Czy CFK PTTK Łódź Jest za „uprawnieniami” i „pozwoleniami” na fotografowanie?

Pod notką o płaczącej czerwonej Łodzi wpisał mi się oburzony niejaki Melchior z Centrum Fotografii Krajoznawczej PTTK. Odpowiedziałem mu w komentarzach. Teraz zachodzę w głowę, z jakiej racji akurat ta instytucja zajmująca się fotografią, jest za utrzymaniem restrykcyjnych przepisów, pozwoleń, uprawnień itp. w przewodnictwie turystycznym. 

Coż mi jednak zaświtało. Przypominam sobie taką scenę z „Człowieka z Żelaza” Andrzeja Wajdy. Wyrzucona z telewizji (grana przez Jandę) Agnieszka (A), partnerka opozycjonisty Maćka (M), chce urządzić w prywatnym mieszkaniu wystawę fotograficzną o pomordowanych w 1970r. stoczniowcach. Służby bezpieczeństwa, dowiedziawszy się o tym, wysłały do ich mieszkania swojego agenta – stoczniowego kadrowca (K) który zastrasza Maćka i nakazuje wrzucenie fotografii do pieca. Pada wtedy tam taki dialog:      

M: Ta pani jest fotografikiem
K: A mnie się zdaje że ta pani nie jest fotografikiem, pani ukończyła szkołę filmową, a to nie daje uprawnień!
A: Panie – fotografować wolno każdemu, nie?
K: Eeee niby wolno fotografować, zależy gdzie. Pani chce urządzić u tego pana wystawę. A na to już potrzeba – pozwolenia!

Scena do obejrzenia na youtube (od minuty 39)

O ile wiem – obecnie zajmowanie się fotografiką, jak też każdą inną sztuką nie jest – w przeciwieństwie do przewodnictwa turystycznego – obwarowane ścisłą kontrolą i cenzurą państwa, i bez problemu można zorganizować nawet „antyrządową” wystawę w miejscu publicznym. Czy CFK PTTK w Łodzi jest za tym, aby również w tej dziedzinie nastąpił powrót do realiów z poprzedniego ustroju? Oczywiście wszystko – jak wiemy – „dla dobra klienta i wysokiej jakości”. Czekam na odpowiedź.

Aleluja i do przodu!

Nie tak dawno krytykowałem stronniczość i nieprecyzyjność sondy zamieszczonej na stronie krakow.pl z której wynika co najwyżej że każdy, kto kupuje usługę przewodnicką (czy jakąkolwiek inną, nie wątpię) chce być fachowo obsłużony, ale niekoniecznie ukończone kursy muszą być tej fachowości jedynym probierzem.

Dziś pod artykułem na onecie „Licencje do lamusa” opartym o materiał z Rzeczpospolitej (jako przeznaczony do otwarcia – na pierwszym miejscu wymienia się wciąż zawód przewodnika turystycznego – brawo!) także umieszczono sondaż. W tej chwili kliknęło go już prawie… 30.000 respondentów. Ludzie – to naprawdę historyczna chwila – po raz pierwszy temat deregulacji został poddany pod tak masowe (a nie branżowe) opiniowanie! Jak zobaczyłem wyniki, oniemiałem…

Owszem, wiedziałem że większość będzie za (znam od lat ton wpisów pod artykułami o przewodnicko-mafijnych wybrykach) ale szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze. Zaledwie kilkanaście procent zdecydowanie przeciwko deregulacji… Cóż – tę tabelkę powinni zobaczyć np. krakowscy radni zanim po raz kolejny podpiszą swoją idiotyczną rezolucję przeciw deregulacji. Mocno ogłuchli na głos ludu.   

