Sanssouci – bez troski i bez licencji!

Przenieśmy się na chwilę z polskiego, barejowskiego grajdołka za zachodnią granicę, do Niemiec, które, czy to komuś się podoba czy nie, ale mogą uchodzić – niczym wzorzec metra z Sevres – za wzór poszanowania wolności świadczenia usług w zakresie przewodnictwa turystycznego.

Jak już wiemy z wcześniejszych publikacji, choćby tej – prawo europejskie dopuszcza reglamentowanie usług przewodnickich w wyjątkowych miejscach określonych jako „muzea i pomniki historyczne”. Zapewne w oparciu o ten casus, zarząd Fundacji Pruskich Parków i Pałaców postanowił od kwietnia br. wprowadzić obowiązkowe licencje dla przewodników oprowadzających grupy na terenie popularnych parków Poczdamu (m. in. w słynnym Sanssouci) i zachodniej części Berlina.

Spotkało się to z natychmiastowym protestem organizatorów turystyki zrzeszonych w Deutscher ReiseVerband. W kuluarach odbywających się w marcu berlińskich targów turystycznych ITB przeprowadzono poważne rozmowy, w trakcie których administracja parków ustąpiła na całej linii, przyznając, że otrzymanie licencji będzie fakultatywne, i każdy jak dotąd będzie miał prawo swobodnie oprowadzać grupy po tych parkach.  

Szczegółowe sprawozdanie można przeczytać sobie tutaj. Pozwolę sobie przetłumaczyć kilka tez uzasadniających decyzję:

Ta reglamentacja, zdaniem DRV byłaby jednoznacznym pogwałceniem zasady wolności świadczenia usług. (…) DRV obawia się że wprowadziłaby na masową skalę utrudnienia  organizatorom turystyki, i podwyższyła ceny usług ich klientom. Klienci nie mieli by też możliwości dowolnego wyboru przewodnika, który by ich oprowadził.

Tak to wygląda w normalnych, dojrzałych demokracjach i zdrowych gospodarkach. A nie w Polsce, w której państwowi urzędnicy oszukują media i oficjalnie tłumaczą swoje postępowanie podobnymi praktykami w pewnym odległym, mafijnym kraju. O korupcji równie piramidalnej jak winne tarasy Fryderyka.

Będą pozwy?

Tabloidy na pierwszych stronach informują dziś entuzjastycznie o wygranym procesie jednego z użytkowników płatnego odcinka trasy A4, który nie zgodził się zapłacić za przejazd drogą nie spełniającą kryteriów autostrady. Więcej szczegółów tutaj.

Oczywiście – merytorycznie nie ma to nic wspólnego z naszą akcją. Ale dodaje sporo otuchy, bo: 

- To, że jakieś zasady są przez kogoś nagminnie łamane, prawo nadużywane czy nadinterpretowane itp. i jeśli ogół społeczeństwa – tutaj większość stojących w korkach – to akceptuje, zaciska zęby i płaci, to nie znaczy, że wszystko jest OK i „tak już zawsze musi być”

- Nawet jeden zdesperowany człowiek, swoją konsekwencją i upartą postawą może dokonać sądowego precedensu.

Urzędy marszałkowskie, parki narodowe, stowarzyszenia przewodnickie itp. łamiące swoimi praktykami konstytucyjne prawa wolności, nadużywające zapisów w prawie turystycznym do szykanowania osób i podmiotów, których to prawo nie dotyczy, popierające nieuczciwe praktyki rynkowe – o ile nie zmienią regulaminów i zasad postępowania w tym roku, mogą spodziewać się pozwów. W przypadku organów administracji państwowej – w pierwszej instancji do wojewódzkich sądów administracyjnych.     

Przypomnę też, że każdy, kto został ukarany 500-złotowym mandatem za „nielegalne oprowadzanie” ma szansę wygrać proces odwoławczy. Nie płać haraczu!

