Komu rosną rogi?

Proszę koniecznie przeczytać dzisiejszy artykuł w „Wyborczej” o krakowskich kantorach, które naciągają turystów na zaniżone kursy skupu walut. Takie ot prostackie triki, przestawianie cyferek, bo a nuż jakiś jeleń, czyli np. podpity Anglik wymieniający pośpiesznie kolejny banknot na kolejną porcję drinków się nie zorientuje i da się orżnąć na paredzesiąt złotych. Praktyka zresztą – jak piszą czytelnicy na forum – powszechna w turystycznych miastach Włoch. Które jak wiadomo (patrz notka niżej) są w mniemaniu niektórych ostoją turystycznej praworządności, bo kultywują tradycję ścigania i karania wysokimi mandatami „nielegalnych przewodników”. Przyłapani kantorowcy robią minę niewinnego baranka i tłumaczą: Mam wolny rynek i sam ustalam, ile zapłacę. To moja sprawa, po jakim
kursie skupuję walutę.

Oczywiście daleki  jestem od  obrony cwaniactwa, uważam zresztą że chytry dwa razy traci. Sam idę czasem wymienić parę euro, widzę takie kantory z podfałszowanymi kursami i omijam je szerokim łukiem, niosąc forsę do tych, w których „widełki” są normalne. Ale cóż, może Floriańską spaceruje w dużych ilościach pewien specyficzny gatunek zwierzyny parzystokopytnej, na który poluje równie specyficzny gatunek – myśliwych to za mocno powiedziane, powiedzmy – pasożytów.

Chciałbym się natomiast skupić na formalno-prawnej stronie zagadnienia. Co odpowiada państwowy urzędnik od ochrony konkurencji i konsumentów? Postępowanie właścicieli kantorów może się nie podobać, ale mieści się
w granicach prawa. Konsument musi być po prostu uważny i ostrożny.

Proszę sobie teraz dla porównania przypomnieć parę artykułów z wiosny zeszłego roku, na przykład ten…>  ten…> a także ten…> sprzed dwóch lat.

No i widzicie Państwo, w mniemaniu naszych władz przed orżnięciem na kasę w majestacie prawa turysta bronić musi się sam. Ale jego ochrona przed przypadkowym wysłuchaniem jakiejś złej informacji historycznej jest tak ważna, że wymaga robienia cyrku policyjnych polowań, awantur i mandatów.

Możliwość komentowania jest wyłączona.