Ostrzeżenie dla Polskiej Izby Turystyki

Liczne media poinformowały wczoraj za Polską Agencją Prasową że według władz Polskiej Izby Turystyki: „Deregulacja nie powinna dotyczyć pilotów wycieczek i przewodników” oraz cytowały wypowiedź wiceprezesa tej organizacji, Józefa Ratajskiego, który zabłysnął kilkoma niezwykle „mądrymi stwierdzeniami”, a mianowicie:

„Przewodnicy turystyczni powinni być kompetentni, bo inaczej nie ma to sensu. Po co wycieczkę ma oprowadzać po mieście lub jakimś terenie ktoś, kto nic albo niewiele o nim wie? Może powinniśmy też dopuścić do tego, żeby wycieczki zagraniczne oprowadzała osoba, która nie zna języków obcych. To grozi kompromitacją i obniżeniem jakości usług”

Stwierdzenie to obnaża przede wszystkim niekompetencję autora tej wypowiedzi, gdyż celem deregulacji jak wiemy nie jest zmuszanie do korzystania z usług „niefachowych amatorów” tylko scedowanie oceny ich kompetencji bezpośrednio na przedsiębiorców. Znakomita większość firm turystycznych działających np. w zachodniej Europie nie ma z tym najmniejszych problemów. Józef Ratajski zapewne może mieć z tym problemy, albo rzeczywiście miał. Przyjrzyjmy się lepiej biznesowej działalności tego „mądrali”.

Pan Józef Ratajski był przed kilku laty współwłaścicielem biura Rajmb Ikaria Tours SC, witryna którego – jak widzimy – straszy dawno nieaktualną ofertą. W listopadzie 2007 r. UOKiK  stwierdził liczne nieprawidłowości w zawieranych przez to biuro umowach, co m.in. zostało skomentowane w artykule „Wiceprezes PIT zamiast dawać przykład łamie prawo?”. O szczegółach decyzji (i wysokiej karze pieniężnej) pisał blog prawo turystyczne. Biuro ostatecznie zamknęło działalność w lutym 2009 roku.  Rynek zadziałał więc w przypadku niekompetentnego właściciela prawidłowo. A dziennikarzy agencyjnych prosiłbym o większą staranność w dobieraniu interlokutorów i cytowanie tych, którzy rzeczywiście coś konkretnego i z sukcesem w branży turystycznej zdziałali, a nie jedynie „piastują stanowiska”.

Prezes Polskiej Izby Turystyki Jan Korsak (nota bene też prowadzi bloga) był już negatywnym bohaterem naszej Akcji w 2008 roku, kiedy w notce „Palikot karci Korsaka” wyśmiewałem próby użycia sejmowej komisji „Przyjazne Państwo” do zaostrzenia regulacji. Tym razem wydawało się że będzie spokojniej. Kierownictwo PIT nie dołączało się do kakafonii anty-deregulacyjnych lamentów, co zrobili np. szefowie konkurencyjnej izby ITRP – jak się późiej dowiedziałem z pism i rozmów – nie konsultując swojego stanowiska z wieloma wchodzącymi w jej skład podmiotami. Ośmieszyłem ich sporządzając prywatną „czarną listę” biur turystyki przyjazdowej.

Oczywiście każdy ma prawo wyrażać własne zdanie w sprawie, nawet publikować największe głupoty. mamy w końcu demokrację i wolność słowa. Chciałbym jednak – uprzedzając oficjalne działania władz PIT pouczyć, co następuje:

- Oprócz pilotażu i przewodnictwa, niemal wszystkie usługi wchodzące w skład pakietów turystycznych jak np. hotelarstwo, gastronomia – świadczone są przez zawody nieregulowane na poziomie państwowym. Po niedawnej nowelizacji, również prowadzenie biura podróży nie wymaga posiadania jakichkolwiek formalnych licencji czy stażów. Szczególnym przykładem prawidłowego działania mechanizmów rynkowych, jest funkcjonowanie bez państwowych regulacji zawodu rezydenta. Rezydenci mają nieraz znacznie większy zakres pracy, odpowiedzialności itp. od pilotów czy przewodników. Istnienie regulacji w przypadku tych ostatnich można uzasadnić jedynie faktem posiadania wpływowych samorządów, wywodzących się z tradycji PRL-owskich. Dalsze obszerne argumenty za deregulacją opublikowane są tutaj i tutaj.

