albo innego klienta. Mnie przekonałeś co najwyżej,  że nie jesteś pewien przydatności swojej wiedzy,  skoro tak się obawiasz konkurencji i usiłujesz wmusić swoje usługi na drodze administracyjnego nakazu!

Niestety droga Marto Kostyk i Wojciechu Huk – podtekst waszych zawodzeń jest dla wszystkich klarowny: „wiemy że daliśmy się nabrać, że te wszystkie dodatkowe, kosztowne kursy i egzaminy nie były nam do niczego potrzebne, i jesteśmy oburzeni”. Bądźcie oburzeni przede wszystkim na siebie i na tysiące podobnych wam – młodych konformistów, którzy – widząc niedorzeczności systemu – zamiast z nim walczyć tak jak ja – woleli zapłacić haracz.

Przy okazji padły idiotyczne argumenty, że przez deregulację „Polska straci pieniądze”, bo Włosi czy inni obcokrajowcy nie będą zmuszeni do korzystania z usług polskich przewodników. Jest to nieporozumienie, bo również według obecnego prawa nie mogą być do tego zmuszani. Że czasem są – to być może skutek nadużywania, nadinterpretacji bądź nieznajomości prawa. Już nie chodzi nawet o europejską dyrektywę uznaniową, o której unowocześnieniu w kierunku absolutnej wolności transgranicznego przewodnictwa pisałem 19 lutego. Istotne jest, że: 

- Polska ustawa o usługach turystycznych dotyczy organizatorów polskich a nie np. włoskich – polski urzędnik nie ma takiej władzy ani interesu aby stwierdzać co jest dobre dla klienta zagranicznego biura.
- Konstytucja zapewnia wszystkim znajdującym się pod władzą Rzeczypospolitej Polskiej – także cudzoziemcom – korzystanie z praw i wolności – takich jak wolność slowa czy prawa kosumenckie.

Jest zresztą  jakimś grubym nieporozumieniem – nie wiem czego tych dzieciaków na kursach uczyli – twierdzenie że każdy zagraniczny touroperator wyprawiający grupę do Krakowa będzie chciał za wszelką cenę oszczędzić na lokalnym przewodniku. Chętnie skorzysta z usług, jeżeli będą fachowe i dobrze wycenione – proces ten nie może być wyjęty spod praw wolnego rynku.

Kiedy budowano pierwsze koleje żelazne – włościanie rozpaczali, że im kury przestaną jajka nieść, a krowy dawać mleko. Marta Kostyk i Wojciech Huk mentalnościowo reprezentują podobny poziom, skoro przytargali do studia (sprostowanie – narysował to telewizyjny grafficiarz) i rozpowszechniają na facebooku taką karykaturkę:

Deregulacja zawodu pilota i przewodnika dotyczy świadczenia tych usług w miejscach publicznych. Nikt nie będzie zmuszał właścicieli czy zarządców obiektów zamkniętych – jak np. jasnogórski klasztor, do zmiany regulaminów, zwyczaju zakładania przyzwoitego ubioru w obiektach sakralnych. W przypadku takich obiektów prawa rynku działają też skutecznie – braciszkowie chcą ofiar i pielgrzymów, właściciele atrakcji chcą sprzedawać dużo biletów więc w ich interesie nie leży raczej ograniczanie ruchu turystycznego absurdalnymi przepisami.  Jeśli zdarzą się wyjątki – będziemy je piętnować, ale to już inny temat. 

Przeczytajcie też jak waszą komunistyczną mentalność obśmiano w Krakowskiej Gazecie Internetowej…>
________
I jeszcze jedno – jeśli ktoś będzie miał czelność (zwłaszcza w obecności dziennikarzy) powoływać się na Włochy – niech przeczyta artykuł na rmf 24 o regulacjach w Europie – fragment dotyczący Włoch:

Rząd Mario Montiego postanowił znieść liczne ograniczenia blokujące dostęp, zwłaszcza młodych ludzi najbardziej dotkniętych bezrobociem, do wielu zawodów. (…) Jako dodatkowy argument przemawiający za koniecznością likwidacji bądź ograniczenia wpływów zrzeszeń zawodowych (tzw. ordine) przytacza się to, że większość z około 30 obecnie działających powstało w dobie rządów Benito Mussoliniego. (nb w Grecji – zaczasów rządu tzw. junty czarnych pułkowników) Wiele emocji w opinii publicznej wzbudza sprawa ograniczeń w dostępie do zawodu dziennikarza. We Włoszech nie można go wykonywać, jeśli nie należy się do zrzeszenia dziennikarzy. Aby zostać jego członkiem, trzeba zdać egzamin, za który opłata wynosi 400 euro i wnosić coroczne składki. Niektóre środowiska domagają się wolnego dostępu do zawodu dziennikarza i likwidacji zrzeszenia dziennikarzy, wręcz nazywając tę organizację „faszystowską pozostałością”. Tego pan chce. panie Czeczótko?

