Historii Johna A. część pierwsza.

Kiedy w styczniu br. wystartowałem z tą akcją – początkowo jednoosobowo – na różnych forach, np. pl.rec.gory nie zabrakło kąśliwych, uwag, że jest to przykrywka do załatwienia jakichś moich prywatnych interesów. Dla wielu Polaków  wciąż niepojętym jest, że ktoś w tym kraju oprócz oprócz kręcenia swojego drobnego biznesiku może zwyczajnie czuć się obywatelem i ma potrzebę publicznego sprzeciwienia się łamaniu konstytucyjnych norm i szkodliwemu nadużywaniu prawa.

Tym chętniej podjąłem się obrony i nagłośnienia w mediach sprawy założyciela Krakow Bike Tours Johna A. (nazwisko do naszej wiadomości). Jest to – jakby nie patrzeć, moja konkurencja! Sam organizuję wycieczki rowerowe dla obcokrajowców (www.cycling.pl) i  teoretycznie powinienem być zadowolony, że nadgorliwi urzędnicy sprzątają mi rywala sprzed nosa. Ale nie jestem. Z wielu oczywistych powodów. Choćby z takiego, że – jak śpiewa punkowiec Włochaty: Więc nie możemy się teraz odwrócić / I powiedzieć „g… mnie to obchodzi!” / To nie bunt, to tchórzostwo / I nie mam tu na myśli strachu / Jeżeli my ich nie powstrzymamy / Oni dobiorą nam się wszystkim do tyłków.   

Krakow Bike Tours to prosta oferta kilkugodzinnego zwiedzania Krakowa na rowerach. Pierwsza tego typu w inicjatywa mieście. Przez wiele długich lat nikt z licznych „fachowych”, legalnych, licencjonowanych, zrzeszonych, odznaczonych etc. etc., przewodników miejskich nie wpadł na podobny pomysł. Domyślam się dlaczego. Jak usłyszałem, osoba upoważniona przez Marszałka Województwa do kontroli uprawnień przewodnickich to kobieta o wyjątkowo pokaźnej tuszy. Zapewne obcy jest jej aktywny tryb życia, nie lubi jeździć na rowerze i nikt z podlegających jej wszechwładzy przewodników nie chciał się narazić. Na kuriozalność i szkodliwość  tych kontroli, nawet ci licencjonowani skarżyli się już w 2003r.   

Codziennym miejscem „urzędowania” tej pani są schodki prowadzące na Wawel. Odstawia tam cyrki, wyłapując – niczym jakiś Grizzli łososie w potoku – nauczycieli prowadzących grupy szkolne. Zakazuje im opowiadania  dzieciom czegokolwiek o zamku i zmusza do opłacenia przewodnika. Widać stamtąd placyk u wylotu ul. Kanoniczej, gdzie codziennie w południe zbierały się grupki rowerzystów organizowane przez Johna. Jakaż to musiała być sól w oku, że na skutek donosów Urząd Marszałkowski wysłał do niego oficjalne pismo, którego początek przytoczę:

Trzeba mieć zaiste kreatywną wyobraźnię, aby w fakcie, że wycieczkowicze zamiast chodzić pieszo jeżdżą na rowerach dopatrzyć się „usługi transportowej”. Ale odstawiam na razie szczegóły, bo co innego w takich przypadkach przeraża.

Intencją ustawodawców w 1997 była rzekomo „ochrona interesów klienta”. Na to non stop powołują się rzecznicy reglamentacji. Tymczasem spójrzmy: John przez siedem lat z powodzeniem organizuje rowerowe tury. Ma klientów, którzy dzięki niemu przyjeżdżają do Krakowa. Interwencja Urzędu mogłaby być zrozumiała, gdyby np. na jego usługi wpływały skargi niezadowolonych klientów. Ale nic takiego się nie dzieje. Turyści są ukontentowani bo John robi swoje dobrze, i poleca go np. przewodnik Lonely Planet. Inny dowód – opinie turystów w internecie np. tutaj, w prortalu tripadvisor z datą 23. sierpnia br:

…John był znakomity, umiał utrzymać porządek i bezpieczeństwo w grupie. Jest świetnym przewodnikiem, z zaangażowaniem opowiadającym o historii i wydarzeniach. (…) rowery były dobrze utrzymane, zrobiono wiele, aby każdy z uczestników jeździł komfortowo.

Za to jest gnębiony i karany na skutek działań zazdrosnych – nawet nie konkurentów, tylko jakichś ograniczonych frustratów, którym jego praca nie pasuje do „jedynej, słusznej i socjalistycznej” wizji oprowadzania po Krakowie. Bareja żyje? Na ponury żart zakrawa, że również autorzy najbardziej nagłośnionego ostatnio w zagranicznych mediach krakowskiego produkt turystycznego, czyli wycieczek „śladami komunizmu” prześladowani są przez urzędników, których rzekomym zadaniem jest promocja miasta. Podczas zorganizowanej przez jedną z gazet dyskusji o tam jak zahamować spadek liczby turystów w Krakowie, Grażyna Leja stwierdziła: „Crazyguides? ale oni nie mają licencji”.

Chyba trzeba będzie powołać komitet na wzór niegdysiejszego KSS KOR. Osoby które w zeszłych latach zostały ukarane mandatami za tzw. „nielegalne przewodnictwo” proszę o nie kitranie ze strachu tylko kontakt i przysłanie nam dokumentacji swoich spraw. Wspólnie ze stowarzyszeniem Fairplay zastanowimy się, jak pomóc i nie dopuścić do powtarzania się takich nadużyć w przyszłości.

