Uczniowie gorsi od Romów? Przymus przewodnicki może drogo kosztować!

Witam ponownie. Pomimo, że z rzadka dodaję tu coś nowego, mój blog jest codziennie oglądany przez kilkanaście, czasem kilkadziesiąt osób. Mało tego, otrzymuję telefony z prośbą o porady. Mam więc satysfakcję że moja – już ponad 3-letnia blogowa publicystyka nie idzie na marne, a pomaga wielu osobom kształtować świadomość swoich obywatelskich praw.  

Niedawno zadzwoniła do mnie pewna nauczycielka skarżąc się na – znane i wielokrotnie opisywane – praktyki w Tatrzańskim Parku Narodowym, którego służby nie chcą wpuszczać na swoje spacerowe szlaki – m.in. w Dolinie Kościeliskiej -  wycieczek szkolnych, które nie zapłaciły co najmniej 200-250 zł za tzw. licencjonowanego przewodnika. Piszę z premedytacją „tzw.” gdyż osoby te pełnią nierzadko rolę niechcianego, przymusowo przydzielanego dozorcy, a sam fakt że aby sprzedać swoje  „usługi” posługują się szantażem i przymusem musi dawać sporo do myślenia na temat ich jakości.     

Jak ten szantaż wygląda, możemy przeczytać na niedawno zaktualizowanej stronie internetowej Parku w dziale turystyka piesza. Ktoś zamieścił tam taki wykwit radosnej twórczości w dziedzinie interpretacji prawa a nawet… języka polskiego:   

Wszystkie wycieczki wchodzące na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego mają obowiązek znajdować się pod opieką przewodnika tatrzańskiego. Obowiązek ten wynika z § 3 załącznika nr 3 Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 6 maja 1997 r. (Dz.U. Nr 57 poz. 358) w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, kąpiących się i uprawiających sporty wodne, wydanego na podstawie art. 54 ust. 3 Ustawy z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej. Zgodnie z brzmieniem tego przepisu wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich leżących na obszarach parków narodowych (…) mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni. Powyższe rozporządzenie zostało wydane na podstawie ustawy o kulturze fizycznej itd…  

Czy ktoś kto na pikniku posmaruje, obłoży kanapki i rozda znajomym podlega przepisom sanitarnym, obowiązującym właściciela restauracji? Wydaje się to państwu dziwne, ale na takiej samej zasadzie powyższy zapis jest próbą rozszerzenia szczegółowych branżowych regulacji na ogół ludzkiej aktywności.

Cytowane archiwalne rozporządzenie było tylko i wyłącznie dodatkiem do Ustawy o kulturze fizycznej. Ustawy dziś już nieobowiązującej (!), zastąpiła ją bowiem uchwalona w 2010 r. Ustawa o sporcie, która określa tylko i wyłącznie zasady organizowania i uprawiania sportu. Ale nawet i ta poprzednia ustawa precyzyjnie definiowała zakres swojej legislacji do sfery wiedzy, wartości, zwyczajów, działań podejmowanych dla zapewnienia rozwoju psychofizycznego, wychowania, doskonalenia uzdolnień i sprawności fizycznej człowieka, a także dla zachowania oraz przywracania jego zdrowia. Tego i tylko tego mogło dotyczyć cytowane rozporządzenie. Potrafię sobie wyobrazić dziesiątki innych powodów niż owo zapewnienienie rozwoju… dla których obywatel może wybrać się na spacer Doliną Kościeliską. Dla rozrywki. Dla znalezienia wśród turystek partnerki na weekend. Dla obserwacji socjologiczno-przyrodniczych. Dla poszukiwania natchnienia. Albo po prostu zupełnie bez celu. To jego prywatna sprawa, poza sytuacjami z książek Orwella – nie podlegająca kontroli przez żadne służby.  

