Pogrobowcy Jaruzelskiego kontratakują. Wiosna nasza?

Dziś mija 30 lat od wprowadzenia Stanu Wojennego z jego drakońskimi restrykcjami, totalitarną cenzurą i internowaniem niepokornych. Niestety mało kto zdaje sobie sprawę, że tradycja tych represji, choć w karykaturalnej formie, ale z prawdziwymi podsłuchami, kontrolami szpiclów i cenzurą polityczną nadal kontynuowana jest w Polsce wobec… przewodników turystycznych.    

W ostatni piątek, we wspomnieniowym artykule „W noc grudniową nas zabrali” Bogusław Sonik opublikował kopię swojej decyzji o internowaniu. Tutaj cały skan. Najważniejszy fragment: 



Za co go przymknęli? Za to, że:    

„może destrukcyjnie oddziaływać na otoczenie, a zwłaszcza powodować objawy paniki, przez rozpowszechnianie nieprawdziwych i szkodliwych wiadomości itp.”  

Dziś trzymam w ręku oficjalne pismo z Ministerstwa Sportu i Turystyki (skan pdf) datowane na 1 grudnia 2011 roku i oczom nie wierzę. Pismo jest odpowiedzią na mój kolejny wniosek o zaprzestanie żenujących podsłuchów i „łapanek ulicznych”, jakie przedstawiciele korporacji przewodnickich, upoważnieni przez urzędy marszałkowskie urządzają wobec osób oprowadzających turystów. Okazuje się że komunistyczna nowomowa nadal obowiązuje w tym ministerstwie. Jakaś wolność słowa? Konstytucyjny zakaz cenzury? Nie w tym przypadku, bo jak czytamy:  

Należy zgodzić się z Pana opinią, że zgodnie z art. 54 Konstytucji RP każdy ma prawo przekazywać swoją wiedzę innym, jednak wykonywanie zadań przewodnika turystycznego jest specyficzną (sic!) formą przekazywania tej wiedzy (…) za które osoba je realizująca pobiera wynagrodzenie.      

A na czym niby ta „specyfika”  polega? i różni się od np. dziennikarza, polityka, kabaraciarza, blogera, każdego innego mówcy i pisarza? Mamy wyjaśnienie, proszę zwrócić uwagę na podobieństwa:

„(…) przewodnik turystyczny i pilot wycieczek pełni rolę „ambasadora” przed turystami w obszarze przekazywanej wiedzy o kraju.(…) Pozostawienie bez nadzoru osób będących tak silnym (sic!) przekaźnikiem wiedzy niesie za sobą ryzyko budowania błędnego, czasem wręcz szkodliwego wizerunku Polski i Polaków. Zaś dbanie o wizerunek, prawdę historyczną i poprawne rozumienie zagadnień społeczno-kulturowo-historycznych przez obywateli naszego i innych państw leży w interesie państwa polskiego.”     

Podpisała się pod tym Elżbieta Wyrwicz, Zastępca Dyrektora Departamentu Turystyki. Czy pani Elżbieta nie zdaje sobie sprawy że turysta także ogląda filmy i programy telewizyjne, czyta książki i gazety, przegląda portale internetowe? Że ich oddziaływanie jest z pewnością „silne”? Że ich autorzy i wydawcy żadnej cenzurze nie podlegają, choć za przekazywanie wiadomości również dostają wynagrodzenie? I że owo „budowanie wizerunku” w sferze wolnych mediów realizuje się poprzez ich pluralizm, sztukę argumentacji, a demokratyczne państwo absolutnie nie może wartościować pojęć abstrakcyjnych?  I z jakiejś dziwnej przyczyny (w żadnej ustawie nie jest to zapisane) „mówienie do turystów na ulicy” musi być z tej sfery wyłączone? Przyczyny możemy się oczywiście domyślać – wpływów korporacji przewodnickich, które nielegalnie i nieuczciwie usiłują sobie zapewnić „monopol na gadanie”.    

Za komuny na ul. Mysiej w Warszawie działał okryty złą sławą Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Dziś, jak czytamy – jego tradycje kontynuuje Ministerstwo przy ul. Senatorskiej 14. Jak się domyślam, państwo polskie przechowuje tam unikalne księgi z zapisami cenzorskimi i szczegółowymi wytycznymi np. czym jest a czym nie jest „prawda historyczna”, jaki wizerunek Polski i Polaków jest ” błędny”, jakie rozumienie zagadnień jest „poprawne”. Jeśli komuś uda się tam dotrzeć, owe „protokoły mędrców”, wydobyć i opublikować, byłaby to prawdziwa sensacja!

