Nic nowego

Spotkałem się z zarzutem, że moja „retoryka na postkomunę”, jak w notce poniżej może ujmować powagi akcji. Jest to tylko – jak wspomniałem jedynie mój szybki, prywatny komentarz, w którym – jako osoba dobrze pamiętająca absurdy minionego systemu, pozwoliłem sobie na żartobliwą dygresję. Nikt zresztą nie może zaprzeczyć, że źródłem obecnych zapisów w ustawie o usługach turystycznych dotyczących przewodnictwa są regulacje sprzed 1989 r.

Ale pismo z Urzędu Marszałkowskiego doczekało się rzeczowego komentarza na blogu prawoturystyczne.wordpress.com do którego lektury zapraszam. Jego autorem jest dr Piotr Cybula, prawnik specjalizujący się w interesującej nas branży.

No cóż – nie ma tam właściwie nic nowego – rzeczone stanowisko Komisji Europejskiej przypominane jest w różnych dyskusjach w kółko macieju od lat. Sam pisałem o tym obszernie w jednej z pierwszych notek w styczniu br. Pora aby ktoś z decydentów wreszcie został wywołany do tablicy i jasno odpowiedział, kiedy Polska dostosuje się do tych regulacji – zarówno w wkestii uznawania kwalifikacji, jak też opublikowania wąskiej listy obiektów, gdzie można żądać usług miejscowego przewodnika. 

Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć, że zawód pilota przewodnika nie podlega regulacji w większości państw tzw. starej Unii. W efekcie możemy doczekać się takiej sytuacji, że Niemiec czy Anglik – bez żadnych formalnych kursów czy uprawnień będzie mógł oprowadzać turystów po Krakowie, a Polak – nie. Jedynym wyjściem z tego absurdu jest zaprzestanie jakichkolwiek policyjnych kontroli turystów w miejscach publicznych, jak np. uczyniła Francja, formalnie utrzymując pewne regulacje zawodu. 

1 Komentarz