Obrona zawodu, czy przywilejów – nie ośmieszajcie się!

Spór, który z taką mocą rozgorzał – ma jedną, fantastyczną zaletę: Przeciwnik, który do tej pory knuł coś tam sobie w cieniu branżowych gabinetów,  został znienacka osaczony, zmuszony do pokazania na forum publicznym swojego „arsenału”. I co zobaczyliśmy? Na salonach nowoczesnej, obywatelskiej rewolucji (patrz – masowe demonstracje przeciw ACTA) pojawiła się grupka przestraszonych zombie, w cuchnących naftaliną garniturach z MHD, niosąca jakieś wypłowiałe szturmówki i hasła przechowywane przez lata na strychu gminnego komitetu PZPR.

Przewodnicy PTTK na swojej stronie głównej już od dawna leją rzewne łzy pisząc np. „niech też nas dostrzegą ci, którzy w ostatnim okresie czasu chcą zniszczyć to, czego dopracowaliśmy się przez tyle lat”. Teraz z kolei na stronie Federacji Pilotażu i Przewodnictwa ukazała się  zakładka o treści… „Obrona zawodu pilota i przewodnika”. Panie i panowie – jeszcze raz szczerze i od serca: NIE OŚMIESZAJCIE SIĘ. Naprawdę – jak pisałem w notce poniżej, może tak się stać że turyści potraktują was podobnie jak słuchacze muzyki Zbigniewa Hołdysa, i zaczną wręcz specjalnie prosić biura aby organizowały wyjazdy bez waszego udziału. Protest przeciwko planom otwarcia zawodu, czyli sprawienia że stanie się łatwiej dostępny nazywacie jego „obroną”? Zapewne na tej samej zasadzie jak Jaruzelski i WRON przez lata „bronili” społeczeństwo przed tzw. ekstremą Solidarności. To co robicie jest obroną waszych przywilejów załatwionych po cichu w czasach, gdy uwaga społeczna nie była jeszcze tak czujna. Dziś na wasze bajki nie da się nabrać nawet gimnazjalista.   

W komentarzach pod notkami zaczynam już dostawać pogróżki procesów sądowych. Proszę bardzo, oskarżcie mnie, nawet wiem z jakiego paragrafu – z tego o obrazę uczuć religijnych. Przez lata z powtarzania sobie i innym że tylko „państwowe licencje” są gwarancją jakości usług w przewodnictwie uczyniliście religię, wasze identyfikatory i pieczątki otaczacie rodzajem kultu. I tu się zgodzę i po części rozumiem protesty – uwolnienie zawodu będzie dla was potężną klęską wizerunkową.   
źródło: proksenia.pl
Federacji Pilotów i Przewodników prezesuje Zygmunt Kruczek, prywatnie – wydawca podręczników szkoleniowych i właściciel dziwnego biura podróży „Hubertus Tour” – dziwnego o tyle, że biuro to – podobnie jak opisywana wcześniej firma Vancroll Piotra van der Coghena – nie figuruje w ewidencji organizatorów turystyki. Nie znalazłem też żadnych jego ofert turystycznych ani śladu informacji, aby organizowało jakiekolwiek podróże. Organizuje za to kursy pilotów. Niewątpliwie prowadząc taką działalność biznesową, pan Kruczek jest beneficjentem istniejących regulacji. Powinni wiedzieć o tym parlamentarzyści i radni, którzy ochoczo podpisują się pod podsuniętymi przez niego i jego akolitów dokumentami. 

Ową dokumentację rozpaczliwej kontry zgromadzono na specjalnej podstronie. Na razie przejrzałem ją pobieżnie, większość kontrargumentów jest doskonale znana i śmieszna, odpowiem na nie. Jedna rzecz mnie zdziwiła szalenie – jak często w tych dokumentach pojawia się moje nazwisko. Mało tego – redagując stronę jej autor musiał przeżywać prawdziwe twórcze katusze. W google cache znalazłem jedną z jej wcześniejszych wersji, która brzmiała tak:

Agresywnej akcji… Bo padnę. W dziedzinie deregulacji owa agresja polega na tym, że od kilku lat na tym blogu „zbieram do kupy” rozsiane po publicznych mediach różne opinie i je publikuję. Deregulacja nie jest działaniem rządu na zlecenie jakiegoś blogera, tylko konsekwencją długiego procesu który systematycznie opisywałem. Już w 2008 roku, kiedy odrzucono ustawę zamykającą 200 zawodów rzemieślniczych, media alarmowały że zawodowo zbliżamy się do średniowiecza. Z kolei katalizatorem obecnych działań był zapewne raport Fundacji Republlikańskiej, przypomnę artykuł z września 2011. Atakowanie mojej osoby jest po prostu realizacją hasła „zbij pan termometr, nie będziesz miał gorączki”. Brnijcie dalej.  

7 Komentarze

  1. Panie Macieju, z tą „agresywną” akcją to może miał być komplement? Może użyto tego słowa w takim angielskim znaczeniu :) Czy też czasem używanym w języku polskim: agresywny – «pełen ekspresji, dynamiki» ;)

  2. Listonoszu, działasz jak poczta polska, ten materiał prasowy jest sprzed ponad miesiąca (20 grudnia). Od tego czasu dowiedzieliśmy się wiele nowego.

