Włoskie trzecie drzwi, czyli „system Italia”

Zdjęcia tonącej Concordii długo jeszcze będą okupywać pierwsze strony portali, dziś prasa odsłania kolejne groteskowo-tragiczne szczegóły katastrofy. Oczywiście – nie wolno generalizować, używać w dyskusjach czy w procesach decyzyjnych tak odosobnionych wypadków, uprawiać paniki moralnej – jak z lawiną pod Rysami 8 lat temu. Coś mnie jednak tknęło, kiedy spojrzałem na stronę armatora Costa Crociere, i znalazłem tam głównie tłumaczenia że… przecież wszyscy członkowie obsługi feralnego rejsu mieli odpowiednie licencje i certyfikaty. Angielska wersja tej informacji tutaj.  Z kolei w niemieckim dzienniku telewizyjnym Tagesschau znalazłem filmik i relację jednego z rozbitków, który opowiada, że… stewardzi nie potrafili nawet uruchomić tratw ratunkowych, udało się to dopiero jednemu z pasażerów.  

Dlatego kilka słów komentarza, bo włoski system obłędnego licencjonowania wszystkiego i wszędzie jest często dawany za przykład. Ileż ja się naczytałem na różnych forach „Włochy – przecież to tak ważny kraj w europejskiej turystyce, nie możemy lekceważyć ich doświadczeń”. Ba, nawet dla naszego Ministerstwa Sportu – jak czytamy w tym liście z grudnia – to taki wspaniały wzór kraju gdzie ustawowo odrębne zadania ma pilot i przewodnik (nota bene 3 pozostałe przykłady – absolutnie błędne). Natępnym razem jak coś takiego usłyszę – przypomnę tę fotkę.    

Zresztą przewodnik czy pilot to i tak małe piwo. Niedawno licencje wprowadzono tam – to nie żart – na… zbieranie grzybów. Nawet dla własnego, prywatnego użytku wolno to robić tylko po ukończeniu kursu, opłaceniu licencji i tylko na obszarze w określonych granicach, którego przekroczenie poskutkuje mandatem wlepionym przez „grzybową policję”. Innym rodzajem regulacyjnego szaleństwa było zarządzenie budowy we wszystkich restauracjach dodatkowych drzwi do wynoszenia pustych naczyń z sali (oprócz dwóch istniejących – do wnoszenia potraw i dostarczania produktów).       

Jak wygląda drugie dno włoskich regulacji, jak działa skorumpowany, nieefektywny i niereformowalny „system Italia” można przeczytać np. w reportażu Piotra Kowalczuka. Już wkrótce na blogu dwa moje reportaże – jak karykatura podobnego systemu działa w światku krakowskich przewodników i jak to za regulacjami i wielomiesięcznymi kursami pilotów lobbuje pewien pan zarabiający na… wydawaniu szkoleniowych skryptów na te kursy.     

Na szczęście nie słyszałem jeszcze, żeby którykolwiek z naszych polityków szedł do wyborów z hasłem „zbudujmy drugie Włochy”. 

Pilotaż i przewodnictwo zostaną uwolnione!

Jako pierwszy mam przyjemność opublikować tę fantastyczną wiadomość, już nie w formie gdybania czy spekulacji, ale oznajmującej wypowiedzi przedstawiciela rządu.    

Przypomnijmy: 20 grudnia Minister Gowin  potwierdził istnienie listy 130 zawodów, przeznaczonych w pierwszej kolejności do deregulacji, wzbraniając się jednak podawania jakichkolwiek szczegółów czy przykładów. 4 stycznia w radiu PiN wywiadu udzielił doradca ministra sprawiedliwości, Mirosław Barszcz – wywiad w formie pisanej tutaj, mówionej tutaj.

Dowiedzieć się można z niego znacznie więcej – lista została rozszerzona do 240 zawodów, przygotowuje się jedną „horyzontalną” ustawę, uwalniającą je hurtowo.  

