Niemcy – odsłona druga: sprzątaczka bez licencji.

Oto pierwszy z obiecanych materiałów video. Wiem, że naród zza Odry pewnie nie u wszystkich cieszy się sympatią, więc na wstępie zapewniam, że wywiady z ekspertami z innych krajów (np. UK)  też się wkrótce pojawią. Tak się jednak składa, że to właśnie Niemcy są nacją, która od lat wyjątkowo tłumnie odwiedza nasz kraj i w przeciwieństwie do np. brytyjskich amatorów taniego piwa rzeczywiście zainteresowana jest zwiedzaniem zabytków i poznawaniem historii.

Przedstawiam wywiad z jednym z najbardziej zaangażowanych w promocję naszego kraju niemieckich przedsiębiorców turystycznych, organizatorem imprez do Polski z 30-letnią praktyką.

Mam nadzieję, że po wysłuchaniu tego wywiadu nikt już z Państwa nie uwierzy w bujdy, że te wszystkie hece z uprawnieniami, licencjami, obowiązek najęcia miejscowego przewodnka, itp. są w trosce o „dobrą jakość usług” i „rzetelne informowanie”. Jest to zwykły sabotaż gospodarczy i wymuszanie haraczu.

Proszę zwrócić uwagę na kulturę i stoicki spokój z jaką Gerd Hesse opowiada o swoich przygodach w egzotycznym i dzikim kraju. Nie wiem, jakby się zachował polski przedsiębiorca, któremu nakazują wynająć za niemałą kasę bezużytecznego „słupa” który w dodatku robi obciach, rozpieprza program i swoją gadaniną psuje całą imprezę.    

Nie wiem jak Państwo, ale ja się czuję zwyczajnie zażenowany, kiedy z ust przedstawiciela nacji znanej z przysłowiowego pruskiego drylu padają słowa o wolności i otwieraniu serca. Podczas gdy Polska, kraj Solidarności, okazuje się w dziedzinie turystyki  kultywować zatęchłe, totalitarne tradycje.

Niestety – ta sprawa ma drugie, bardzo głębokie dno. Hesse jest akurat wyjątkowym pasjonatem Polski. W 1995 uruchomił  np. pierwsze turystyczne czartery lotnicze do naszego kraju. Ale Polska to nie Włochy czy Grecja ani nawet Austria. W światowych rankingu turystycznym jesteśmy krajem co najwyżej drugiego sortu. A nasze skrajnie restrykcyjne przepisy są dobrze znane. Niezmierzone są straty, jakie ponosimy rokrocznie z tego tytułu, że zagraniczni touroperatorzy, zwłaszcza tej ambitniejszej turystyki studyjnej (konkretne przykłady mogę podać) – zwyczajnie omijają Polskę, nie chcąc narazić swoich gości i pilotów na problemy i szykany. Równie ciekawych miejsc w Europie gdzie można się swobodnie i miło poruszać jest aż nadto. Nieżyciowe przepisy, wymyślone pod niestosowany nigdzie na Zachodzie sztywny podział pilot/przewodnik to ciężkie kłody rzucane pod nogi pionierom nowoczesnych i przyszłościowych form zwiedzania naszego kraju – jak właśnie pociągi specjalne (DNV-Tours) czy też organizowane przeze mnie i kolegów z branży – wycieczki rowerowe, imprezy specjalistyczne.

Panowie politycy, na litość boską! mein Gott! Miejcie honor. Zakończcie wreszcie ten cyrk. Przestańmy się ośmieszać przed resztą Europy. Przestańmy tracić miliony z tytułu braku Polski w katalogach licznych biur! Przestańmy odbierać szansę na ciekawą pracę ludziom z pomysłami i inicjatywą!

P.S. z Gerdem Hesse przeprowadziłem jeszcze jeden wywiad, dotyczący polityki turystycznej na Mazurach. Będzie niedługo prezentowany w Sejmie przed grupą parlamentarną d/s turystyki rowerowej.

I jeszcze zapowiedź: już wkrótce obszerna recenzja publikacji pt. „Pilotaż i przewodnictwo w krajach Unii Europejskiej” w której zdemaskuję, jak pewne stowarzyszenie obrońców monopolu manipuluje faktami i próbuje zwyczajnie oszukać opinię publiczną i władze.

Możliwość komentowania jest wyłączona.