Poczta redakcyjna

Odpisuję bo obiecałem – Pani Ewie Bratosiewicz na list jaki zamieściła w komentarzach pod notatką z 30.11. Ociągałem się z tym odpisywaniem, bo szczerze mówiąc sytuacja jest kuriozalna – na jednozdaniową notatkę o stronie internetowej odpowiadać takim elaboratem.

Cytuję: Z moich przemyśleń wynika, że możliwe są 2 wersje „jedynie słusznych” zmian na mojej stronie internetowej. Albo nie powinnam wspominać o tym, że mam licencję państwową (chociaż mam), albo powinnam się jej pozbyć.

A tak trudno wymyślić, że można o tym owszem wspomnieć, ale nie na pierwszym miejscu, i to zarówno w treści oferty jak i na reklamowym bannerze? Czyli podobnie jak reklamujący się na portalu ourexplorer.com przewodnicy – mały link z boku strony. Ofertę rozpoczynają od opisu swoich umiejętności, zalet, doświadczenia, zamiłowania do pracy itp. a nie posiadaniem tych czy innych licencji i glejtów z pieczątkami. Nota bene przejrzałem bardzo dokładnie ten portal, i zaledwie znikoma część osób zamieszcza tam skany swoich papierów. Nie to jest dla turystów najważniejsze. Ba, niektóre książkowe przewodniki wręcz zalecają np. w krajach arabskich z usług korzystania z „nielegalnych” oprowadzaczy, jako gwarantujących lepszą, autentyczniejszą  przygodę za niższą cenę.

To jest oczywiście pani prywatna strona i może Pani na niej umieścić cokolwiek, np. zęby wampira. A ja mam ją prawo skomentować. W mojej notce nie „atakuję” Pani, ani innych przewodników, co najwyżej wyrażam się z ironią o stosowanej skali wartości. I po raz kolejny będę ironiczny – w przerwie między szkoleniem warszawskich przewodników doszkolić się samemu i sprawdzić definicję słowa agresja.

To jest zresztą ciekawe, mój blog istnieje prawie od roku, miał już kilka tysięcy odwiedzin (w tym dużo z adresów – domen rządowych, administracji państwowej itp. ale nikt jakoś nie pokwapił się rzeczowej krytyki, tylko pojwiają się jakieś (również w prywatnej korespondencji) wyimaginowane zarzuty w histerycznym tonie. Proszę przejrzeć archiwum bloga, w żadnym miejscu nie sprzeciwiam się prowadzeniu szkoleń czy nadawania sobie certyfikatów. Protestuję jedynie przeciwko policyjnemu karaniu i prześladowaniu osób, którzy mają talent i odnoszą sukcesy zawodowe bez tych formalności.

Poza tym – tak, to prawda, atakować trzeba ustawodawców. Nadarza się zresztą ku temu okazja, bo jak donosi dzisiaj Polska the Times, Ministerstwo Sprawiedliwości  przygotowuje projekt nowelizacji Kodeksu Wykroczeń. Ach, jak teraz będzie u nas „zachodnio”, będzie można rozłożyć kocyk na parkowym trawniku, podobnie jak w londyńskim Hyde Parku. Niech więc przy tej okazji zniknie żenujący fragment Art. 60 kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek, podlega karze ograniczenia wolności lub grzywny. Po ostatniej dyskusji wokół „aktorskiego” wygłupu PSL-u klimat społeczny do tego jest sprzyjający.  

Możliwość komentowania jest wyłączona.