- Zasługą czterech lat społecznego lobbingu „Akcji Wolne Przewodnictwo” jest utrwalenie w świadomości rządzących polityków i całego społeczeństwa przewodnicko-pilockich absurdów, jako przykładu najbardziej skrajnej formy nieprawidłowości do jakich dochodzi wskutek przeregulowania gospodarki. Nieprzypadkowo zawód przewodnika wymienia się na czele listy zawodów, których konieczność deregulacji nie podlega jakimkolwiek dyskusjom, a  pierwsze sondaże wskazują, że poparcie opinii społecznej w tej sprawie jest miażdżące. Każdy podmiot sprzeciwiający się tym planom ryzykuje ośmieszenie i kompromitację. Najlepszy dowód – jeszcze wczoraj „mądrości” Józefa Ratajskiego, z dziesiątkami negatywnych komentarzy trafiły na popularny serwis wykop.pl Jeżeli PIT oficjalnie wystąpi z dokumentem sprzeciwiającym się deregulacji zawodów turystycznych nasza reakcja będzie zdecydowana stworzenie „czarnej listy” wchodzącej w jej skład biur turystycznych, tym razem o znacznie poważniejszym zasięgu, ze współudziałem organizacji konsumenckich i serwisów społecznościowych. 

Oczywiście w równym stopniu dotyczy to podmiotów niezrzeszonych w PIT które mają zamiar do protestów dołączyć. Co zauważam – porażająca jest u niektórych niewiedza i niezrozumienie tego co się w kraju dzieje… Można jedynie przypomnieć znane powiedzenie – jeżeli nie zainteresujesz się polityką, ona zainteresuje się tobą.

27 Komentarze

  1. W jednym muszę się z Panem zgodzić – to nie jest miejsce dla mnie. Życzę dobrej zabawy w gronie klakierów.

  2. Zasady savoir vivre są takie, że jak gospodarz domu daje delikatne sugestie że jest się gościem niemile widzianym – to należy opuścić przyjęcie. Au revoir Madame!

  3. Ale w moim – usuniętym przez Pana – komentarzu, nie było żadnych treści sprzecznych z internetowym savoir virem! To raczej Pan zachował się nie fair obrzucając mnie zniewagami. Ale jesli ktoś nie ma rzeczowych argumentów, to co mu pozostaje? oplucie adresarza?

  4. Nie cenzora tylko moderatora – usuwam treści niemerytoryczne i personalne które nie wnoszą nic nowego do dyskusji. Wolności nie bronię proszę sobie założyć swojego bloga i tam mnie piętnować do woli :)

  5. Bawi się Pan w cenzora usuwając komentarze? Jak na zwolennika wolności to dość
    kuriozalne. I proszę nie traktować tej dyskusji tak osobiście. To tylko wymiana poglądów, a nie walka na śmierć i życie.

  6. Nie Pani jedna. Na szczęście jak wykazują sondaże 70-80% społeczeństwa pomysł deregulacji ocenia pozytywnie. I bardzo dobrze, że takie rozzłoszczone i niedouczone frustratki z Radzionkowa nie będą więcej decydować kogo dopuścić do zawodu a kogo nie.

  7. Panie Zimowski, dał mi Pan do ręki argument przeciwko „deregulacji” : na egzaminie praktycznym, dzięki bezpośredniemu kontaktowi, można wyeliminować ludzi, którzy ewidentnie nie mają predyspozycji do wykonywania tego zawodu. Takich jak Pan – agresywnych, złośliwych i chamskich. Życzę dalszego pławienia się w dobrym (niesłusznie) samopoczuciu. Ja już Pana zweryfikowałam. Negatywnie.

  8. Odpowiedziałbym na te bzdury ale sorry – szkoda czasu. Proszę sobie samemu poczytać nie będę urządzał więcej darmowych szkoleń dla sfrustrowanych dyletantek. Wystarczy że politycy „zdali egzamin” z wrażliwości społecznej i zmienią prawo.