Laurka dla Marco der Pole

Mój maleńki „zabieg socjotechniczny” sprzed dwóch dni okazał się skuteczny – miło mi oznajmić że pierwsze biuro turystyczne zrzeszone w ITRP postanowiło być tym kamykiem który poruszy lawinę. Właśnie dostałem list od panów Marka Frysztackiego i Ryszarda Kawęskiego, właścicieli biura „Marco der Pole”

o treści: „Pozdrawiam i dziękuję za zaangażowanie w imieniu biernych (sic!) lecz podzielających „wolnościowe” przekonania przedsiębiorców z branży turystycznej”. Do niego dołączone stanowisko – tutaj skan całości -  w której czytamy m.in:

- stanowisko ITRP w sprawie deregulacji zawodu przewodnika i pilota nie było z naszym biurem konsultowane
- w powyższej sprawie nasze biuro wypowiada się za deregulacją zawodu przewodnika i pilota

Zarówno z tych pism jak i wcześniejszych rozmów telefonicznych wynika dokładnie to, co sobie do tej pory wyobrażałem. 99% ludzi w branży podchodzi do całego tematu biernie i obojętnie, czy wręcz oportunistycznie – na zasadzie: „oczywiście, wiem że prawo jest absurdalne, stwarza utrudnienia w pracy – ale jakoś się z tym żyje, co ja się tam będę wychylał czy protestował”. Wykorzystują to różnej maści działacze, którzy lobbują u ministerialnych urzędników, ślą oświadczenia rzekomo w imieniu „całego środowiska” a tak naprawdę tylko swoim i paru akolitów. Niech to będzie wskazówka dla Ministerstwa Sprawiedliwości jak traktować tego rodzaju „zbiorowe” protesty.

Tak że – panie i panowie – z powodu owej „bierności” uchwalono wam już niejednego gniota, tym razem – puk puk, wypada się odezwać. Czekam na kolejne oświadczenia – najpierw od tych kilku biur przyjadowych które są w ITRP, po ogłoszeniu projektu deregulacji także od innych.

A na mojej niemieckojęzycznej stronie utworzyłem właśnie symboliczną „białą listę” dla tych co się opowiedzą po jaśniejszej stronie mocy. Czekamy na dalszy rozwój wypadków.

Koniec milczenia OWIEC, nieruchomościowcy – też się uczcie od Zachodu!

Dajmy dzisiaj odetchnąć trochę biednym przewodnikom. Wszakże nasza domena nazywa się „wolnezawody.org” a protestujące korporacje będą lada moment coraz liczniejsze, jak to przedstawiono na karykaturze w Bloomberg Businessweek:

Tym bardziej że jest grupa zawodowa, w której regulacyjne absurdy urosły do znacznie większych rozmiarów – zarządcy, a zwłaszcza pośrednicy nieruchomości. Ich anty-deregulacyjne lamenty (ministerstwo powinno urządzić chyba jakiś wewnątrzny konkurs literacki) przebijają retoryką przewodników – przykłady tutaj albo tutaj.

Trudno sobie wyobrazić bardziej klasyczną, wolnorynkową dziedzinę gospodarki, jak handel prywatnymi dobrami materialnymi. Skąd więc ograniczenia akurat tutaj? Pewnie zostały kiedyś tam po cichu „załatwione” na przykład w taki sposób. Argumenty typowe, czyli rzekomo w tej branży „licencje zawodowe nie ograniczają działalności gospodarczej bowiem może ją wykonywać każdy” Z artykułu w BB wynika zgoła co innego, cytuję:

„Ograniczenia doskwierają nie tylko szukającym pracy. Problemy ze znalezieniem kadr mają pracodawcy, którzy muszą zatrudniać pracowników ze specjalnymi uprawnieniami. Ten problem świetnie znają właściciele biur nieruchomości (…) Coraz częściej zatrudniają jedną osobę z uprawnieniami i kilka nazywanych OWCA-mi (Osoba Wykonująca Czynności Agenta). W rzeczywistości wszystkie prace wykonują asystenci – oficjalnie pod nadzorem licencjonowanego pośrednika. W czasie boomu na rynku mieszkaniowym jeden pośrednik z licencją potrafił pracować w kilku firmach.