Znalazłszy ten wywiad napisałem wczoraj do M. Barszcza krótki e-mail, pytając wprost: Od 4 lat prowadzę akcję na rzecz uwolnienia zawodów przewodnika turystycznego i pilota wycieczek. Czy mógłby uchylić Pan rąbka tajemnicy i odpowiedzieć, czy zawody te znalazły się na waszej liście? Pomimo nietypowej pory (sobota wieczór) odpowiedź przyszła niemal błyskawicznie:

„Tak. Wszystkie zawody Min. Sportu zostaną uwolnione całkowicie”

Całkowicie – znaczy bez złagodzenia wymogów jak w przypadku niektórych zawodów prawniczych, tylko z całkowitym zniesieniem reglamentacji. Czyli – w przypadku przewodnictwa – dołączeniem do rodziny wolnych krajów, jak Niemcy i Wlk. Brytania.   

Cóż, może jeszcze nie pora na otwieranie szampana, na to będzie czas kiedy prace legislacyjne się zakończą i Prezydent złoży swój podpis. Naciski będą, już są, ale w ogólnej kakafonii protestów głos pokrzywdzonych przewodników będzie niczym pisk myszy. Pan Mirosław Barszcz w kolejnym mailu potwierdził:

„Mam nadzieję, że tutaj akurat problemu nie będzie. Znacznie bardziej obawiam się taksówkarzy, pośredników nieruchomości i kilku podobnych… (…)  to właśnie dzięki takim osobom jak Pan udało się wreszcie tę akcję przeprowadzić, mam nadzieję, że nie przyjdzie długo czekać na efekty :)”    

Coż, szybko to poszło, byłem przygotowany na długie lata walki a tu taka niespodzianka. Oczywiście, nie kończę prowadzić bloga, sporo jest jeszcze do zrobienia a wiedzę i energię można wykorzystać konstruktywnie. Nawet jeśli regulacje zostaną zniesione w prawie państwowym, będziemy mieć do czynienia z zakusami do ich restytucji na poziomie lokalnym, u nas – jak wiemy – przodują w tym parki narodowe.

Na szybko – dwie ważne uwagi: Każdy, kto planuje udział w reklamowanych często i gęsto kursach pilotów czy przewodników powinien się przez chwilę zastanowić. Ich ukończenie nie będzie już wymagane do uprawiania zawodu. Nie znaczy to, że system szkoleń zniknie, z pewnością jednak zmieni się na bardziej adekwatny do realiów rynkowych a nie wymagań urzędowych.

Z kolei do przedstawicieli samorządów zawodowych, np. zrzeszonych w PFPiP – żeby wreszcie poszli po rozum do głowy i zamiast pisać kolejne bezsensowne listy do ministerstwa, z banałami typu „bo zawód ma półtorawieczną tradycję” nie tracić czasu tylko wypracować metody działania w nowych warunkach. Spojrzeć za zachodnią granicę i zająć się tym, czym tamtejsze stowarzyszenia – np. obroną interesów polskich pilotów za granicą. Do tej pory było to jedynie ledwo deklarowane, a cała para szła w lobbowanie na rzecz komplikacji przepisów krajowych.        

Piszę to tak z czystej przyzwoitości nie bardzo wierząc w przemianę któregokolwiek z totalnie skompromitowanych branżowych działaczy. Myślę, że raczej powstanie jakaś zupełnie nowa organizacja, służę doradztwem.

A tym co nadal uprawiają „kult licencji, papieru i pieczątki” na wzór niemal kultu religijnego, i tym którzy upajają się swoją władzą decyzji, komu pozwolą oprowadzać turystów a komu nie – rząd powinien w humanitarnym geście zafundować kilka seansów psychoterapii.

Jubileuszowo – Zostań fanem!

„Odwołam się do opinii publicznej. Tam, gdzie dostęp do zawodu jest
reglamentowany, nie ma konkurencji. A bez konkurencji ceny usług rosną,
zaś ich jakość spada.”
- Mówi znany nam już Minister Gowin w najnowszym wywiadzie dla Dziennika Polskiego. Właśnie, różnie z tą opinią publiczną bywa. Przypomnę machanizm opisany w satyrycznej notce o kwiaciarkach. Problem leży właśnie w tym, że perypetie przedstawicieli drobnych niszowych branż zwykle szeroką opinię publiczną mało obchodzą. Ale zebrane łącznie prowadzą do takiego szkodliwego przeregulowania, jakie dziś mamy.

