Bajka o Soniku co chciał Niemców autostrady budować uczyć

Czytając kolejne porcje dokumentacji czasem aż nie chce mi się wierzyć, jakimi frajerami potrafią być Polacy. Myślę sobie, jutro ktoś pojedzie do Szkocji, zobaczy jakiegoś MacLachlana w Kilcie i po powrocie obwieści że „w Unii Europejskiej wszyscy mężczyźni chodzą w spódnicach, więc my też tak musimy”. A motłoch mu uwierzy, na takiej samej zasadzie jak w to, że wszędzie w Unii są „licencje, kontrole i mandaty”. Gorzej, że niektórzy usiłują to swoje frajerstwo eksportować.

Taki na przykład krakowski Europoseł Sonik. Żeby jeszcze jakiś oszołom, populista czy któryś z Giertychów, ale nie – z oficjalnie liberalnej PO. W przeszłości podobno jakiś opozycjonista. Ale to musiało być naprawdę bardzo dawno, bo dziś entuzjasta opresywnych biurokratycznych barier wymyślonych w głębokiej komunie. Na swojej stronie chwali się takim kwiatkiem.

Trochę to pogmatwane, więc wyjaśnię po chłopsku o co chodzi. Dokładnie o problem, o którym wspomniałem rok temu pod koniec pierwszej notki na tym blogu. Że wprowadzenie w życie Dyrektywy 2005/36/WE tworzy kuriozalną sytuację – byle Niemiec bez żadnych państwowych kursów czy egzaminów będzie mógł sobie wszędzie po Polsce legalnie oprowadzać turystów, a Polak – nie. Więc Pan Sonik zamiast np. poprzez swoją – rządzącą obecnie – partię, zasugerować zmiany w polskim prawie aby Polak też mógł, -  zamarzył sobie żeby „nauczyć całą Europę porządku” i narzucić im coś w rodzaju naszych regulacji, z cyrkiem rozdzielania funkcji przewodnika od pilota itp.

Przeczytawszy to prawie spadłem z krzesła ze śmiechu. Ignorant i naiwniak nie zdaje sobie sprawy, że najpotężniejsze Europejskie rynki turystyczne – Niemiec, Wlk Brytanii, Beneluksu, Skandynawii, przy którym nasz grajdołek  z cyt, „wysokim poziomem kursów i egzaminów” jest ledwie wypierdkiem  – funkcjonuje bez jakichkolwiek państwowych regulacji przewodnictwa, i w życiu nikt się tam na coś podobnego nie zgodzi.

Proponuję tematy kolejnych interpelacji posła Sonika. Aby nie obniżać jakości usług i produktów – z polskich wzorców powinni skorzystać niemieccy budowniczowie autostrad, francuscy winiarze i holenderscy hodowcy tulipanów.  A serio – wąsaty marszałek kazał nielubianym posłom „kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Moja wersja na dziś – psie kupy na Plantach sprzątać. Pod krakowską siedzibą PO sporo ich leży.  

2 Komentarze

  1. Jestem za wolnym przewodnictwem! Nie może być tak, aby wycieczki były zmuszane do chodzenia w eskorcie figuranta, który ma państwowe pozwolenie od cenzora na przekazywanie informacji krajoznawczych. Jeśli grupa ma taką ochotę sama zadecyduje kto im pokaże miasto i zabytki. Jak wynajmą sobie dajmy na to historyka sztuki, który ma wiedzę a niekoniecznie państwowe pozwolenie od marszałka województwa, to żadne straże miejskie czy policjanci nie powinni tego zabraniać i karać takich ludzi mandatami. A jeśli wystarczy im tylko odczytanie na głos stosownych opisów z ilustrowanego przewodnika – nikomu nic do tego.

  2. No na reszcie jakiś sensowny tekst.
    Niech będzie „Wolne przewodnictwo” jestem za! Nie będę się musiał uczyć bo i po co! Coś tam powiem coś niecoś skąłmię albo zmyślę i kto mi co zrobi? Jeszcze raz jestem za !!! A przewodnicy niech idą do lamusa! Guzik mnie obchodzi kiedy i co się działo. Mam w nosie co oni wiedzą i co mają do powiedzenia.