Owe państwowe licencje – jak czytamy w Tezach Federacji PPRNSystem uprawnień zawodowych, zwanych także licencjami zawodowymi, to
również system przestrzegania standardów, to również system weryfikacji (…) niewłaściwych dla
konsumentów praktyk.
Czy tak jest w zawsze? Wydaje mi się że nie. Przeglądając archiwa sieciowe, aż włosy stanęły mi dęba, nie wiedziałem że ta grupa zawodowa jest aż w taki sposób krytykowana, piętnowana, czy wręcz znienawidzona w społeczeństwie. Proszę sobie przeczytać artykuł na portalu „Wirtualna Polska” pt. „Siedem grzechów głównych pośredników nieruchomościami”. Moje krytyki kiepskich przewodników to przy tym pestka. Czegóż tam nie ma – nieetyczność, pazerność, lenistwo i… – brak profesjonalizmu! Nie jest to bynajmniej odosobniona opinia jakiegoś dziennikarza. Odsyłam na popularną stronę wykop.pl która z kolei promuje specjalnie założoną witrynę stopposrednikom.pl i przeczytać setki opisanych tam historii i komentarzy, chyba więcej wyjaśnień nie trzeba.

Drodzy pośrednicy, wbrew temu co piszecie – nikt nie chce „wyeliminować wykształconych ludzi z rynku” – kłania się kompletne niezrozumienie terminu deregulacja (coś słabo z tym wykształceniem?) a rząd bynajmniej nie zamierza rezygnować ze społecznych konsultacji projektu ustawy, który dopiero za kilka dni będzie opublikowany. I wtedy będziecie mogli złożyć oficjalny protest, i być może uda wam się przekonać, społeczeństwo, posłów, senatorów, wreszcie Prezydenta RP do zaniechania wzgl. zawetowania reformy. Jednak – zważywszy waszą fatalną markę wyzierającą z cytowanych artykułów i forów – nie daję wam żadnych szans. Lepiej nie tracić czasu, tylko przygotować system rekomendacji, certyfikacji itp. działający w warunkach otwartego zawodu.

Czyli jak? Zróbmy wycieczkę po Europie. Przewodnictwo jest (jeszcze…) regulowane w 12 krajach, a pośrednictwo nieruchomościami? W podobnej liczbie państw – M. in. we Francji, Szwajcarii, Szwecji i paru mniejszych krajach typu Słowenia czy Cypr. Nawet bez robienia szczegółowej analizy statystycznej – widać, że grubo ponad połowa ludności i gospodarki Europejskiej obywa się bez regulacji tego zawodu.

„Immobilienmakler” jest zawodem otwartym w Niemczech, aby go wykonywać nie trzeba mieć żadnego specjalnego wykształcenia ani kwalifikacji czytamy tutaj.

Również w Wielkiej Brytanii nie ma ograniczeń: „Currently there is no barrier to anyone setting up and practising as an estate agent in the UK” jak czytamy w tym artykule. I jak czytamy w nim również – wprowadzono system licencji przyznawanych nieobowiązkowo, fakultatywnie -  i tego się trzymajmy, tak jak w przypadku przewodników.

Prasówka 28.02.12.

Obiecałem że do ogłoszenia pierwszego projektu ustawy deregulacyjnej nie będę publikował tu żadnych „spekulacji” – więc tylko suche doniesienie co piszą media. W „Rzeczpospolitej” na pierwszej stronie wielki tytuł „Zawody dla każdego”. Cytat: „Bez większych problemów każdy będzie mógł zostać m.in. przewodnikiem turystycznym….Inne obszerne materiały również na stronach: RMF24 i TVN24  TVP info A tutaj ciekawy komentarz we wprost. 

Twarz twardego liberała

W dzisiejszej prasówce artykuł Magdaleny Kursy o sobotnim spotkaniu Jarosława Gowina z krakowianami. Zapowiedź, że wokół ustaw deregulacyjnych będzie równie głośno jak wokół ACTA – owszem, na podobieństwa wskazywałem już tutaj. Interesujący nas fragment dotyczący przewodników:

- Chce pan królewskie miasto Kraków pozbawić (sic!) przewodników turystycznych. Nie obawia się pan, że za rok wróci temat polskich obozów w Oświęcimiu, a wówczas nauczycielami historii dla turystów będą nieprofesjonaliści? Nie wyobrażam sobie, by niemiecka wycieczka, która przyjdzie na Wawel, usłyszała od przewodnika, że to siedziba Hansa Franka – niepokoił się przedstawiciel tego środowiska.

