Licencja a prawo jazdy

Choć to dopiero początek akcji, i na razie zajmuję się jedynie skromną dokumentacją, na bloga zagląda kilkadziesiąt osób dziennie a dyskusja o nim przelała się na inne fora turystyczne. Można to sprawdzić wpisując frazę „wolne przewodnictwo” w google. Niestety, są to zazwyczaj jałowe dyskusje z użyciem od lat tych samych wyświechtanych argumentów z których nic  konstruktywnego nie wynika. Zaskakująca jest kreatywność rodaków w wymyślaniu jak tu komuś czegoś zabronić, czy też uregulować mu życie. Zabawne są takie uwagi jak np. że papiery przewodnickie powinno się wydawać tylko osobom z wyższym wykształceniem. Ciekawe co by na ten temat powiedział jeden z moich kontrahentów, organizator wypraw rowerowych z Hamburga, który jest… emerytowanym ślusarzem. Pewnie wymyśliłby jakiś kolejny Polenwitz.

Wśród licznych zdawkowych argumentów przeciw uwolnieniu przewodnictwa, chyba statystycznie najpospolitszy jest ten „z prawem jazdy”: jak to! Grupy turystów nie wolno oprowadzać bez licencji, podobnie jak nie wolno jeździć bez prawka. Czy wsiadłbyś do autokaru prowadzonego przez kierowcę bez uprawnień? Itp.

Nad tym przypadkiem głupoty, a raczej naiwnej niewiedzy warto się pochylić i wyjaśnić: Zasady kodeksu drogowego są w swoim trzonie niezmienne od dziesiątek lat i muszą je przestrzegać wszyscy, aby się nawzajem nie pozabijać na drogach. Nie ma natomiast czegoś takiego jak jedne i niezmienne zasady oprowadzania wycieczek, zabawiania turystów, organizowania im czasu. Równie dobrze można oprowadzać rzeczowo informując o historii, jak rozśmieszać gadając głupoty w przebraniu klauna. Jeśli turyści gotowi są za to zapłacić – nikt nie ma prawa zabronić, bo turystyka to nie część edukacji a chodzenie z ludźmi po ulicach czy nawijanie do nich w autokarze nie wymaga żadnego „prawa jazdy”. Jedyny wyjątek to miejsca bardzo tłumnie odwiedzane, o szczególnej ochronie, gdzie limitowanie ruchu i kierowanie nim ma uzasadnienie. Dlatego właśnie prawo europejskie wymienia „muzea i pomniki historyczne” jako jedyne miejsca, gdzie lokalna administracja ma prawo żądać opieki miejscowego przewodnika. W żadnym wypadku publiczne place, ulice, czy ogólnie dostępne szlaki w górach. Próby rozciągania tego prawa m.in. na całe centra miast we Włoszech były przez sąd w Strassburgu jednoznacznie ucinane.

Realia współczesnego przemysłu turystycznego są wręcz zaprzeczeniem jakiejkolwiek stałości czy stabilizacji. To taka sama część leisure business jak hobby czy rozrywka. Błyskawicznie pojawiają się i znikają mody i trendy, jednego roku modna jest np. turystyka rowerowa, potem znów nordic walking czy chodzenie na rakietach śnieżnych. Przedsiębiorstwa turystyczne muszą na to reagować błyskawicznie, z sezonu na sezon modyfikując oferty i szkoląc kadrę. Sytuacja jaką mamy dziś w Polsce – że jakiś stary działacz wyuczony w latach 70-tych przynudza na wielomiesięcznych wykładach, i jedynie ukończenie takiego kursu daje formalne prawo zajmowania  się turystami – zakrawa na kpinę!

1 Komentarz

  1. Widzisz, zgadzam się z Tobą że Licencja Pilota to nie Prawo Jazdy. Ale powiedz mi czy osoba jadaca z grupą mlodzerzy za granicę np. nie powinna znać jakiegoś języka obcego, pomijam to czy powinna znać chociażby zasady przekracania granicy.
    Do dziś pamiętam wycieczkę z jednej z Karakowskich szkół która nocowała w tym samym pensjonacie co moja grupa. Pech chciał że jeno z dzieci na stoku złamało rękę, cóż okazało się że żadna z pan opiekunek nie zna włokiego, ani żadnego innego języka poza rosyjskim. A na moje pytanie gdzie pilot slyszę że nie potrzebny. Gdyby nie to że mam miękkie serce a dokładniej żal mi było dziecka to niewiem jak zalatwili by sprawy w szpitalu.