69 Komentarze

  1. Aby dopełnić obrazu zarzynania turystyki społecznej za pomocą głupich przepisów i w majestacie prawa należy jeszcze zwrócić uwagę na osobliwe zapisy w kodeksie wykroczeń: „Kto:
    1) wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek (…)
    - podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.”

    Zapis ten często interpretowany wprost przez lotne patrole (przewodnik+umundurowani funkcjonariusze) pozwala na szykanowanie osób, które opiekują się turystami (w tym w ramach działalności non profit) i sprawiają wrażenie wykonywania zadań przewodnika turystycznego.

  2. Tak, kluby itp. zrzeszenia mogą organizować wycieczki w ramach działalności statutowej i nie podlegają wtedy pod ust. o usł. turystycznych natomiast według „twórczych interpretacji” pewnego rozporządzenia nie mogę wejść pow 1000m ani do parku nar. bez przewodnika z bumagą.

  3. Widać za krótko żyjesz abyś mógł wyciągać takie wnioski. Ja doskonale pamiętam, że tania turystyka wędrówkowa z młodzieżą szkolną i akademicką miała się całkiem dobrze jeszcze w II połowie lat 90-tych – zanikały „autokarówki”, a wycieczki prowadzili społecznie organizatorzy turystyki m.in. instruktorzy i przodownicy turystyki kwalifikowanej, w tym opiekunowie szkolnych kół i klubów turystycznych. I doskonale pamiętam, że tak faktycznie było. Sam spotykałem jeszcze w połowie lat 90-tych czyli po upadku „komuny” liczne górskie obozy wędrowne PTTK lub organizowane przez szkoły i uczelnie po trasach typowych PTSM, gdzie przewodnika górskiego ich uczestnicy nie mieli, byli tylko co najwyżej przodownicy PTTK i wszystko było zgodnie obowiązującym prawem. Obecnie tak się legalnie nie da. Na większości terenów turystycznie ciekawych, z Tatrzańskim Parkiem Narodowym na czele, obowiązuje przymus przewodnicki. Przemycone przez lobby przewodnickie do uchwalonej w 1997 r. ustawy o usługach turystycznych i rozporządzeń ministerialnych zapisy, sankcjonujące monopol na prowadzenie górskich (i nie tylko górskich) wędrówek, pozbawiający m.in. społeczną kadrę PTTK i nauczycieli możliwości legalnego prowadzenia grup młodzieżowych i akademickich, w rzeczywistości nie przysporzyły im klientów, a jedynie przyczyniły się do upadku taniej turystyki wędrownej w Polsce. I takie są fakty.

  4. wielu moich znajomych nie ma uprawnien panstwowych i z powodzeniem organizuje i prowadzi rajdy (niekomercyjne) – nikt ich nie gania, nie legitymuje, wszystko w swietle prawa.
    Poza tym L.R. ja nigdzie nie pisalem ze powstaja nowe Kola i Kluby – bo nic na ten temat nie wiem. Wiem za to ze duzo roznych Klubow funkcjonuje z powodzeniem od lat. A to ze nie ma jak w latach 70 gigantycznych rajdow na kilkaset osob, a obozy wedrowne sa coraz mniej liczne to nie efekt regulacji a po prostu innych priorytetow i potrzeb mlodych ludzi. Ot i tyle

  5. Ja nie idealizuje tylko opisuje to co widze w moim regionie – za to Ty chyba troche demonizujesz. Turystyka wedrowna siada to prawda ale jest to raczej wina zmieniajacych sie czasow, innego modelu turystyki i spedzania wolnego czasu. Jak ja studiowalem (raptem pare lat temu)w zasadzie pol wakacji spedzalem w gorach – w tej chwili mlodzi jednoszesnie studiuja i pracuja imaja mniej czasu na wedrowanie po gorach – tak juz po prostu jest i zadna deregulacja raczej tego nie zmieni. Dlatego coraz wiecej kół organizuje krótkie rajdy (okoloweekendowe) bo na takie jest zapotrzebowanie. A np w Łodzi dzialaja Kola w których nie ma zadnego przewodnika i organizuja rokrocznie rajdy (chociazby JURA, Rajd Poyapowy) i inne. Podobne inicjatywy sa w Warszawie, Krakowie, Rzeszowie, na Śląsku. Czyzby Poznan i Wroclaw jakos pod tym wzgledem odstawały? Nie sądzę. We Wrocławiu działa SKPS, w Poznaniu AKG Halny – to tylko przyklady.