Gowin zachował twarz twardego liberała. – Nie likwidujemy tego zawodu. Chcemy, by przewodników było więcej. To grupa zawodowa, która rygorystycznie obwarowała swoje przywileje.

…skomentuję tylko w ten sposób: dobrze że takie oszołomy przychodzą i się wypowiadają – dla opinii społecznej znak, że regulacje i przywileje sięgnęły takich wyżyn absurdu, że odbierają niektórym rozum.  Co widać zresztą po pierwszych wpisach na forum, np:

„Przedstawiciel tego środowiska niepokoił się raczej, że teraz to każdy
będzie mógł oprowadzać dowolną wycieczkę i już nie będzie obowiązkowych
przewodników, oczywiście krewnych i znajomych królika. I podobnie jak z
większością innych.”

Czekamy więc do najbliższej soboty – 3 marca, wtedy ma się pojawić obiecany projekt ustawy.

Powstaje czarna lista biur przyjazdowych zrzeszonych w ITRP

Również Stanowisko Izby Turystyki Rzeczypospolitej Polskiej z 6 lutego nie wymaga szczegółowej odpowiedzi, gdyż kontrargumenty do walki o deregulację odpowiadają na większość zawartych tam punktów. Skomentuję tylko następujące:

Ad 1. Już w samym pierwszym zdaniu „Przewodnik turystyczny i pilot turystyczny są nieodzownym składnikiem świadczenia usług turystycznych…” kryje się błąd który poddaje w wątpliwość wiedzę sygnatariuszy i wystawia ich na pośmiewisko. Statystycznie ujmując, większość ruchu turystycznego to ruch indywidualny, nie korzystający z usług w/w zawodów. Również turystyka zorganizowana przez biura podróży to w znacznej części wczasy pobytowe, obsługiwane przez rezydentów, który to zawód jest nieregulowany na poziomie państwowym i jakoś dziwnym trafem nie powoduje to protestów ani alarmów o niskim poziomie usług.  Piloci i przewodnicy obsługują jedynie wycieczki studyjne czy objazdowe, towarzyszą turystom podczas przejazdów wahadłowych itp. i nie ma obawy aby mechanizmy rynkowe  nie zadziałały w tym przypadku należycie.

Ad 4.  Deregulacja ma rzekomo spowodować nierzetelność wykonywania zawodu poprzez „czysto dorywczy charakter tej profesji”. Pilotaż i przewodnictwo z samego swojego charakteru, również w obecnych warunkach jest zajęciem skrajnie sezonowym a ich świadczenie następuje w formie zleceń na czas trwania konkretnej imprezy. Bardzo niewielka liczba osób może go uprawiać jako główne, całoroczne zajęcie a spiętrzenie imprez w okresach świątecznych i wakacyjnych generuje mnóstwo miejsc pracy właśnie w systemie dorywczym. Używanie takich argumentów znów ośmiesza autorów „Stanowiska” i o dowodzi ich niekompetencji.  

Na szczęście, kończące dokument sugestie o konsultowaniu i uzgadnianiu zmian legislacyjnych wyłącznie „w środowisku turystycznym” i dokonywanie uzgodnień wyłącznie z „branżowym samorządem gospodarczym” nie zostaną wysłuchane. Przygotowywany pakiet ustaw deregulacyjnych jest tak poważnym projektem, że zasięg konsultacji będzie znacznie szerszy i decydujący głos w tej sprawie będzie należał do potencjalnych konsumentów, a nie – jak do tej pory – głównie oferentów usług.

No dobrze, a teraz na spokojnie przyjrzyjmy się które to przedsiębiorstwa turystyczne zrzeszone w organizacjach regionalnych tworzących ITRP są tak bardzo przeciwko deregulacji.  Większość witryn internetowych biur jakie widziałem – choćby pierwsza z brzegu – sprzedają klasyczne wczasy pobytowe obsługiwane przez – przypominam „nieregulowanych” rezydentów więc problem w ogóle ich nie dotyczy. Są tam biura wynajmu przewodników miejskich jak np. warszawski Trakt – tu rozumiem niepokój, likwidacja przymusu przewodnickiego w wydzielonych miastach nie będzie po ich myśli, chociaż nie przesadzałbym – dobrzy przewodnicy potrzebni będą zawsze. Jest też w ITRP sporo zakładów hotelarsko-gastronomicznych które w utrzymywaniu przewodnickich absurdów nie mają interesu absolutnie żadnego.  

