Jak służbiści nadinterpretują prawo

Moja reakcja na prasową notatkę przyniosła skutek. Dziś cała pierwsza strona krakowskiego dodatku Wyborczej poświęcona jest awanturze o przewodnictwo w Tatrach. Artykuł w wersji sieciowej tutaj…>

I od razu moja odpowiedź, z wyjaśnieniem kilku istotnych kwestii prawnych.

Absurdalnych przepisów mamy w naszym prawie bez liku, i owszem – celem naszej akcji jest ich likwidacja. Ale często wystarczy ich błędnie nie nadużywać. A właśnie z  taką groteskową nadinterpretacją mamy do czynienia w przypadku tatrzańskiej awantury. Pana komendanta Wlazłę, i „nieugiętego policjanta” Rogozińskiego, zapowiadających, że będą, cytuję:  „restrykcyjnie egzekwować przestrzeganie tych przepisów” pytam jakich przepisów? Czego i kogo dotyczących? Czy zadali sobie w ogóle trud przeczytania stosownych aktów prawnych?

Na stronach internetowych TPN w dziale turystyka – wycieczki zorganizowane
przywołane są fragmenty Ustawy o usługach turystycznych i ministerialnego załącznika do Ustawy o kulturze fizycznej. Na ich podstawie wysnuwa się wniosek, że „W odniesieniu do Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązek zapewnienia opieki przewodnika turystycznego dotyczy wszystkich zorganizowanych grup wycieczkowych, niezależnie od liczby osób”.

Tylko że wspomniane akty prawne dotyczą wyłącznie działalności podmiotów gospodarczych świadczących usługi, a nie ogółu zjawiska społecznego jakim jest turystyka, którego w wolnym kraju regulować się nie da! Ustawę turystyczną uchwalono w imię ochrony praw klientów biur, którzy z góry płacą za zamówione usługi i w razie ich niewyświadczenia mogą się odwołać do organów administracji. Nie zaś po to by, zmuszać ich do wykupywania usług, których sobie nie życzą. Tego zabraniają zarówno dobre obyczaje jak i prawo konsumenckie (np. zakaz sprzedaży wiązanej) . 

Regulacje prawne o obowiązku najęcia przewodnika mają moc jedynie wtedy, jeśli przed imprezą dany podmiot zawiera z jej uczestnikami konkretną umowę na wędrówkę po Tatrach. Ich egzekucję można by przeprowadzić jedynie po drobiazgowej analizie dokumentacji  w biurze organizatora, a nie na górskim szlaku. I uczynić – takie są intencje ustawodawcy – na wniosek ewentualnych poszkodowanych klientów a nie osoby postronnej, np. urzędnika parku, który nie wie i nie musi wiedzieć, jakie ustalenia zawarli członkowie grupy wchodzącej na jego teren. To że spacerują razem, a nie mają przewodnika to stanowczo za mało, aby domniemać, że powinni go mieć.  

Autor w/w strony TPN wnioskuje, że organizator wycieczki w Tatry nie może uchylić się od obowiązku zapewnienia przewodnika. Ale zapomina, że organizując wycieczkę np. do Zakopanego nie jest też zmuszony do ujmowania w programie imprezy zwiedzania TPN. Natomiast jej uczestnicy mogą np. w wolnym czasie wybrać się tam na spacer i całą grupą – obojętnie czy jest ich dziesięciu czy stu, czy są to emeryci czy młodzież, – zakupiwszy bilety wejść na ogólnodostępny szlak i nie ma tu żadnego naruszenia prawa! Będący na służbie strażnik, dbający o ich bezpieczeństwo może uprzejmie zasugerować wynajęcie przewodnika, ale nie wolno mu tego narzucać. Jakiekolwiek szykany finansowe (mandaty) czy też fizyczne (siłowe zawracanie ze szlaku) są bezprawnym nadużyciem kompetencji. W przypadku próby ich zastosowania nie trzeba się dzielić na żadne 9-osobowe grupki tylko zwyczajnie oświadczyć: „jesteśmy grupą niezorganizowaną, nie zawieraliśmy z żadnym organizatorem umowy na wędrówkę po parku, przepisy o przymusowym najmie przewodnika nas nie dotyczą”. Jeśli to nie pomoże, a służby swoim zachowaniem naruszą nietykalność osobistą i popsują urlop – otwarta droga do procesu o odszkodowanie w sądzie.

I jeszcze o bezpieczeństwie. Nie tak dawno w „Dużym Formacie” był spory artykuł o tzw. moral panic, panice moralnej. Tu mamy jej wyjątkowo skrajny przykład. Po raz kolejny szafuje się tragedią licealistów, którzy zginęli – przypomnijmy- pod lawiną, wchodząc na Rysy w skrajnie trudnych zimowych warunkach, jako argumentem na rzecz ochrony interesów  przewodnickiego światka. Ludzi,  którzy chcąc sprzedać swoje usługi nie potrafią dostosować się do dzisiejszych realiów. I zamiast wzorem swoich alpejskich kolegów zdobywać uznanie  uprzejmością i fachowością, chwytają się prymitywnych, administracyjnych kruczków. Tylko współczuć.