  6. klimek – marudzisz i iealizujesz, a sytuacja naprawdę jest tragiczna. Koła SKPx zaistniały kilkadziesiąt lat temu w innych czasach i innych warunkach. Właśnie deregulacja ma służyć temu, żeby te organizacje turystyczne, które nie mają w swoim składzie przewodników z państwowymi licencjami mogły działać legalnie – bez narażania się na szykany administracyjne inspirowane przez zawistnych przewodników.

    Piszesz, że powstają nowe koła. Co za bzdura! Koła i kluby upadają. Ludzi nie stać na trwające od roku do ponad dwóch lat kursy, skoro po to by np. prowadzić grupę w górach powinno wystarczyć kilkudniowe przeszkolenie z zasad zachowania bezpieczeństwa. Jak to się zmieni, wtedy turystyka społeczna ma szansę odżyć. Oczywiście nie od razu, bo to co zniszczono za pomocą głupich przepisów i w majestacie prawa będzie trzeba odbudowywać przez całe lata. Jasne? Jasne.

  7. Ale istnieja i nikt nie zabrania im dzialac, i mlodzi na rajdy sie garna. A skoro istnieje 10 to dlaczego nie mialoby istniec ich wiecej? Tylko trzeba zaczac chciec. Poza tym to tylko SKPX-y; a sa jeszcze kola gorskie prawie przy kazdym OA PTTK. A jak nie ma OA w danym miescie to powstaja bezposrednio przy uczelniach. Oprocz gorskich sa jeszcze zwykle kola turystyczne. Nie wiem jak jest w Poznaniu i Wroclawiu – ale w Polsce środkowej naprawde nie ma z tym problemow. GRUNT TO NIE NARZEKAC ALE DZIALAC, DZIALAC. Z samego marudzenia imprez turystycznych sie nie stworzy – chocby rzad dawal super warunki po temu. Tak wiec zachecam do pracy L.R.

  8. Też masz się czym pochwalić? 10 (słownie dziesięć) SKPx w całej Polsce to nawet jedno nie przypada na województwo. Koła i kluby turystyczne, nie mające w swoim składzie przewodników górskich praktycznie zaprzestały organizowania imprez w górach. I takie są fakty.

  9. Nie pisze bzdur Lechu. Wypowiadalem sie wylacznie o turystyce gorskiej (nie znam rynku niekomercyjnej turystyki nizinnej)i doskonale wiem ze taki segment dziala – samych Studenzkich Kół w Polsce jest ok. 10 – i wiekszosc z nich preżnie dziala. Sam jestem czlonkiem jednego wiec naprawde wiem co mowie. I jeszcze jedno mam uprawnienia panstwowe,jako przewodnik pracuje komercyjnie – ale to nie znaczy ze nie dzialam rowniez spolecznie. I uwierz mi wiele jest takich osob.

    A co do slynnego profesora UJ – to chetnie bym zobaczyl ten oslawiony mandat bo na razie tylko o nim slychac. Jedyny mandat (i to tez wylacznie upomnienie)jakiego skan widzialem to Pani Marii Kantor.

  10. Bzdury wypisujesz klimek. Są problemy z prowadzeniem społecznie turystyki nie tylko w górach, ale nawet w wielu miastach Polski. Upadek turystyki wędrówkowej i pozbawienie społecznej kadry wielu organizacji turystycznych dawnej roli i znaczenia w dużej mierze zawdzięczamy państwowym regulacjom przewodnictwa turystycznego. To w dużej mierze przyczyniło się do likwidacji taniej bazy noclegowej m.in. zamknięcia wielu schronisk młodzieżowych. Trwało to długie lata. Tak długo dzban wodę nosił, aż się ucho nie urwało… Dopiero przypadek z ukaraniem mandatem profesora UJ, który pokazywał znajomym swoje miasto, obudził naszych polityków. I przyszedł czas na zmiany. Oby jak najprędzej

  11. Ale przeciez przodownik turystyki górskie nawet do tej pory mogł organizowac niekomercyjne wyjazdy dla swojego srodowiska. Np istnieja w duzych miastach tzw SKPxy (studenckie koła przewodnikow górskich, beskidzkich, sudeckich, świętokrzzyskich), nie wszyscy ich czlonkowie maja uprawnienia panstwowe ale moga niekomercyjnie oprowadzac wycieczki dla swojego srodowiska (tj w tym przypadku dla molodziezy studenckiej). Taka sytuacja jest juz od lat i to zadna nowosc.