Proszę Państwa, dziś mijają okrągłe 4 lata odkąd zamieściłem na tym blogu pierwszy wpis inicjując akcję „Wolne przewodnictwo”. Dziś widać jak bardzo była i nadal jest potrzebna, aby dostarczać opinii publicznej fakty i konkrety na temat szkodliwości nadmiernej regulacji, reglamentacji i zamykania zawodów.     

Czeka nas jeszcze sporo pracy, co kilka dni będę tu zamieszczał nowe artykuły. Tymczasem zapraszam do polubienia właśnie utworzonej…

Będąc fanem nie tylko wyrazisz swoje poparcie dla deregulacji, ale będziesz mógł regularnie otrzymywać informacje o nowych publikacjach i działaniach. Będę też tam wrzucał błyskawicznie linki i krótkie komentarze do wszelkich znalezionych informacji, jak np. ten wywiad Mirosława Barszcza. 

Kombinują jak chabeta pod gór(k)ę.

Miałem już nie pisać o Tatrach, aby nie stwarzać wrażenia że problemy deregulacji dotyczą głównie tego specyficznego, skalistego skrawka naszego kraju. Ale cóż począć skoro tam właśnie jak w soczewce skupiają się wszelkie przewodnickie absurdy a ostatnie działania dyrekcji TPN wzbudzają już nie tyle wątpliwości, co żenadę i politowanie.    

Powiedzenie „kombinować jak koń pod górkę” idealnie je ilustruje. Konie w Tatrach kojarzą się – jak wiadomo z góralskimi fasiągami wwożącymi turystów z Palenicy w stronę Morskiego Oka.

Tym razem parkowi kombinatorzy chcieli tę przysłowiową szkapę pognać chyba aż na Rysy, wyszukując wątpliwy kruczek prawny i obwieszczając nagle – patrz notatka prasowa z 29 grudnia, że wcześniej publikowane informacje o ustaniu obowiązku przewodnickiego z początkiem nowego roku można wyrzucić do kosza, i przynajmniej do października nic się nie zmieni.         

Posłałem tę informację dr. Cybule, i w odpowiedzi na oficjalny komunikat TPN ukazała się riposta na jego prawnoturystycznym blogu z której wynika, że taka interpretacja ustawy jest niedopuszczalna i od dnia 2 stycznia obowiązku przewodnickiego nie ma.

Chabeta padła, przykro mi. Poczekam teraz kilka dni, i jeżeli TPN nie zmieni zdania w tej sprawie i nie opublikuje nowego regulaminu, zgodnie z obietnicą wyślę skargę do UOKiK – na Tatrzański Park Narodowy – od 1. stycznia osobę prawną, informując o podejrzeniu stosowaniu klauzul niedozwolonych i nieuczciwych praktyk rynkowych.  

Problem zresztą dotyczy większości parków narodowych, które nieraz w jeszcze bardziej ułomny sposób tworzą swoje „prawo powielaczowe” albo - jak Magurski PN – stosują do ogółu ruchu turystycznego przepisy ustawy regulującej wyłącznie działalność komercyjnych biur podróży. O tych problemach powinien być też powiadomiony nowy Minister Środowiska – Marcin Korolec, który jest prawnikiem, absolwentem elitarnej francuskiej szkoły administracji publicznej i nie powinien tolerować takiego bajzlu na swoim podwórku.

I ciągle to bezsensowne i wręcz niesmaczne żerowanie na ośmiu ofiarach jednej zimowej katastrofy z 2003 roku, głośnego i medialnego ale ginącego w ogólnej statystyce wypadków, które w większości przytrafiają się wędrującym samotnie. Tylko w zeszłym roku, dokładnie tylu – ośmiu samych tylko ratowników TOPR i przewodników tatrzańskich (sic!) zginęło w górskich wypadkach (źródło). Skoro dyrekcji tak zależy na uniknięciu ofiar lawin, dlaczego po prostu – wzorem strony słowackiej – nie zamknie szlaków wysokogórskich na okres zimy? (Lawina spadając nie wybiera: licealista – emeryt…) Tylko powtarza się mantrę o kontrolowaniu i grup młodzieżowych które w ogromnej większości wchodzą wiosną i latem na najłatwiejsze spacerowe szlaki.                

