Przewodnicy beskidzcy prowadzą (prawie) na śmierć?

Jak wiadomo, jednym z dyżurnych argumentów jazgotliwych zwolenników utrzymania i zaostrzania regulacji przewodnickich jest pewien wypadek lawinowy w Tatrach w 2003 roku. Jest na wszelkie sposoby nagłaśniany, przeinaczany i wyolbrzymiany jak np. przez szefa Polskiej Izby Turystycznej Jana Korsaka w tym stenogramie pewnej dyskusje w Sejmie, w której liczba ofiar tajemniczo zwiększyła się z 8 do „kilkunastu” i miała być argumentem za zaostrzeniem przepisów w całej Polsce. Niechybnie, w Powiecie Skierniewickim często spadają lawiny. Podobno niedługo zaczną też wybuchać wulkany.

Ileż to ja się naczytałem biadoleń, że to skandal -  że grupka licealistów wędrowała jedynie z nauczycielem (doświadczonym wędrowcą górskim, acz bez „uprawnień”). Że gdyby był z nimi wynajęty i opłacony przewodnik „z uprawnieniami” na pewno nie dopuściłby do wyjścia na szczyt w warunkach zagrożenia lawinowego. Bo w razie zejścia lawiny inaczej by nie pomógł – to stwierdził nawet badający wypadek sąd. Z prywatnych wypowiedzi słyszałem też, że nauczyciel był tego dnia pod presją swoich podopiecznych, którzy koniecznie chcieli iść na wycieczkę (ich koledzy zdobyli Rysy dzień wcześniej). 

W ostatnich dniach media intensywenie informowały o zakrojonej na wielką skalę akcji ratunkowej w Beskidach. Kilkadziesiąt osób weszło na szczyt w skrajnie trudnych warunkach pogodowych. Doszło do jakiegoś gigantycznego chaosu, ratownicy partiami sprowadzali wycieńczonych turystów z których część wymaga hospitalizacji. I już, już się zaczęło ujadanie „dlaczego nie wzięli przewodnika..” Dyskutant o wdzięcznej ksywce żbik – pod notką niżej – poucza „uczestnicy wyprawy w ostatni weekend na Babią Górę dokonali wyboru takiego, jak Pan proponuje. Skutek znamy…” Drogi leśny kotku i inni, przeczytajcie opublikowany kilka godzin temu artyuł: Dlaczego turyści lekceważą Babią Górę. Co tam stoi napisane?  

- Z Babiej Góry sprowadziliście 27 osób. Czy w
tej grupie były osoby, które koordynowały wycieczkę, miały uprawnienia
przewodników?

- Tak. Jedna z osób miała listę uczestników wycieczki. W grupie było też kilku przewodników górskich

A teraz poczytajcie sobie państwo reakcje na forum pod tym artykułem, zajrzyjcie na fora górskie np. tutaj. Jakaś skrucha? Jakieś posypywanie głowy popiołem? Ale w życiu. Jeden wielki front w obronie świętych krów. „Przecież każdy ma prawo popełniać błędy” (czytaj: włazić z grupą słabych, starszych ludzi  na górę w warunkach które ewidentnie wróżą katastrofę). Albo, „no przecież nikt nie zginął” (Jak wiadomo „prawie” robi wielką różnicę).

Jeśli więc jeszcze raz usłyszymy, że przymusowa obecność licencjonowanego przewodnika w górach jest „niezbędna dla bezpieczeństwa” skwitujmy to wzruszeniem ramion i wymownym milczeniem. Mam nadzieję że nazwiska tych przewodników beskidzkich zostaną podane do publicznej wiadomości. Czy spotkają ich jakieś konsekwencje typu sąd koleżeński, odebranie uprawnień? Pytam z czystej ciekawości, bo w świetle planowanej deregulacji będzie to miało znaczenie jedynie  „wewnątrzorganizacyjne”. Choć niewątpliwie warto by znać dane tych osób, jako ostrzeżenie przed korzystaniem z ich usług.

