Ile Polska traci na regulacjach przewodnickich?

Do tej pory moim czytelnikom mogłoby się zdawać że walczę z absurdami głównie w imię poszanowania praw i wartości obywatelskich. Inni z kolei myślą że Akcja jest po to aby nieuczciwi organizatorzy – jacyś drobni ciułacze, oszczędzali na „fachowych” pilotach i przewodnikach. Dziś postanowiłem ujawnić fakty z mojego zawodowego doświadczenia, które rzucą na sprawę zupełnie inne światło.   

W roku 2004 w efekcie starań marketingowych (m.in. kosztownych stoisk na targach WTM w Londynie) od jednego z dużych brytyjskich touroperatorów zdobyłem kontrakt na organizowanie co roku serii 10-12 objazdowych imprez wędrownych w polskich i słowackich Tatrach. Tygodniowe turnusy dla maks. 16-osobowych grupek ludzi w wieku starszym i średnim. Żadne tam ‚ekstremalne’ taternictwo – łagodne wędrówki po ogólnodostępnych szlakach, z czego bodaj najtrudniejszy to wejście do Doliny 5 Stawów Polskich.     

Przygotowując rezerwację nie obawiałem się jakichkolwiek problemów, ponieważ były to imprezy wysokobudżetowe mogłem zapłacić usługodawcom żądane stawki. Z odpowiednim wyprzedzeniem rozesłałem oferty do kilku biur przewodnickich, rzuciłem ogłoszenia na fora turystyki górskiej itp. Wkrótce przyszło niemiłe rozczarowanie – mało kto z kilkuset przewodników tatrzańskich chciał się podjąć tej pracy. Tę prawidłowość potwierdzili później znajomi organizujący turystykę dla młodzieży: Jak trzeba skasować kilkaset zł za kilkugodzinnną eskortę asfaltem do Morskiego Oka to chętnie wyciągają łapę, ale na typowy trekking po schroniskach chętnych brak.

Był to dla mnie spory szok, tym bardziej że obsługa cudzoziemców w turystyce przyjazdowej uchodzi raczej za lukratywny kawałek chleba – jeśli są zadowoleni nie skąpią napiwków. Mimo wszystko chciałem się trzymać parkowego regulaminu i – czego dziś bardzo żałuję – poleciłem zastępcy rekrutowanie tylko przewodników z odpowiednimi licencjami. Cóż to była za uciążliwa i upokarzająca praca – ciągłe pisanie, wydzwanianie, błaganie – żeby ten czy ów jaśnie pan przewodnik łaskawie podjął się zlecenia. Szczególną bezczelnością popisywał się jeden z nich: Jerzy Surmiak, który potrafił np. zadzwonić na komórkę o 3 w nocy i oświadczyć że.. nie odbierze rano z lotniska i nie poprowadzi grupy, którą wcześniej zakontraktował.

Prawdziwa bomba wybuchła pod koniec sezonu, kiedy od kontrahenta dostaliśmy plik skarg na jego pracę i zachowanie. Do tej pory trzymam je w swoim archiwum a dziś upubliczniam dwa przykładowe – których autorkami są Paula R. (skan) i Emma W. (skan). Dokumenty są po angielsku, przetłumaczę kilka kluczowych fragmentów:           

Paula R.: Od pierwszego spotkania był niecierpliwy i odpychający (…) słyszałam wiele jego niesmacznych odzywek do uczestników. W stosunku do mnie często zachowywał się nieelegancko, w pewnym momencie wręcz powiedział, że „mam się zamknąć”.     

Nie jestem nowicjuszką w podróżach, zwiedziłam 20 krajów. Nie tyle chodzi mi o jego postawę, która momentami była zatrważająca, co o  brak komunikacji z uczestnikami. Podczas jednego z zejść szłam razem z inną uczestniczką, powiedział nam że „jak się zgubimy to nie jego sprawa”. Pomiędzy czołem grupy a ostatnimi jej uczestnikami było do półtorej godziny różnicy! W razie jakiegokolwiek wypadku nie miałby szans pomóc. Wiał silny wiatr, przecinaliśmy piarg z luźnymi głazami, i byłyśmy zdane same na siebie (…)

Moim wyobrażeniem przewodnika jest ktoś profesjonalny, kto daje pozytywny przykład, godnie reprezentuje kraj, którego odwiedzam. Jerzy nie miał żadnych z tych cech, był grubiański, wybuchowy, dla osiągnięcia własnych celów wywierał nieuzasadnioną presję na grupę.      

