Wycieczka w Tatry jak wódka, fajki i pornole

„Obowiązek wynajęcia przewodnika miałby dotyczyć grup poniżej pewnej granicy wiekowej i objąć cały teren Tatrzańskiego Parku Narodowego.” mówi jego dyrektor P.  Skawiński dziennikarce „Gazety Wyborczej” w opublikowanym dziś artykule. Świetnie. Pominę takie drobne szczegóły – jak zamierza precyzyjnie od strony prawnej zdefiniować „grupę”, jak będzie się w terenie sprawdzać ową granicę wiekową – każde dziecko z identyfikatorem? A jeśli „grupa” będzie mieszana… Ciekawszy jest aspekt – nazwijmy to – natury moralnej: Osoby małoletnie chronimy przed różnymi złymi pokusami – nie wolno im sprzedawać alkoholu, papierosów, pokazywać niektórych filmów… Teraz oficjalnie do tych zakazanych owoców dojdzie… Wycieczka na teren TPN bez asysty pana przewodnika któremu – cytuję: „uda znaleźć się miejsce w grafiku”.

Ręce opadają… TPN to chyba jedyna w Polsce atrakcja turystyczna, kórej zarządca martwi się dużą liczbą zwiedzających,  pomimo że – przypomnę, od nowego roku dochody z biletów będą trafiać bezpośrednio do jego kasy. Każdy normalny ucieszyłby się z tego, większe dochody przeznaczając proporcjonalnie na sprawniejszą organizację tego ruchu. A tu jakiś dziwne wymówki… „Nie będzie mógł reagować?” Ależ będzie, na konkretne przypadki np. niszczenia przyrody, czy złego zachowania a nie „na nie manie przewodnika”.

Czytając po raz setny o wypadku licealistów z 2003 roku chyba uwierzę że ta lawina została wymodlona przez jakiegoś „przewodnika z niepełnym grafikiem” . Jego uparte przywoływanie jako uzasadnienie dla tworzenia rozwiązań prawnych jest typowym PRL-owskim „syndromem konduktorki” (co to jest – przeczytaj tutaj).  Statystycznie w Tatrach ginie kilkadziesiąt osób rocznie i są to niemal wyłącznie osoby wędrujące indywidualnie w wyższych partiach gór. Jeśli więc dyrektor tak serio chce traktować swoją  odpowiedzialność za bezpieczeństwo powinien w pierwszej kolejności wpowadzić obowiązek najmowanie przewodnika przez każdego turystę na najtrudniejszych szlakach, jak jest np. na Słowacji. A nie na asfalcie do Morskiego Oka czy innych drogach dolinowych. Tymczasem z niedawnych wywiadów dla „Gazety Krakowskiej” wynika, że takie właśnie spacery stanowią… 90% zleceń przewodnickich.  Można odnieść wrażenie, nie chodzi o bezpieczeństwo wędrowców tylko „bezpieczeństwo” czyichś portfeli i grafików. 

Już we wrześniu przewodnicy skarżyli się że na skutek nowych regulacji stracą pracę. Odnoszę wrażenie, że ktoś – chcąc im dogodzić, a jednocześnie być w zgodzie z prawem – czyni różne wygibasy, oby nie skończyły się głośnym bęc. I basta, nie chcę już więcej pisać o Tatrach, bo problem „wolnego przewodnictwa” dotyczy całego kraju a nie tylko tego skalistego skrawka. Jako dziennikarz obywatelski zrobiłem wystarczająco dużo, mój głos został usłyszany, niech się tym teraz zajmą inni. 

Aktualizacja 14.12. Artykuł na powyższy temat także w Gazecie Krakowskiej…> oraz na portalu tur-info.pl…>

Posłuchaj też wypowiedzi…> Dyrektora TPN i przewodników dla Radia Plus

3 Komentarze

  1. Tatrzaniec@ Pańska wypowiedź jest tak samo obiektywna jak przekupki na bazarze chwalącej swój towar. Piszesz Pan, że z jednostkowego przykładu niewłaściwego zachowania przewodnika wyciąga się wnioski. A co robi wasze lobby, bo po raz kilkutysięczny czytam, ostatnio w „GW”, znowu o tym nietypowym wypadku licealistów z Tych w ekstremalnych warunkach zimowych? Przecież to nonsens i wyjątkowe draństwo braku szacunku dla ofiar tamtej tragedii, że ten jednostkowy przykład wykorzystuje się jako argument do utrzymania obowiązku przewodnickiego nawet latem m.in. w tak łatwych turystycznie górach jak Beskidy czy Sudety.

    Piszesz Pan również, że wiekszość z was przewodników, przedkłada wedrówki górskie z małymi grupami nad autokarową turystykę masową. To ciekawe, bo jakiś czas temu próbowałem pomóc pewnej szkole znaleźć takiego przewodnika, który by zechciał poprowadzić pieszy obóz wędrowny po Sudetach, to po kolei odmiawiali. Kiedy każdy zapytany usłyszał, że nie będzie autokaru i nie będzie wożenia dupska, a trzeba będzie chodzić pieszo z plecakiem od schroniska do schroniska, nocować z grupą w turystycznych warunkach, m.in. w PTSM-ach, to od razu się wycofywał, twierdząc, że ma dużo lepsze oferty. Po prostu brakuje młodych i sprawnych, a ci starzy „weterani” stali się wygodni. Ich kontakt z górami ogranicza się przewaźnie do „boiska spacerowego” w pobliżu wyciągu lub do krotkich spacerów w pobliżu parkingu, dokąd dojechali autokarem. Więc proszę tu nie czarować, jacy to jesteście dobrzy.