  12. W swym zacietrzewieniu nawet nie raczyłeś się zapoznać z projektowanymi zmianami. Jeśli wprowadzony zostanie zapis w KW: kto „wykonuje ODPŁATNIE bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego górskiego na dany obszar” – podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny – to mnie w zupełności usatysfakcjonuje. Na przykład przodownicy turystyki kwalifikowanej będą mogli wykonywać swoją społeczną (nieodpłatną) pracę i prowadzić grupy w górach, na nizinach, w dużych miastach itp. legalnie. Dzięki temu turystyka wędrowna stopniowo (bo przecież nie od razu) odżyje. Wprawdzie zmniejszy się nieco zapotrzebowanie na niektóre usługi przewodnickie, jednak ta turystyka niewątpliwie napędzi koniunkturę i zyska gastronomia, przewoźnicy, hotelarstwo, wytwórcy pamiątek itd., dając ludziom dodatkowe zatrudnienie. W sumie bilans wyjdzie na plus.

  13. Przy okazji i w nawiązaniu do mojego wcześniejszego komentarza:

    Pamiętam szkolną wycieczkę do Krakowa. Jej elementem było zwiedzanie tzw. Wawelu, a dokładnie wzgórza i katedry.

    Przewodnik opowiedział parę zdań o budowie katedry, następnie oprowadzał od grobu do grobu mówiąc kto tam leży, co zrobił, o sztuce tylko wzmiankował. Generalnie historia to moja pasja i się strasznie wynudziłem, bo ten Pan nie powiedział nic nowego. Pokazuje to, że przewodnicy nawet jak mają ciężki kurs i egzamin, to później tej wiedzy nie wykorzystują. Zanudziliby grupy, ja owszem się zanudziłem na tej wycieczce, ale dla kolegów to były same nazwijmy to nowości. Dlatego jak Pan Huk tutaj prawi o ogromnej wiedzy, której gratuluję, to ja dobrze wiem, że nie tego grupy oczekują. Dla nich nawet ciekawsze od tego, w którym roku zbudowano Katedrę jest to gdzie można kupić fajne pamiątki i tanio zjeść. Chłoną też legendy i ciekawostki. Prawienie o detalach ze sztuki lub zagłębianie się w historię jest niepotrzebne i nie ma na to czasu, przynajmniej z grupami. Chyba, że ktoś chce mega specjalistycznej wiedzy, ale to już indywidualnie i dlaczego tej wiedzy miałby nie dostać od profesora historii sztuki? Jak jesteś dobry w zawodzie i to jakimkolwiek to klientów będziesz miał, biurom podróży nie zależy na złych przewodnikach, bo klienci im odpłynął. Uwolnienie zawodu wręcz zmusi do walki o klienta i poprawy jakości, bo słaba jakość odpadnie z rynku.

  14. Rozwscieczenie Lecha R. bierze sie zupelnie z czego innego. Po prostu przeczytał projekt ustawy dereguacyjnej – i co i okazalo sie ze wszelkie jego dzialania przez ostatnie lata spezly na niczym. Nie bedzie mogl sie przystrajac w blachy przeróżne i mówic „jestem przewodnikiem górskim”. No niestety Panie Lechu jednak bedzie trzeba zdac egzamin – mam nadzieje ze nie jest on poza Pana zasiegiem

  15. Panie L. Rugało,

    Pańskie rozeźlenie bierze się zapewne stąd, iż imiennie się z Panem nie pożegnałem. Proszę wybaczyć, zaraz naprawię ten błąd. Zanim to jednak uczynię, jeszcze słowo komentarza do pańskiego posta: absolutnie nie pogardzam ludźmi, którzy mają pasję. Sam uważam się za taką osobę. Kraków był i jest dla mnie ważną częścią życia, a do egzaminu podszedłem po to, by pokazać, że moja wiedza i umiejętności przejdą próbę państwowej kontroli. Mogę teraz wykonywać pracę, która jest równocześnie moim hobby. Przynosi mi to satysfakcję i spełnienie. Mówiąc krótko, jestem szczęśliwy i tego samego życzę Panu :)

    Żegnajcie!!! Żegnaj Panie L.Rugało!!!

