Do Redakcji „Rzeczpospolitej”

W dodatku Prawo co dnia, 28 maja br. Zostały opublikowane artykuły Katarzyny Nowosielskiej „Szkolne wycieczki na bakier z przepisami” i „Mandat za zwiedzanie bez przewodnika”. Oba teksty są przykładem wyjątkowej dziennikarskiej nierzetelności, zawierają mnóstwo kłamstw, a jego autorka powołuje się na nieaktualne bądź źle zinterpretowane przepisy. Całość sprawia wrażenie gotowca napisanego pod dyktando zawodowych korporacji, które od dawna są znane z wyjątkowo bezczelnych starań o narzucenia przymusu zakupu ich usług ich tym, którzy ich nie potrzebują ani nie są do tego w żaden sposób zobligowani.        

Od 3 lat jako dziennikarz obywatelski prowadzę bloga w którym przedstawiam odmienny punkt widzenia, krytykuję absurdy, łamanie praw obywatelskich, oraz pomagam społecznie ofiarom służb szykanujących turystów. Bardzo proszę o zapoznanie się z jego treścią, zwłaszcza z kilkoma najnowszymi wpisami w którym znajdziecie szczegółowy komentarz do przedstawionych problemów i argumenty na rzecz bezprawności działań i fałszywości informacji przedstawianych przez rozmówców Pani Nowosielskiej. Polecam zwłaszcza odpowiedzi rzecznika Ministerstwa Sportu na zapytania dziennikarki z Lublina oraz na mój artykuł w „Rynku Turystycznym”, z których jasno wynika że regulacje Ustawy o Usługach turystycznych, także odnośnie przewodnictwa dotyczą tylko ściśle określonego zakresu działalności podmiotów gospodarczych, i także od nich są możliwe odstępstwa.

Jestem w głębokim szoku, że na taką niefrasobliwość pozwoliła sobie redakcja poważnego dziennika, na którego łamach zwykłem czytać teksty o zgoła innym charakterze, jak np. artykuł profesora prawa Piotra Winczorka z 30.08.2008 pt „Ostrożnie z reglamentacją zawodów”. Zwłaszcza tytuł drugiego artykułu jest wyjątkowo kłamstwem samym w sobie i  dość pokracznym skrótem myślowym, gdyż nie istnieje w Kodeksie wykroczenie o nazwie „zwiedzanie bez przewodnika” za które rzekomo można dostać mandat.

W związku z powyższym, powołując się Art. 31 prawa prasowego uprzejmie proszę o udostępnienie łamów waszego dziennika celem opublikowania polemicznego artykułu zawierającego sprostowania nieprawdziwych informacji.

Maciej Zimowski

Zostawcie na chwilę Białoruś, mamy problem w Polsce

Majowe słoneczko przygrzało – wcześnie zaczyna się w tym roku ogórkowy sezon, pomyślałem, znajdując w poczcie linki do najnowszych artykułów o nagonkach na rzekomych „nielegalnych przewodników”. Jak wiadomo, prasa zwykła traktować ten temat z równą „powagą” jak polowanie na wieloryba w Zegrzu czy anakondę w Kampinosie.  Tym razem jakby zmienia się na lepsze, bo dziennikarki z Wrocławia i Lublina potraktowały problem z nieco większą atencją i konsekwencją. Zapraszam do lektury kolejnych artykułów w dodatkach Gazety Wyborczej we Wrocławiu: tutaj, tutaj, tutaj a w dodatku lubelskim tutaj i tutaj.   

Jak na ironię losu, w tych samych dniach, kiedy zapowiedzi szykanowania obywateli w Polsce kisiły się gdzieś na tyłach lokalnych dodatków, na pierwszych stronach Wyborczej widniały apele w obronie Andrzeja Poczubuta i wolności słowa na Białorusi. Jest rzeczą szczytną atakować reżim Łukaszenki. Tam zresztą – ba! – też gnębią opozycjonistów pod pretekstem nielegalnego oprowadzania – pisałem o tym tutaj. Wolałbym jednak, aby publicyści nie tracili z oczu podobnych problemów na własnym podwórku, a od tego co wygadują i wypisują rzecznicy straży miejskich we wspomnianych miastach, włos się na głowie jeży. Bardzo proszę redakcję, aby tym razem śledztwo było kontynuowane a problem rozpracowany z należytą powagą w skali ogólnopolskiej. Proszę nie zamiatać sprawy pod dywan, jak działo się to wielokrotnie w poprzednich latach. Tym bardziej że najnowsze wypowiedzi Ministerstwa Sportu i Turystyki w stu procentach potwierdzają wielokrotnie przedstawiane przez mnie na tym blogu wywody: zaczepianie i kontrolowanie kogokolwiek, tylko z tego powodu, że  „oprowadza” czy opowiada coś innym w publicznym miejscu, jest łamaniem prawa.

