Czwarta władza też się uczy

Kiedy szedłem wczoraj na wywiady telewizyjne, przezornie wziąłem ze sobą dyktafon. Z myślą, że jak znów wytną co istotne a puszczą tylko – jak ostatnio- jakieś wyrwane z kontekstu narzekania, to przedstawię „wersję nieocenzurowaną”. Ale nie ma potrzeby.  I w „Kronice krakowskiej” pokazano to co istotne, i „Tematy dnia” poszły w całości.

Kronika krakowska

Tematy dnia

„Wolne Przewodnictwo” w Radiu Kraków

Jarosław Gowin był dziś porannym gościem w Radiu Kraków. Stanowczo potwierdził, że nie wycofa się z planów deregulacji. Jak czytamy na stronie Radia: „Polska ma najwięcej w Europie tak zwanych zawodów regulowanych, zwanych też zamkniętymi. Dostęp do nich zdobywa się po uzyskaniu uprawnień państwowych lub korporacyjnych. Są wśród nich na przykład weterynarz, pośrednik pracy, pośrednik handlu nieruchomościami i przewodnik turystyczny. Na rynku pracy liczy się talent i ciężka praca, a nie przywileje, które likwidują wolny dostęp do zawodu (…) nie ma innego sposobu jak odebrać przywileje, odebrać*) uprawnienia, licencje i po prostu otworzyc się na wolną konkurencję.” Zapewne były też cytowane moje wypowiedzi nagrywane kilka dni wcześniej, niestety audycji nie słuchałem (wolałem się wyspać), jeśli ktoś coś więcej usłyszał, nagrywał itp. będę wdzięczny za relację.

*) Komentarz: Dość ostro powiedziane, w formie skrótu myślowego, nikt oczywiście nie będzie „odbierał uprawnień” w sensie – zabraniania pracy dotychczasowym przewodnikom.

Aktualizacja – o godz 11 w powtórzeniach wiadomości udało mi się nagrać krótki fragment z wypowiedzią ministra – posłuchaj: radiokrakow.mp3

Drugim wypowiadającym się jest Sławomir Śmiłek, właściciel AUPiT Renesans – prywatnej firemki, zajmującej się organizacją płatnych kursów przewodnickich, wielkim beneficjentem obecnych regulacji. Pan Śmiłek jest żywo zainteresowany utrzymaniem restrykcji i – jak słyszymy – wie lepiej od turysty, komu tenże powinien zapłacić za usługi z prywatnej kieszeni. Nie cierpi też „niemieckich, austriackich i słowackich kierowców”. Na spotkaniu w Klubie Jagiellońskim on i jego akolici wygadywali jeszcze większe farmazony, o „kłamstwach oświęcimskich”, „polskich obozach koncentracyjnych” i tym podobne, aż się moderatorzy łapali za głowę. W kwestii wolności transgranicznego świadczenia usług powinien przeczytać notkę poniżej. Jego brak rozeznania w podstawowych regulacjach prawnych budzi istotne wątpliwości co do poziomu organizowanych szkoleń, słuszna jest więc obawa, że po deregulacji jego miejsce mogą zająć lepsi i sprawniejsi wolni przewodnicy, lepiej rozumiejący potrzeby rynku a nie wykuwający na organizowanych przez pana Sławomira Śmiłka kursach – wyuczone formułki na egzaminy. 

Nie będzie ograniczeń świadczenia usług przewodnickich w UE!

Ta notka zawiera ważne informacje – nie tylko dla „deregulatorów”, ale także dla wszystkich pilotów wyjeżdżających z wycieczkami za granicę, do krajów unijnych, w których nie ma pełnej „przewodnickiej wolności”. Chodzi o osławioną dyrektywę uznaniową 2005/36.

