Ucieczka do edenu odc. 3: Polska jak Tybet

Wspomniany (notka niżej) międzynarodowy portal tourguide’ów ourexplorer.com to bardzo pouczające źródło informacji o tym gdzie na świecie reglamentuje się zawód przewodnika. Wystarczy poklikać na – rzadko co prawda umieszczane – skany różnych dokumentów zawodowych. Potwierdza się to, o czym pisałem wcześniej: licencjonowanie usług przewodnickich przez państwo, to przede wszystkim domena trzeciego świata – krajów patriarchalnych, policyjnych, będących z demokracją i przestrzeganiem praw człowieka mocno na bakier. Przewodnicy z krajów zachodnich jeśli coś pokazują to certyfikat wystawiony przez pozarządowe i nieprzymusowe stowarzyszenie pilotów, albo np. dowód ukończenia kursu w jakiejś firmie turystycznej. Ci z krajów arabskich, azjatyckich, jak np Kambodża, Chiny, czy rządzona przez wojskową juntę Birma – mają sformalizowany, urzędowy identyfikator z jakiegoś ministerstwa. W takim niechlubnym towarzystwie niestety jest Polska.

W styczniu br. (patrz archiwum bloga) napisałem o dwóch państwach, gdzie zawód przewodnika nie jest wolny – Maroku i Białorusi. W tym drugim przypadku przepisy o zakazie oprowadzania po mieście grup wykorzystuje się do szykanowania opozycji. A teraz okazuje się, że jest kraj, gdzie istnieją – bardzo podobne jak w Małopolsce – wytyczne co do „prawdomówności” lokalnych przewodników. Kraj ten to… Tybet! Na stronie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka czytam m.in. jak chiński okupant dba o „Ordnung” w podbitej prowincji:

  Przewodnicy w Tybecie muszą też zdać egzamin polityczny. TIN zdobył kopię dokumentu egzaminacyjnego, z którego wynika, iż przewodnicy mają podzielać chińskie stanowisko w sprawie Tajwanu, uznać, iż wszystkie bogactwa Tybetu należą do chińskiego państwa, i stosować do „dobrowolnego kodeksu postępowania”, który wymaga „bronienia interesów państwa i honoru narodu”. (…) Pytania z formularza egzaminacyjnego dotyczą przepisów, stosujących się do turystów, oraz polityki. „Kapitalizm i socjalizm zostaną tu na zawsze tak, nie; zaznacz poprawną odpowiedź” (…) W 1997 roku (sic!) władze nie przedłużyły pozwoleń ponad sześćdziesięciu tybetańskim przewodnikom, ponieważ byli oni w Indiach bez stosownych zezwoleń. Całość tekstu tutaj.

Podobnie nasz Urząd Marszałkowski – przypomnę było o tym w tej notce – nie zezwoli na oprowadzanie byle po mieście byle komu, by nie dochodziło do rozpowszechniania niesprawiedliwych bądź kłamliwych treści. Ciekawe, kto się od kogo uczył.

Możliwość komentowania jest wyłączona.