Patrzcie, którzy to podpisali i nie kupujcie ich usług!

Przewodnickie „mafijki” w kolejnych miastach podnoszą lament i wrzask. Po przewodnikach krakowskich odezwali się ci poznańscy, pod wodzą Justyny Ciupy,

której niezwykłą wojowniczość, a także działania poznańskich urzędników i służb wyśmiewałem już na swoim blogu – proszę zobaczyć archiwum artykułów z maja 2009. Pani Justyna Ciupa popisała się wtedy fantastyczną wiedzą, twierdząc, że miejskie kontrole grup turystycznych „przyjęte są na całym świecie” – więcej tutaj. Dziś w Głosie Wielkopolskim i – (czy w Poznaniu nie mają innych zmartwień, tylko ten cyrk?) – jako główny news portalu glos.com ukazał się artykuł Elżbiety Podolskiej „Każdy będzie mógł zostac przewodnikiem po Poznaniu”. W którym – dziękujemy za rzetelność – przedstawione zostało nasze stanowisko, pani Ciupa nie błyszczy już swoimi wysanymi z palca odkryciami na „światową skalę”,  jednak większość artykułu to typowa „przewodnicko-orwellowska nowomowa” że jak to „ktoś, bez umiejętności, bez odpowiednio sprawdzonej wiedzy…”, i takie tam ble ble ble.

Niestety z tekstu wynika, że poznańscy przewodnicy sami nie wiedzą przeciwko czemu protestują.  Deregulacja nie polega na tym że fachowcom ktoś zabroni pracować. Nadal będą kursy, egzaminy i weryfikacje, tyle że – tak jak właśnie w większości cywilizowanego świata – będą nieobowiązkowe, fakultatywne. Dopuści się pluralizm, wybór, różnorodność. Nie wiem w ogóle o co ten krzyk, ileż to jest zawodów nieregulowanych państwowo – jak wszystkie zawody rzemieślnicze typu fryzjer czy kucharz, zawody okołoturystyczne i sportowe – np. rezydent, zderegulowany niedawno instruktor rekreacji ruchowej, a mimo to szkoły, kursy nie narzekają na brak kandydatów i większość stara się egzaminy zdać. A ostateczna weryfikacja i tak należy i należeć będzie do pracodawcy – właściciela biura, który lepiej niż jakiś urzędnik zna potrzeby, bynajmniej nie „państwowego”, tylko w 100% prywatnego – rynku usług turystycznych. Dreregulacja to po prostu uproszczenie procesu gospodarczego, usunięcie niepotrzebnych elementów, jak wyczyszczenie mechanizmu z narosłej przez lata rdzy i zanieczyszczeń. Przewodnicy kształceni według „państwowego” systemu mają opowiadać szczegółowo o historii czy architekturze – i dobrze.  Ale to tak jakby na rynku gastronomicznym dozwolone było tylko prowadzenie restauracji z kuchnią staropolską, i to po otrzymaniu weryfikacji przez urzędnika.  Jeśli ktoś znajdzie model biznesowy i sprowadzi do Poznania turystów w sposób niekonwencjonalny, nawet w mniemaniu niektórych „opowiadając bzdury” – nie wolno mu tego zabronić! A szczegółowe szkolenie z historii jest mu po prostu niepotrzebne.     

Do Pani Elżbiety Podolskiej mam bardzo konkretne pytanie – niech Pani odpowie, jak to jest że uprawianie zawodu dziennikarza, który mówi lub pisze do publiczności tysiąckrotnie większej niż przewodnik – nie wymaga uprawnień państwowych? Że dziennikarki w redakcji Głosu Wielkopolskiego nie siedzą z identyfikatorami na piersiach i Straż Miejska nie wpada ich kontrolować?  Że oprócz pism poważnych, do których mam nadzieję  „Głos…” chce się zaliczać,  istnieje obracający wielkimi kapitałami rynek prasy plotkarsko-tabloidowej która bynajmniej nie jest po to by przekazywać rzetelne i prawdziwe informacje, i – cytuję: „dbać o dobre imię kraju”?

Skąd więc te protesty – po części znajdujemy odpowiedź w artykule. Rzekomo „dopuszczenie ludzi bez uprawnień może skutkować (…) także tym, że większość licencjonowanych przewodników zostanie bez pracy, bo ci nowi będą znacznie tańsi.” No sorry panowie i panie, ale tutaj strzelacie sobie w stopę, otwartym tekstem mówiąc że wasze usługi są za drogie i niepotrzebne na rynku. Zarówno dla opinii publicznej jak i dla tych na górze jest to czytelny znak że właśnie w tej branży jest najwięcej nieprawidłowości a zawód trzeba jak najszybciej otworzyć. 