Żeby dodać lokalnego krakowskiego smaczku – ów niegdyś internowany Bogusław Sonik dziś Europoseł, może służyć za ilustracje przysłowia „Zapomniał wół jak cielęciem był” – pisałem o tym tutaj i tutaj. Z kolei o miejscowych praktykach cenzury tutaj i w wielu innych artykułach, dostępnych w archiwach tego bloga.

I co, wiosną ruszą znów ruszą na ulice miast zastępcy turystycznych zomowców a gazety sypną tytułami „Pokaż papiery albo zamilcz”, „mandaty za nielegalne oprowadzanie”? Zobaczymy. Walka trwa! 

Do wglądu również odpowiedź Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie.

19 Komentarze

  1. A propos porównań do Stanu Wojennego, przecież piszę wyraźnie że „w karykaturalnej formie” i nie mówię że wszystko jest identyczne, tylko pokazuję dowód – podobną retorykę argumentacji.

    A propos sezonowości – w urzędach skarbowych pracownicy są na etatach. mają płacone również za „niski sezon” czy jak to Pan nazwał. kiedy nie ma nawałi PITów. Pilot ma płacone tylko za imprezy które obsługuje. Ja mam np. pracowników stałych trzech, w popularnych okresach np. koniec maja potrzebuje naraz nawet do dziesięciu pilotów w jednym tygodniu, tydzień później żadnego. I jeśli tego Pan nie pojmuje, to sorry ale szkoda czasu na tłumaczenia bardziej skomplikowanych zasad ekonomii. Na szczęście rząd idzie dobrą drogą i może już niedługo będę mógł zamknąć bloga bo jeśli akcji (uwolnienie zawodów) zostanie spełniony.

  2. Tomasz W@ – Ostatnie praktyki podsłuchiwania i szykanowania ludzi za opowiadanie innym na ulicach miasta o jego zabytkach czy historii, to już nawet nie zakamuflowana, a jawna cenzura. W tym kontekście różnica w założeniach systemowych między tamtymi represjami, które dobrze pamiętam, a obecnymi – praktycznie żadna. To po pierwsze. A po drugie, lekarz jak popełni błąd to jego pacjent może stracić zdrowie a nawet życie. Dlatego opowiadanie się za utrzymaniem regulacji zawodu przewodnika za pomocą takich porównań i takiej argumentacji jest klasyczną manipulacją. Przewodnik jak np. pomyli daty nikomu włos z głowy nie spadnie, więc ograniczanie dostępu do tego zawodu jest z tych oczywistych względów, oprócz wielu innych powodów, całkowicie bezzasadne.

  3. Pani Zofio
    z całym szacunkiem, ale szykany i stan wojenny to nie świat z filmów Bareji, choć nie wolny był od absurdów większych niż w jego filmie. Było w nim pałowanie, wygnanie ludzi z kraju, zabijanie, stąd uważam to porównanie za niestosowne.
    Wracając do szerszego kontekstu dyskusji wolałbym przeczytać konkretne argumenty ekonomiczne a nie komentarz autorytarny en bloc.
    Przeglądając fora
    Co do sezonowości – to, że jest mniej grup w okresie zimowym, nie znaczy, ze praca ta jest sezonowa, bo na tej zasadzie można powiedzieć, ze praca w Urzędzie skarbowym jest również sezonowa – bo przyjmowanie PITów i ich sprawdzanie sprawia, że pierwszy kwartał jest okresem większego nawału zajęć, niż np. latem.
    Czytałem również historię przewodniczki Olgi F. – jeżeli tak było, to faktycznie wstyd. Czy jednak z tego powodu należy uważać, ze szkolenia przewodnickie nie mają znaczenia i nie sprawiają, że osoby z uprawnieniami są bardziej profesjonalnie przygotowane? Powołując się na ten nieszczęsny casus, można by też zażądać deregulacji zawodu lekarza, bo kto z nas nie był rozwścieczony zacohwaniem lekarza lub jego nieprofesjonalizmem.
    Może warto byłoby podjąc jakiś dialog i szukać sensownych rozwiązań zamiast prowadzić „krwawe” boje i krucjaty często motywowane osobistymi urazami?

