Czerwona Łódź też płacze

Matecznik SLD-owskiego betonu nie mógł się powstrzymać od wyrażenia własnego lamentu. Na witrynie Stowarzyszenia Pilotów Wycieczek w Łodzi ukazało się 13 lutego „Stanowisko…” przeciwko planowanej deregulacji. Nie różni się znacząco od wcześniejszej „lamentacyjnej literatury”, a wszelkie przedstawiane tam argumenty zostały już przeze mnie skontrowane tutaj, dlatego nie widzę potrzeby szczegółowego odpowiadania na ten dokument. Tylko kilka drobnych komentarzy.

W liście pojawia się często stosowane też wcześniej określenie „wolnoamerykanka” jaka ma podobno zapanować na rynku po otwarciu zawodów. Proszę jego autorów o wyjaśnienie co rozumieją pod tym pojęciem. Czy rodzaj walk zapaśniczych, jakie między sobą będą prowadzić piloci, przewodnicy i turyści, czy też w/g definicji słownikowej „postępowanie bez przestrzegania jakichkolwiek norm”. Jeśli chodzi o to drugie, przypomnę że deregulacja zawodu jest jedynie scedowaniem certyfikacji, oceny kwalifikacji itp. z poziomu państwowego na poziom np. samorządów zawodowych bądź przedsiębiorstw i w żadnym wypadku nie umniejszy ani praw klienta ani odpowiedzialności organizatora wycieczki za jakość usługi czy bezpieczeństwo klientów. A ci – w przypadku niezadowolenia – nadal będą mogli – jak opisani tutaj turyści – skarżąc się m.in. na niekompetencję pilota zgłosić pozew do sądu. Groźba takich konsekwencji, a nie ustawowe zapisy jest znacznie skuteczniejszym czynnikiem wymuszającym zatrudnianie fachowców.  

Sygnatariusze owego stanowiska uważają że „nie ma innego sposobu” weryfikacji fachowości pilota czy przewodnika jak egzamin państwowy. No trudno, rozumiem więc że – jeśli deregulacja nastąpi – zarówno wspomniane Stowarzyszenie Pilotów, jak też inne podpisane pod nim podmioty: Izba Turystyki Ziemi Łódzkiej, Regionalna Organizacja Turystyczna, biura, stowarzyszenia itp. zawieszą działalność i znikną z rynku usług, ustępując miejsca podmiotom lepiej dostosowanym do warunków wolnorynkowych. Przypilnuję tego.

Gorzej, że pod cytowanymi bzdurami podpisują się także państwowe instytucje naukowe, uczelnie itp. – jest to oznaka jakiegoś chorego „kłamstwa edukacyjnego” i finansowanej z kieszeni podatnika „turystycznej pseudonauki”, któremu to zjawisku należy się dokładniej przyjrzeć.

8 Komentarze

  1. A ja nie muszę bawić się w savoir vivre z nieznanymi internetowymi nickami, które na mnie najeżdżają.

    Czyli jesteś sfrustrowanym przewodnikiem, zazdrosnym, że ten „spod budki z piwem” przejmie twoją robotę? No cóż, widocznie jest lepszy. Tak działa wolny rynek.

  2. Co do „rzetelnej oceny sytuacji” to gratuluję dobrego samopoczucia . Nie bardzo sobie przypominam, żebyśmy byli na „Ty”. Bo ja sczegolnie precyzyjnie dobieram przyjaciół. No cóż jeżeli Pan zatrudnia przewodników to rzeczywiście po deregulacji będzie można zatrudnić faceta spod budki z piwem i dla tour operatora będzie on najtańszy, bo pewnie o to chodzi. No cóż kiedyś środowisko krakowskie dbało o jakość ( szczególna rola cechów) Dzisiaj z tego powodu, że profesor UJ nie odróżnia oprowadzania po mieście od wykonywania zawodu przewodnika i daje się wmanewrować jakiemuś tępakowi z SM to środowisko krakowskie chce rozwalić tradycję polskiego przewodnictwa. No cóż jak wolicie niemców z licencją.

  3. 1. Autorem jestem ja – Maciej Zimowski – Koordynator Akcji.