Wkrótce dalsza część historii Johna A. Choć może jednak zamiast mnie opisałby ją jakiś „licencjonowany” dziennikarz? Telefon do Johna to 663 731 515

______________
Jeszcze zaległy przegląd prasy z końca sierpnia, kiedy o reglamentacji zawodów zrobiło się głośno, a ja akurat podróżowałem. Przeczytajcie koniecznie artykuł konstytucjonisty, prof. Piotra Winczorka. A także sympatyczny wpis i dyskusję na blogu słowianki.

6 Komentarze

  1. ja podałem jako przykład co to ma z znaczenie jaki zawód się wymieni, a dziennikarze mają też mieć licencję

    licencja ogranicza elestyczność ludzi na rynku pracy i zabija przedsiębiorczośc to zaraza socjalizmu i Unii Europejskiej

  2. poza tym nie muszę czytac jak to wygląda w krakowie zagladając na ten SB-cki portal gazety który mi wskazałeś bo prawie codziennie prowadze grupę po Krakowie i nie raz mnie kontrolowano.

  3. - 90% cytowanych przez ciebie artykułów to gazeta wyborcza, tego nie należy cytowac ani tam zaglądać to po prostu trzeba ignorować. Ale twoje sprawa. Mimo że popieram twoją akcję i genralnie to co piszesz odwoływanie się do tego tłamsiciela wolności od razu zniechęca

    - ja mam wszystkie uprawnienia których potrzebuję, bo nie mam zamiaru mieć ich więcej, mam przewodnika po Warszawie, Krakowie i pilota i o tym pisałem na inne miasta biura zatrudniają przewodnika, zresztą uważam za bezsensowne oprowadzanie przez jednego pilota po wszystkich miejscach bo nie jest on w stanie znać tego jak przewodnik na miejsciu ( no chyba że są wyjątki) TO nie znaczy że o tym ma decydować urzędas, tylko niech decyduje klient

    - to nie jest tak że można walczyć tylko o to jedno, bo co to za równość jeżeli ktoś pracując jako dziennikarz będzie musiał mieć licencję a jako przewodnik nie. Dziennikarz który straci prace zostanie przewodnikiem, a ja tracąc pracę przewodnika nie zostanę dziennikarzem. Dziennikarz będzie wtedy np w uprzywilejowanej przez prawo sytuacji.

    - poza tym zgadzam się ze wszystkim z tobą, i popieram akcję mimo że możesz odnieść wrażenie że cię atakuję:) Wiem że istnieją inne organizację fair play, czy inne i bardzo dobrze, każda inicjatywa jest dobra która nas zbliżą do wolności, ale WOLNOŚĆ musi być dla wszystkich taka sama !!!

  4. Dość zamaszyście wymachujesz szabelką Mały Rycerzu, ale po kolei:

    1. „Wszystkich” licencji, czyli na wszelkie miasta i regiony w Polsce na pewno nie masz bo to jest fizycznie niemożliwe. Prawie niemożliwe jest w ogóle zrobienie uprawnień na jakiś zamiejscowy region, bo ilość szkoleń, praktyk, egzaminów itp. jest tak dobierana, żeby skutecznie wyeliminować osoby spoza miejscowego środowiska. A nawet jeśli się je raz zdobędzie, można łatwo stracić nie przychodząc na jakieś comiesięczne nasiadówki. Dobrze wiem, bo sam byłem dawno temu przewodnikiem białowieskim.

    Ale oczywiście każdy licencjonowany przewodnik, który jest pewien swojej fachowości nie powinien mieć obaw z poparciem naszej akcji bo przyniesie mu to same plusy – koniec biurokratyzacji, zbierania tych wszystkich pieczątek i narażenia na kontrole które same w sobie są uwłaczające i nieprzyjemne. Proszę przeczytać jak to wygląda w Krakowie:

    http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35797,1617307.html

    2. Z pewnością są inne zawody, które powinny być uwolnione ale to już nie moja działka – ja się zajmuję przewodnictwem. Odsyłam do akcji pokolenie89.pl i ich pakietu antykorporacyjnego.

    3. Na tym blogu cytuję wszelkie gazety, blogi, fora etc. piszące na interesujący nasz temat niezależnie od opcji politycznej bądź prywatnych sympatii. Nawet jak Gazeta Polska i Nasz Dziennik napiszą, to podlinkuję. Na naszym środowym spotkaniu był np. reporter dość prawicowego Dziennika Polskiego, tekst być może ukaże się w przyszłym tygodniu

    4. Reszta pretensji – to już nie do mnie i nie w tym miejscu. Choć radziłbym ostrożność, bo Agora lubi się procesować z tymi co oskarżają ich o kłamstwo i tłumienie wolności.

  5. Jestem przewodnikiem i pilotem, mam wszystkie licencje ale też jestem za wolnością tego zawodu jak i każdego innego. Nie może jednak być tak że uwolnimy ten zawód a jednocześnie zamknięte licencjami będą 144 inne zawody. Albo wszystkie na raz albo żaden.

    Bo jeśli wolność to dla wszystkich i po równo. Ja nie potrzebuję ochrony żadną licencją bo wykonują moją pracę dobrze i mam sama dobre wyniki. Jeśli jednak stracę moją pracę w turystyce dlaczego mam mieć ograniczony dostęp do innych zawodów?

    Jeszcze jedno ciekawe że piszesz o wolności i SB układach a cytujesz co chwila najgorszy szmatławiec na rynku który karmi się kłamstwem, wolność zwalcza od lat i bardzo popiera dawnych towarzyszy i ich SB agentów czyli Gazetę Wyborczą. Przecież tego uczciwy człowiek do ręki nie bierze.

    gdzie tu logika ???