Protest przeciwko kontrolom grup turystycznych na poznańskich ulicach

W związku z opublikowaniem 12 maja br. w Głosie Wielkopolskim artykułu „Przewodnik pod lupą” oraz szczegółowych informacji udzielonych mi przez jego autorkę, Panią Elżbietę Podolską o akcjach kontroli przez służby miejskie osób oprowadzających grupy turystyczne, chciałbym wyrazić swój ostry protest i wyjaśnić bezprawność i szkodliwość tego typu działań.

Piszę jako inicjator i koordynator akcji społecznej „Wolne przewodnictwo”, organizator wycieczek z 20-letnim stażem, sprzedającego imprezy na rynkach niemieckim i brytyjskim, właściciel jednego z wielu przedsiębiorstw które mogło rozwinąć się dzięki zniesieniu dławiących rynek w wolnej Polsce totalitarnych praktyk, do których próbują powrócić zwolennicy kontroli. Jestem także członkiem stowarzyszenia touroperatorów RDA International w Kolonii, organizacji doświadczonej w zwalczaniu przypadków dyskryminacji przewodników w niektórych krajach południowej Europy.

To kontrole są bezprawne i nielegalne!

Rozpoczęta w Poznaniu procedura policyjnej kontroli grup turystycznych jest kolejnym w naszym kraju przypadkiem nieposzanowania konstytucyjnych praw obywatelskich i drastycznie narusza obowiązujący stan prawny. Ma fatalny wpływ na wizerunek miasta, jest marnowaniem społecznych pieniędzy, zwłaszcza tych przeznaczonych na promocję Poznania wśród turystów zagranicznych.

Przypominam, że zgodnie z  zapisami w rozdziale II,  Konstytucja RP zapewnia wolność poruszania się po kraju, wolność zgromadzeń, a przede wszystkim (Art. 54. pkt 1.) „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji” czyli również np. informowania grupy turystycznej o zabytkach miasta.

Zgodnie z Art. 31. pkt. 3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

W interesującym nas przypadku jakim jest ruch turystyczny, ograniczenia Ustawy o Usługach Turystycznych z 1997r. i powiązanych z nią rozporządzeń ministerialnych, na które powołują się zwolennicy kontroli, dotyczą tylko jednego, wąsko określonego przypadku – organizacji imprez komercyjnych przez podmioty, które są przedsiębiorcami w rozumieniu ustawy o działalności gospodarczej i podlegają wpisowi do ewidencji, i którzy uprzednio zawarli na terytorium RP umowę z klientem na wycieczkę do Poznania która obejmuje zwiedzanie miasta. Rzeczona ustawa reguluje tylko i wyłącznie działalność  komercyjnych biur podróży a nie ogół obywatelskiej działalności w zakresie organizowania i oprowadzania wycieczek! Jeśli wycieczkę organizuje jakiekolwiek np. stowarzyszenie, parafia, zakład pracy, klub, grupa znajomych, osoba prywatna itp. – nie ma obowiązku wykupienia usług miejscowego licencjonowanego przewodnika. Nie mają również takiego obowiązku uczestnicy wycieczki zagranicznej, którzy przez przyjazdem zawarli za granicą umowę ze swoim organizatorem w oparciu o tamtejsze prawo i zapisy polskiej ustawy ich nie dotyczą. Nie mają też takiego obowiązku uczestnicy wycieczki zorganizowanej przez polskie biuro, jeżeli wcześniej opłacony pakiet usług szczegółowego zwiedzania miasta nie obejmuje, a jej uczestnicy podejmują się tego np. w czasie wolnym na własną rękę.

