Ucieczka do edenu odc. 1: Polska jak Białoruś.

Postępująca liberalizacja w UE, również w kilku krajach na południu Europy, które dotąd służyły za wyświechtany przykład, musi przyprawiać o ból głowy tych, co twierdzą, że „grupa” nie ma prawa zrobić kroku bez miejscowego, licencjonowanego przewodnika udzielającego „fachowych informacji”. Ale przecież na zgniłej Unii świat się nie kończy, a budujące przykłady można znaleźć… tuż za miedzą! Oczywiście nie tą miedzą południową i zachodnią, z której właśnie poznikały ostatnie szlabany i kontrole.

Na stronie o jakże podobnym do nas tytule wolnabialorus.pl, znajdujemy kilka notatek prasowych opisujących, jak tamtejsza milicja fachowo rozprawia się z wrednym opozycjonistą Milinkiewiczem. Wśród nich szczególnie interesująca jest taka:


1 grudnia Milinkiewicz zamierzał przejść się z grupą około 40 osób po Grodnie. Miała być to wycieczka – opozycjonista, były wicemer Grodna, miał opowiadać o zabytkach miasta. Milicja stwierdziła jednak, że grupy mogą oprowadzać tylko zawodowi przewodnicy. Prywatnie wolno opowiadać o mieście najwyżej sześciu osobom.
Było to pewnie  dość głośnie wydarzenie,  bo czytamy o nim również na stronie bialorus.pl: Milicjanci powiedzieli, że Milinkiewicz zorganizował nielegalne zgromadzenie, za co zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

I niech się schowają ci, którzy twierdzą, że na Białorusi jest gorzej. Ba! jest nawet lepiej. Ponieważ u nas za nielegalne zbiegowisko uznaje się grupę bez przewodnika w liczbie osób dziesięciu a tam – już sześciu, to jest konkretnie 10/6 = 1,66666 razy lepiej!

Możliwość komentowania jest wyłączona.