Na koniec, nie jestem jakimś specjalistą od historii alpinizmu, ale słysząc co rusz narzekania, że delikwenci powinni płacić za własną głupotę i akcje ratunkową GOPR-u muszę pewną podstawową rzecz wyjaśnić: Górskie pogotowia ratunkowe nie są bynajmniej wymysłem współczesnego państwa opiekuńczego, gospodarującego podatkami obywateli, ale dziećmi jak najbardziej krwiożerczego, 19-wiecznego kapitalizmu. Powstawały w kurortach u zarania masowej turystyki na prostej zasadzie – góry generują gości i znaczne zyski, przeznaczmy ich niewielką część na służby ratownicze, dzięki temu góry będą przyjaźniejsze i przyciągną więcej gości.  Polecam artykuł o mającym 100-letnią tradycję Pogotowiu Górskim w Zermatt. Jak widać, wypadki zdarzały się, zdarzają i będą się zdarzać, nie jest to żadna wyjątkowo polska specyfika, poszkodowanymi są zarówno „zwykli” turyści jak i doświadczeni alpiniści a nawet przewodnicy. Ale to nie powód żeby którykolwiek kraj alpejski wprowadził podobnie drobiazgowe biurokratyczne regulacje czy też przymus przewodnicki w różnych formach, jak to się dzieje u nas.

5 Komentarze

  1. To że z grupą jest przewodnik nie znaczy że nie może zajść żaden nieprzewidziany wypadek (np na Babiej). Ale dobry przewodnik wiec co robic w ekstremalnej sytuacji. Grupa trzymała się razem, GOPR został w odpowiednim czasie zawiadomiony. Może trzeba zadac inne pytanie: coby było gdyby przewodników w tej grupie nie było, może zapanowała by w grupie panika, może zaczęliby schodzic w kierunku północnym (dla niewtajemnczonych od tej strony sa urwiska) comogłoby spowodować prawdziwą tragedię, a moze zabładzii by na Słowację co znaacznie utrudniłoby akcje ratunkową. Na szczęscie nie doszło do tragedii może właśnie dlatego że w grupie byli właśnie przewodnicy. Gwoli przypomnienia dodam że w tym dniu do wczesnych godzin popołudniowych w rejonie Babiej była bardzo dobra pogoda i nic nie zapowiadało jej załamania

  2. Dziękuję za współczucie, obędzie się bez tego. Natomiast ile razy słyszę przypominanie jak mantrę wypadku z 2003, nawet teraz po prawie dekadzie, to mam wrażenie że został przez niektórych niemal wymodlony.

  3. Bardzo Panu współczuję, że nie było tam przypadku śmiertelnego. Myślę, ze „wolne przewodnictwo”, bardzo by na tym zyskało. GOPR-owcy działali zbyt ambitnie, nie uwzględniając tak ważnej anty przewodnickiej akcji. Wypada mieć nadzieję, oby jak najszybciej doszło do kolejnego, tym razem bardziej tragicznego zdarzenia z udziałem przewodnika.

  4. Teoretycznie ma Pan rację, ale zwracam uwagę także innym potencjalnym krytykantom – to nie jest jakaś „ekspertyza” mająca wykazać się logicznością, tylko rodzaj felietonu. Odwołuję się do tych samych emocji, na których grają ci, którzy równie nielogicznie przekładają jeden dawny wypadek lawinowy na „przymus przewodnicki” w całym TPN, np. latem w kościeliskiej.

  5. Chciałbym tylko zauważyć, że popełnia Pan – niestety stosunkowo częsty – błąd logiczny: myli się Panu warunek konieczny z wystarczającym. To, że obecność przewodnika jest niezbędna dla zapewnienia grupie bezpieczeństwa, nie znaczy, że jak będzie przewodnik, to będzie bezpiecznie. Konieczność obecności przewodnika znaczy tylko tyle, że jeśli by go nie było, było (bardziej) niebezpiecznie. Skoro zaś tak zdarzenie na Babiej Górze ma się nijak do problemu konieczności przewodnika, bo jedyne co przykład, na który się Pan powołuje, pokazuje to tyle, że sama obecność przewodnika nie wystarcza dla zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom tury. Ale to dość oczywiste….