Co mnie w tym wszystkim najbardziej zastanawia – jak można, kierując powierzoną sobie szacowną państwową firmą, z uporem godnym lepszej sprawy pakować ją w tarapaty, np. możliwe kary finansowe. Czyżby obawa zemsty ze strony wściekłych, pozbawionych pracy przewodników była jeszcze większa? Czy zaczną np. rzucać kamieniami w okna biur i podpalać parkowe samochody, jak to potrafią robić konkurujący ze sobą krewcy podhalańscy busiarze?  Ktoś mnie kiedyś na jednym z forów napomniał, że zwyczajowe określenie „mafia przewodnicka” jest przesadzone. Może niekoniecznie?

Odwagi kotku, odwagi!

Witam w nowym roku. W najbliższych dniach planuję zamieścić jeszcze co najmniej dwa obszerne teksty cięższej wagi na temat nieprawidłowości i machlojek w środowiskach przewodnickich. Ponieważ jednak mamy właśnie „międzynarodowy dzień kaca” wrzucę choć jeden wesoły przerywnik.   
źródło: widelec.pl
Jak się można było domyślać, zapowiedź uwolnienia zawodów sprawiła że wszelkie branżowe stowarzyszenia zwierają szeregi i dalejże pisać petycje, protesty w tonie  graniczącej ze śmiesznością histerii. Można je przeczytać na przykład na stronie przewodników PTTK. „Najwięcej i najgłośniej krzyczą ci, którzy o tym zawodzie niewiele, albo wcale nic nie wiedzą.” Ciekawe skąd ta konstatacja. A może dopuścić do głosu tych, którzy z usług owych „zawodowców” korzystają i im płacą? Z kolei na stronach Polskiej Federacji Pilotażu i Przewodnictwa w dziale „aktualności” czytam relację z toruńskiego Forum w którym niedawno uczestniczyłem, a w nim również słowa szoku i rozpaczy z powodu planów deregulacji. Jest to ponoć niedopuszczalne ze względu m.in. na tradycję, bo „zawód przewodnika wykonywany jest od półtora wieku na Ziemiach Polski”. Dobre. O ile wiem, zawód kata wykonywany był na naszych ziemiach przez co najmniej dziesięć wieków. Ostatnio grupka  prawicowych polityków coś tam przebąkiwała o przywróceniu kary śmierci, ale gdyby użyli podobnego argumentu – zostaliby wyśmiani jak ostatni idioci. Dalej przecieram  oczy ze zdumienia czytając: Uczestnicy Forum w imieniu całego środowiska przewodników i pilotów przesłali apel do Pani Minister Katarzyny Sobierajskiej o podjęcie działań mających na celu utrzymanie statusu zawodu regulowanego dla przewodników turystycznych oraz regulowanej działalności dla usług świadczonych przez pilotów wycieczek. Co to znaczy „całego środowiska?” Znam dziesiątki osób z tego środowiska, którzy konieczność zmian popierają,  są pewne swojej fachowości, nie czują żadnego zagrożenia z tytułu uwolnienia zawodów, a dostrzegają raczej korzyści z tytułu zlikwidowania uciążliwej biurokracji. Co najmniej kilku było uczestnikami owego forum – jeśli mają odrobinę szacunku do siebie – powinni wyrazić głośne wotum separatum.  

Coraz więcej odważniejszych głosów o nieprawidłowościach obecnego systemu pojawia się też na innych forach – na przykład tutaj i tutaj. Dostaję listy prywatne. I wciąż ten sam problem – większość wypowiedzi jest anonimowa. Ciągle panuje strach przed „władzą” i „urzędem”, rodem z epoki kiedy to przesłuchujący pilota esbek miał na niego w zanadrzu jakieś „haki” – typu nielegalny handel walutą (przypominam tę wspominkową relację). Ale to było dawno, naprawdę proszę się nie bać. Utrzymywany z naszych podatków urzędnik jest dziś od tego, żeby nam służyć a nie trzymać za mordkę. Sam tego bloga prowadzę od 4 lat, wszelkie głosy na forach dyskusyjnych podpisuję pełnym nazwiskiem, nie bój się i ty. To my jesteśmy dziś po jaśniejszej stronie mocy.  A ci co wypisują cytowane banialuki o „tradycji”, pewnego dnia, może jeszcze w tym rozpoczynającym się roku – obudzą się z bardzo ciężkim i długotrwałym kacem. Nie takim posylwestrowym. Niech im tradycyjny tupot białych mew dudni nawet półtora wieku.