Znalazłem jednak na tej liście kilka biur organizujących turystykę przyjazdową (czyli np. wycieczki z Niemiec do Polski) tutaj zapaliła mi się czerwona lampka. Akurat tę działkę znam dobrze. Niemiecki rynek turystyczny jest jak wiadomo największy na świecie, a ichnie organizacje branżowe stoją na straży całkowitej wolności uprawiania zawodów przewodnickich zarówno u siebie jak i w całej Unii, inspirując np. unowocześnianie dyrektywy uznaniowej. O niemieckich przykładach pisałem na tym blogu wielokrotnie – na przykład tutaj, tutaj czy tutaj.  

Przedsiębiorca który jawnie, otwartym i po części idiotycznym tekstem sprzeciwia się pozytywnym zmianom legislacyjnym zapoczątkowanym przez polski rząd, jest w oczach tamtejszych partnerów i kontrahentów kimś wstecznie myślącym i niepoważnym. Mało tego, może zaistnieć podejrzenie – że jest jakimś nieudacznikiem i krętaczem, który zamiast konkurować na rynku jakością swoich usług, pragnie nadużywać zapisów absurdalnego prawa aby przymuszać przyjeżdżających turystów do korzystania z niechcianej eskorty obowiązkowych przewodników, tzw. „słupów”.

Dlatego nie mogę pozostać obojętny i dziś na niemieckojęzycznej podstronie naszej akcji rozpoczynam – skierowaną na rynek niemiecki kampanię informującą – które biura są przeciwne deregulacji zawodów pilota i przewodnika, a zatem wprowadzenia w Polsce podobnego prawa jakie funkcjonuje w Niemczech.

Tak więc obecnie na mojej „czarnej liście” są następujące podmioty: Z Warszawy: Dudek Travel, Entre-Tour, Jointex, Travpol, Trakt a z Krakowa i Małopolski: Cracow Tours, Eko-Tourist, Jan Pol, Marco der Pole, Grupa Trip.     

Wybaczcie Państwo, ale z racji że jesteście zrzeszeni w ITRP, automatycznie opublikowane przez tę organizacje lamenty i  niedorzeczności są także waszym głosem. Chyba że – odetniecie się od tego stanowiska i przyślecie mi na adres akcja@wolnezawody.org oświadczenie, choćby jedno krótkie zdanie w stylu „Biuro takie a takie popiera planowaną przez rząd deregulację zawodu przewodnika  turystycznego i pilota wycieczek”. Również niewymienione tu podmioty, nie tylko z branży przyjazdowej, mogą takie oświadczenia przysyłać. Dla nich zostanie utworzona specjalna „biała lista” – przedsiębiorców, którzy należycie rozumieją funkcjonowanie nowoczesnego wolnego rynku

Czerwona Łódź też płacze

Matecznik SLD-owskiego betonu nie mógł się powstrzymać od wyrażenia własnego lamentu. Na witrynie Stowarzyszenia Pilotów Wycieczek w Łodzi ukazało się 13 lutego „Stanowisko…” przeciwko planowanej deregulacji. Nie różni się znacząco od wcześniejszej „lamentacyjnej literatury”, a wszelkie przedstawiane tam argumenty zostały już przeze mnie skontrowane tutaj, dlatego nie widzę potrzeby szczegółowego odpowiadania na ten dokument. Tylko kilka drobnych komentarzy.

W liście pojawia się często stosowane też wcześniej określenie „wolnoamerykanka” jaka ma podobno zapanować na rynku po otwarciu zawodów. Proszę jego autorów o wyjaśnienie co rozumieją pod tym pojęciem. Czy rodzaj walk zapaśniczych, jakie między sobą będą prowadzić piloci, przewodnicy i turyści, czy też w/g definicji słownikowej „postępowanie bez przestrzegania jakichkolwiek norm”. Jeśli chodzi o to drugie, przypomnę że deregulacja zawodu jest jedynie scedowaniem certyfikacji, oceny kwalifikacji itp. z poziomu państwowego na poziom np. samorządów zawodowych bądź przedsiębiorstw i w żadnym wypadku nie umniejszy ani praw klienta ani odpowiedzialności organizatora wycieczki za jakość usługi czy bezpieczeństwo klientów. A ci – w przypadku niezadowolenia – nadal będą mogli – jak opisani tutaj turyści – skarżąc się m.in. na niekompetencję pilota zgłosić pozew do sądu. Groźba takich konsekwencji, a nie ustawowe zapisy jest znacznie skuteczniejszym czynnikiem wymuszającym zatrudnianie fachowców.  