W moim argumencie pro-deregulacyjnym nr 6 wspomniałem o odwrotnej dyskryminacji obywateli polskich, którzy skrępowani skomplikowanymi przepisami mają w swoim własnym kraju gorzej, niż obcokrajowcy np. z Niemiec, którym wystarczy 2 lata praktyki i mogą oprowadzać, sprzedawać swoje usługi przewodnickie – także po Polsce, w miejscach publicznych, wszędzie gdzie im się podoba. Odpowiedź anty-deregulatorów była w stylu… „ale u was biją Murzynów!” czyli że „państwowe papiery” polskiego pilota/przewodnika stawiają go w lepszej pozycji względem Niemca czy Holendra który musi najpierw te 2 lata praktyki odrobić, aby w innym kraju otrzymać glejt na uprawianie zawodu. Właśnie przyszedł moment kompletnego obalenia także tej tezy.

Najpierw wyjaśnienie dla postronnych – oczywiście to nie jest tak, żeby polski pilot aby wyjechać gdziekolwiek za granicę z wycieczką potrzebował owe lokalne uprawnienia. Transgraniczne świadczenie usług swoim obywatelom, w ramach kupionej w Polsce imprezy pakietowej, nie jest traktowane – np. z punktu widzenia prawa podatkowego – jako świadczenie usług za granicą. Są jednakże miejsca – (np. Wiedeń, miasta Włoch), gdzie wyjątkowo wredne i wpływowe  lokalne mafijki zabraniają obcym pilotom „otwierać usta” i nakazują płacić haracz lokalnym oprowadzaczom. Kiedy pojawiła się owa dyrektywa uznaniowa problem wydawał się po części rozwiązany, chociaż dokument ten sporządzono bardziej pod potrzeby emigrantów, przysłowiowego polskiego hydraulika, który mieszka we Francji i wyłącznie tam zawiera umowy i świadczy usługi.

Realia szybko wykazały, że włoskie czy austriackie korporacje przewodnickie pragną bronić zębami i pazurami swoich przywilejów. I tutaj pierwszy błąd moich adwersarzy z PFPiP – tam gdzie stawiają opór, mało istotne jest czy aplikant pokazuje poświadczenie 2-letniego świadczenia usługi, czy bumagę z orzełkiem – jak się uprą to i tak nie dadzą. O swojej gehennie z próbą uznania kwalifikacji na „oprowadzenie okazjonalne” w Austrii opowiedział mi niedawno w liście Pan Marek Gawlas.

Ale drugi, poważniejszy błąd leży gdzie indziej – w mniemaniu że owa dyrektywa 2005/36 będzie trwać wiecznie z niezmienioną treścią niczym dekalog przykazań. Śledzę od dłuższego czasu jak za jej ulepszenie zabrali się – kto? – oczywiście Niemcy.  W 2010 roku zaczęły mnożyć się skargi, choćby z tego powodu że owo udokumentowanie 2 letniej praktyki w zawodzie wykonywanym wybitnie sezonowo bywa problematyczne. Wspominanałem już interpelacji do Bundestagu z kwietnia 2010. Na tej stronie (póki co nie ma wersji polskiej) zgromadzono linki do dokumentów o planowanym unowocześnieniu dyrektywy. 7 stycznia 2011 rozpoczęto konsultacje społeczne. W marcu 2011 rząd niemiecki wydał swoją opinię na temat planów zmiany owej dyrektywy – pozytywną w sprawie ułatwień dla przewodników – patrz strona 15 (Frage 17). W tym czasie… rząd polski, choć nie pisząc wprost o przewodnikach był raczej za… utrzymaniem restrykcji! (patrz ten dokument strona 7 pytanie 7). 22.06.2011 opublikowano dokument – dostępny także w jęz. polskim. pt „Zielona księga – unowocześnienie dyrektywy uznawania kwalifikacji zawodowych”.

Przepis w sprawie dwuletniego okresu wykonywania zawodu (…) może się okazać nieproporcjonalny w przypadku gdy konsumenci wyjeżdżający do innego państwa członkowskiego, chcą, aby towarzyszył im przedstawiciel wolnego zawodu z państwa członkowskiego z którego pochodzą, a nie z państwa członkowskiego do którego się udają (np. grupa turystów, która wybrała przewodnika turystycznego w państwie, z którego wyjechała) (…) powinno tu przeważać poszanowanie wyboru dokonane przez konsumenta (…) itd. itp. – patrz strona 11. Retoryka jakby żywcem wyjęta z mojego bloga.    