    WH

  16. Pewnie Panu teraz głupio, że palnął gafę z tą rzekomą nadgorliwością strażników miejskich starając się odwrócić uwagę od starszych kolegów po fachu – głównych winowajców absurdalnych sytuacji karania mandatami profesorów i innych ludzi pokazujących znajomym miasto. Faktycznie lepiej będzie dla Pana więcej się tu nie wypowiadać. Mam też nadzieję, że deregulacja dojdzie do skutku i ukróci trochę Pańską butę oraz pozwoli wyzbyć się pogardy wobec ludzi, którzy swoją wiedzę krajoznawczą zawdzięczają pasji i samokształceniu, a nie kosztownym i czasochłonnym kursom.

  17. Panie M. Zimowski,

    Pański ostatni komentarz… Cóż, dalsze wypowiadanie się na tym blogu, uwłaczałoby mojej godności, dlatego niniejszym żegnam się z Panem.

    WH

  18. Dla przypomnienia : „byle jaki, niedouczony, niedomyty” – a do tego często jeszcze chamski i alkoholik – tacy bywają ci z „państwowymi licencjami” właśnie. Tym „wolnym” zależy na robocie i się starają.” Autor: Maciej Zimowski. (……………) Czy ktokolwiek ma choćby najmniejsze wątpliwości co do intencji i warsztatu Pana Macieja Zimowskiego? Jak dla mnie – bomba! Nic dodać, nic ująć.

  19. Szanowny Panie L. Rugało,

    Odnośnie mojej wypowiedzi na temat historyków i historyków sztuki (obym nie musiał więcej tego powtarzać):

    „Absolutnie nie chodziło mi o to, że mam wyższe kompetencje w tej dziedzinie niż osoba, która kończyła 5 letnie studia np. na UJ. Chciałem tylko podkreślić, że w niektórych przypadkach nawet specjalista może nie mieć tak szczegółowej wiedzy jak przewodnik (rzeczywiście zdarzyła mi się kiedyś taka sytuacja), który wiele obiektów w mieście musiał rozbierać na czynniki pierwsze. Poza tym, na myśli miałem tak naprawdę to, że wiedza przewodnika ma charakter interdyscyplinarny: mówimy nie tylko o historii i historii sztuki, ale także o tradycjach, obyczajach, życiu codziennym i kulturalnym, strojach, regionalizmach językowych, legendach (etc.) danego miasta, a żadne studia w taką wiedzę nie wyposażają. Pomijam już kwestię metodologii pracy z turystą, która jest przecież niezbędna w naszym zawodzie, a której na hist. lub hist. sztuki próżno szukać. Chętnie ubrałbym swoją wypowiedź w TVP w lepsze słowa, bardziej precyzyjne, ale niestety, w przeciwieństwie do Pana, nie mam tak bogatego doświadczenia w tego typu wystąpieniach, jako że moje życie wypełniają przede wszystkim: praca, nauka, rodzina i znajomi i nie mógłbym pozwolić sobie na spędzania długich godzin na wyszukiwaniu wszystkich artykułów, programów i komentarzy dotyczących deregulacji zawodu przewodnika aby później umieścić je na swojej stronie internetowej (na podejmowanie ciągłych prób zaistnienia ze swoimi poglądami w mediach też jakoś brakuje już czasu).”

    Swoją drogą, słowem nie wspomniałem tutaj o profesorach wyższych uczelni (miałem na myśli studentów i absolwentów nie kontynuujących kariery naukowej), którzy są dla mnie, jak dla każdego przewodnika, mistrzami i autorytetami w swoich dziedzinach.

    Obaj Panowie doskonale zdajecie sobie sprawę z faktu, iż to nie profesorowie uniwersytetów będą oprowadzali turystów po deregulacji, więc ciągłe odnoszenie się do tej sprawy, uważam za gorzej niż śmieszne.

    Na koniec, jeszcze słowo do wcześniejszego komentarza Pana M. Zimowskiego: jeśli ktoś podważa obiektywność dziennikarzy i realizatorów programu TV, w którym brałem udział, to ja nie uznaje tego za sprawę błahą, a dążenie do prawdy, o której Panowie tyle piszecie, nakazuje mi każdorazowo dokonywać sprostowania tego typu twierdzeń.

    WH