Pani Justyna Ciupa zbiera podpisy. Eee, tak słabo? Może jakiś strajk, protest, blokada, przykuwanie się do bramy ministerstwa?  Tutaj opisuję (z fotką) jak to robili w Grecji. Co prawda nie pomogło – zawód przewodnika plus 135 innych i tak zderegulowano, ale jakie widowiskowe!  Swoją drogą tę listę podpisów chciałbym zobaczyć i opublikować. Przez wzgląd na potencjalnych klientów poznańskich przewodników. Jeśli ktoś podpisuje protesty przeciwko otwarciu zawodu, przeciwko dopuszczeniu do pracy osób bez licencji, opowiada się za restrykcyjnymi kontrolami i karami dla niepokornych, to ja jego intencje odczytuję następująco: – „pewnie moje oprowadzanie jest funta kłaków warte, albo za drogie, że bez administracyjnego przymusu i pod groźbą mandatu nikt mnie nie wynajmie”. Znaczy się – tu moja sugestia – z usług tych pań, panów – lepiej nie korzystać.

19 Komentarze

  1. Przykro mi… proszę przeczytać późniejsze artykuły – uważam że określenie „mafia” jest jak najbardziej dopuszczalne.

    To nie jest kwestia kultury, ale publicznego dyskursu w ważnej społecznej sprawie, tak że nie będę się „autocenzurował”.

  2. Witam,

    jestem przewodnikiem po Poznaniu (z licencją) i mimo tego w pełni popieram tę akcję – wiadomo, rynek zweryfikuje jakość… oburzenie na istniejące prawo (czy też próbę jego obrony) nie jest jednak usprawiedliwieniem chamskiego stylu tego wpisu i obrażania przewodników, którym się te zmiany nie podobają („mafijka” itp..). Wiem, że jesteśmy w Internecie, ale nawet tu trochę kultury nie zaszkodziłoby…

    pozdrawiam mimo wszystko
    Piotrek

  3. No więc sorry, wytłumaczę jak „krowie na rowie”:

    - Biura brytyjskie nie szukają przewodników „na ulicy”. Zlecają sprawy specjalistycznym biurom polskim, mającym największą renomę na rynku – takim jak moje – i prowadzą bardzo szczegółową ankietyzację klientów, skany takich ankiet zamieściłem przy wątku o pewnym przewodniku tatrzańskim.

    - Inni mogą weryfikować przewodników – deregulacja nie zlikwiduje licencji, będą dobrowolne a nie przymusowe. A jak się weryfikuje np. hydraulików, krawców, kelnerów?

    „Skoro według Pana jest tak dużo oczytanych, inteligentnych i elokwentnych osób to dlaczego one nie zdadzą egzaminu państwowego”

    - A co pan powie na to, że jest tak dużo znakomitych muzyków estradowych, rockowych którzy ściągają na swoje koncerty tłumy i zarabiają krocie a w większej części są samoukami nie kończą akademii muzycznych i nie zdają – jak za PRL-u egzaminów państwowych. tak będzie, oczywiście w mniejszej skali z wolnymi przewodnikami.

  4. Nie bardzo rozumiem związek miedzy tym co napisalem a Pana odpowiedzią??????
    A co ma wspolnego Pana dzialalnosc z tym o czym ja pisalem????

  5. Czego się obawiam – na pewno nie konkurencji, ale przede wszystkim tego, że po 1 czy 2 nagłośnionych wpadkach „pseudoprzewodników”(a takich wpadek bedzie napewno sporo) zmniejszy sie podaż na rynku wycieczek szczegolnie przyjazdowych. Bo po co angielskie biuro podrózy ma wysyłać grupe do Polski, skoro jest duże prawdopodobieństwo że ta będzie obsługiwana przez jakiegoś niedouczonego gościa ledwie dukającego wiadomosci z kartki – bo przecież jest wolny rynek i kazdy może oprowadzać. Boję sie również ze wycieczki szkolne czy zakładowe beda sie bały wynają przewodnika nie mając żadnej gwarancji czy nie trafią na nieduczonego goscia nie bedącego w stanie nic im powiedziec. Skoro według Pana jest tak dużo oczytanych, inteligentnych i elokwentnych osób to dlaczego one nie zdadzą egzaminu państwowego – to naprawdę nie jest trudne. Niech zdadzą egzamin a potem sobie dorabiają – jaki problem.

  6. Słusznie Pan zauważa, że to turysta (choć częściej działający w jego imieniu organizator) dokonuje wyboru przewodnika, tak samo jak np. hotelu czy restauracji. Ale skoro jesteście tacy świetni, to czego się obawiacie? Skąd ten krzyk, skąd ten lament? Skąd to zbieranie podpisów? Bo to co nazywacie „bełkotem” okaże się że jest dokładnie tym czego turysta sobie życzy.

  7. No cóż nie każdy ma tyle wiedzy i umiejętności by stanąć w egzaminacyjne szranki – i Ci właśne swych szans upatrują w „Wolnym Przewodnictwie” że niby łatwiej, że bez problemu, bez uczenia sie…
    Nietety szanowny Panie M.Z. nie zawsze chodzenie na łatwiznę popłaca…mam nadzieję że turyści z łatwością odróżnią niedouczenie oraz pseudoprzewodnicki bełkot i chłam …. i wybiorą profesjonalistów z rzeteną wiedzą a nie jakich „Pseudowolnych przewodników”.