Emma W.: Pierwszego wieczoru zachowywał się obraźliwie, powiedział że jestem niewspółpracująca, niedobra, trudna i głupia. Na dodatek, jak chciałam od niego odejść, zbulwersowałam się kiedy złapał mnie za ramię i pociągnął z powrotem. Jego zachowanie widzieli inni uczestnicy grupy i nie mogli uwierzyć własnym oczom(…)

Jerzy był impulsywny i niegrzeczny. Rozumiem, że są między nami różnice kulturowe, ale nie tłumaczy to takiej bezczelności. Nie sprawdzał, czy cała grupa jest obecna, kiedy przedstawiał informacje i instrukcje. Jeśli ktoś prosił o powtórzenie – odszczekiwał: „już to powiedziałem  – nie słuchałaś!” Pod wieloma względami jego przewodnictwo pasowało bardziej do obozu wojskowego, niż do wakacji za które zapłaciliśmy.           

Oczywiście w każdej grupie bywają „czarne owce”, osoby przewrażliwione itp. i doświadczony organizator wie, że pojedyncze skargi nie muszą od razu dezawuować podwykonawcy. Tu jednak ich skala była masowa, w dodatku przez dłuższy czas przewodnik usiłował ukryć przed nami negatywne ankiety. W efekcie doszło do rzeczy bez precedensu w mojej 21-letniej pracy – kontrahent całkowicie zrezygnował z naszych usług. Przekazał obsługę imprez konkurencyjnej firmie na Słowacji, działającej w znacznie liberalniejszych warunkach. Wiedząc z grubsza ile tych imprez później się jeszcze odbyło moje straty jakie poniosłem szacuję  na około 80.000 – 100.000 zł z tytułu straconych marż. A jeśli ktoś się żachnie „co mi tam, że jakiś prywaciarz stracił” informuję że ok. 20.000 zł stracił skarb państwa polskiego z tytułu podatku VAT, jaki mógłbym od tej marży zapłacić.      

To jest oczywiście tylko czubek góry lodowej strat jakie Polska ponosi z tytuł idiotycznego prawa i praktyk. Jak wielka jest liczba straconych okazji na ugoszczenie wycieczek studyjnych czy integracyjnych których zagraniczny organizator wolał wysłać np. do Czech albo Skandynawii, a nie do kraju będącego raczej drugorzędną europejską destynacją, ale w którym straż miejska zaczepia grupy turystyczne na publicznych ulicach i placach a straż parkowa w nakazuje wynajmowanie jakiegoś gbura.

Pan Szymon Ziobrowski z Tatrzańskiego Parku Narodowego odpowiedział na moje pismo – skan odpowiedzi tutaj. Dziękuję bardzo. Proszę się zapoznać z opisanymi przypadkami – mnie jako organizatora turystyki obligują – nie tylko ustawa, ale przede wszystkim zasady dobrego biznesu – zatrudnianie do obsługi wycieczek osoby o stosownych kwalifikacjach. A jak widać z powyższego – ludzie z tzw. „uprawnieniami przewodników tatrzańskich” nie mają kwalifikacji do obsługi klientów oczekujących wysokiej fachowości, bezpieczeństwa, kultury i wzajemnego szacunku. Jeśli zdarzy mi się kiedyś podobne zlecenie, będę się trzymał od tych partaczy jak najdalej, samemu rekrutując odpowiednich kandydatów spośród miłośników gór. Radzę to samo innym. „Szczególny reżim publicznoprawny” o którym Pan wspomina dotyczy zagadnień ochrony przyrody, a nie prawa do wnikania w osobiste relacje między turystami. Także konstytucja RP i kodeks cywilny nie przestają obowiązywać na terenie Parku. Myślę zresztą że piszę to niepotrzebnie bo w nowych uwarunkowaniach nie będzie się parkom opłacało sztuczne utrudnianie ruchu turystycznego, (a stosującego się do ogólnych zasad  ochrony przyrody i bezpieczeństwa) ze względu na mniejszy wpływy ze sprzedanych biletów.   