Już trzy lata prowadzę swoją obywatelską działalność. Proszę zajrzeć do archiwum bloga z maja 2009. Wtedy po podobnych doniesieniach z Poznania, napisałem protest przeciwko kontrolom grup i apel do dziennikarzy. Oczywiście zostało to zignorowane, a watażkowie ze służb mundurowych w różnych miastach nadal chcą kontynuować swoje esbeckie rytuały.    

Tekst sprzed dwóch lat nadal zachowuje aktualność. Dziś dodam do niego kilka istotnych szczegółów. Panie Alicja Bobrowicz i Małgorzata Domagała nie grzeszą rzetelnością, rozpoczynając swoje teksty od informacji że „według prawa każda zorganizowana grupa, która liczy powyżej dziesięciu osób…” Co zresztą wyjaśnili dyskutanci na forum – w znowelizowanej, obowiązującej od września 2010 wersji ustawy owo kuriozalne „10 osób” wypadło z art. 30. Jak wyglądały obie wersje można prześledzić pod tym linkiem. Jest to jednak mało istotne bo i w starym i nowym brzmieniu – ustawa, jej interpretacje pojęć pilot i przewodnik, jak też powiązany z tym artykuł Kodeksu Wykroczeń dotyczyły i dotyczą nie „każdej zorganizowanej grupy” ale wyłącznie działalności komercyjnych podmiotów sprzedających usługi turystyczne w Polsce. Dobitnie potwierdza to rzecznik Ministerstwa pisząc o nauczycielach, których „nie obejmuje ustawa”.  

Ale również nie każdej grupy ‚komercyjnej’. Pamiętacie mój napisany w prowokacyjnym tonie artykuł do branżowego pisma „Rynek Turystyczny” jesienią 2009 roku? W tym samym czasopiśmie ukazała się później odpowiedź ówczesnego rzecznika Ministerstwa – Pawła Wiśniewskiego Proszę przeczytać – tu oryginalny link, tu cała treść w formacie doc. Jej autor wręcz kaja się, zapewniając po wielokroć, że władza nie ma żadnego zamiaru narzucać przedsiębiorcom obowiązku najmowania pilota i przewodnika. Jako organizatorowi wolno mi zatrudnić do opowiadania o zabytkach np. profesora architektury, mam tylko poinformować klientów u umowie o jego kwalifikacjach, i o tym że nie będzie zapewnionej opieki „licencjonowanego”. Zgoda, nie widzę problemu, nie spotkałem jeszcze turysty dla którego posiadanie przez kadrę jakiejś urzędowej bumagi była ważniejsza od rzeczywistej wiedzy.

W dalszej części wyjaśnienia Pan Rzecznik skwapliwie wylicza kolejne liberalizacje noweli, pojawia się też ważne zdanie:  Rozwiązania prawne zawarte w nowelizacji uchylają jednocześnie przepisy, na mocy których, w aktualnym stanie prawnym, urzędy marszałkowskie mogą egzekwować na drodze administracyjnoprawnej obowiązek powierzania przez organizatora turystyki wykonywania zadań przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek wyłącznie osobom posiadającym te uprawnienia.

Czy szanowne Ministerstwo zapomniało przesłać te wytyczne do realizacji?  Jakiż to bałagan sprawił, że akurat teraz, zabrały się do tego z jeszcze większą gorliwością straże miejskie? Owszem od 1. marca mają prawo ukarać mandatem z tytułu Art. 60 KW, ale jak sprawdzić, czy tego rodzaju  wykroczenie jest rzeczywiście popełniane?

Według znowelizowanych regulacji może do niego dojść jedynie w bardzo szczególnym przypadku: Kiedy konsument podpisuje z polskim biurem umowę o usługę turystyczną obejmującą zwiedzanie, a w umowie nie ma nic o wykluczeniu opieki licencjonowanego przewodnika. Wycieczka przyjeżdża do miasta, ktoś ją zaczyna oprowadzać. Wtedy klient świadomy swoich praw konsumenckich może podejść do oprowadzacza i zapytać czy posiada stosowne uprawnienia. Jeśli okaże się że nie – może ten fakt zgłosić strażnikowi a ten – ukarać uzurpatora. W praktyce wydaje mi się to mało realne – klient jeśli będzie niezadowolony to przede wszystkim złoży reklamacje w biurze i w pierwszej kolejności będzie żądał odszkodowania dla siebie za źle zorganizowaną imprezę. Tak jak chce tego nowa ustawa – na drodze cywilnoprawnej.