  3. Myślałem, że mamy wony rynek. Jeżeli nie podoba Ci się cena pieniaczu to nie korzystaj z usług firmy. Tu nie ma żadnego przymusu.

    Brońcie się dalej im większy szum wokół siebie robicie tym więcej macie przeciwników.

    I wyobraźcie sobie, że nie działacie w imieniu wszystkich przewodników, bo są tacy którzy chcą uwolnienia. Bronią się miernoty bo boją się o utratę dobrze płatnej i bezstresowej fuchy.

    Nie podniecaj się tak bo obawiam się o twoje zdrowie. Pozdrawiam

  4. Natomiast ogólnie – po tym wpisie widać jak żenadnie niską wiedzę na temat różnorodności rynku turystycznego we współczesnym świecie mają wszelkiej maści „pseudonaukowcy” z jakimiś tytułami naukowymi z dziedziny tzw. turystyki… Wydaje im się że „wycieczka” jak 30 lat temu to jest wyłącznie autokar z 40 osobami, osobnym pilotem i przewodnikiem opowiadającym o zabytkach. I wyłącznie pod to usiłują kroić jakieś przepisy ustawowe. Co gorsza, na tych kursach pilotów wbijają taką standardową i przestarzałą i sztampową wiedzę do głowy.

  5. Tak jak powiedziałem – akcja „Wolne Przewodnictwo” jest społeczna i oddzielona od mojej działalności biznesowej, chyba któreś z moich doświadczeń przekłada się bezpośrednio na tematykę akcji.

    Tutaj żadnego związku nie ma ale usuwać wypocin nie będę (NB pakiet 6-noclegowy kosztuje 1990 zł i wchodzi weń znacznie więcej usług niż wymienione.) Ale tak widzisz działa wolny rynek. Mogę wystawić ofertę za dowolną cenę a klient decyduje którą kupi. Zważ jednak że ja NIE STRASZĘ MANDATAMI I INTERWENCJĄ STRAŻY MIEJSKIEJ tych co chcą jechać za 30 Euro dziennie.

    Mimo to – pomimo tych jak twierdzisz – wysokich cen – klienci właśnie te wycieczki u mnie często kupują. I to świadczy o mojej fachowości a nie papierek czy licencja.

    Nie zabraniam temu czy innemu przewodnikowi oprowadzać po Krakowie np. za 1000 zł dziennie. Niech się stara tak jak ja – buduje strony, drukuje katalogi, wystawia na targach, płaci po kilka tys. zł, za ogłoszenia modułowe. To znajdzie klientów i na drogie, ekskluzywne usługi.

    Ale nie, jemu się nie chce, nie potrafi tylko wypisuje idiotyczne listy do Ministerstwa żeby nadal rozciągali nad nim parasol ochronny administracyjnego przymusu z korzystania z jego usług. Nie te czasy.

    Komentarze seksistowskie, personalne, odn. wyglądu itp. tyko świadczą o „poziomie intelektualnym” gardłujących. Nic dodać nic ująć.

  6. Pan MZ uwielbia szukac dziury w całym zagladając do firm swoich adwersarzy. Ano zajrzyjmy do jego gniazdka firmowego.Najpierw otwórzmy oczywiście „o firmie” i oto naszym oczom ukazuje się ekipa firmowa składajaca sie z 3 panów (sic!)- to ewenement na skalę ponadkrajową, by w biurze podróży nie pracowały panie. Przywódcę stada poznamy po mocno przerzedzonym upierzeniu. Ale do rzeczy. Podstawowa oferta to wycieczki rowerowe. Wybieramy przykładowo 6-dniowe pedałowanie nad pieknym, modrym Dunajem za niezłą sumkę 2.190 zł. No to chyba będziemy zakwaterowani conajmniej w Hiltonie! Gdy spojrzymy na swiadczenia w cenie, mina raczej nam zrzednie.Dostaniemy:
    - 6 noclegów ze śniadaniem w pensjonacie lub hoteliku **
    - drink powitalny ( nie spodziwaj się Dom Perignon)
    - butelkę wina (pewnie z Billa)
    - torbę na rower ( gwarantowana Made in China)
    -przejazd pociągiem Wieden-Pasawa
    -ubezpieczenie.
    Nawet zawyżając cenę tych wszystkich dupereli poza noclegami nie będzie to kwota wyższa niż 190 zł, czyli zostaje nam 2000 zł za 6 noclegów ze sniadaniem. Wyliczamy cenę 1-go noclegu i otrzymujemy ok. 76 EUR!Podczas, gdy bez trudu znajdziemy taki nocleg tam za cenę do 30 EUR. Czyli różnica ( czytaj prowizja Ptaszka.pl)bedzie 46 EUR od łebka za 1 noc, czyli 276 EUR za całośc, czyli ok. 1200 zł. To ponad 100% marży! To pan NPRz.( Naczelny Ptasznik Rzeczpospolitej, jakby ktoś nie wiedział)będzie beneficjentem naiwnosci swoich klientów. A teraz konkluzja: co to ma wspólnego z wolnym przewodnictwem? Ano nic! Tak samo jak rewelacje i porównania przytaczane przez ptasi chór pana Zimowskiego.