  9. „Wspierać opcję włoską”? Ło matko, skąd tak daleko idące wnioski?
    a co do Niemiec, to trafił Pan kulą w płot – w gospodarce niemieckiej turystyka nie jest tak znacząca. Niemcy przede wszystkim wyjeżdżają i z tego żyje ich rynek turystyczny, turystyka przyjazdowa nie jest u nich szczególnie rozwinięta. Więc nie mają powodu chronić nielicznych lokalnych przewodników, z wyjątkiem Alp, rzecz jasna. Ale skoro tak się Pan brzydzi Włochami, to niech Pan jakoś wyjaśni dlaczego w Austrii zawód przewodnika jest regulowany? Albo w takiej Szwajcarii??

  10. „A u was Murzynów biją!”, skąd u takiego przeciwnika PRL argumenty rodem z głębokiej komuny? znowu brak merytoryki i nadrabianie agresją… oj nie potrafi Pan dyskutować.
    Napiszę Panu dlaczego przywołałam Włochy – Włosi dbają o rynek turystyczny, bo jest on ważną dziedziną gospodarki włoskiej. Pilnują interesów swoich obywateli pracujących (i świetnie zarabiających) jako przewodnicy turystyczni. Czy to źle? Włoscy przewodnicy są naprawdę świetni, potrafią fantastycznie promować swój kraj i jego walory turystyczne. Nasz rynek turystyczny też dynamicznie się rozwija i powinniśmy wzorować się na liderach. Ale Pan jak widać preferuje powrót do przeszłości…

  11. No właśnie, w następnych wyborach proszą poprzeć ugrupowanie, które będzie obiecać zbudowanie w Polsce „drugich Włoch” (w domyśle – u ich ogromną korupcją i biurokracją). Obawiam się jednak że może być trudno takie znaleźć.

  12. Przykre jest to, że tak ważne i brzemienne w skutki decyzje podejmują ludzie niekompetentni. Ale w Polsce to zdarza się często. Polak zawsze mądry po szkodzie. Ciekawe dlaczego Włosi nie „deregulują” zawodu przewodnika?

  13. Proszę się więc troszczyć o jakość własnych usług przewodnickich. A nie o „rynek”. Rynek sam się o siebie zatroszczy.

  14. No właśnie. To ostatnie zdanie potwierdza moją tezę o Pana frustracji.
    Jestem przeciwna tzw. „deregulacji” ponieważ nie chcę tłumów ignorantów i nieuków na szlakach. Już teraz jest z tym problem, ale przynajmniej pseudoprzewodnicy kryją się po kątach i starają się nie zwracać na siebie uwagi. Po „otwarciu zawodu” zacznie się wolna amerykanka.
    Co do mnie – nie boję się ponieważ wypracowałam sobie pozycję na rynku i nie muszę ganiać po parkingach za grupami. Ale zależy mi na jakości naszego rynku turystycznego, a tzw. „deregulacja” na pewno nie będzie temu służyła.
    Pamiętam taką historię sprzed lat : górna stacja kolejki na Szyndzielnię, czekam aż dojedzie ostatni turysta z mojej grupy, oczywiście mam blachę (identyfikatorów wtedy nie było) i czerwony sweter przewodnicki. Podchodzi do mnie facet w wieku mojego tatusia, ubrany niczym wytrawny przewodnik (kurtkę ma lepszą niż ja i napis „przewodnik” na piersi), w kapelusiku mysliwskim na posągowej głowie, ale bez blachy. Prosi mnie na stronę i szeptem pyta : Koleżanko jak tu się idzie do schroniska? Grzecznie mu odpowiadam, choć koleżanką przebierańca się nie czuję. Facet odchodzi i donośnym głosem wzywa : dzieci, proszę tutaj, zaprowadzę was do pięknego schroniska”. Dzieciaczki z jego grupy się zbiegają i „Pan Przewodnik” idzie z nimi do schroniska, do którego drogę wskazałam mu 3 min wcześniej. Czeka go 10 min marsz, a schronisko znajduje się na wys. 1001 m npm. Coś czuję, że stare wróci…

  15. Dziękują za propozycję, aczkolwiek po sobotniej konferencji rządu naprawdę nie mam powodu do frustracji. Pani jak się domyślam – tak.