Pod koniec grudnia 2011 ukazała się (dostępna póki co tylko w jęz angielskim) propozycja nowelizacji dyrektywy. Na tej stronie nieco mniej sformalizowanym językiem przedstawiono główne założenia noweli – dla nas interesujący jest punkt 10 – wspomniano przykładowo o architekcie czy nauczycielu ale dotyczy w równym stopniu pilota/przewodnika: 

(10) Improving choice for consumers: the
legislative proposal includes a provision to further facilitate
temporary mobility in cases where a professional accompanies consumers
from his Member State of establishment to another Member State. Examples
could be an architect visiting a secondary residence with a potential
buyer from abroad or a teacher accompanying a school class. According to
this new provision, the professional chosen by the consumer would not
have to demonstrate two years of professional experience in order to be
allowed to provide services in another Member State. He would however
have to send a prior declaration if this is requested by the host Member
State.

Projekt nowelizacji został z satysfakcją powitany przez zarząd DRV (największe niemieckie stowarzyszenie biur podróży) a z najnowszej korespondencji z jego przedstawicielką Natalie Goern…

„Wir begrüßen den Vorstoß der Kommission, die Reiseleiter aus der Richtlinie raus zu nehmen. Damit wäre das Problem aus unsere Sicht gelöst.”

…wynika że wszystko pójdzie po myśli polityków i lobbystów niemieckich (a więc też  Akcji Wolne Przewodnictwo) i dyrektywa zostanie tak poprawiona, że aby uprawiać zawód przewodnika za granicą oprowadzając turystów ze swojego kraju, nie będzie trzeba niczego dokumentować ani prosić o żadne zgody czy uznawanie uprawnień. Co najwyżej zgłosić ten fakt odpowiednim urzędom.  

Wnioski chyba są z tego proste do wysunięcia – to nie skorumpowany i zaściankowy polski, portugalski czy grecki polityk będzie dyktował bogatszej i nowoczesnej części kontynentu jakie prawo tworzyć i wprowadzać w całej Unii. Nie wiem jakie teraz rząd polski podejmie ustalenia w sprawie zawodu pilota czy przewodnika, dowiemy się o tym zapewne na początku marca. Tak czy owak, pozostawienie obecnych przepisów w świetle unowocześnionej dyrektywy, zrobiłoby z naszego kraju pośmiewisko i skansen godny co najwyżej dziadków-moczarowców z PTTK.      

No i te wszystkie utyskiwania krakowskich „mafiozów” że należy mieć kontrolę nad treściami przekazywanymi zagranicznym gościom, nieuzasadnione również w obecnym stanie prawnym – stracą zupełnie jakikolwiek sens i umocowanie.  

Jedno mnie tylko, powiem krótko – wkurza. Dlaczego to ja skromny bloger obywatelski muszę się tym zajmować, przedstawiać, streszczać, dlaczego o całym procesie unowocześniania dyrektywy i zielonej księdze – zielonego pojęcia nie mają działacze licznych organizacji przewodnickich i pilockich, w tym tzw. „autorytety naukowe”, których gęby są pełne frazesów, pustych banałów i megalomańskich przechwałek, a dla obrony interesów polskiego pilota za granicą nie robią kompletnie nic? Ta ryba chyba jest dużo mocniej popsuta niż się wydaje po wyczuwalnym smrodku.      

„Syjoniści do Dajana”, i o normie EN 15565 słów parę

Nie… nieeee!!! myślałem że nic mnie już nie zaskoczy, tymczasem opublikowane właśnie „Wnioski z dyskusji panelowych II Forum Przewodników Turystycznych” przebijają wszystkie dotychczas cytowane groteski. Autorami ich są działacze PTTK, którzy niedawno na swojej stronie utyskiwali, że teraz – cytuję: „każdy człowiek (nawet ten z ulicy)” będzie mógł być przewodnikiem. Wynika z tego że przewodnicy PTTK chodzą nie po ulicach, ale jakichś chaszczach i opłotkach, co tłumaczyłoby poniekąd niski popyt na ich usługi.