  4. Tomasz W@ – Porównywanie do czasów Stanu Wojennego nie jest żadnym nadużyciem w kontekście praktyk szykanowania ludzi, jakie miały miejsce w ostatnich latach na szlakach i w różnych miastach Polski. W internecie można znaleźć taką oto satyrę, która bardzo trafnie ukazuje absurdy w dzisiejszej turystyce, jak żywo przypominające absurdy z czasów PRL-u.

    Ola: To niesamowite! Węgiel!? A skąd pan bierze węgiel?
    Paluch: Zasadniczo… Z Węgorzewskiej…
    Ola: To imponujące! A nie boi się pan tak węgiel wozić?
    Paluch: Strach jest… No, ale zasadniczo się zawsze staramy, żeby mieć kwit…
    (Stanisław Bareja „Miś”, PRL, 1980)

    Ciekawski: To niesamowite! Turystów!? A skąd pan bierze turystów?
    Pilot wycieczki: Zasadniczo… Z autokaru…
    Ciekawski: To imponujące! A nie boi się pan tak turystów przeprowadzać przez krakowski rynek?
    Pilot wycieczki: Strach jest… No, ale zasadniczo zawsze się staram, żeby rozmowy nasze były czysto prywatne…
    (Rzeczywistość, IV RP, 2007)

  5. No więc jest turystyka biznesem sezonowym czy nie, bo w tym wpisie sam Pan sobie zaprzecza. Owszem, jest na rynku miejsce dla pewnej grupy profesjonalistów, którzy przez cały rok prowadzą działalność płacą ZUS itp. Ale jeśli rynek się będzie rozwijał, powstanie coraz większa potrzeba chwilowego zatrudniania osób na krótkie zlecenia w momencie największych spiętrzeń wyjazdów. W tym momencie system wielomiesięcznych kursów pilockich jest jakimś nieporozumieniem.

    Reszta wpisu świadczy o niezrozumieniu przez pana pewnych mechanizmów ekonomicznych, odniosę się do nich szczegółowo w nowej notce, wyśmiewając przy tym „pseudonaukę” jaką uprawiają różni turystyczni akademicy z niejakim Kruczkiem na czele.

  6. Niedawno czytałem w Uwarzam Rze, artykuł o neobolszewizmie i zauważam duże podobieństwo w retoryce, absolutnym przekonaniu o jedynej i słusznej racji. Porównywanie do czasów Stanu Wojennego jest nadużyciem osoby, która ma blade pojęcie o tamtych czasach i byłoby tak jakbym panujacą tu demagogię porównał do konferencji prasowych Jerzego Urbana.
    Lista 10 argumentów (jak 10 Przykazań) jest chwytem socjotechnicznym i manipulacją. W pkt 4 jest podział na nowoczesne kraje i południe Europy. Zabrakło w tym miejsca na jeden z dwóch podstawowych krajów Unii czyli Francji. A przecież Francja, Włochy to są dwa kraję o największym ruchu turystycznym w Europie, a po nich Hiszpania i Grecja i stąd się bierze ich polityka, a nie z podziału na nowoczesne i nienowoczesne. Mówienie o sezonowości pracy przewodnika dowodzi o braku głębszej wiedzy na ten temat, bo tak się składa, że większość prowadzi samodzielną działalność gospodarczą jako przewodnik i jest to jedyne źródło utrzymania; ma pracę przez cały rok, choć w okresie zimowym zleceń jest mniej. Związane jest z tym całoroczne odprowadzanie podatków, płacenia ZUS itp.
    Kursy przewodnickie złożone są z zajęc interdyscyplinarnych geografia,archeologia, historia, historia sztuki, geologia w sposób jaki nie poznaje się na uczelni studiując powyższe specjalizacje, które nie poruszają pozostałych specjalności jednocześnie.
    Również pozostałe punkty są do podważenia.
    T.W.

  7. Faktycznie pismo MSiT wygląda na w dużej części zerżnięte z jakichś archiwalnych materiałów zawierających wytyczne KC dla byłego GKKFiT. Najwidoczniej osoba redagująca to pismo nie zdążyła zauważyć zmiany ustroju w Polsce.

  8. Zachęcam Panią Wyrwicz do zapoznania się z realiami pilotażu grup pochodzenia żydowskiego. Tam wspomniany przez Panią „ambasador” (pilot/przewodnik)nie ma żadnego wpływu na „ryzyko budowania błędnego, czasem nawet szkodliwego, wizerunku Polski i Polaków” – zgodnie z realiami ma siedzieć cicho, uśmiechać się i dbać o to by zakwaterowanie i posiłki były w odpowiednim standardzie, ach i jeszcze czasem musi pamiętać drogę dojazdową do atrakcji. Swoją drogą ciekawe jak jego „ambasadorską” rolę odbierają sami turyści – czyżby „dzieci ryby i polscy piloci głosu nie mieli”…?