  16. Trochę poczytałam, i przepraszam, ale uważam, że jest Pan jakimś frustratem. Podziwiam zapał z jakim walczy Pan o dopuszczenie do zawodu przewodnika ignorantów i uważam, że powinien Pan wykorzystać swoją niewątpliwą energię i inteligencję w lepszej sprawie.

  17. Proszę sobie przeczytać archiwa bloga i strony – nie będę po raz setny wszystkiego jeszcze raz streszczał.

  18. I jeszcze jedna uwaga dot. egzaminu : nie wiem jacy egzaminatorzy Pana egzaminowali, więc nie chcę z Panem polemizować. Muszę jednak podkreślić, że zdając kilka egzaminów przewodnickich (w tym także na podwyższenie klasy) nie spotkałam się ani razu z egzaminatorem, który w jakikolwiek sposób sprzeniewierzyłby się swoim obowiązkom lub też nie posiadał wiedzy i doświadczenia niezbędnego do egzaminowania kandydatów na przewodników. Oczywiście jedni byli bardziej wymagający, inni bardziej pobłażliwi, ale jeśli ktoś umiał – to zdawał. A jeśli nie potrafił nazwać najwyższego szczytu w paśmie górskim – to oblewał.

  19. A co ma Pan na myśli pisząc o przewodnickich „korporacjach zawodowych”? o ile wiem, nie ma przymusu zrzeszania się przewodników i pilotów. Sama znam wielu niezrzeszonych, choć z porządnymi uprawnieniami, i doskonale radzących sobie na wolnym rynku.

  20. Wycieczki turystyczne to jest biznes całkowicie prywatny – tak jak owo pieczenie tortów.

    Jeżeli państwo polskie wpadnie na pomysł aby każdemu obywatelowi zafundować z budżetu państwa jakiś urlop czy wycieczkę (tak jak funduje system edukacyjny) to wtedy niech sobie tą państwową działkę reguluje. A od prywatnego rynku – wara.

    Natomiast – z tym zdawaniem egzaminów kogoś kto umie (zwłaszcza przed egzaminatorem który sam nie zna się na nowoczesnym rynku turystycznym) – to jest ta megabezczelność korporacji którą Tusk z Gowinem wreszcie ukrócą.

  21. Panie M.Z., niestety nie jest tak jak się Panu wydaje. Placówka oświatowa żeby mieć prawo wystawiania świadectw uznawanych w Polsce, musi spełniać określone kryteria, w tym także dotyczące kwalifikacji zatrudnianych nauczycieli. Oczywiście można zalożyć Prywatną Szkołę Pieczenia Tortów Orzechowych, gdzie nauczać może moja ciocia modystka, jednak przykład dotyczył szkoły, która ma dać dziecku świadectwo potwierdzające zaliczenie określonego etapu edukacji i umożliwiające kontunuowanie nauki w szkole wyższego stopnia.
    A co do przewodników – skoro owi „wolni” przewodnicy są tak świetnie przygotowani, to dlaczego nie byli w stanie zdać egzaminów?? Trochę tych egaminów w życiu zdałam i uważam, że egzaminy przewodnickie wcale nie są najtrudniejsze.

  22. Działalność edukacyjna Pani Małgorzato nie jest regulowana. Nadzór państwa dotyczy tylko szkół publicznych realizujących państwowy program nauczania. Bez problemu może pani założyć szkołę prywatną i nauczać tam np. że ziemia jest płaska, jeśli będą chętni do płacenia za takie nauki. Biznes turystyczny jest w 100% prywatny i dlatego nadzór państwowych urzędników nad nim jest nie do pomyślenia. To relikt PRL-u.