Co do przedstawionych wniosków – trudno komentować poziom absurdu, naiwności i oderwania od realiów, bo jest on dla każdego myślącego oczywisty. To nawet nie korporacjonizm czy praktyki mafijne, ale zatrzymanie się mentalnością w czasach gumułkowszczyzny i słynnych marcowych haseł „literaci do piór, studenci do nauki”. Bo tylko z tak ironicznym uśmieszkiem można skwitować apel do prywatnych organizatorów imprez „apelu o to, by imprezy te były organizowane na najwyższym poziomie”.  Pewnym novum jest punkt 6: „Zbadać możliwość prawną wystosowania pozwu zbiorowego w sprawie zwrotu kosztów poniesionych na wykształcenie przewodnika oraz utraconych zysków z tytułu wynagrodzeń w przypadku deregulacji zawodu przewodnika turystycznego”. Ale zaraz? dlaczego tylko przewodnicy mają z tym pozwem występować, powinni wystąpić wszyscy, którzy w wyniku przemian demokratycznych po 1989 utracili pracę władzę i wpływy. Po każdych wyborach powinni występować z czymś takim wszyscy którzy stracili dochody i stanowiska w wyniku zmian na scenie politycznej itp. 

Widzę jednak jeden istotny brak. Postuluję aby po punkcie „Przewodnik turystyczny powinien być nauczycielem patriotyzmu” dodać uzupełnienie: „Koordynator i sygnatariusze Akcji Wolne Przewodnictwo to zaplute karły reakcji. I umieścić na anty-deregulacyjnej podstronie PFPiP wraz z nowym gustownym logo. Jeszcze tego tam nie umieścili?

Przewodnicy wysłali także list protestacyjny do Ministra Gowina, który – poza dużo większym zagęszczeniem frazesów typu „patriotyzm” czy „ład moralny”, większym natężeniem lamentacji i bezczelności (nikt inny nie powinien być uprawniony to wykonywania tego zawodu”) nie różni się istotnie od poprzednich tego typu pism, kórych argumentację obaliłem w tym dokumencie.

Szzegółowo omówię tylko jedną kwestię. O swoich subiektywnych emocjach każdy może pisać gdzie chce i to nie podlega dyskusji. Natomiast list zawiera bardzo istotny błąd rzeczowy. Kłamstwem jest twierdzenie, że licencje przewodnickie obowiązują „w większości krajów Unii Europejskiej.” A także sugestie, jakoby ustawowe regulacje były przygotowywane w różnych landach Niemiec. Bzddura (Gdzie źródło?). Wspominana wielokrotnie norma EN 15565 to dokument standaryzacyjny (sugestia – nie obowiązek) jakie Europejski Komitet Normalizacyjny, nota bene prywatne (!) belgijskie stowarzyszenie techniczne, tworzy dla różnych, także nieregulowanych zawodów. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do notki z lutego 2009 o wystąpieniu Europosła Sonika, i przeczytanie co odpowiedziała Komisja Europejska. W/w norma jest inicjatywą nielegislacyjną!!!, nie wiążącą prawnie, a jedynie instrumentem pomocniczym, wspomagającym rynkowe procesy samoregulacji.

„Mafiozi” usuwają, my archiwizujemy

Do dziś nie otrzymałem odpowiedzi na zadane 15.02. pytania, jak członkowie krakowskiego „SPT Guide” w praktyce realizują swoje kodeksowe, „mafijne” zalecenie koszenia i eliminowania konkurencji. Jedynie jeden z członków tego stowarzyszenia, Christian Vogt, coś mi tam nabazgrał w komentarzach bez ładu i składu. A dziś zaglądam na ich witrynę – o proszę, żenujące punkty zostały usunięte (chociaż pozostały np. bezprawne i zagrożone interwencją UOKiK zapisy o zmowie cenowej). Ciekawe dlaczego, czyżby ta grupa szlachetnych i oczytanych fachowców, megalomańsko uważających się za chodzące uosobienia cnót wszelakich, tworzących „pozytywny wizerunek miasta” mogła dopuścić się takiego błędu?