    2. Nie „nienawiści” tylko rzeczowej oceny. Wasze pismo jest nawoływaniem do konserwacji „gospodarczego bolszewizmu” – stąd takie a nie inne porównania.

    3. Oczywiście że w Łodzi, jak i w całej Polsce rządzi PO, stąd też rządowe plany deregulacji. Natomiast wy prezentujecie mentalność zatwardziałego neo-komunistycznego betonu.

    4. Mnie nie spotkasz bo ja przewodnikiem nie jestem, co najwyżej zatrudniam takowych.

    5. Deregulacja w żadnym calu nie zabrania szkolenia przewodników. Jeśli tak uważasz to znaczy że nie wiesz pod czym się podpisałeś. Nie ty jeden zresztą.

  4. Nier wiem kto jest autorem tego cynicznego i pełnego nienawiści bełkotu, szczegolnie o tej czerwonej Łodzi. Widać dawno w niej nie był i posługuje sie stereotypami. Teraz w Łodzi rządzi PO. To najlepszy dowód, że przewodników trzeba szkolić bo jak bym trafił na takiego jak autor, to by mnie trafił szlag.

  5. Małe uzupełnienie w kwestii reguł. Wpisałam w wyszukiwarkę hasło:
    „regulamin przeprowadzenia egzaminu państwowego dla kandydatów na przewodników turystycznych terenowych”
    Dostałam JEDEN wynik, rzeczywiście przejrzysty i dokładny regulamin Wojewódzkiej Komisji Egzaminacyjnej dla Przewodników Turystycznych Terenowych w Toruniu.
    Po zamianie „przewodników terenowych” na „przewodników miejskich” – ZERO wyników.

  6. Pani Elu, zgadzam się w kwestii kursu, ale mam poważne wątpliwość co do egzaminu państwowego. Aby ukończyć kurs, nie wystarczy zapłacić i przez osiem miesięcy uczęszczać na zajęcia w terenie i na wykłady. Trzeba również zdać kilku egzaminów. Egzaminatorami nie są przypadkowi ludzie, tylko historycy, historycy sztuki, kustosze (w przypadku egzaminów z ekspozycji muzealnych)oraz przewodnicy z wieloletnim doświadczeniem. Dlaczego ta procedura nie wystarczy?
    Egzaminy podczas kursu są trudne, ale odbywają się wg jasno określonych przez egzaminatora reguł, mają wyraźnie określony zakres materiału. Dodam, że jest to obszerny materiał, bardzo wykraczający poza to, co interesuje tzw. „przeciętnego turystę” (nawet tego dociekliwego). Jednak ta wiedza często nie wystarcza do zdania egzaminu państwowego – z dwóch powodów:
    - egzaminujący zadaje dodatkowe pytanie, dotyczące mało znanego zagadnienia,
    - egzaminujący nie zgadza się ze sposobem, w jaki egzaminowany dokonał selekcji informacji (za mało, za dużo, nie to, co trzeba).
    Jeśli chodzi o pierwszy powód, to sama egzaminowałam innych i doskonale wiem, że nauczyciel zawsze jest o krok przed uczniem i może zadać pytanie, na które ten ostatni nie odpowie;)
    Co do drugiej kwestii, posłużę się przykładami dwóch pytań:
    1. Krakowskie cmentarze i wybrane znane osoby na nich pochowane.
    2. Katedra Wawelska – omów najważniejsze elementy wnętrza.
    Mamy tu naprawdę obszerne tematy, a czas na odpowiedź na jedno pytanie z zestawu to ok. 5 minut. Skąd pewność, że wyselekcjonowany przez zdającego materiał będzie zgodny z preferencjami całej trójki egzaminatorów?

  7. - przewodnictwo z samego charakteru również i obecnie jest sezonowe i dorywcze, poza bardzo niewielką grupą która może się z tego utrzymać całorocznie.

    - nikt nie zabroni organizowania kursów ani egzaminów, pisałem o tym wielokrotnie.

  8. A jaka jest wg Pana gwarancja, że osoby oprowadzające dorywczo i dla których przewodnictwo to hobby zapewnią biuru podróży i klientowi rzetelną obsługę? Odbyty kurs często sporo w pracy pomaga, a egzamin jest mimo wszystko nienajgorszą formą sprawdzenia zdobytych umiejetności. Pozdrawiam.