Mroczek i Cichopek bez uprawnień.

Jak wiadomo, przewodnictwo turystyczne jest tym z zajęć, które w 1997r. miało nieszczęście powrócić do komunistycznych regulacji, podczas gdy inne – reglamentowane i kontrolowane niegdyś zawody, cieszą się wolnością.

Sztandarowym przykładem, oprócz wymienianego wielokrotnie dziennikarstwa, są wszelkie zawody artystyczne. Jest taka scena w filmie „Człowiek z Żelaza” Wajdy, kiedy SB wpada do mieszkania Maćka i Agnieszki, konfiskując i niszcząc prywatną wystawę fotograficzną. Padają wtedy słowa: „bo nie ma pani uprawnień!”.   

Udręką i zmorą artystów scenicznych za komuny były tzw. weryfikacje, bez których grajek czy szansonista nie mógł oficjalnie występować i zarabiać. Temat ów niemal zawsze pojawia się we wspomnieniach estradowców – weteranów z tamtych lat. Bynajmniej nie zawsze w formie anegdotycznej. Urszula Sipińska w swojej pamiętnikarskiej książce „Fabryka Lalek” wspomina, że ze strony oceniających urzędników często padały niedwuznaczne propozycje wiadomej natury. O robionych przy tej okazji świństwach i idiotyzmach opowiada też Wojciech Waglewski w ostatnim wywiadzie na łamach „Dziennika.”

Weryfikacja nie zawsze była tak łagodna.
Bo był drugi etap – dla zawodowców. Tam siedziała komisja i przedstawiciel odpowiedniego czynnika. Zazwyczaj decydowali jazzmani, którzy nie lubili bigbitowców. Mnie egzaminował Zbyszek Namysłowski i było miło – zagrałem sambę, powiedział: „Zdał pan, do widzenia”. Ale Mateusza Pospieszalskiego trzykrotnie uwalał Tomek Szukalski. On już wtedy nie grał żadnych koncertów, tylko jeździł po kraju i pokazywał, czym się różni jeden saksofon od drugiego, a Mateo grał z nami dla 15 tysięcy ludzi. To już nie był absurd, to była granda!

Cały komunizm.
Był taki słynny redaktor Popiołek, który na konferencji prasowej Abby, która przyjechała do Polski, spytał, czy oni mają weryfikację.

Niestety, jak widać w dziedzinie przewodnictwa nic się pod tym względem nie zmieniło, skoro popularnego i znakomicie ocenianego przez turystów amerykańskiego przewodnika wycieczek rowerowych po Krakowie „uwala” z pomocą policji korpulentna pani, a urzędnicy w odpowiedzi na protest piszą bzdury.

Partia PSL była jak pamiętamy, jednym z koalicjantów, który przyklepał owe prawo. Dziś gruchnęła wiadomość, że ludowcy dali kolejny popis radosnej twórczości legislacyjnej, redagując projekt ustawy o szczegółowej regulacji… zawodu aktora. Można o tym przeczytać np. tu..> tu..> tu..>  i… nie chce mi się szukać, chyba temat z racji swej rozrywkowości jest już na wszystkich możliwych portalach, z pudelkiem włącznie.

Powiem tak: PSL nie mógł nam po prostu lepiej zrobić. Dobrze wiadomo jaki będzie los tej ustawy – totalne wyśmianie. Jeden ze znanych polityków PO skwitował to już w wywiadzie dla Moniki Olejnik: Skandaliczny, skandaliczny projekt,
nie do przyjęcia, w życiu nie będę głosował za czymś tak absurdalnym,
jak koncesjonowanie zawodu aktora (…)
No  to są peerelowskie bzdury, po
prostu wstyd mi za kolegów z PSL, nie spodziewałem się, że ktoś z
naszych koalicjantów może tak idiotyczną propozycję przedstawić
publicznie, naprawdę mam nadzieję, że mamy na tyle rozsądku w Polsce,
że taka ustawa nie wejdzie w życie.
A chodzi raptem o prawo do nazywania się aktorem i etatu w teatrze. Tymczasem przewodnikowi uprawiającego zawód bez papierów grożą jak wiadomo wysokie kary.

W całej sprawie cieszy fakt, że wolne media – nieporównanie liczniejsze i sprawniejsze niż przed 11 laty (kiedy internet dopiero raczkował) – natychmiast docierają do takich projektów jeszcze w ich inicjalnej fazie i błyskawicznie poddają społecznej debacie na wszystkich forach.

Kiedy już dojdzie do oczekiwanej nowelizacji ustawy turystycznej, nie obejdzie się tym razem bez ogólnonarodowej dyskusji. Niech zwolennicy starego porządku nie wyobrażają sobie, że powtarzanie w kółko argumentu „a bo we Włoszech też dają mandaty” przyniesie cokolwiek, poza stuknięciem w główkę.

Trzymam kciuki za to aby temat licencjonowania serialowych gwiazd przez PSL-owców nie zgasł jak iskierka tylko pożył jeszcze trochę, a może i napędził co niektórym stracha.  W swoim czasie będziemy mogli liczyć na publiczne poparcie naszej akcji przez popularnych aktorów bez „weryfikacji”.

Aktualizacja 14.12. Aktorstwo to wolny zawód, a ten projekt wolność tę ogranicza mówi Min Zdrojewski. Zgodnie z przewidywaniami PSL przygniecione lawiną protestów wycofuje się z idiotycznego projektu. Szczegóły np. tutaj…>. Ciekawe ilu posłów, ministrów itp. zdaje sobie sprawę z podobnych idiotyzmów i praktykowanych w turystyce.

1 Komentarz

  1. Szkoda, że zabrakło takich działań ze strony dziennikarzy w czasach, kiedy przygotowywano Ustawę o usługach turystycznych i kiedy wąska grupa lobbystów w sposób skryty przemyciła tam zapisy pozwalające na łamanie konstytucyjnego zakazu cenzury i praw do wolności wyrażania poglądów i rozpowszechniania informacji. Tak samo jak nie powinno być koncesji na bycie aktorem, tak samo nie może być koncesji na wykonywanie zadań przewodnika.