  2. Odpowiadam:

    1. Puszka piwa którą wniosłem na bankiet była pusta, wcześniej nie mogłem znaleźć kosza żeby ją wyrzucić. Bankiet bynajmniej nie był bezalkoholowy, piłem piwo – jak większość gości – serwowane w barze.

    2. Na Forum odpowiedziałem na wszystkie pytania z wyjątkiem jednego o charakterze prywatnym. Jeśli ma Pan jakieś kwestie nie wyjaśnione – proszę tu na tym blogu zapytać, chętnie odpowiem.

    3. Nie jest moim celem – to już mówiłem – przekonywanie wszystkich do moich poglądów. Komentuję rzeczywistość prezentując „drugą stronę medalu” wielu nieuczciwych poczynań korporacji przewodnickich. Tym bardziej nie liczę na poklask z tej akurat strony.

    Cała reszta pańskich wywodów, biadolenie, wmawianie mi „dziecka w brzuch” że obce mi jest bezpieczeństwo itp. to bzdura, przeczy temu choćby fakt że organizując wycieczki w Tatry przed kilku laty za wszelką cenę chciałem zatrudnić na cały ich okres kogoś z licencją Tatrzańską, nawet na te części wycieczki gdzie takiego przymusu nie było.

    To się chwali że Pan i inni 3 lata uczyli się swojego fachu. Dobry kucharz czy fryzjer uczy się go często jeszcze dłużej, a mimo to musi sobie radzić na wolnym rynku bez „przymusu” i serdecznie życzę aby i Pan i inni się nauczyli także tego.

    A co do „Trzeba było wykazać się naprawdę ogromną wiedzą i umiejętnościami, by móc samemu podjąć się prowadzenia ludzi po Tatrach” widzi Pan, tak się składa, że z tych 2 mln ludzi którzy rocznie odwiedzają Tatry większość.. „prowadzi się sama” na ogólnodostępnych szlakach. Jak można na to pozwolić?!

    I tak jak już stwierdziłem, problem Tatr jest dla naszej Akcji marginalny. Najlepszą metodą na uniknięcie wypadków w górach jest nie chodzenie w góry. A skoro są udostępnione to na uczciwych zasadach, bez „bubli prawnych” jak było do tej pory. Tylko o taki drobiazg chodzi.

  3. Szanowny Panie,
    od dłuzszego czasu staram się zrozumieć Pana i znależć sensowne uzasadnienie głoszonych przez Pana tez. Niestety jest to bardzo trudne i niemożliwe. W tym zakresie jest Pan sam sobie winien, gdyż zamiast wysuwania spokojnych, rzeczowych i opartych na własnych praktycznych doświadczeniach argumentów- kieruje sie Pan wyłącznie emocjami i populistycznymi hasłami. O zgrozo miesza Pan do tego SB, politykę i jeszcze nie wiadomo co.Dał Pan temu aż nazbyt jaskrawy wyraz na Forum w Toruniu, gdzie nie potrafił Pan odpowiedzieć na żadne z licznie zadanych Panu pytań.
    Pomijam już prezentowaną przez Pana „kulturę osobistą”, gdy na bankiet wkroczył Pan z otwartą puszką piwa w ręce. Ponieważ ze swoimi poglądami zapędził się Pan na tatrzańskie podwórko, a nie ma Pan o tym najmniejszego pojęcia- jako przewodnik tatrzański i ratownik górski chciałbym przekazać kilka słów. Z jednostkowego przykładu niewłasciwego zachowania przewodnika, na którego otrzymał Pan skargi wyciąga Pan wniosek, że wszyscy sa tacy. Miał Pan ponoć kilkanascie turnusów, czy przewodnicy pozostałych grup też tak zachowywali się? Narzeka Pan, że trudno znalezć przewodnika tatrzańskiego na tygodniowy turnus i od razu wysnuwa „twórczy” wniosek, że przewodnicy tatrzańscy wybieraja tylko jednodniowe wycieczki w doliny. Są pewnie i tacy, ale zapewniam Pana , że wiekszość z nas przedkłada wedrówki górskie z małymi grupami nad autokarową turystykę masową. Problem jest inny- dla wiekszości z nas przewodnictwo jest dodatkowym zajęciem, a utrzymujemy się z pracy etatowej, stad ograniczone możliwości przyjecia zlecenia przewodnickiego poza urlopem, bądż dniami wolnymi od pracy.Całkowicie lekceważy Pan problem bezpieczeństwa w Tatrach argumentując to brakiem wypadków w turystyce grupowej. Pomijąc fakt, ze takie wypadki były ( nawet śmiertelne pod lawiną i to na lekceważonej przez Pana szosie do M.Oka)- jest to argument chybiony. Można przecież wysunąc wniosek wręcz odwrotny: mała ilość wypadków tatrzanskich w turystyce grupowej była dzięki temu, ze grupy miały obowiazek zatrudnienia kwalifikowanego przewodnika.Prosze Pana, mój cykl szkoleniowy na przewodnika tatrzańskiego trwał 3 lata, a po uzyskaniu uprawnień jeszcze długie lata róznego rodzaju doszkoleń.Trzeba było wykazać się naprawdę ogromną wiedzą i umiejętnościami, by móc samemu podjąć się prowadzenia ludzi po Tatrach i przyjąć na siebie odpowiedzzialność z tego tytułu. Nie przekona mnie Pan, ani nikt inny, że każdy, kto w swoim mniemaniu uważa, że temu podoła może uprawiać przewodnictwo w Tatrach bez jakiejkolwiek weryfikacji posiadanych umiejętności- jako ratownik za dużo widziałem ofiar wśród takich, którzy uważali się za znawców gór.