Jest tak, gdyż intencją wprowadzenia ustawy była tylko i wyłącznie ochrona praw klientów biur turystycznych, którzy wcześniej zamówili i opłacili jakieś usługi, a nie ochrona interesów lokalnych przewodników, nie umiejących sobie znaleźć pracy w warunkach nowoczesnego, wolnego rynku usług. Bezczelność poznańskiego lobby przewodnickiego posunęła się tak daleko, że we wspomnianym artykule nie wspomina się ani słowem o chęci  zapewnieniu wysokiej jakości przewodnictwa, tylko o kontrolę administracyjnych uprawnień i karanie osób, które ich nie posiadają. Tymczasem de facto nie istnieje praktyczna możliwość sprawdzenia na ulicy, czy rzeczywiście grupa oprowadzana przez kogoś podlega rygorom ustawy. O tym świadczy jedynie szczegółowa dokumentacja imprezy w biurze organizatora, której uczestnicy i kadra imprezy nie muszą wszędzie nosić ze sobą. Praktycznie wyegzekwowanie tego przepisu jest możliwe tylko w przypadku ewentualnej skargi klientów na niesolidność biura i po dokładnym sprawdzeniu umów i rachunków, a nie – jak to ma ciągle miejsce -  na wniosek miejscowych sfrustrowanych przewodników, którym „wydaje się” że zwiedzająca miasto grupa osób zmuszona jest ich wynająć. Policyjne kontrole ogółu grup zwiedzających miasto, prowadzone w oparciu o takie domniemania, celem próby egzekucji jakiegoś wąskiego branżowego przepisu są rażącym nadużyciem władzy! Przypominają czasy komunistycznego reżimu, kiedy każdy ruch turystyczny, a szczególnie przyjazdowy z zagranicy, był pod ścisłą kontrolą SB. Bezczelnością jest też nagminne używanie słowa „nielegalny” wobec osób np. działaczy szacownych organizacji społecznych i religijnych, które zgodnie ze swoimi konstytucyjnymi  prawami pełnią rolę animatorów imprez i opiekunów grup.

Nie wolno nikogo zmuszać do zakupu niechcianych usług czy towarów. Ta oczywista reguła współżycia społecznego ma od niedawna swój legislacyjny wyraz w uchwalonej w 2007 r. Ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. W jej świetle bezprawne jest np. umieszczenie na stronie internetowej koła poznańskich przewodników PTTK błędnych informacji, jakoby wszystkie grupy, także te organizowane przez zakłady pracy czy parafie, miały obowiązek wynajęcia w Poznaniu przewodnika, bo inaczej zostaną ukarane 500-złotowym mandatem. Poza tym jest to po prostu żenujący sposób narzucania się ze swoimi usługami.

Komitet obrony wolnych przewodników

Ponieważ stosowane przez policję i straże miejskie praktyki przypominają szykany działaczy wolnościowych w czasach komuny, oferuję – w ramach swojej obywatelskiej, społecznej działalności – pomoc prawną pod nr. telefonu 604 446233 i adresem bird@bird.pl . Każdy  kto zostanie zaczepiony i wezwany do kontroli pod pretekstem „nielegalnego oprowadzania grup” powinien zdecydowanie zaprotestować,  powołując się na zacytowaną wyżej wykładnię prawną.  W razie dalszych szykan należy  odmówić przyjęcia mandatu i wnieść sprawę do sądu. Potrzebny jest nam precedensowy, głośny proces, z zapewnieniem rzetelnej obrony, interwencją instytucji stojących na straży praw człowieka i regulacji europejskich, oprotestowaniem przepisów w Trybunale Konstytucyjnym.  Proszę również o kontakt odważne osoby, które zostały wcześniej ukarane mandatami. Każdy taki przypadek powinien zostać zaskarżony i jest spora szansa na wygraną.  

Apel do poznańskich dziennikarzy

W artykule Głosu Wielkopolskiego zacytowano wypowiedź Justyny Ciupy „…nareszcie podjęto kontrolę tak jak to jest przyjęte na całym świecie” Wypowiedź fałszywa – równie dobrze mogła powiedzieć, że na całym świecie kobiety paradują w czadorach. Jest to niestety kolejny smutny przykład bezkrytycznego cytowania w mediach tego rodzaju bzdur.  Przypominam: w zachodnich demokracjach, we krajach na zachód od Odry o nieporównywalnie większym i dojrzalszym rynku usług turystycznych, przewodnictwo turystyczne jest zawodem całkowicie wolnym i niereglamentowanym. Bezustannie powtarzane dwa wyjątki, na których chcą się wzorować nasi „regulatorzy” – kontroli we Wiedniu i miastach Włoch nie są normą, tylko wyjątkową europejską anomalią, a wystawiane tam mandaty za każdym razem podważane przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Uważam, że dziennikarzy, których zawodu w przeciwieństwie do przewodników turystycznych nie obejmują państwowe licencje i regulacje, czeka wciąż misja zdemaskowania  szkodliwych absurdów rządzących polskim prawem turystycznym. Być może ten casus będzie okazją do jej wypełnienia. Zapraszam do zapoznania się z materiałami na tym blogu.

