Koszyk jajek mądrzejszych od kury

Do tej pory na pisanie bloga, korespondencji itp. poświęcałem głównie czas, tym razem wyłożyłem także trochę funduszy na przejazd i noclegi w przesympatycznym Toruniu, aby wziąć udział w „Forum Pilotażu i Przewodnictwa”. Nic mnie tam specjalnie nie zdziwiło, wiele rzeczy rozbawiło, zwłaszcza pani, która na początku mojego referatu przerywając mi uparcie domagała się odpowiedzi czy mam jakieś „uprawnienia przewodnickie”. Pomimo kilku sugestii, naprawdę nie było moim celem przekonywanie kogoś do zmian, tłumaczenie… co ma się stać i tak się stanie. Przydatna byłaby tu może jakaś dyskusja panelowa, nie miałem jednak ochoty zostawać na kolejny dzień tego Forum. Za kilka dni przygotuję streszczenie działania „Akcji” w formie pisemnej.

Niektórzy z referentów, o dziwo dostrzegli niedawny artykuł w Rzeczpospolitej i wzmiankę o uwolnieniu zawodu przewodnika. Wcześniej chyba jednak nie śledzili całej politycznej debaty której efektem są planowane zmiany bo królował nastrój zdziwienia i niedowierzania. Organizacje pilockie lobbowały dotąd zaciekle za jak największym komplikowaniem regulacji i stosowaniem orwellowskiej kontroli wszystkich i wszędzie. Czegóż to nie było w ich forumowych wnioskach z kilku minionych lat. Utworzenie jakiejś „policji turystycznej”, sprawienie, żeby bumagi pilotów sprowadzała Straż Graniczna (kiedy było już wiadome że chcemy wejść do strefy Schengen), sprawowanie funkcji rezydenta wyłącznie przez ludzi po kursach pilockich, państwowe regulacje dla turystyki niszowej typu kolarstwo czy kajakarstwo, brrr… nic z tego na szczęście nie przeszło. Pora sobie wreszcie uświadomić że turystyka to aktywność jak mało która związana z wolnością i obarczanie jej gorsetem sztywnych, piętrowych przepisów nie ma najmniejszego sensu, jest wręcz komiczne. Stowarzyszenia pilotów powinny jak najszybciej przestawić myślenie i zamiast tracić czas i ośmieszać się „zawracaniem Wisły kijem”, opracować formy działania na wolnym rynku. Spróbować stworzyć markę, typu np. Blue Badge Guides w Wlk Brytanii – przewodników, których wynajmuje się ze względu na jakość a nie administracyjny przymus. Tak jak ja stworzyłem rozpoznawalną markę Dunajec-Radweg – najpopularniejszy obecnie produkt komercyjnej turystyki rowerowej w Małopolsce. Zapomnieć o sztucznym dzieleniu funkcji pilota i przewodnika, robić specjalizacje na kształt niemieckich „Studienreiseleiter” którzy też mają swoje stowarzyszenie i jak widać na tej stronie – walczą z regulacjami w innych krajach EU z pomocą parlamentarzystów Bundestagu. Nie tak jak niektórzy nasi, którzy – przypomnę, namówili europosła Sonika do skompromitowania się w Europarlamencie.    

Po obradach miły bankiecik w starej pruskiej twierdzy. Jednym z przysmaków były półmiski smacznie przyprawionych jajek na twardo. Tu mam niestety takie skojarzenie – wśród prelegentów nie brakowało osób, których pretensje wobec organizatorów wycieczek można by skwitować krótko: „ogon, który chce machać psem” albo właśnie „jajko mądrzejsze od kury”. Że zamiast fachowych pilotów po kursach zatrudniają „przypadkowych ludzi”, że przecież wynajęcie dodatkowego przewodnika w mieście to „znikomy koszt”… taaa, to wszystko już słyszałem i czytałem. Czy oni naprawdę myślą, że  właściciel biura nie działa na rynku ostrej konkurencji, tylko dostaje tych turystów „z urzędowego przydziału” albo „z bożej łaski…” i potem wredny skąpi im na zatrudnienie fachowców?  Ale… myślałem że już nic mnie nie zdziwi, jednak osłupiałem słuchając wykładu Hanny Janickiej z Poznania. Posłuchajcie tego fragmentu nagrania z dyktafonu:

janicka.mp3

„Szczególnie nie są zainteresowane wielkie biura, wielcy touroperatorzy, gdzie przerabia się ilość, a jeśli jest ilość to nie ma jakości… to jest… miałam okazję obserwować właśnie taki mechanizm pracy w jednym… jednego dużego touroperatora nie powiem jakiego ale też (tu niezrozumiałe… pomóżcie odcyfrować) gdzie turysta, czy jego jakby zadowolenie, to był ostatni punkt w tym mechanizmie, wszystkie inne rzeczy były ważniejsze, turysta na samym końcu i w związku z tym nie było potrzebny ani profesjonalnego przewodnika ani profesjonalnego pilota… itd.”    