Kolejne pogróżki na swoje stronie internetowej służby TPN kierują pod adresem tych, którzy w ich mniemaniu popełniają wykroczenie „nielegalnego przewodnictwa”. Tutaj nadużycia bywają jeszcze bardziej jaskrawe. Pomijając fakt, że drobiazgowe licencjonowanie przewodnictwa jest rzeczą złą (o tym piszę w innych notkach), polskie regulacje zarówno Kodeksu Wykroczeń jak i Ustawy o usługach turystycznych dotyczą wyłącznie sytuacji zawodowego oprowadzania turystów, a sama Ustawa dotyczy wyłącznie podmiotów gospodarczych sprzedających usługi. Jej celem jest wyłącznie dbanie o dobro konsumentów je kupujących.  Ktoś kto prywatnie, społecznie np. udziela informacji jakiejś grupce osób, pomaga znaleźć szlak w terenie itp. tym przepisom nie podlega. Nadgorliwcy, którzy takie osoby podsłuchują, zaczepiają, szykanują itp. naruszają cudze dobra osobiste. To jakby kontrolować zawartość każdego plecaka po to aby sprawdzić, czy turysta czegoś wcześniej nie ukradł.

Pragnę więc doradzić nauczycielom, którzy podczas zielonych szkół, w ramach swojego prywatnego czasu i społecznikowskiego zacięcia chcą wybrać się na spacer ze swoimi uczniami na szlak w TPN, w przypadku szykan ze strony Straży Parku dobitnie oświadczyć: „Jestem tutaj prywatnie, nie realizuję zadań z zakresu sportu i  kultury fizycznej i nie wykonuję zadań przewodnika turystycznego w rozumieniu ustawowym”. Koniec. Nie odpowiadać na żadne zaczepki czy pytania dotyczące sfery prywatnej czy osobistej. Jeśli mimo to służby odmówią wam wstępu na teren parku, udokumentować całe zdarzenie (nagrać rozmowy, zrobić zdjęcia komórką,  spisać dane strażnika) i wnieść sprawę do sądu o odszkodowanie. 

Tak jak na przykład – o czym właśnie donosi dzisiaj prasa  – zrobił to Rom z Poznania którego nie wpuszczono do restauracji, nie dlatego że brudził czy rozrabiał, tylko z tego powodu, że jest Romem. Wspierany przez Helsińską Fundację Praw Człowieka żąda za to 10.000 zł  Co ma jedno do drugiego? No właśnie. Tu dotykamy znacznie drastyczniejszego aspektu sprawy – bezczelnej, otwarcie deklarowanej dyskryminacji. Wczytajmy się dokładnie w kolejny fragment twórczości literackiej ze strony tpn.pl:

Powyższe rozporządzenie zostało wydane na podstawie ustawy o kulturze fizycznej, która nie zdefiniowała pojęcia wycieczki. Dlatego też przyjmuje się, że jest to grupa osób, których przyjazd  został w jakiś sposób zorganizowany. Do grup tych zaliczać się więc będą w szczególności uczniowie szkół oraz osoby, których przyjazd został zorganizowany przez tzw. organizatora turystyki.

Przepraszam, a czemu by – według identycznej wykładni nie przyjąć że „do tych grup zaliczać się będą w szczególności nosiciele obuwia o rozmiarze 43″? Dalej, o ile dobrze rozumuję, wedle szanownej władzy do wstępu na teren parku bez opłaconego przewodnika ma grupa osób których przyjazd „nie został w jakiś sposób zorganizowany”. Co to znaczy? Na ile znam język polski, znaczenie słowo „organizować” jest bardzo szerokie. Organizować sobie cokolwiek w życiu – plan dnia, pracy, podróży musi każdy z nas. No chyba że po góralsku jest cosik inacej.

Ale dość tych żartów. Gdyby ograniczenia wymuszone były względami ochrony przyrody czy też bezpieczeństwa należałoby wobec wszystkich zastosować identyczne obostrzenia – każdy, także pojedynczy turysta mógłby wejść na teren TPN tylko z towarzyszeniem przewodnika. O tym nie ma oczywiście mowy, szlaki są ogólnodostępne, niektóre mogą być czasowo zamykane dla wszystkich – to sprawa zrozumiała.