Sygnatariusze owego stanowiska uważają że „nie ma innego sposobu” weryfikacji fachowości pilota czy przewodnika jak egzamin państwowy. No trudno, rozumiem więc że – jeśli deregulacja nastąpi – zarówno wspomniane Stowarzyszenie Pilotów, jak też inne podpisane pod nim podmioty: Izba Turystyki Ziemi Łódzkiej, Regionalna Organizacja Turystyczna, biura, stowarzyszenia itp. zawieszą działalność i znikną z rynku usług, ustępując miejsca podmiotom lepiej dostosowanym do warunków wolnorynkowych. Przypilnuję tego.

Gorzej, że pod cytowanymi bzdurami podpisują się także państwowe instytucje naukowe, uczelnie itp. – jest to oznaka jakiegoś chorego „kłamstwa edukacyjnego” i finansowanej z kieszeni podatnika „turystycznej pseudonauki”, któremu to zjawisku należy się dokładniej przyjrzeć.

Kujawsko-Pomorskie KPTT-Guide nie jest przeciwne deregulacji?

Tomasz Herdzin, prezes Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Turystycznego „Guide” wpisał mi się wczoraj pod notką w której zamieściłem żartobliwą propozycję nowego „bolszewickiego” logo PFPiP. Towarzystwo, któremu prezesuje wchodzi w skład owej Federacji, i mój żart bardzo mu się nie spodobał. Pisze rzeczy bardzo ciekawe, a mianowicie:

Macieju, na pewno śledzisz dyskusję wśród
przewodników i pilotów chyba zwróciłeś uwagę na to, że całkiem spora
liczba przedstawicieli naszego zawodu deregulacji się nie boi.
Ktoś kto
jest dobry poradzi sobie także w warunkach zwiększonej konkurencji.
Podobnie w Federacji nie wszystkie stowarzyszenia są deregulacji
przeciwne.


A, to pewne novum. Owszem wiem, podczas grudniowego forum słyszałem na ten temat różne głosy, i przypomnę jeszcze raz słowa z mojej notki zamieszczonej 1 stycznia br:

Na stronach Polskiej Federacji Pilotażu i Przewodnictwa w dziale „aktualności” czytam relację z toruńskiego Forum
w którym niedawno uczestniczyłem, a w nim również słowa szoku i
rozpaczy z powodu planów deregulacji. (…) Dalej przecieram 
oczy ze zdumienia czytając: Uczestnicy Forum w imieniu całego środowiska przewodników i pilotów
przesłali apel do Pani Minister Katarzyny Sobierajskiej o podjęcie
działań mających na celu utrzymanie statusu zawodu regulowanego dla
przewodników turystycznych oraz regulowanej działalności dla usług
świadczonych przez pilotów wycieczek.
Co to znaczy „całego
środowiska?” Znam dziesiątki osób z tego środowiska, którzy konieczność
zmian popierają,  są pewne swojej fachowości, nie czują żadnego
zagrożenia z tytułu uwolnienia zawodów, a dostrzegają raczej korzyści z
tytułu zlikwidowania uciążliwej biurokracji
. Co najmniej kilku było
uczestnikami owego forum – jeśli mają odrobinę szacunku do siebie
powinni wyrazić głośne votum separatum.”  


No i właśnie – jak do tej pory tego oficjalnego, czytelnie podpisanego votum separatum nie usłyszałem ani nie przeczytałem. Tak więc sorry – dopóki KPTT-Guide jest oficjalnym członkiem Federacji, a na witrynie tejże wisi pełna idiotyzmów antyderegulacyjna kampania na rzecz „gospodarczego bolszewizmu” – uważam że mój żart jest jak najbardziej na miejscu, a sfiksowane logo dotyczy również was.      