Słyszałem już, powiem szczerze,  o różnych formach turystyki ekstremalnej… jakieś survivale, trekkingi w deszczu i chłodzie, jakaś wyjazdy do krajów gdzie są wojny i katastrofy, ale żeby tak wprost zbudować model biznesowy na założeniu że „turysta ma być niezadowolony”, i osiągnąć dzięki niemu status „dużego touroperatora” to jest pewne novum.  A na poważnie -  dobrze że Pani ugryzła się w język, gdyż  wygłaszanie takich opinii pod adresem konkretnego podmiotu byłoby oszczerstwem – do ewentualnego ścigania z powództwa cywilnego.    

Proszę nie próbować zaklinać rzeczywistości, pilot czy przewodnik jest zawodem usługowym a w warunkach rynkowych jedynym obiektywnym probierzem profesjonalizmu jest umiejętność zaspokajania potrzeb klientów. Organizator jest tylko jednym z ogniw pośrednich – wsłuchuje się w ich oczekiwania, a ci zapłacą temu, który zrobi to najlepiej. Jeśli oczekują wyjazdu jak najtańszego, chcą się napić piwa a nie interesują ich np. szczegółowe wykłady o historii gotyku, profesjonalistą będzie ten, kto stosowną ofertę zaproponuje. Ale nie tylko w takich momentach wymagania regulacji nie przystają do realiów. Również w przypadku np. autorskich wyjazdów studyjnych gdzie informacje od początku do końca podaje jeden prowadzący wykładowca a nie zdaje się na eskortę „przypadkowych” lokalnych guide’ów. Właśnie to – prawdziwy profesjonalizm – a nie chęć zaoszczędzenia na drobnych kosztach, jest powodem wielkiej sądowej batalii, jaką ze służbami Włoch i Austrii prowadzą biura niemieckie.

I na koniec jeszcze jedna profesjonalna porada. Naprawdę, nie trzeba być „jajkiem”, skoro ty, czy ty – masz takie świetne rozeznanie jak zadowolić turystę, zostańże ową „kurą”. Założenie biura podróży jest tańsze i łatwiejsze niż osiedlowego warzywniaka. Od września 2010 nie trzeba mieć do tego żadnych studiów, uprawnień, czy „wysługi lat”! W dobie internetu niepotrzebny jest nawet osobny lokal, na początek wystarczy komputer i telefon. Obowiązkowe ubezpieczenie dla małego biura w Signal Iduna albo AXA to koszt rzędu 3000 zł rocznie na cały świat, na samą Europę połowę tej sumy. I skuś klientów zapowiedziami że będą przy nich pracować profesjonaliści z wszelkimi lokalnymi uprawnieniami, do każdej wycieczki objazdowej zatrudnij nawet kilkunastu licencjonowanych przewodników, instruktorów i kogo tam jeszcze. Powodzenia!           

2 Komentarze

  1. INFORMUJE SIE WSZYSTKICH PILOTOW I PRZEWODNIKOW ,ZE GRECJA UWOLNILA ZAWOD PRZEWODNIKA, TERAZ DECYZJA NALEZY DO PILOTA CZY CHCE SAM OPROWADZAC PO OBIEKTACH, CZY BEDZIE BRAL LICENCJONOWANEGO PRZEWODNIKA [ KWESTIA POSIADANEJ WIEDZY ]. WIERSZYKI KLEPANE PRZEZ PRZWODNICZKI GRECKIE ODCHODZA DO LAMUSA DOT. SALONIK [ TRAGEDIA POD WZGLEDEM WIEDZY ]. SZKODA ZBEDNYCH KOMENTARZY, NALEZY POGODZIC SIE Z RZECZYWOSTOSCIA, POWODZENIA !

  2. INFORMUJE SIE WSZYSTKICH PILOTOW I PRZEWODNIKOW ,ZE GRECJA UWOLNILA ZAWOD PRZEWODNIKA, TERAZ DECYZJA NALEZY DO PILOTA CZY CHCE SAM OPROWADZAC PO OBIEKTACH, CZY BEDZIE BRAL LICENCJONOWANEGO PRZEWODNIKA [ KWESTIA POSIADANEJ WIEDZY ]. WIERSZYKI KLEPANE PRZEZ PRZWODNICZKI GRECKIE ODCHODZA DO LAMUSA DOT. SALONIK [ TRAGEDIA POD WZGLEDEM WIEDZY ]. SZKODA ZBEDNYCH KOMENTARZY, NALEZY POGODZIC SIE Z RZECZYWOSTOSCIA, POWODZENIA !