Komitet Obrony Wolnych Przewodników

Mija właśnie rok od zainicjowania naszej akcji, która wkrótce nabierze tempa – pojawią się nowe dokumenty, działania, artykuły. Stay tuned! – jak mawia pokolenie 89. To nie tylko żartobliwa dygresja. Tak, proszę Państwa, to było w 1989 roku, obchodzimy właśnie dwudziestą rocznicę uchwalenia słynnego Lex Wilczek, czyli pakietu ustaw liberalizujących prawo gospodarcze, w tym także – wyjmujących spod łap komunistycznych czynowników nadzór i kontrolę nad przewodnictwem turystycznym. Dzięki temu kilka milionów Polaków, w tym również i ja – mogliśmy się zrealizować bez konieczności dramatycznej emigracji, rozpocząć nowe życie w tym kraju i postawić jego gospodarkę z głowy na nogi. Tych, którzy nie pamiętają o co biega odsyłam do okolicznościowego cyklu artykułów. Polecam zwłaszcza  wywiad z autorem tych zmian. Szczególnie taki fragment:

- (…) Od tej pana ustawy chyba się trochę cofnęliśmy.

- Trochę? Bardzo! Znowu chce się wszystko regulować urzędowo. A ponieważ co drugi urzędnik jest drań, a co trzeci jest głupi, to jest coraz gorzej. Państwo powinno tylko pilnować, żeby była konkurencja, żeby nie było monopoli, żeby prawo było przestrzegane. A tymczasem państwo zawłaszcza gospodarkę. Mamy coraz więcej urzędników, którzy mają coraz większe prawa i którzy walczą z wolnymi przedsiębiorcami.

Na szczęście w kwestii przewodnictwa, jako kraj unijny mamy w odwodzie instytucje ponadnarodowe, stojące na straży wolności, zakazu cenzury i dyskryminacji. W netowych dyskusjach wspomina się nieraz o jakimś procesie przegranym przez Republikę Włoską czy Francuską,  z tym czy innym skromnym przewodnikiem, któremu wlepiono mandat. Francuzi już w 1991r. wyciągnęli z tego wnioski i zaprzestali policyjnych kontroli grup turystycznych. Włosi wciąż mają swoje mafie, camorry, ‚ndranghety i biurokratyczne monstra, a za to nasi urzędnicy kochają Włochów.

Tyle że do tej pory o wzmianki tych prawnych casusach traktowało się jak bajkę o żelaznym wilku. Dlaczego? Kilka dni temu uciąłem pogawędkę z Dr. Piotrem Cybulą, adiunktem na krakowskiej AWF, autorem bloga prawoturystyczne.wordpress.com, który rzeczoną problematykę omówił np. tutaj i tutaj. No i niestety, rzecz w tym, że jak do tej pory w Polsce przyłapywani na tzw. „nielegalnym przewodnictwie” – przepraszam, ale muszę użyć niekolokwialnego wyrażenia – ze strachu srali pod siebie i grzecznie płacili mandaty. Gdyby zamiast tego nie zgodzić się na mandat, wnieść sprawę do sądu i w trakcie procesu poprosić o konfrontację z orzecznictwem europejskim, względnie w przypadku przegranej – odwołać się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości – państwo polskie przegrałoby z kretesem. Nie pierwszy zreszą raz. Ale bardzo boleśnie. W przypadku wrażliwego rynku turystyki przyjazdowej byłaby to fatalna antyreklama i czarny piar, wybijający z głowy lokalnym kacykom ganianie ze strażą miejską czy policją za grupami turystycznymi.

 Jeżeli politycy i przedstawiciele lokalnej administracji wcześniej nie otrzeźwieją – trzeba będzie do takiego casusu doprowadzić. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł. W latach walki z komuną, po tzw. wypadkach radomskich powstał nielegalny i szykanowany przez reżim Komitet Obrony Robotników. Pewien zaangażowany opozycjonista Jacek Kuroń udostępnił swój warszawski telefon 39 39 64 jako skrzynkę kontaktową, poprzez którą m.in. przekazywano materiały do rozgłośni radia Wolna Europa. 

Takoż i ja proszę Państwa ogłaszam, że dziś ukonstytuował się jak najbardziej „nielegalny” Komitet Obrony Wolnych Przewodników. Jeżeli ktokolwiek, podczas oprowadzania turystów w miejscu publicznym zostanie zatrzymany proszę dzwonić na mój numer  604 446233. W żadnym wypadku nie godzić się na zapłacenie mandatu! Postaramy się zapewnić opiekę i pomoc prawną. Aby dotrzeć z tym przesłaniem do zagranicznych touroperatorów, lada dzień zostanie dopracowana angielska i niemiecka informacja o akcji a stosowne materiały zostaną przekazane prasie branżowej i organizacjom turystycznym na Zachodzie.  

Możliwość komentowania jest wyłączona.