Za późno moi drodzy, w internecie nic nie zginie, a jak wyglądał w oryginale wasz Kodeks postępowania – każdy może zobaczyć np. na zrzucie z ekranu: wolnezawody.org/obrazy/kodeks.jpg

W poszukiwaniu niezależnych ekspertów

Dziś udzielałem wywiadu dziennikarce Radia Kraków. Audycja ma być wyemitowana w najbliższy poniedziałek między 6 a 9 rano. Dziennikarze zdają się być w tej sprawie trochę zdezorientowani. Po części mam do nich pewne pobłażanie (vide reportaże TV Kraków) – typową rolą „czwartej władzy” jest kontrola i krytyka działań rządu. A tutaj w końcu to rząd deregulację zainicjował a „biedni krakowscy przewodnicy” wydają się być stroną pokrzywdzoną.

Przy okazji pojawia się problem – kogo zaprosić do audycji, programu itp. kto mógłby w tej sprawie odegrać rolę niezależnego, nieuwikłanego w spory eksperta.

- Przede wszystkim prawnika-konstytucjonalistę, zapytując go – czy ograniczanie dostępu do zawodu przewodnika spełnia warunki art 22 Konstytucji RP (interes publiczny) i czy oprowadzanie turystów, ustne przekazywanie im informacji jest działaniem wyłączonym spod zasady wolności słowa i zakazu cenzury (art 54). Przypomnę że w sierpniu zeszłego roku ukazał się artykuł w Rzeczpospolitej, w którym prof. Marek Chmaj i dr Ryszard Piotrowski zgodnie uznali że przewodnik miejski jest zbyt uprzywilejowany. Artykuł tutaj…> omówienie tutaj…>
- Działacza organizacji działających na rzecz krzewienia postaw obywatelskich np. Ruchu Republikańskiego
- Dziennikarza, publicystę, polityka nie związanego z branżą turystyczną (poprzez lobbingowe naciski), biegłego w sprawach ekonomii, prawa europejskiego, aktualnych zjawisk kryzysowych, wrażliwego na poszanowanie praw obywatelskich. Tutaj, co ciekawe – opcja polityczna jest bez znaczenia, gdyż pro-deregulacyjne postawy można spotkać zarówno w środowiska określane jako liberalno-lewicowe (np. Ruch Palikota) jak też prawicowo-konserwatywne.

Tyle na szybko… Najważniejsze żeby temat sprowadzić z poziomu – jak to nazywam „ogórkowo-branżowego” do ogólnospołecznego. Wtedy pójdzie już z górki. A jak się w Polsce tworzyło złe, klientelistyczne prawo? Jeszcze raz przypominam mój satyryczny tekst o kwiaciarkach.

Nowe logo PFPiP

W listopadzie pisałem o uwalnianiu zawodów (w tym przewodnika) w Grecji. Dziś obszerniej pisze o tym Rzeczpospolita – wydaniu papierowym w dodatku „Świat ekonomii” (str B8) a w wersji sieciowej tutaj: Skorumpowane i nieefektywne państwo.

Bardzo pouczający tekst dla wszystkich, którzy nie wiedzą po co jest deregulacja zawodów.  Przypominam także tę notkę – to właśnie w krajach skorumpowanych i klientelistycznych przewodnictwo jest regulowane na poziomie państwowym.

I jak państwo widzicie, nie ma żadnej przesady w tym co piszę od dawna że Akcja „Wolne Przewodnictwo” jest po prostu walką z restytuowanymi w latach 90-tych przez SLD reliktami komuny. Bo jak dziś czytamy: „Gre­cja to ostat­nia go­spo­dar­ka Eu­ro­py dzia­ła­ją­ca w so­wiec­kim sty­lu – twier­dzi Jan­nis So­ur­na­ras, dy­rek­tor grec­kie­go eko­no­micz­ne­go think tan­ku IOBE. Bez żad­nej prze­sa­dy moż­na stwier­dzić, że ca­ły kraj jest spę­ta­ny pa­ję­czy­ną czę­sto ab­sur­dal­nych prze­pi­sów, bran­żo­wych przy­wi­le­jów oraz ko­rup­cji.”.