Przy okazji niech to będzie wskazówka, że zawód przewodnika trzeba natychmiast formalnie uwolnić. Że w różnych regionach Polski powinny powstać biura „wolnych przewodników” którzy będą po prostu świadczyć lepsze i bardziej profesjonalne usługi. 

20 Komentarze

  1. Pan Jerzy Surmiak nie powinien być przewodnikiem. Co to za przewodnik który zamiast opowiadać wyzywa i bije dzieci bedace pod jego opieką.

  2. Ad vocem Jerzego Surmiaka na zarzuty:

    Zarzut nr 1: telefonowałem o 21 ponieważ szanowny Pan-autor tego artykułu, który się nie raczył podpisać, był mi winny 4 000 zł (telefon od razu pomógł zobowiązaniom finansowym).

    Zarzut nr 2: każdy z uczestników wycieczki wypełniał tzw. Holiday satisfaction, gdzie była ocena przewodnika i całej organizacji wycieczki, uczestnicy wysyłali te oceny do firmy, więc nie możliwe żebym ukrywał ocenę każdego uczestnika mojej pracy.

    W trakcie współpracy właściciel biura, czyli autor tego artykułu, wykazał się często brakiem kompetencji i nieznajomością realiów pracy przewodnika w górach i w trakcie pisania tego artykułu często uciekał się do kłamstwa. Np. kłamstwem jest, że złapałem za rękę Panią Emme W.

    Pozdrawiam Jerzy Surmiak

  3. Jako turysta nie życzę sobie oprowadzania. Kolejny pseudo-zawód regulowany – kolejna mafia. Więcej informacji można wyczytać w książkach, niż usłyszeć od niby-przewodnikow. Pan Dyrektor Państwa zwanego TPN znowu chce nabić kabzę swoim kolesiom. Jak będę chciał to sobie wezmę przewodnika, ale NIKT NIE POWINIEN MNIE DO TEGO ZMUSZAĆ – MAMY DEMOKRACJĘ !!! TPN chyba nie dostrzega, że komuna sie skończyła i zarządzenia to sobie można…..

  4. To jak pan będzie „na moim miejscu” to proszę tak postąpić. Ja jestem na swoim i postępuję jak uważam i proszę mnie nie pouczać. A wynurzenia bardzo dobre – przewodnicy jako sekta, której partactwa nawet publicznie skrytykować nie wolno. Na drzewo, łapy precz od pasożytowania na cudzej pracy!

  5. „Co to znaczy „nie daję możliwości obrony” zamknąłem go w komórce pod kluczem i nie pozwalam wyjść, pisać, publikować?” A jak sie ma facet bronic skoro nie ma nawet pojecia ze po kilku latach „odgrzewa Pan stare kotlety”????
    „Niech cieszy się że go wtedy przed sądem nie postawiłem i nie zażądałem przynajmniej zwrotu kasy którą brał za przewodnictwo, niech się też cieszy, że piszę o tym dopiero teraz kiedy sprawa i tak jest przedawniona.”
    No i temu sie wlasnie dziwie – dlaczego skoro tyle Pan stracił na współpracy z gościem czemu wowczas nie napisał Pan do Marszałka ktory wydał uprawnienie. Czemu nie wystapil Pan ze sprawa cywilną??? Gdybym ja był na Pana miejscu tak bym zrobił. Uczciwy proces zamias jakichs oskarzen odgrzewanych po kilku latach. No chyba ze niechciał Pan sprawy naglasniac z innych powodów…????

  6. Co to znaczy „nie daję możliwości obrony” zamknąłem go w komórce pod kluczem i nie pozwalam wyjść, pisać, publikować? Niech cieszy się że go wtedy przed sądem nie postawiłem i nie zażądałem przynajmniej zwrotu kasy którą brał za przewodnictwo, niech się też cieszy, że piszę o tym dopiero teraz kiedy sprawa i tak jest przedawniona.

