Będą uwalniać? Byle realnie a nie „wirtualnie”!

Dziś znów dobre wieści. Wszystkie portale podały za „Rzeczpospolitą” informacje o rządowych planach uwalniania zawodów. Cytuję interesujący nas fragment z artykułu na pierwszej stronie: dla ok. 70 zawodów, m.in. pośrednika nieruchomości, przewodnika pozostaną jedynie wymagania formalne bez konieczności komisyjnej weryfikacji wiedzy. A Tomasz Pietryga w komentarzu na 2 stronie dodaje: Część reglamentowanych profesji swoimi korzeniami tkwi głęboko w PRL, gdzie pieczątki i zaświadczenia były podstawą funkcjonowania. (…) Sztandarowym bodaj przykładem koncesjonowania zawodu jest przewodnik turystyczny. Varsavianista, podobnie jak historyk sztuki, ma zgodnie z polskim prawem zbyt niskie kwalifikacje, aby oprowadzać wycieczki po Warszawie. A gdyby mimo wszystko chciał to robić, grozi mu za to surowa grzywna. Dyskusja także tutaj.

W tym momencie lekko mnie zatkało, pragnę przypomnieć że to właśnie dziennik Rzeczpospolita jako chyba jedyne ogólnopolskie medium pół roku temu aktywnie uczestniczył w żenującej nagonce m.in. na owych Varsavia- czy innych hobbystów dzielących się wiedzą na ulicach miast – patrz notka z 29. maja. Na moją prośbę napisania polemicznego artykułu otrzymałem od adwokata ówczesnego Red. Naczelnego odpowiedź odmowną - patrz skan pisma. Dziś, kiedy Pan Lisicki nie jest już Naczelnym a autorka artykułu  Joanna Ojczyk prosi o sygnały o patologiach proszę o ponowne rozpatrzenie mojego pisma i udostępnienie łamów na streszczenie mojej pracy przy dokumentacji owych patologii.

Niemniej jednak to miło, że sprawa absurdów przewodnickich nie jest już wyłącznie „śmiesznym, ogórkowym newsem” tylko trafia na czołówki gazet. Ale od razu pojawia się niepokój: Co to mają być te „wymagania formalne” wobec pilota czy przewodnika? Wiem że rzeczywiście, także wśród młodych, ów PRL-owski „kult pieczątki i zaświadczenia” wciąż rządzi. Kiedy Ministerstwo spóźniało się z wydaniem jakichś rozporządzeń, założyli nawet grupę na facebooku, skarżąc się, że bez  istnienia tych paragrafów… nie mogą pracować. Trzeba więc uważać aby obecne regulacje nie zostały zastąpione jakimiś innymi, jeszcze bardziej nieprzejrzystymi. Aby zastępy pseudoekspertów nie ruszyły do formułowania kolejnej idiotycznej legislacyjnej twórczości. Jak tej, którą mamy teraz w ustawie, np. że „pilot” może przekazywać „podstawowe” informacje krajoznawcze, a przewodnik – w domyśle jakieś „niepodstawowe”.          

Oczywiście w dzisiejszych publikacjach mówi się ogólnikowo o dziesiątkach zawodów, pełnionych pełnoetatowo, gdzie posiadanie wiedzy czysto akademickiej jest niezbędne, a dyskusja na forum dotyczy głównie architektury i budownictwa. Pilot czy przewodnik to funkcje pełnione na zlecenie ograniczone czasem trwania wycieczki i zasady ich uprawiania winny być takie jak w przypadku aktora czy dziennikarza – decydują talent i umiejętności, a szkolenia czy kursy owszem, ale fakultatywnie a nie jako „wymóg formalny”. Dziennikarze niech proszą piękną Panią Minister Sportu i Turystyki o jasną deklarację w tej sprawie.     

Śmieszy mnie też tytuł artykułu „Rząd zdejmie młodym korporacyjne dyby”. A dlaczego niby tyko młodym, jakiś aging? Raczej powielanie pewnej medialnej kliszy. Owszem, praca dla absolwentów studiów to kwestia aktualna i paląca, ale nie na tym się problem kończy! Organizacja turystyki to świetne dorywcze zajęcie dla ludzi w wieku średnim czy emerytalnym, owych hobbystów i pasjonatów o znacznej wiedzy i doświadczeniu którzy nie mogą się dziś podjąć oprowadzania nawet na kilka godzin bez uprzedniego opłacenia wielomiesięcznych kursów. Trzeba z tym skończyć, tak samo jak ulicznymi kontrolami, które są kontynuacją tradycji nawet nie tyle PRL-owskiej, co esbeckiej!   

2 Komentarze

  1. Nie sądzę, wtedy takie kursy stały by się pewnie czystą fikcją. Zderegulowano zawody „okołosportowe” bez większego krzyku i rozgłosu, więc może zrobią tak i z tym przypadkiem.

  2. Nareszcie, aczkolwiek mnie też niepokoją wzmianki o pozostawieniu wymagań formalnych, pasuje to niestety na obowiązek odbycia kursu. Tak czy siak to krok w dobrym kierunku, wyraźnie widać, że Tusk poczuł na plecach oddech Palikota:)