Uczyńcie Poznań miastem bez kontroli!

Decydenci Urzędu Marszałkowskiego nie zdają sobie sprawy jak fatalną opinię ma już Polska wśród zagranicznych organizatorów wycieczek, ze względu na swoje przedpotopowe regulacje,  próby ich policyjnego egzekwowania, narzucania towarzystwa lokalnych przewodników-figurantów, często o beznadziejnych kwalifikacjach (przykład – opublikowany na blogu wywiad z Gerdem Hesse, szefem DNV Tours). Wieści, że te drastyczne praktyki zostają zaostrzone w Poznaniu, mogą miastu miastu przynieść jedynie złą sławę. Z kolei przeciwnie – rezygnacja z kontroli i ogłoszenie swobody oprowadzania grup, byłoby doskonałą reklamą, skłoniłoby touroperatorów do zaplanowania dłuższego pobytu nad Wartą. Dodam wreszcie na koniec, że zaproponowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki nowelizacja ustawy, przewiduje znaczną liberalizacje prawa i wykreślenie z Kodeksu Wykroczeń paragrafu w oparciu o który wystawia się mandaty. Tym bardziej stawia to najnowsze turystyczne „wypadki poznańskie” w kuriozalnym świetle.

Maciej Zimowski

Cały świat wojowniczki Ciupy

Zanim zacznę interweniować w poznańskich mediach i urzędach, szybki komentarz do fragmentu wspomnianego artykułu, w którym  – jak czytamy „zawodowy przewodnik” Justyna Ciupa odzywa się tymi słowy:

(fotka stąd)

„Bardzo się cieszę, że nareszcie podjęto kontrolę, tak jak to jest przyjęte na całym świecie – mówi Justyna Ciupa.”

Na całym świecie? Czyli – jak wielokrotnie wyjaśniano na tym blogu – w kilku wybitnie totalitarnych, policyjnych bądź biurokratyczno-mafijnych krajach. Równie dobrze możnaby powiedzieć np. że „na całym świecie kobiety są poddawane obrzezaniu”.

Czy ktoś, kto opowiada publicznie tego rodzaju kłamstwa i głupoty, nie powinien być natychmiast pozbawiony licencji przewodnika? Wszakże o fachowość, nie mylenie dat i faktów, chodzi rzecznikom utrzymania regulacji.

Wzywam do wyjaśnienia tej sprawy panią Ciupę, która – jak czytamy – dwa lata temu „wymierzyła wojnę nielegalnym przewodnikom”. Skoro „wymierzanie wojny” jest jej ulubionym zajęciem, mam nadzieję że ostatecznie nie stchórzy (jak na razie nie zgodziła się wyjaśnić sprawy telefonicznie) tylko stawi się na polu bitwy.

Poznań stolicą głupoty

Nie chce mi się już prostować kolejnych farmazonów wygłaszanych przez Komendanta Straży TPN, przemożna chęć Polaków do zobaczenia Tatr (osobiście dla mnie dziwna przecież to tylko skromna wersja Alp albo Gór Skandynawskich ;) z pewnością pokona jakiekolwiek urzędowe próby dyskryminacji osób wędrujących w grupach.

Tymczasem jest okazja żeby wrócić do źródła, czyli tępienia karygodnych i nielegalnych akcji szykanowania przez władze przewodników w miastach.  Wydawałoby się że temat już nie zagości w mediach, a tu po raz kolejny popisali się głupotą w Poznaniu. Czytaj tutaj i tutaj i jeszcze w paru innych miejscach. Już wkrótce nasza zdecydowana interwencja. 

Dziś na krakowskim rynku udzielałem wywiadu dla TVP, ma się ukazać na antenie jutro bądź w sobotę.