Szał i cierpienia Marcina Pietrzyka

Marcin Pietrzyk, przewodnik po Grecji prowadzi bloga. Jak na razie niezbyt obszernego, w sumie 5 notatek. Właśnie umieścił tam notkę numer sześć, jedną z najdłuższych pt „O zawodzie przewodnika”.
źródło: nk.pl
Cóż nie od dzisiaj wiemy, że niektórzy są najbardziej mocni właśnie w tym: W rozprawianiu komu pozwolić a komu nie pozwolić na wykonywanie określonych zarobkowych czynności. Grecja była prymusem tej dziedzinie i do jakiego stanu doprowadziła swoją gospodarkę widzimy dzisiaj. Wystarczy wpisać „Grecja” w wyszukiwarkę dowolnego portalu newsowego i przeczytać 10 ostatnich artykułów.

Marcin Pietrzyk wylicza imponującą listę wykładów i praktyk jakie musiał wysłuchać i odbyć w greckiej szkole przewodników. Niestety nie było tam zapewne rzetelnego wykładu na temat prawa turystycznego w Europie, bo teraz biedak cierpi i pisze: „dostaję szału, kiedy słyszę hasła, że prawo oprowadzania po Grecji mogą mieć dosłownie wszyscy. Piloci po pięciomiesięcznym kursie w Polsce, czy czterdziestogodzinnym szkoleniu w Słowenii”.

Powiększę pana cierpienia: Nie tylko po czterdziestogodzinnym w Słowenii ale i „zerogodzinnym” w Niemczech, Holandii i kilkunastu innych krajach Unii, gdzie przewodnictwo jest i zawsze było zawodem wolnym. Do grona tych krajów dołączyła zresztą ostatnio Grecja. Pisze Pan, że „system kształcenia przewodników w Grecji został nagrodzony wielokrotnie przez Unię Europejską”. Nie są mi znane żadne dane na ten temat, chętnie poczytam publikacje źródłowe, jeśli pan takowe zna i potrafi zacytować. Ja znam artykuły w prasie zachodniej, które piętnowały niski poziom usług turystycznych w tym kraju i idiotyczne szykanowanie przyjezdnych pilotów. I wiem że Unia Europejska zmusiła rząd grecki do uwolnienia zawodu przewodnika, jak i 135 innych zawodów regulowanych, o czym szczegółowo pisałem tutaj.

Wątpię żeby dało to Panu satysfakcję, ale spróbuję w cierpieniach ulżyć i przeprowadzę rodzaj terapii psychologicznej. Otóż nie tylko szkoleni przewodnicy, także świetnie szkoleni muzycy klasyczni mają podobny „problem”.  Studiują nie żadne 2,5 roku, ale zwykle 10-12 lat w szkołach muzycznych poszczególnych stopni, kończą konserwatoria. A tu nagle zaczynając życie zawodowe muszą konkurować z takimi, co nie kończą żadnych szkół, nawet nut nie znają. Wyrastają w jakichś garażach uprawiając okropne „trzy akordy darcie mordy”. I niestety potem oni dominują w muzycznym szołbiznesie, a miliony „oszukanych” klientów zamiast w skupieniu podziwiać szkolonych wirtuozów w filharmonii, przychodzą na stadiony podrygiwać i machać zapalniczkami do jakichś wyjców i szarpidrutów. Podobnie jak turyści chodzący z pilotką która daje więcej wolnego czasu na zakupy mówiąc „Nie będę Państwa zanudzała historią wyspy, bo jesteście na wakacjach”

I słusznie mówi. Ilu z trzech milionów turystów przyjeżdżających co roku do Zakopanego interesuje się detalami stylu Witkiewicza albo twórczością Sabały? To co Marcin Pietrzyk nazywa tragicznym spadkiem poziomu usług jest umasowieniem turystyki, efektem tego że czarter do Salonik jest dziś równie dostępny, jak przed 20 laty zakładowy wyjazd autokarem do Mielna. Kiedyś na drogi wyjazd decydowali się głównie fascynaci starożytności, dziś giną w masie plażowiczów i zakupowiczów. Nie ma sensu ani potrzeby fundować im wszystkim wykładów o Akropolu Lindyjskim. Świetnie jeśli ktoś potrafi tym zainteresować, ale nie na siłę i pod policyjnym przymusem. Z takimi anomaliami walczą europejskie instytucje, chyba nie do końca Panu wytłumaczono o co chodzi.   

Owe straszne „trendy” które tak przerażają Marcina Pietrzyka nie są autorstwa złych euro-biurokratów, tylko klientów biur, którzy decydują na jaki rodzaj urlopu przeznaczyć swoje pieniądze. Zapewne nie uczono tego podczas setek godzin wykładów w Greckiej szkole, ale jak dobrze wiemy – w tym akurat kraju ekonomiczny analfabetyzm nie dziwi. Panie Marcinie, proszę spokojnie wypalić jeszcze jednego papierosa pod oliwnym krzaczkiem i zastanowić się, czy warto się chwalić taką niewiedzą i erupcjami „szału”… W oczach potencjalnego pracodawcy niekoniecznie wygląda to na profesjonalizm.