Przewodnicy i służby którym zależy na tym, aby goście korzystali z usług lokalnych oferentów, mogą się reklamować, informować, uświadamiać turystów o przysługujących ich prawach, o tym jak rozpoznać licencjonowanego przewodnika itp. natomiast nie widzę uzasadnienia dla kontroli wszystkich grup – to tak jakby ochrona w supermarkecie rewidowała każdego wychodzącego klienta czy czegoś nie ukradł. A gdy rzecznik Straży Miejskiej we Wrocławiu  Sławomir Chełchowski


(źrodło: Agencja Gazeta – oryginał tutaj)

opowiada banialuki o tym że „skoro nocuje we Wrocławiu – musi mieć przewodnika”, gdy firmy i stowarzyszenia przewodnickie na swoich stronach że każda wycieczka musi ich wynająć – popełniają zabronioną prawem nieuczciwą praktykę rynkową. Takimi zapisami powinien zainteresować się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i za nie nałożyć solidne kary!    

Małgorzata Domagała pisze, że  „w niektórych przypadkach straż miejska może być nadgorliwa” prostuję – nie „w niektórych” Pani Małgorzato – w absolutnie  wszystkich przypadkach kiedy podchodzi do grupy osób z przewodnikiem i żąda okazania dokumentów. Nie ma bowiem żadnego prawa które reguluje sam fakt oprowadzania czy opowiadania – to są elementarne wolności obywatelskie.

Prewencyjne zaczepianie takich osób nie jest też zwykłą nadgorliwością, ale wredną praktyką naruszającą Art. 5 § 1. Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, według którego „Nie wszczyna się postępowania, gdy czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia” A uczestnicy wycieczek nie mają wypisane na czole szczegółów umowy zawartej z organizatorem.

Kolejny kwiatek: „Straż miejska w Lublinie zapowiada kontrole wycieczek żeby upewnić się, czy ten kto oprowadza nie opowiada głupot” Po czym następują rozważania czy o zabytkach opowie lepiej przewodnik, czy historyk sztuki. Dywagacje bez sensu, aż mnie niepokój ogarnia jak źle jest skoro nawet w redakcji gazety nikt się nie wzdrygnął i nie wygarnął rzecznikowi Robertowi Gogole: Halooo! Człowieku! W jakim ty kraju żyjesz. W Polsce nie ma czegoś takiego jak „zakaz opowiadania głupot”. A nawet brania za to dużych pieniędzy. Przejdź się do kiosku do stoiska z kolorową prasą, zobacz ile tam „głupot” napisano. Posłuchaj pewnego radia. Obejrzyj „głupkowaty” program telewizyjny. Właśnie na tym polega konstytucyjna wolność wypowiedzi i przekazu informacji. Również bezpośredniego przekazu słownego w formie opowiadania na ulicy. Ponadto, jak zamierzasz sprawdzać czy ktoś tych „głupot” innym nie opowiada? Grupy turystyczne, nawet jeśli przebywają w miejscach publicznych, to są zamknięte imprezy. Jakim prawem podsłuchujesz treści nie przeznaczone dla ciebie, łamiąc tym gwarantowaną Art. 49 Konstytucji tajemnicę komunikowania się? To jest naruszenie cudzych dóbr osobistych. Jak pamiętamy w przypadku krakowskiej historii z Marią Kantor – bywa wyjątkowo awanturnicze i drastyczne.

Apeluję po raz kolejny do dziennikarzy Gazety Wyborczej i innych przedstawicieli mediów, do organizacji stojących na straży praw obywatelskich, o nie ignorowanie tego problemu i podjęcia energicznych działań na rzecz zaprzestanie cyrku szykan, nieuzasadnionych kontroli i kar wobec ludzi dzielących się swoją wiedzą na ulicach polskich miast. Wobec zapowiadanego nasilenia tego procederu – uważam że jest to dziś nie mniej pilne od relacjonowania procesu jednego korespondenta na Białorusi.  


Maciej Zimowski
tel. 604 446233
akcja@wolnezawody.org

Artykuł trafił na stronę główną serwisu wykop.pl - przeczytaj dyskusję.