Na szczęście!…

„Zawiązano lokalny komitet oddziałujący na media” – chwalą się przewodniccy lobbyści i anty-deregulatorzy, linkując do artykułu Dziennika Polskiego z 18 stycznia, eksponujący w dużej części ich argumenty, choć kończący się wyjaśnieniami posła PO Łukasza Gibały. Dziś również i ta z krakowskich gazet prezentuje nasze stanowisko w artykule „Nie wszyscy krakowscy przewodnicy protestują przeciwko otwarciu dostępu do tego zawodu”. Artykuł w wersji sieciowej tutaj (dostęp płatny)

„Na  szczęście!…”  wyrwało  się  wczoraj  pani dziennikarce, kiedy w rozmowie   telefonicznej  napomknąłem  o  tym,  że  „przecież  wasz – dziennikarski fach – nie jest regulowany”. Niech to będzie sygnał dla przewodnickich lobbystów, którzy chcieliby po dawnemu urabiać media pod siebie, że nie będą już traktowani w charakterze ciekawostki sezonu ogórkowego, a ich „polowania na nielegalnych oprowadzaczy” relacjonowane z równą powagą jak niegdyś poszukiwanie paskudy w Zegrzu.

Dobrze, że w artykule został zacytowany akurat ten fragment z moich publikacji: „Pozostawienie tych regulacji byłoby wizerunkową klęską rządu, podważającą wiarę w rzeczywistą chęć reform. Deregulacja zawodów ma dziś twarz wolnego przewodnika!” 

W konteście ostatnich masowych protestów przeciw ACTA argument ten nabiera szczególnego znaczenia. Podobnie bowiem jak w przypadku ograniczania wolności internautów, również uchwalając prawo przewodnicko-turystyczne rząd nie konsultował ustaw z nikim poza wąską branżą. Mamy na to dowody, że pewne zapisy zostały spreparowane pod dyktando Federacji Pilotażu i Przewodnictwa. Nikt nie zapytał co najmniej kilku milionów studentów, nauczycieli i wszelkiego rodzaju hobbystów, czy nie chcieliby mieć możliwości np. sezonowego dorobienia sobie w wakacje przy oprowadzaniu turystów, bez potrzeby opłacania się państwowym egzaminatorom i uczęszczania na wielomiesięczne kursy. Nikt nie zapytał społeczeństwa, czy rzeczywiście gadanie do grupki ludzi na ulicy ma być tą formą przekazywania informacji, której – inaczej niż w przypadku innych mediów – nie dotyczy konstytucyjna wolność słowa.

1 Komentarz

  1. Witam!

    Jestem pilotem i przewodnikiem, Historykiem Sztuki Zabytkoznawcą i Muzealnikiem, mam tez uprawnienia kierowcy autokaru turystycznego i praktyke w całej Europie.
    Jestem oburzony podjeściem do soprawy dregulacji zawodu przeowdnika i pilota! TO wszędzie na zachodzie Europy sa tępieni „dzicy” przewodnicy, któzy sa zagrożeniem dla lokalnego rynku pracy a w POlsce jakis oszołom wpada na pomysł uwolnienia zawodu, do którego trzeba sie porządnie przygotować. Przewodnictwo to nie jest tylko „gadanie do grupki ludzi na ulicy” tylko duża odpwoiedzialnośc. I nie tylko za to co sie mówi do tej grupki ale tez za samych ludzi. Widac od razu dyletanckie, cywilne spojrzenie na sprawe!
    Szczególonie piloci to praca przez 24 h. I co. teraz zawód ten mają tak ot sobie wykonywać studencji i ludzie z ulicy, którym zachce się właśnie dorobić poarę groszy na wakacje? Skandal!
    Zawsze tak jest w tym naszym przeklętym kraju, że jak Europa kodyfikuje i zacieśnia przepisy w jakieś sprawie to tu się je rozluźnia robiąc prawną breję!
    Niech sobie zatem jeden zd rugim popracuje na ulicy w Italii czy Hiszpanii w 40 stopnoiowym upale z 60 osobami w 4 milionowym mieście i wtedy pogadamy!
    Niech zatem idać tym tokiem myslenia będa lekarze bez dyoplomów, prawnicy be apolkikacji. Zdregulujmy wszystkie wolne zawody! I tylko siąść i płakać!