„Bardzo nieprzyjemna sytuacja”, czyli triumf moralności Kalego.

W Krakowskim dodatku Wyborczej dziś znów artykuł o przewodnikach.  Awantura o to, że jedni mają prawo oprowadzać w nowo otwartej podziemnej ekspozycji a inni nie. Właściwie nie powinienem przeciwko temu specjalnie protestować. Zgodnie z prawem europejskim „muzea i pomniki historyczne”, mogą wprowadzać dodatkowe regulacje. Co nie znaczy że muszą. Organizacje turystyczne w krajach liberalnych skutecznie z nimi walczą. W maju 2009 pisałem o tym jak zlikwidowano ten przymus w parkach pałacowych Berlina i Poczdamu. Wcześniej w niemieckiej prasie głośno było o procesie, jaki biuro Studiosus wytoczyło organizatorom wystawy „Documenta” w Kassel, żądając prawa do zatrudniania przy jej zwiedzaniu własnych, a nie z góry narzuconych przewodników.     

Co innego mnie rozbawiło w dzisiejszym artykule. Do tej pory krzykliwe przedstawicielki miejscowych „koteryjek przewodnickich” w kółko lamentowały o potrzebie szczegółowego licencjonowania, rozdziału funkcji pilota i przewodnika, bezwzględnego nakazu wynajmowania miejscowych oprowadzaczy dla każdej możliwej imprezy – oczywiście wszystko w imię tzw. fachowości i dla dobra klienta! Zgodnie z tą mentalnością, będąc konsekwentnymi, panie przewodniczki powinny karnie opuścić grupę przed wejściem do podziemi i z uśmiechem na twarzy poprosić turystów jeszcze raz o wysupłanie pieniążków na przewodnika z właściwą dla obiektu czy terenu licencją – a jakże, w imię ich własnego dobra!

Tak się jednak składa że z ich wypowiedzi wyziera – niczym brudne gacie spod  portek – moralność Kalego.  Jak my usilnie narzucamy przymus wynajęcia nas wszystkim, którzy sobie tego nie życzą to jest dobro klienta i fachowość. Jak nagle żądają od nas tego samego to co? Niechcący zanotowane przez dziennikarkę wypowiedzi Eli i Krystyny (boją się przedstawiać pełnymi nazwiskami?) stały się niechcący bardzo dobrymi hasłami  potwierdzającymi słuszność akcji „Wolne Przewodnictwo”. Wynotujmy:  

To bardzo nieprzyjemna sytuacja dla nas i dla turystów, gdy grupa ma już wynajętego przewodnika a musi płacić dwa razy, trudno wyjaśnić turystom dlaczego tak się dzieje.

Kiedy jest jeden przewodnik po wszystkich obiektach, to informacje się nie powtarzają, jest płynność oprowadzania, odpowiedni kontekst.

Gdy turyści przed wejściem do muzeum muszą podziękować przewodnikowi, który ich oprowadzał po całym mieście i wynająć nowego przewodnika, nie służy to wizerunkowi Krakowa.
 

Dobrze, że gazeta zajęła się problemem, ale dlaczego tak małego kalibru – raptem jakiejś jednej muzealnej wystawy, skoro wyrażone tu problemy dotyczą od lat całego miasta!    

To przecież bardzo nieprzyjemna sytuacja dla przybywających do Krakowa turystów, którzy mają już wynajętego pilota albo przewodnika (przypomnę, że poza Polską nie rozróżnia się tych funkcji), bądź też nauczyciela czy wykładowcę,  kiedy nagle muszą mu podziękować i wynająć nowego. Przecież informacje się powtarzają, rozbijana jest płynność oprowadzania i odpowiedni kontekst!

Jakże nieprzyjemne jest, kiedy do studenta historii sztuki podczas zajęć podchodzi „licencjonowany przewodnik” i mówi: albo mi zapłacisz, i wtedy mów sobie co chcesz, albo na ciebie doniosę strażnikom i dostaniesz mandat.    

A jeszcze bardziej  nieprzyjemnie jest kiedy każde osoby, nawet prywatnie opowiadające innym coś o mieście na ulicy czy rynku są szpiegowane, a potem zatrzymywane przez patrole straży miejskiej i awanturujących się przedstawicieli stowarzyszeń przewodnickich, którzy grożą im mandatami. Jakże „rozbijają płynność oprowadzania” urządzanie znienacka i bez żadnego powodu kontrole, kiedy przewodnik musi na wiele minut przerwać pracę i tłumaczyć się na ulicy z jakiegoś stempla w papierach.

A jakże trudno wyjaśnić turystom jak to się dzieje, kiedy młodzi przedsiębiorcy przyciągający do Krakowa gości oryginalnymi, niekonwencjonalnymi pomysłami na zwiedzanie są ścigani i szykanowani przez służby mundurowe?

Czy te i inne, od 3 lat na tym blogu opisywane i dokumentowane absurdy przypadkiem „nie służą wizerunkowi Krakowa?” Proszę sobie podociekać.