    Kwestia długości etapów nie ma żadnego związku z oceną pracy i zachowania przewodnika. Tych wycieczek była cała seria według wcześniej przygotowanego rekonesansu, z innymi przewodnikami jakoś nie było problemów. Niewykluczone że np. sam pobłądził na trasie i stąd te dłuższe czasy przejść. Tak czy owak – teoretycznie gdyby był błąd w programie, fachowy przewodnik, a za takich się tatrzańscy uważają – co to zjedli wszystkie rozumy – powinien uprzedzić organizatora zaproponować zmiany itp. a nie wydzierać się na turystów.

    To jest mój prywatny blog, przedstawiam swój prywatny punkt widzenia i każdy może wysnuć własne wnioski. Rozumiem że jak pan wyda kilkadziesiąt tys. zł na reklamę targową żeby zdobyć takie kontrakty jak ja, poleci pan oddać gości pod opiekę tego pana i podobnych jemu kompanów. Ależ nie zabraniam.

  7. A czy ja kogoś bronie????? – nie napisałem słowa w obronie tego człowieka, zresztą nie mam do tego prawa, bo mnie tam nie było. Pisałem tylko że Pan jest jednostronny i publicznie oskarża Pan człowieka bez jego wiedzy nie dajac mu możliwości obrony (niezależnie od tego jak się zachował i jaka jest jego wina).
    Zastanawiam się jednak nad inną sprawą – a mianowicie dlugości wycieczek (miały być 4-6 godzinne, a były 8-10) – nie ustosunkował się Pan do tego, a wg. mnie zdecydowanie obciąża to Oganizatora – który nie ma zieonego pojęcia jakie są czasy przejść poszczególnych tras – i to myli się diametralnie o 4-5 godzin. Może to z tego powodu nie mógł Pan znaleźć dobrego przewodnika – nikt odpowiedzialny nie chciał narażać zdrowia turystów. Sprytnie nie przetłumaczył Pan akurat tego fragmentu ze skanu – łudząc się że nikt nie zada sobie trudu zajrzenia do orginału – a tu klops – znalazł się dociekliwy i do tego jeszcze zna angielski.

  8. Pana gorliwość w obronie kasty „świętych krów” jest żenująca. To ja jako klient jestem niezadowolony z usług firmy tego pana i jego chamskiego zachowania, którego nic nie usprawiedliwia i jako taki mam prawo opublikować swoją skargę. I wbijcie sobie do głowy jeden z drugim że wasza praca jest DLA KLIENTÓW a nie jesteście funkcjonariuszami powoływanymi do kontrolowania i lżenia tych co przyjeżdżają w góry. Taką mentalność spowodowała u was regulacja zawodu, który trzeba jak najszybciej uwolnić.

  9. Jeżeli uczestniczka pisze ze w programie miały być wycieczki o długości 4-6 godzin, a w rzeczywistości twały 8 – 10 godzin i to, jak twierdzi uczestniczka, bez wystarczających przerw na podziwianie widoków i fotografowanie to znaczy ze program był przeładowany i zrobiony „palcem po mapie”. Nadal twierdze że publiczne oskarżanie kogoś bez jego wiedzy na podstawie relacji tylko jednej strony nie jest w porządku. Nie zamieścił Pan żadnegej odpowiedzi przewodnika na zarzuty – dlaczego?

  10. Wycieczki były dobrze zaplanowane i nadal się, przez wiele lat odbywały i odbywają, tyle że prowadzone przez Słowaków. Nie wiem w jakim miejscu jest złe planowanie, osuwiska skalne przecina się nawet na łatwych tatrzańskich szlakach.

    A z NKWD nieźle cię pokręciło. Wszystkie portale konsumenckie, na których klienci oceniają zakupione towary i usługi są dziełem NKWD? Jako klient mam prawo oceniać i ostrzegać innych. To wam śnią się czasy co najmniej PRL-u i chcielibyście się uważać za święte krowy, wyjęte spof reguł rynkowych i prawa do krytyki. Bezczelność.

  11. Dla mnie załączone skany swiadczą o złym zaplanowaniu wycieczki przez organizatora. Nic dziwnego że Pan M.Z. miał problemy ze znalezieniem kadry – po prostu nikt odpowiedzialny nie chciał sie podjąć realizacji zle ulozonego programu. W koncu Pan kogoś znalazl – i twierdzi Pan ze zle wykonal swoją prace. Oskarza Pan go publicznie nie przedstawiając żadnej mozliwosci obrony. Praktyka zaiste rodem z NKWD. Nie dziwie już ze optuje Pan za wolnym przewodnictwem – po prostu żaden szanujący się, rzetelny, licencjonowany przewodnik ani pilot nie ma ochoty współpracować z awanturnikiem i pieniaczem.