Zaś cały powyższy akapit jest żenującym przykładem dyskryminacji w dostępie do usług świadczonych publicznie – w tym przypadku korzystania ze szlaków i infrastruktury parku narodowego. Pewnej grupie osób nakazuje się płacenie za to dodatkowego – inaczej tego nie można nazwać – haraczu. W przeciwnym wypadku zabrania się wstępu na teren parku. Nie jest to robione jak w przypadku poznańskich Romów – w sposób raczej dyskretny, przez właściciela prywatnego lokalu. Instytucja państwowa, powołana do udostępniania społeczeństwu walorów chronionych w parku narodowym otwartym tekstem wskazuje na dyskryminowaną grupę: uczniów szkół. Abstrahuję od faktu, że to czy ktoś jest uczniem jakiejś szkoły, czy członkiem kółka różańcowego to jego prywatna sprawa i idąc na wycieczkę nie musi się z tego przed kimkolwiek spowiadać.   

Prasa nie raz już donosiła o tych praktykach, mam nadzieję że w nadchodzącym sezonie turystycznym dziennikarze zawodowi będą nie mniej aktywni i dociekliwi ode mnie – blogera obywatelskiego. Pamiętam, że w komentarzach internautów często pojawiały się sugestie, jakoby cyrk ten służył jedynie nabijaniu kabzy pewnej sekcie broniącej swoich cechowych przywilejów.  Nie znam układów jakie panują w Zakopanem, ale przytoczę historyjkę z innego parku narodowego – Biebrzańskiego, która wskazuje, że te domniemania nie muszą  być bezpodstawne.   

Przez dobre kilka lat widywałem w internecie stronę biura turystycznego prowadzonego przez duet panów Artura Wiatra i Włodzimierza Wróblewskiego:

którzy reklamowali się jako licencjonowani przewodnicy po parku. Smaczku dodaje fakt że jednocześnie byli tego parku…. pracownikami. Teoretycznie, w godzinach pracy mogli np. patrolować teren, wyłapując i karząc grupy turystyczne bez wynajętego figuranta, a potem prywatnie zbijać kasę na korzystaniu ze swoich przywilejów i drakońskich przepisów ich instytucji. Wyobraźcie sobie policjanta, który by na służbie zatrzymywał samochody, karał mandatem za brudną karoserię i sugerował kierowcom korzystanie z usług swojej prywatnej myjni.  

I jeszcze jeden ostatni fragment ze strony tpn.pl Przypomnijmy, że organizatorzy turystyki, urządzający wycieczki, w których uczestniczy co najmniej 10 osób realizujących wspólny program, są obowiązani… To już lamus kompletny, ów zapis został wykreślony z ustawy o usługach turystycznych w trakcie nowelizacji rok temu. 

Cieszę się że po latach cichego przyzwolenia na szykany wreszcie odzywają się głosy sprzeciwu i deklaracje nieposłuszeństwa wobec bezprawnych działań parkowych służb, których ustawowym zadaniem jest ochrona przyrody a nie wpierniczanie się w prywatne sprawy turystów. Urzędnikom większości parków narodowych (bo nie tylko TPN te absurdy dotyczą) radzę czym prędzej zasięgnąć rzeczowych porad prawnych i podobnie jak musiały to zrobić niedawno wszystkie muzea z zakazem fotografii – usunąć ze swoich regulaminów niedozwolone klauzule. A przede wszystkim wbić sobie do głowy, że w wolnorynkowym i demokratycznym ustroju nie ma innej możliwości uczciwego świadczenia usług jak dobrowolny zakup przez klienta przeświadczonego o ich użyteczności.  Stosowanie przymusu może okazać się bardzo kosztowne. Za stosowanie klauzul niedozwolonych grozi pozew do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.  

Czytelników zapraszam śmiało – pytajcie o porady, dzielcie się relacjami ze swoich przygód.  

Maciej Zimowski
tel 604 446233
e-mail: akcja@wolnezawody.org

3 Komentarze

  1. To przykre, ze osoby zatrunione w TPN, biorace z swoja prace pieniadze, sieja dezinformacje i interepretuja prawo wg nieaktualnych przepisow i wlasnego widzimisie.

  2. Muszę pokazać tego bloga kolegom prawnikom bo to świetna rozrywka, jak ktoś kto zupełnie nie zna się na prawie pisze „laboraty” warte funta kłaków:-)