  9. Drogi anonimie,

    Mam mało czasu i moja chęć do dyskusji anonimowych jest ograniczona więc tylko krótko:

    1. Skoro lepiej wiesz co w mojej głowie siedzi – minąłeś się z powołaniem, zostań, jasnowidzem, terapeutą, szamanem czy czymś tam, zamiast przewodnikiem.

    2. Dramatyczny spadek – hihi dobre, powiedz to Niemcom i Anglikom, nigdy się nie zastanawiałeś jak to u nich działa bez rządowych jakichkolwiek regulacji?

    3. Patrz notki dwie niżej – jak jesteś „jajkiem mądrzejszym od kury” sam załóż biuro (do tego nie trzeba uprawnień) i zgarnij wszystkich turystów z rynku. Zamiast za przeproszeniem – truć dupę. Cześć.

  10. Szanowny Kolego M.Z.

    odpowiadając:

    1. Chyba sobie Kolega żarty stroi albo ma mnie (i czytelników swojego bloga przy okazji) za kompletną idiotkę. Jakby Kolega prowadził akcję społeczną ratowania tygrysa bengalskiego lub foki szarej to bym może uwierzyła, że robi to Kolega bezinteresownie. Robi to Kolega tylko i wyłącznie w swoim interesie, interesie właściciela biura turystycznego, który nie chce płacić przewodnikom. To zrozumiałe. Proszę, traktujmy się poważnie.

    2. Rezygnacja z regulacji stworzy sytuację, w której porządni przewodnicy nie będą mieli szans, ponieważ gros zleceń przechodzi przez biura turystyczne. Biura turystyczne zaś mają gdzieś jakość ich pracy, zależy im, żeby płacić jak najmniej. Będzie bardzo proste wynająć studenta, czy kogokolwiek, żeby powiedział cokolwiek, za grosze. Licencja zabezpiecza zarówno przewodnika jak i turystę przed chałturzącymi z doskoku amatorami. Zresztą ten zawód wcale nie jest zamknięty – każdy może pójść na kurs, zdać egzamin i zdobyć uprawnienia. Roczny kurs, którego zakres jest porównywany z podyplomowymi studiami daje GWARANCJĘ, że przewodnik jest obeznany z materią, o której mówi. Każdy może taki egzamin zdać. Co więcej, w ustawie z 29 sierpnia 1997 roku, czytamy w rozdziale III art. 22a: „Osoby posiadające uprawnienia przewodnika turystycznego dopuszcza się do
    egzaminu umożliwiającego uzyskanie uprawnień obejmujących dodatkowy zakres
    terytorialny bez konieczności odbycia szkolenia teoretycznego i praktycznego.” Cóż, wygląda na to, że trzeba chcieć tylko się nauczyć i podejść do egzaminu, jeśli ma się już uprawnienia przewodnika w jakimś rejonie, nie ma żadnego problemu. Podanie przykładu dziennikarzy, czy aktorów jest ciekawe, zwłaszcza mając na względzie „wysoki” obecnie poziom współczesnego dziennikarstwa, żyjącego głównie z artykułów sponsorowanych tudzież zmarnowane w serialowych szmirach, zniszczone przez „wolny rynek” kariery aktorskie. Może to Koledze nie przeszkadza, ale mi tak, dla mnie „wolny rynek”, który od dawna nie jest wolny nie jest żadnym fetyszem. W rzeczywistości, o której Kolega marzy wygrywają nie lepsi, ale silniejsi, a rzeczywistość dziadzieje.
    3. Wyznacznikiem pojęcia „wysoka marka” w tym przypadku nie jest decyzja urzędnika, tylko odbyty trudny kurs i zdany egzamin. Urzędnik wydaje tylko dokument. Dziwne byłoby, jakby państwo miało w nosie kto je reprezentuje przed turystami z zagranicy i co tym turystom opowiada, zwłaszcza, że, powtarzam, przeciętny turysta zagraniczny nie wie o Polsce nic albo ma głowę napakowaną mało ciekawymi dla nas stereotypami.

    4. Kontrole i szykany… Po prostu w to nie wierzę. Proszę mi podać przykład, konkretny, z imienia i nazwiska, kiedy ktoś oprowadzając rodzinę lub znajomych NIEKOMERCYJNIE został ukarany mandatem.