  12. Ja przedstawiam problem tak jak to z mojego punktu widzenia wygląda, oczywiście. Niech każdy sobie sam wyrobi pogląd. Pozdrawiam.

  13. M.Z.
    napisał…Zadziwiająca jest pani energia w obronie partacza”… Pana posty w mojej opinii są jednostronne. Pan organizował te wycieczki i pan powinien być świadomy wybranego dla danej grupy programu i jego odpowiedniego przygotowania. Przytoczone przez pana okoliczności, wg mnie świadczą o tym, że wina niekoniecznie leżała po stronie przewodnika. Ja się turystyką gorską nie zajmuję i raczej zajmować się nie mam zamiaru. Pozostawiam to fachowcom. Sama chodzilam po górach swego czasu i z przewodnikiem i bez i jestem świadoma trudności jakie musi pokonać i organizator i przewodnik, żeby grupę po ustalonych szlakach, szczególnie gorskich bezpiecznie poprowadzić. Pan obciążył winą przewodnika i środowisko przewodnickie. I taka jednostronna ocena, wg mnie nie jest obiektywna. I ja też mam prawo do swobodnego wyrażania swojego zdania. Tak jak pan.

  14. I jeszcze raz ogólnie – zaiste ciekawe że niektórzy lepiej wiedzą co powinienem zrobić. Oczywiście mogłem do każdej wycieczki zatrudnić jeszcze armię pomocników albo dzwonić co pół godziny i pytać w czym pomóc. Nie o to chodzi.

    Chodzi o to że według krzykliwej propagandy środowisk przewodnickich ich licencje są gwarantem jakości, bezpieczeństwa, fachowości profesjonalizmu i takie tam trele morele. Ufając tym zapewnieniom powinienem mieć gwarancję że zatrudniając takiego „fachowca” powierzając mu grupę na ustalony ramowy program (to on znając Tatry powinien ewentualnie zaproponować poprawki cz zmiany, a robił te imprezy jedna po drugiej) – powinno być wszystko super i cacy.

    A tymczasem okazuje się że to wszystko g.. prawda, pominę fakt zachowania na szlaku, również wobec organizatora-pracodawcy – podglądał i usuwał niekorzystne dla siebie ankiety klientów, chciał zrywać wszećniej potwierdzone terminy… Broćńcie tej „mafii” dalej, na szczęście już niedługo utrą im nosa.

  15. Widzę że tu komentarze się pojawiły, dawno nie zaglądałem, już odpowiadam:

    @Malgorzata: Zadziwiająca jest pani energia w obronie partacza, mino wszystko nie życzę podobnych przygód. Odnośnie publikacji nazwisk – klienci są na prywatnej wycieczce, przewodnik jest firmą świadczącą publiczne usługi, jasne?

    @Kry właśnie jako profesjonalista chę mieć możliwość zatrudnienia tego kogo sam sprawdzę i wyszkolę a nie tego do kogo mnie przymusza „państwowy” system. na szczęście zmiany idą w dobrym kierunku.

    Odnośnie „bzdur” gadanych przez przewodników – nie ma żadnego zakazu opowiadania bzdur, na tym polega wolność słowa.