Dalszy ciąg wpisu T. Herdzina: „Twój ostatni wpis, a zwłaszcza umieszczenie symboli ustroju
odpowiadającego za śmierć wielu milionów ludzi to już nie jest
niestosowny żart. Dla mnie to po prostu świństwo. I to świństwo ścigane z
urzędu przez nasze prawo.”

Hola hola, nie zapędzajmy się. Publikowanie symboli totalitarnych w celach edukacyjnych jest jak najbardziej dozwolone, w innych zresztą też patrz np. tutaj.  

I na koniec: „Zaczynasz mylić, usprawiedliwioną formą
felietonu, złośliwość dziennikarską z preparowaniem działających
emocjonalnie prowokacji w stylu Urbana.
O ile jesteś człowiekiem zdolnym do czynności honorowych oczekuję
natychmiastowych przeprosin.
Tomasz Herdzin”

Za nic nie przeproszę, bo zrobiłbym – Tobie i waszej Organizacji wielką krzywdę. Pełnienie funkcji publicznych w demokratycznym ustroju niesie za sobą konieczność liczenia się z krytyką i satyrą. Obiecuję natomiast opublikować na blogu pochwalną laurkę jeżeli wasze Towarzystwo przerwie wreszcie – jako pierwsze – tę dziwną zmowę milczenia i opublikuje na swojej witrynie oficjalne oświadczenie, że nie jest przeciwko deregulacji zawodów pilota i przewodnika, oraz dystansuje się od prowadzonych przez PFPiP działań przeciwko rządowym planom otwarcia zawodów turystycznych. Dopóki to nie nastąpi, wasza postawa jako żywo przypominać będzie opisaną przez Zinowjewa postawę typu „Homo sovieticus”: ślepe podporządkowanie kolektywowi, ucieczka od wolności i odpowiedzialności, brak samodzielnego działania, itp. Co ogólnie można by zilustrować…

…jeszcze jedną karykaturą.

Prasówka 22.02: Aziewicz kontra Kalisz

I dalej dzieje się to o czym marzyliśmy – dyskusja o deregulacji, w tym zawodu przewodnika, z działu niszowo-ogórkowego wchodzi na czołówki portali, a o opinię proszeni są kolejni politycy. W dodatku – jak postulowałem – to właśnie „wolny przewodnik” jest najczęściej przywoływanym symbolem deregulacji. Dziś obszernymi materiałami karmią nas media ekonomiczne. „Licencje zawodowe do pilnej kasacji - pisze Bloomberg Businessweek, a artykuł ilustruje… wycieczka turystów. „Uwalnianie zawodów. Sejm w gotowości” – czytamy na portalu businesstoday.pl. Do tego dwugłos polityków. Na deregulację w planowanym wymiarze nie chce zgodzić się Ryszard Kalisz (choć w tekście wywiadu konkrety nie padają, przyznaje że nie wszystkie obecne regulacje są sensowne, wątpię żeby akurat przewodnicy znaleźli w nim sojusznika). Zaszkodzić wiele swoim najmniejszym klubikiem SLD oczywiście nie może. Odpowiada mu Tadeusz Aziewicz, ekspert gospodarczy PO: Dlaczego zawód przewodnika ma być reglamentowany? W tekście interesujący nas fragment:

- Które zawody Pana zdaniem nadają się do natychmiastowego otwarcia?

- Wiem, że minister Gowin przygotowuje stosowną listę, wypadałoby zatem, aby wypowiedział się w tej sprawie jako pierwszy. Podawany był już choćby przykład osławionych przewodników turystycznych… Proszę mi powiedzieć, jaki jest sens, by ktoś trzeci decydował o tym, kto może oprowadzać wycieczki? Ryzyko czy koszty społeczne w przypadku ewentualnego błędu nie są tu wysokie.

Do Pana Kalisza jeszcze napiszę. Dziś nie mam czasu, bo prowadzę przedstawienie w moim małym teatrzyku rewiowym. Robię to – o zgrozo!  Bez posiadania państwowej licencji aktora, piosenkarza i kompozytora…