    5. Rzeczywiście, mój błąd, wycofuję się z tego.

    6. Pani z Ministerstwa napisała bardzo dobrą, merytoryczną odpowiedź. Cóż, nie dziwię się, że nie jest po myśli właściciela biura turystycznego, który w myśl zasad wolnego rynku chce tylko i wyłącznie maksymalizować zysk. Wiem co mówię. Pracowałam z różnymi biurami. Na początku zdarzało się, że wpakowałam się w cwaniaków, którzy sprzedawali pseudo-usługę chcąc, żeby turystów poprowadzić w góry, zwiedzić przy okazji parę miast i muzeów i oczywiście się nimi opiekować biorąc pełną odpowiedzialność za przebieg wycieczki, płacąc przy tym śmieszną stawkę. Są świetne, małe biura, gdzie jakość rzeczywiście jest na pierwszym miejscu i do których klienci wracają, ale tam uprawnienia przewodnika, czy zapłacenie mu za wysokiej jakości usługę nigdy nie było problemem.

    To tyle mojej wypowiedzi. Reasumując: kompletna deregulacja w tej materii doprowadzi do dramatycznego obniżenia jakości obsługi turystów w Polsce. W tej chwili grupy robiące program pt. Europa Wschodnia mają najlepsze wspomnienia z Polski. Są zaskoczeni wysoką jakością usług i przyjazną atmosferą. Nie widzę powodu, żeby to niszczyć.

  11. Warto w tym miejscu przypomnieć kolejny przykład, do jakich absurdów doprowadza zabezpieczanie interesów tej wąskiej grupy zawodowej. Wg relacji z pierwszej ręki nauczycielka (była mieszkanka Wrocławia) zorganizowała kiedyś wycieczkę z uczniami w ramach szkolnego koła krajoznawczego aby pokazać im swoje rodzinne miasto. Podczas realizowania tej wycieczki została zatrzymana przez strażników miejskich w towarzystwie cywila (był to miejscowy przewodnik), który zażądał od niej uprawnień przewodnika miejskiego na Wrocław. Cała historia, którą mi opowiedziała, zakończyła się przerwaniem wycieczki i wręczeniem jej mandatu. W ten sposób władza „podziękowała” jej za społeczne zaangażowanie i działalność krajoznawczą z młodzieżą. Czy to nie jest chore?

  12. Właśnie przeczytałem w „Polityce” w rubryce „Rozmowa Polityki” o tym co minister sprawiedliwości Jarosław Gowin zlikwiduje, a co naprawi.
    „(…) nie widzę powodów, aby zawodem regulowanym był (…) przewodnik turystów. Jeden z moich znajomych profesorów UJ dostał niedawno mandat od strażnika miejskiego, ponieważ oprowadzał po Krakowie grupę swoich zagranicznych przyjaciół. Czy to nie kpina ze zdrowego rozsądku?”

  13. Odpowiadam:

    1. Źle rozumiesz. Akcję prowadzę społecznie i oddzielnie od zadań biznesowych. Mogę nawet powiedzieć że „kradnę czas” mojej firmie. Jest celem jest uczynienie Polski krajem bardziej praworządnym i nowoczesnym w tej drobnej branży. Oczywiście niektórym trudno to zrozumieć, szkoda.

    2. To świetnie że przewodnicy kształceni na kursach mają taką wiedzę. Niech więc konkurują na rynku tak tak kształceni kucharze, aktorzy, dziennikarze i przedstawiciele 1000 innych nieregulowanych zawodów. Ja o przewodnikach miejskich w Krakowie mam inne zdanie, pisałem tutaj:

    http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/anna-gigo-i-olga-fendrych-tych-pa-nie-zatrudniamy,14452877,n

    3. Jedynym wyznacznikiem pojęć „Wysoką marka”, „fachowość” jest sukces rynkowy a nie decyzja urzędnika. Owszem można nazwać przewodnika „ambasadorem” ale tylko zwyczajowo, w Ministerstwie komuś się błędnie wydaje że przewodnik jest „funkcjonariuszem państwa” i musi prezentować jakąś oficjalną „politykę historyczną” takie coś jest niedopuszczalne w wolnym i demokratycznym kraju.

    4. Kontrole i szykany osób prywatnych w Krakowie się zdarzały i zdarzają. Bierze się to stąd że kontrolerzy wszystkich inwigilują jak leci. Wystarczy mówić coś publicznie dla innych na ulicy. Co ciekawe, są wyłączeni spod prawa, które np. funkcjonariuszom CBA każde prosić o zgodę na podsłuch.