W Polsce – o czym szczegółowo pisałem np. tutaj, na straży owych absurdalnych przepisów, klientelizmu, nieefektywności, gospodarczego bolszewizmu, często jawnej korupcji (konieczność opłacania tzw. „słupa” – obowiązkowego przewodnika który organizatorowi nie jest potrzebny, ale którego wymagają przepisy) stoi pewna organizacja, kierowana przez pewnego właściciela firemki szkoleniowo-wydawniczej. Kampania anty-deregulacyjna ubrana jest w demagogiczne i eufemistyczne frazesy o „obronie zawodu i wysokiej jakości usług”. Na jej głównej stronie widnieje pomysłowe logo, które – jak sądzę – nie wystarczająco oddaje ostatnio coraz bardziej bojowy charakter tej organizacji. Proponuję…

…zmienić je na właśnie takie. Jak wam się podoba?     
   

Kiss the ring, bitch!

Jak wiemy, ikonicznym symbolem przystąpienia do sycylijskiej mafii jest pocałowanie bossa w pierścień. Jak to wygląda w przypadku „mafijek” przewodnickich?

Na przykład członek krakowskiego stowarzyszenia przewodników „Guide” poświadcza swoim podpisem zobowiązanie do przestrzegania zasad Kodeksu postępowania (tutaj archiwalny zrzut z ekranu) - w którym to znajdujemy następujące zalecenia: wspieranie i podejmowanie działań zmierzających do ograniczenia ilości przewodników po Krakowie, oraz zmniejszenie ilości i częstotliwości organizowania kursów przewodnickich.

Kiedy odkryłem te „kwiatki” – zamurowało mnie. Owszem, można sobie wyobrazić środowisko np. prawników czy lekarzy, którzy w zaciszu gabinetów paląc cygara – potajemnie umawiają się, lobbują itp. na zewnątrz prezentując nienaganny styl i praworządność. Ale pisanie o tym otwartym tekstem, w publicznym dokumencie???

Przedwczoraj w Rzeczpospolitej ukazał się kolejny wywiad Jarosława Gowina, który z pewnością nie ucieszy „anty-deregulatorów”, gdyż minister twardo zapowiada nieuleganie korporacyjnym naciskom i zaangażowanie całej rządowej i parlamentarnej machiny na rzecz zapowiadanego otwarcia zawodów. I znów w wyjątkowo niekorzystnym świetle zostali zaprezentowani przewodnicy, gdyż wspomniane zalecenia zostały zacytowane jako przykład anomalii, dowód na to że nawet mimo formalnej dostępności fachu dla każdego kto zda egzamin, dostęp ten jest zamykany i utrudniany na wszelkie możliwe sposoby.

Skoro aferka z niszowego bloga dotarła do mediów, chciałbym oficjalnie zapytać szefostwo i członków stowarzyszenia „Guide”: Wyjaśnijcie opinii publicznej, jak szeregowy przewodnik ma owe zalecenia realizować? Np. kiedy spotyka drugiego przewodnika albo kandytata na takowego, ma mu perswadować: „ej stary, zostaw tę działkę, chcesz zarabiać na turystach to sobie lepiej otwórz budę z zapiekankami”, czy też dozwolone są bardziej drastyczne metody? (Np. zakopiańscy busiarze kiedyś podpalali sobie nawzajem pojazdy). A co z tym zmniejszaniem ilości kursów? Czy organizuje się coś na wzór bojówek SZSP, które kiedyś atakowały „latający uniwersytet” Jacka Kuronia?

Uzupełnienieobszerniejszy komentarz (także do innych punktów w/w kodeksu) na blogu dr Cybuli.

PS. Problem techniczny z komentarzami już na szczęście rozwiązany.

Wolne Przewodnictwo w TVP Kraków

Po „Dzieniku Polskim”  również Telewizja Kraków zdała egzamin z dziennikarskiej rzetelności. Wcześniej krytykowałem stronniczy reportaż, dziś sam także zostałem poproszony o krótki wywiad. Migawka ukazała się w lokalnych wiadomościach.

Treść całego reportażu zabawna, zwłaszcza w kontekście zdecydowanej postawy Min. Gowina – vide dzisiejszy wywiad w Rzepie (istotne fragmenty ktoś wpisał w komentarze, dziękuję).