5 Komentarze

  1. Musze przyznac Panie Marcinie , ze nie do konca rozumiem Pana intencje. Wylewa Pan cale wiadro brudow na mlodych ludzi, ktorzy z racji wykonywania swojej pracy zostali wyslani na kontrakt na piekna greka wyspe i robia dokladnie to, czego wymaga od nich pracodawca. Nie tak dawno z tego co pamietam pacowal Pan dokladnie w takim samym charakterze – pilota/rezydenta obslugujac polskie biura (mam nadzieje, ze posiadal Pan licencje pilota – co tez nie jest pewne). Krytukowal Pan wowczas wszystkich lokalnych przewodnikow mowiacych w j.polskim. Oni, o ile sie nie myle konczyli ta sama szkole ( nie wyzsza i nie studia ale szkole przewodnikow, ktora nie daje Panu zadnego tutulu), przesiedzieli tyle samo godzin na wykladach i przeczytali tyle samo ksiazek. W dniu dzisiejszym robi Pan dokladnie to samo ale zmienilo sie pole razenie. Krytykuje mlodych pilotow na swiecznik stawiajac siebie jako przewodnika. Czyzby szkola, ktora Pan ukonczyl tak bardzo zmienila swoj charakter i poziom nauczania, czy byc moze chce Pan powiedziec, iz jest prawdziwa perla w zawodzie. Prosze sie nie meczyc i nie stresowac. Jesli jest pan dobry w tym co robi, ktos to doceni. Prosze mi wierzyc nie koniecznie trzeba isc po trupach do celu. Pozwulmy tym mlodym ludziom: pilotom i rezydentom pracowac. Az strach pomyslec (jesli pojdzie Pan tym samym tokiem myslenia) co sie bedzie dzialao za pare lat. Przypominam , ze jest Pan na poczatku drogi…..

  2. o niskim poziomie nauczania w szkolach greckich ogolnie wszytkim wiadomo, a wiec Panie Marcinie lepiej sie nie wydurniac.Nie bede tutaj przytaczal glupot jakie czasami przewodnicy opowiadaja turystom, swiadczy to ewidentnie o niskim poziomie ich wiedzy. Z rzeczywistoscia trzeba sie pogodzic, a nie doprowadzac sie do furji, szalu i cierpienia.

  3. o niskim poziomie nauczania w szkolach greckich ogolnie wszytkim wiadomo, a wiec Panie Marcinie lepiej sie nie wydurniac.Nie bede tutaj przytaczal glupot jakie czasami przewodnicy opowiadaja turystom, swiadczy to ewidentnie o niskim poziomie ich wiedzy. Z rzeczywistoscia trzeba sie pogodzic, a nie doprowadzac sie do furji, szalu i cierpienia.

  4. Panie Marcienie, jedna prosta sugestia: proszę zrewidować swoja lekko już „zmarszczoną” definicje profesjonalizmu. Ja byłem przewodnikiem w kilku krajach Europy i nie tylko i z doświadczenia wiem, że profesjonalizm to niegdyś również, a obecnie przede wszystkim umiejętność zaspokajania potrzeb klienta i dopasowania sposobu realizacji imprez do jego oczekiwań.Jak napisał mój przedmówca,turystyka nie jest już zarezerwowana dla profesorów sztuki i wycieczki nie są okazja pochwalenia się wiedza przez uczestników, a przede wszystkim możliwością relaksu. Nie każdy ma ochotę spedzić pół dnia w muzeum kiedy ma zaledwie 7 dni na poznaniu uroków danego miejsca. Przed napisaniem artykułu,Panie Marcinie, warto było poczytać lub uzmysłowić sobie jedno proste równanie: satysfakcja klienta= ocena usługi- oczekiwania w stosunku do niej. Pan chyba wychodzi z założenia, ze satysfakcja klienta= ilośc wiedzy przewodnika+ ilość przekazanych informacji. Turyści są tzw. sędziami kompetentnymi (warto poznać to określenie) i to suma ich satysfakacji daje prace szanse na rozwój rynku a nie , jak Pan chyba myśli, suma wiedzy „garstki przewodników” , którzy zdołali ukończyć elitarny kurs (czego niezależnie od powyższego gratuluję!). od czasu kiedy opuścił Pan kraj, w Polsce zrodziły się możliwości aby czarterami zwiedzić najdalsze zakątki globu i nie tylko elity stać na wyjazdy zagraniczne.Klienci są różni i dzięki bogu, bo dzięki temu można znaleźć na rynku rozmaite oferty wyjazdów, a nie realizować jeden jedyny poprawny program zwiedzania chociażby Grecji :)

  5. Po prostu BRAWO!
    Ciesze sie,ze znalazl sie ktos, kto sprowadzi Pana Marcina na ziemie!!!
    Trzeba pamietac,ze ukonczenie najlepszej uczelni nawet w Grecji nie idzie w parze z kultura prowadzenia wycieczek,bo tego trzeba sie nauczyc, tudziez dac z samego siebie,jezeli wykonuje sie ten zawod z przyjemnoscia i satysfakcja.