    5. Masz nieaktualną wiedzę na temat ustawy (to 10 osób itp.)

    6. Pani z Ministerstwa jeszcze się będzie wstydzić za swoje wypociny. Czytajcie w najbliższych dniach gazety, oczywiście linki podam też na tym blogu.

  14. @dev
    skąd ten próg 10 osób?? Czytałaś/eś ustawę o usługach turystycznych?

  15. Rozumiem, że Kolega prowadzi biuro turystyczne i chodzi mu tylko i wyłącznie o obniżenie kosztów i obarczenie obowiązkiem „gadania” do turystów pilotów, co w znaczny sposób pozwoli mu pomnożyć zyski kosztem pilota i turystów. Otóż widać, że Kolega nie bardzo zdaje sobie sprawę z a). jak małą wiedzę, a właściwie jak nic nie wiedzą o Polsce turyści z zagranicy b). że większość turystów przyjeżdżających do Polski z jakąś wiedzą mają właściwie jeden cel: Auschwitz-Birkenau i ta wiedza dotyczy w zasadzie tylko tego, że w Polsce mordowano w czasie wojny Żydów. Ciekawa jestem, czy Kolega kiedykolwiek zapytał takiego turysty, skąd było tylu Żydów w Polsce? I potrafił im to wszystko wyjaśnić? Czy był pytany o polski antysemityzm? To tylko przykładowe zagadnienia. Oczywiście można się głupio uśmiechnąć i powiedzieć cokolwiek, ale proszę mi wierzyć – młoda generacja licencjonowanych przewodników, to świetnie wykształcona grupa ludzi, znających języki i potrafiących odpowiadać na najbardziej skomplikowane pytania. Pani z Ministerstwa Sportu dobrze napisała, że przewodnik turystyczny jest „ambasadorem” kraju. W Hiszpanii są specjalne studia, które trzeba skończyć, żeby móc zostać przewodnikiem-pilotem. Polscy przewodnicy mają bardzo wysoką markę, wbrew temu, co Kolega tu wypisuje. Można, moim zdaniem dopuścić do zawodu historyków, czy historyków sztuki, może nauczycieli historii i języka polskiego, ale całkowita rezygnacja z regulacji zaowocuje katastrofalnym pogorszeniem jakości usług. Jeśli ktoś chce wynająć przewodnika, powinien to być przewodnik w jakiś sposób zweryfikowany. Zresztą opowieści o „prześladowaniach” za oprowadzanie rodziny, czy grupy przyjaciół są kompletą bzdurą – obowiązek wynajęcia przewodnika jest w momencie, kiedy grupa ma więcej niż 10 osób. Jeszcze jedno – przewodnik to nie pilot, to są dwa różne zawody.

  16. Mnienam, że sprawa uwolnienia zawodów jest jeszcze w „fazie zalążkowej”, dopiero jakieś mgliste projekty w kancelarii Premiera a urzędników Ministerstwa obowiązuje dotychczasowa polityka. Nie mniej jednak trzeba pilnować żeby na tych zapowiedziach się nie skończyło. I obnażać absurdy.

  17. Nasze władze cierpią na jakieś rozdwojenie jaźni. Rząd zapowiada uwolnienie zawodu przewodnika, a podległe mu MSiT twardo obstaje przy dotychczasowych regulacjach.

  18. Szczególnie rozśmieszył mnie ten oto fragment odpowiedzi z MSiT:

    „Obecny system nadawania uprawnień przewodnickich i pilockich w Polsce nie jest wynikiem nacisku branży, a dbania o wysoki standard usług świadczonych przez polskie kadry turystyczne, budujący pozytywny wizerunek Polski na turystycznym rynku Europy i świata. Standard ten przekłada się na bezpieczeństwo, zdrowie, komfort i zadowolenie gości odwiedzających Polskę i jej regiony, a także odpowiedni poziom przekazywania im wiedzy. Zachęcenie turystów satysfakcjonującym, bezpiecznym i edukującym pobytem leży w interesie zarówno państwa, jak i całej branży turystycznej, czerpiącej zyski z rozwijającego się ruchu turystycznego’ stymulowanego podwyzszaniem jakości świadczonych przez Polskę usług turystycznych, w tym usług pilockich i przewodnickich”

    Ale ściemniają. Dawno nie czytałam tak śmiesznych tekstów. Zupełnie jak zaczerpnięte z jakiegoś materiału szkoleniowego opracowanego przez KC PZPR.