  8. No i widzisz trollu jaki jesteś bezdennie głupi. Ja chcę „narzucać standardy”? To wy chcecie narzucać standardy „jedynej i słusznej” metody oprowadzania turystów a pozostałych karać mandatami. A w tej dziedzinie ma być tak jak w przypadku np. teatru – jest miejsce na przedsięwzięcia zawodowe, jest i na amatorskie, każdy ma prawo uprawiać co chce i brać za to pieniądze jeśli znajdzie chętnych (nb. sam na swoich autorskich videoklipach jakieś drobne też zarabiam). Sprawa oceny jakości fachowości jest czysto subiektywna i żadna straż miejska nie będzie chodzić po piwnicach i karać tych co występują.

  9. No cóż – wszystko jasne. Jeśli usługę przewodnicką będzie pan proponował na równie „wysokim” poziomie, to wypada tylko współczuć potencjalnym klientom. Pan naprawdę wierzy, że „niestety naprawdę ma talent”… Niech się pan zajmuje swoją działalnością, uwolnienie zawodu przewodnika, pilota, czy jakiegokolwiek innego i tak panu nie pomoże. Mam tylko jedną radę – w mieście z tradycją „Zielonego Balonika” i „Piwnicy pod baranami” pana produkcje wypadają, hmmm… żałośnie. Myślę, że większy sukces odniesie pan w jakiejś remizie strażackiej. Kraków potrafi odróżnić szmirę od produkcji wysokiej jakości. Ja teraz doskonale rozumiem, że pan chce narzucić wszystkim swoje standardy, ale naprawdę, w Krakowie się to panu nie uda.

  10. Cała przyjemność po mojej stronie. A propos rozśmieszania to prowadzę również działalność kabaretową, która na szczęście nie jest licencjonowana. Zapraszam facebook.com/rewiapodkaczka

  11. Chyba nie warto z panem dyskutować. Poziom pana „felietonów” mówi sam za siebie. Niech pan pisze jak najwięcej. Będziemy dalej pękać ze śmiechu;-)

  12. Jest mi niezmiernie przyjemnie że moja blogowa twórczość budzi tak wielkie zainteresowanie, że szczerość/nieszczerość moich intencji jest tematem czyjejś troski. Niestety, o ile do tej pory zwykłem odpowiadać i odpisywać na każde pytanie czy zaczepkę, o tyle teraz zrobiło się już tego tyle że nie mam czasu. Dlatego zrobiłem trochę porządku i proszę o zrozumienie że będę odzywał tylko w sprawach istotnych.

  13. Czy może Pan wytłumaczyć mi i blogerom, co się stało z naszą wczorajszą polemiką, która znikła z bloga ( moje wpisy rzeczowe,spokojne, bez obrażania kogokolwiek,zaś Pańskie napastliwe, obrażliwe z wulgaryzmami). Toż to jawna manipulacja! Tak , jak Panu wczoraj pisałem, na szczęście zrobiłem wydruk tych wpisów i zapewniam, że zrobię z tego użytek.Choćby po to, by wykazać tym, którzy jeszcze wierzą w szczerość Pańskich intencji, że się głęboko mylą.

  14. I jeszcze – nie atakuję „branży” bo sam też jestem „branża”. To jest retoryka rodem z Radia Maryja.

  15. Co anonimku, czemu się nie podpiszesz?

    1. Żałosne są wasze lamenty i protesty

    2. Za kogo się uważam? za blogera i felietonistę – dziennikarza obywatelskiego.

    3. Procesy o zniesławienie hmm chyba z tego paragrafu o „obrazę uczuć religijnych” bo zrobiliście religię z tego wmawiania sobie i innym że tylko państwowa licencja czyni z człowieka przewodnika.

  16. Żałosne, żałosne. Szanowny Panie za kogo Pan się uważa?
    Jak dalej będzie Pan atakował branżę przewodnicką, turystyczną to codziennie będzie Pan w sądzie w sprawach o zniesławienie i pomówienie.
    Ale najwidoczniej Pan lubuje się w obrażaniu innych. Pana post na temat przewodników poznańskich uważam za wielce niestosowny i niesmaczny. Szkoda słów.

  17. To jest – przypomnę akcja społeczna – wyraźnie oddzielona od mojej działalności biznesowej. Nawiązuję do prywatnych doświadczeń tylko wtedy gdy bardzo konkretnie dotyczą przedmiotu sprawy. Na jakąkolwiek reklamę czy antyreklamę moich usług – miejsca tu nie ma – do tego służą wszelakie fora konsumenckie.

  18. Czy ktoś cos słyszał o tej „wspaniałej” firmie Naczelnego Ptasznika Rzeczpospolitej i doskonałosci jego usług? Bedę wdzięczny za konkrety zamiast autoreklamy