  23. Jestem pod wrażeniem. To Akcji Wolne Przewodnictwa zawdzięczamy „deregulację zawodu przewodnika”? Ciekawe, czy za kilka lat będzie się Pan tak chętnie szczycił tym „osiągnieciem”? Moim zdaniem będzie to klasyczne „wylanie dziecka z kąpielą”. Przecież obecnie każdy, kto ma maturę i chęć uczenia się, może zostać przewodnikiem lub pilotem turystycznym. Oczywiście trzeba skończyć kurs i zdać egzamin (dla niektórych jest to przeszkoda nie do przejścia), potem można bez przeszkód wykonywać zawód. Gdzie są tu ograniczenia? czy wymóg wykazania się podstawowym przygotowaniem zawodowym to „ograniczenie”? Podam absurdalny przykład : żeby nauczać dzieci w szkole też trzeba spełnić jakieś tam wymogi… To może uwolnijmy nauczycielstwo? Ekspedientka będzie nauczała matematyki, a krawcowa robót ręcznych. Gratuluję Panu dobrego samopoczucia, bo ja uważam, że w konsekwencji takiej decyzji ulice i szlaki zaroją się od emerytowanych nauczycieli, samozwańczych „znawców” i rozmaitych hobbystów, którzy – za połowę stawki – wcisną jakąś ściemę łatwowiernym turystom. Dobrze będzie jeśli przy okazji nie zgubią się na trasie.

  24. O ile wiem zawód kucharza też wymaga specjalistycznej wiedzy, i też w ciągu lat i wieków przechodzi ogromną transformację, i też można si go uczyć przez wiele lat na najrozmaitszych specjalistycznych kursach gastronomii. Zły administrator może wyrządzić szkody budynkowi i portfelowi właściciela, zły kucharz znacznie większe szkody na życiu i zdrowiu, a jednak ten zawód radzi sobie w warunkach braku regulacji. Ufam więc rynkowi że i tu sobie poradzi.

  25. A co to za regulacje są obecnie?

    Studiowałem zarządzanie nieruchomościami w Polsce i zagranicą. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zawód ten przeszedł olbrzymią transformację od administratora do właśnie zarządcy nieruchomościami. Wystarczy zapoznać się z ogromem literatury, aby zauważyć jak istotna stała się rola zarządcy nieruchomością. Inteligentne budynki, prawidłowość rozliczeń, przeprowadzanie kontroli i remontów, tworzenie planów zarządzania stanowią zadania, które wymagają aby osoba je wykonująca była w odpowiedni sposób przygotowana. Zawód ten regulowany w Unii, a w Polsce tak naprawdę dostęp nie jest znacząco ograniczony. Wystarczy skończyć studia z odpowiednim programem lub studia podyplomowe i uzupełnić je półrocznymi praktykami (kilka lat temu był jeszcze egzamin). Przypominam, że na studia podyplomowe właściwie może pójść każdy – jeszcze nie było sytuacji w Polsce, aby gdzieś zabrakło na nich miejsc dla słuchaczy. Dodatkowo na praktyki również jest przyjmowany KAŻDY, którego studia spełniają minima programowe. Takie praktyki mają formę zaoczną. W związku z powyższym taki delikwent z licencją ma przynajmniej jakieś podstawy do wykonywanie czynności zarządcy. Minister Gowin wyświadczył niedźwiedzią przysługę wielu młodym osobom, które kończyły studia w nadziei, że ich zawód będzie odgrywał jakąś rolę w społeczeństwie. Proszę zwrócić uwagę jak rozwinęło się kształcenie w Polsce w tym kierunku. Czy to oznacza, że będzie trzeba po prostu zlikwidować te kierunki i zwolnić kadrę naukową? To wszystko nie ma sensu!!! Przypominam, że osoby, które chcą zostać zarządcą nieruchomościami naprawdę nie mają problemów ze zdobyciem licencji!!! W tej chwili tysiące osób (w szczególności młodych) w Polsce zostało bez zawodu. To nie jest deregulacja, ale ANARCHIA. Ogólnie jestem za deregulacją, ale tak jak w przypadku geodety aby nie zniesiono obowiązku ukończenia studiów. Tak więc geodeta ma chociaż 5-letnie przygotowanie teoretyczne (planowana likwidacja 3 letniego stażu), a zarządcą może być osoba po podstawówce.