Anna Gigoń i Olga Fendrych – tych pań nie zatrudniamy.

Media znów donoszą o przypadkach łamania prawa podczas – jak już pisałem w odniesieniu do Poznania – nielegalnych tzw. kontroli przewodnickich, tym razem w  Krakowie. Jego pozytywną bohaterką jest Maria Kantor, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, która wreszcie – zamiast jak inne kontrolowane osoby – pokornie znosić szykany, postanowiła głośno zaprotestować. Jej historia została opisana najpierw przez Łukasza Gazura w Dzienniku Polskim, później ukazał się reportaż w TVN. Tekst artykułu wywołał masowy odzew, mnóstwo komentarzy, został powielony wielu miejscach sieci. Będzie miał swoją dalszą część niebawem, więc póki co, rzucam światło tylko na jeden istotny fakt.

A artykule padły nazwiska osób, które z „uprawnieniami” nadanymi przez Urząd Marszałkowski, w asyście Straży Miejskiej śledzą turystów w publicznych miejscach Krakowa, uzurpują sobie prawo do podsłuchiwania i kontrolowania wypowiadanych treści, a jak ktoś w ich chorym mniemaniu „uprawia nielegalne przewodnictwo” podnoszą wrzask, grożą sądami, i mandatami, wypisują idiotyczne upomnienia itp.  

Te nazwiska to: Anna Gigoń i Olga Fendrych

Jak zobaczyłem to drugie – gały wyszły mi z orbit.

Publicznie oświadczam, że w zeszłym roku miałem nieprzyjemność zatrudnić niejaką Olgę Fendrych do oprowadzania po Krakowie grupy turystów z Niemiec. Z jej usług ja, goście i zagraniczny organizator byliśmy wysoce niezadowoleni. Kategorycznie odradzam korzystanie z usług Olgi Fendrych komukolwiek, komu zależy na fachowych usługach przewodnickich.

Dnia 3 sierpnia 2008 Olga Fendrych otrzymała zlecenie – spotkania z grupą kilkunastu osób przyjeżdżających rano pociągiem z Berlina, zaprowadzenie ich najpierw do podstawionej taksówki bagażowej, gdzie mieli przekazać walizki do odtransportowania, spacer do hotelu, następnie kilkugodzinne oprowadzanie  po mieście.

Do spotkania z grupą na dworcu nie doszło, rzekomo dlatego, że pociąg z 25-minutowym opóźnieniem przyjechał na inny peron. Olga Fendrych nie zadała sobie trudu odpowiedniego wczesnego zapytania w informacji gdzie i na który. Ani nie zadzwoniła i nie poinformowała biura o zaistniałym problemie. Turyści po kilkunastominutowym oczekiwaniu na peronie, taszcząc bagaże sami udali się do hotelu. Dopiero telefon z hotelowej recepcji do naszego biura zaalarmował nas o problemie.

Skontaktowaliśmy się ponownie z Olgą Fendrych, nakazaliśmy przyjść do hotelu i kontynuować oprowadzanie. Według dalszych – ustnych i pisemnych relacji turystów, jej powitanie grupy nie należało do przyjemnych a zwiedzanie miasta koszmarne. Olga Fendrych okazała się być osobą o ograniczonej możliwości chodzenia i zwiedzanie następowało w bardzo powolnym tempie. Ograniczyło się tylko do kilku zabytków wokół Rynku Głównego, bez Wzgórza Wawelskiego – na co było szczególnie dużo skarg. Podczas oprowadzania Olga Fendrych zamiast ciekawie opowiadać o obiektach snuła jakieś narzekania o tym, czego to w Krakowie brakuje. Nie zwracała uwagi na grupę gubiąc po drodze trzy osoby (które ostatecznie były zadowolone, bo zobaczyły w mieście więcej niż pozostali). Wczesnym popołudniem nikt już nie miał ochoty z nią zwiedzać miasta i goście wrócili do hotelu. Po imprezie posypały się oficjalne pisemne skargi, do których Olga Fendrych w swoim zarozumialstwie początkowo nie miała nawet ochoty się ustosunkowywać.  

Mogę się już tylko domyślać, że po paru kolejnych tego rodzaju wpadkach i skargach nikt już nie miał ochoty korzystać z usług tej pani, załatwiła więc sobie ciepłą posadkę i teraz kontroluje innych, czy równie „fachowo” odstręczają turystów od Krakowa. Że moje domysły nie są bezpodstawne świadczy choćby ten list opublikowany już w 2003 roku. Oczywiście anonimowo. Gdyby przed 20-30 laty wszyscy tak samo trzęśli tyłkami przed „wadzą” jak dziś ludzie z branży turystycznej, wciąż żylibyśmi na dnie komunizmu.