  16. Ten artykuł jest w wielu miejscach nieścisły. Wyciągam też wniosek, że i impreza była nienależycie przygotowana i organizator nie współpracował należycie za zaangażowanym i zatrudnionym przewodnikiem. Pisze, że najtrudniejszym miejscem było podejście do Doliny 5 Stawów a reklamacja dotyczy „High Tatras.” Tak samo rafting. W programie był opcjonalny a nie było 2go przewodnika dla alternatywnego punktu programu. Leży to przecież w gestii organizatora a nie przewodnika. jedna z reklamujących pisze, że odstępy między poszczególnymi czlonkami grupy były 1 godzinne. To znaczy, że poziom trudności nie był wzięty pod uwagę i nie dizwię się, że kiedy inni przewodnicy dowiadywali się, że mają prowadzić starsze osoby do Doliny 5ciu Stawów, skąd do Morskiego Oka schodzi się przy użyciu lin (a są i miejsca pozornie łatwe gdzie można stracić rownawagę) nie chcieli się tej uslugi podejmować. Jedna z reklamujących napisała”…traversing over rocks and before which the guide had given no advice”…, …”Either the group should been kept closer together or two guides are needed”… Ja odbieram to jako reklamację na niewlaściwie opracowaną trasędanej grupy dla i źle obliczony czas wędrówki, za co należałoby zganić organizatora. Jeżeli więc autor tej imprezy poniósł stratę to wina może leżeć po jego stronie.
    Ponadto, jeżeli publikuje nazwisko przewodnika to powinien również załączyć cały list i opublikować również oryginalnie nazwiska i dane reklamujących. Pisze, że reklamacje złożyła pani Emma a z podpisu wynika, że to może być Ewa. Czy autor tego blogu przypadkiem nie kpi sobie z nas wszystkich, w tym również z Ministerstwa Sprawiedliwości i doradców Pana P.T. Ministra Sprawiedliwości. Coś mi tu nie gra….

  17. Uzupełniam swoją wcześniejszą wypowiedź.
    W myśl ustawy o usługach turystycznych winę za nieudaną imprezę turystyczną ponosi jej organizator.Przecież to Pan ,piszący o sobie z dumą jako o profesjonaliście ,nie sprawdził kogo zatrudnia.Z tego co można wyczytać wykonał Pan telefon i tyle.Nie sprawdzonej osobie powierzył Pan funkcję przewodnika i jednocześnie pilota.Doprawdy profesjonalne działania!No cóż ,pilot za darmo nie pojedzie ,jeszcze trzeba go gdzieś położyć spać i nakarmić.
    Ja rozumiem ,że w sezonie trudno na zawołanie o przewodnika tatrzańskiego,ale gwarantuję ,że gdyby zadzwonił Pan do ,np naszego
    krakowskiego PTTK lub Stow.Przewodników Górskich znaleźliby kogoś na kogo można liczyć.
    Prowadzę biuro turystyczno -przewodnickie Femina ,które obsługuje również grupy przyjeżdżające do Krakowa.
    Jestem więc organizatorem,pilotem i przewodnikiem miejskim .I wie Pan ,zawsze powtarzam ,że najprościej coś zorganizować -nadać pewien szkielet -załatwić hotel ,posiłki ,bilety do filharminii /to kilka telefonów ,najwyżej dzień pracy/.Ale wypełnić kilka dni treścią -TO SZTUKA.
    Mam takich -wykształconych ,pofesjonalnych ,sympatycznych i co ważne LICENCJONOWANYCH przewodników
    i pilotów.I wie Pan ,nigdy przed żadną grupą nie musiałam się za nich wstydzić.

    Tego samego życzę i Panu.

  18. Moim zdaniem obydwa zawody powinny być nadal licencjonowane.
    Egzaminy to pewien sposób weryfikacji wiedzy i umiejętności.
    Niestety w każdy zawodzie zdarzają się osoby, które nie mają powołania i psują opinię całemu środowisku.

  19. Ależ nie masz racji!
    Turyści dowiedzą się wielu różnych, fajnych rzeczy, np gdzie jest pochowana Sissi w Krakowie, albo gdzie w kościele mariackim są relikwie św. Wita, a także ile mamy w mieście katedr! Na Kazimierzu będą pokazywać jak Danka Drezner ukrywała się w marcu 43 pod schodami….

  20. Oczywiście tylko piloci licencjonowani są nieodpowiedni.Jeżeli będą to ludzie z wolnego naboru nigdy się już taka sytuacja nie powtórzy!!! Gwarantujemy!!!!!!
    I oczywiście w naszym życiu nigdy nie zdarzył się gbur lekarz ,adwokat ,nauczyciel itp.

    Jeżeli deregulacja zawodu przewodnika nastąpi to jestem pewna ,będziemy zmierzać w stronę bylejakości.Po prawej kościół ,po lewej kościół.
    A pośrodku niewiedza !!