Bezczelna mafia kontratakuje

Można się było tego spodziewać, że na fali rosnącego PiS-owskiego totalitaryzmu, deptania konstytucyjnych wartości, wyłączania kolejnych demokratycznych instytucji również i nasze przewodnickie kundelki poczują wiatr w żagle, zaczną głośniej szczekać i wyć. Mamy tego dziś odsłonę w postaci artykułu na pierwszej stronie Kroniki Krakowskej Dziennika Polskiego. Pełen skan tutaj. Tekst pełen typowych kretynizmów o podsłuchiwaniu zagranicznych pilotów (kto i jakim prawem ich podsłuchuje?) z dyżurnymi „polskimi obozami”, do tego jeszcze postać Miszalskiego z PO którego interesy wcześniej opisywałem. 

Zastanawia jak zwykle postawa mediów i innych środowisk opiniotwórczych, choćby związanych z KOD-em, gdzie reakcja na tak bezczelne łamanie zasady wolności słowa,  i to nie w mediach publicznych ale całkowicie zamkniętym, prywatnym gronie jakim jest wycieczka?  Na próbę ponownego wprowadzenia awanturniczych esbeckich brygad atakujących turystów? Gdzie komentarz redakcyjny, czy dziennikarze chcą być następnymi w kolejce do reglamentowania zawodu i sprawdzania czy „nie mylą im się fakty?”

Od niedawna korzystając z wolności sam oprowadzam po Krakowie swoje grupy rowerowe. Widzę tych matołków jak klepią wyuczone formułki  do megafoników i ich znudzoną klientelę. Wiem że marzy im się aby mnie w końcu wyrzucić z krakowskich ulic założyć knebel i zakuć w kajdanki. Bycie pierwszym więźniem politycznym dobrej zmiany -  niestety trzeba być gotowym i na to.

O wolności dostępu do zawodów przypomnieć?

Przed nami trzeci „wolny” sezon turystyczny. Sprawa deregulacji ucichła i nie słychać jak na razie lamentów i prób przywracania starego, czyli „neokomunistycznego” (1998-2013) porządku w turystyce.

Dziś, 2 kwietnia jest rocznica uchwalenia konstytucji w 1997 r. i z tej okazji odbywa się wiele akcji rozdawania i publicznego jej czytania. Trafiłem nawet na takie zdjęcie na twitterze, kiedy czyta ją Sierakowski:

aaa Ciekawe, czy doczyta ją do paragrafu 65, tego o wolności wyboru i wykonywania zawodu, którą wolno ograniczyć tylko ustawą ze względu na „ważny interes społeczny”. O czym zapomniał np. członek Krytyki Politycznej Bartosz Machalica nawołujący w imieniu przegranej Zjednoczonej Lewicy do przywrócenia komunistycznego zamordyzmu i zakazu oprowadzania turystów bez urzędowej licencji.

A wszystkim Państwu życzę udanego sezonu 2016!

Tatrzańska nekro-hipokryzja

W ostatnich dniach doszło w Tatrach do kilkunastu wypadków śmiertelnych, choć jak czytam np. tutaj – to raczej nieszczęsna koincydencja spowodowana oblodzeniem, bo generalnie liczba ofiar z roku na rok maleje. Rozgorzały dyskusje – co dalej, jak temu zaradzić, pojawił się pomysł zamykania szlaków na zimę i – w reakcji – ostre protesty np. wydarzenie na facebooku.

Ciekawie co mają na ten temat do powiedzenia władze TPN i inni zakopiańscy oficjele. Okazuje się – patrz artykuł z 4.01. – że, o dziwo, nie ma parcia w tym kierunku.

Ludzie są wolni i powinni mieć możliwość wyboru. Zakaz uprawiania turystyki zimowej przerzuciłby odpowiedzialność na TPN czy TOPR, a tego nie chcemy. Odpowiedzialność leży tylko i wyłącznie po stronie turysty, który wychodzi na wycieczkę z własnej, nieprzymuszonej woli

Doprawdy? Poczekajmy do maja i czerwca, sezonu wycieczek szkolnych i zacznie się tradycyjna nagonka na ich organizatorów i ich opiekunów. Wtedy okaże się że „możliwość wyboru” ich nie dotyczy i nie mają prawa przespacerować nawet metra np. płaskiej dróżki w Dolinie Kościeliskiej  bez eskorty kosztującego parę stów przewodnika z „licencją” TPN. Dojdzie do kolejnych awantur i rękoczynów. Wszystko oczywiście – a jakże – dla rzekomego „bezpieczeństwa”. Bo przecież kiedyś tam, ponad 10 lat temu zimą paru licealistów zginęło w lawinie na Rysach i to samo może się powtórzyć nawet latem na asfalcie do Morskiego Oka.  A o co naprawdę chodzi – to już sami sobie państwo dopowiedzcie.

 

Zaczyna się turystyczny bojkot Polski

To już pewne. Każdy kto zajmuje się obsługą przyjeżdżających do nas zza granicy turystów (hotelarstwo, gastronomia, przewodnictwo itp.) może poważnie obawiać się o swoje miejsce pracy.

Jeszcze niedawno, tuż po wyborach nastroje były spokojne. Cieszyliśmy się z wykasowania antywolnościowej lewicy, która chciała nas pozbawić zdobyczy niedawnej deregulacji. Śledziłem komentarze mediów zachodnich – były bardzo wyważone i optymistyczne, pisano że „do powtórki z lat 2005-2007 nie dojdzie”. A i wtedy nie działo się w turystyce przyjazdowej najlepiej, zainteresowanych odsyłam do wywiadu sprzed 7 lat.

Niestety wystarczył miesiąc i mamy horror. Wiadomości z Polski pojawiają się jako pierwsze  na portalach czy w dziennikach telewizyjnych… Ostatni raz coś takiego miało miejsce chyba w sierpniu 1980 r. tylko dziś ich ton jest zdecydowanie negatywny. Na efekt nie trzeba długo czekać. Wczoraj otrzymałem taką wiadomość z biura Polenreisen w Norymberdze, organizującego przyjazdy do Polski, m.in. w ramach partnerstwa miast Norymberga-Kraków.

Zaczyna się bojkot wyjazdów do Polski ze względu na sytuacje polityczną. Ludzi opanowała histeria. W każdym razie gazeta norymberska wycofała nasze wyjazdy do Polski na rok 2016.

Szukając dokładniejszych informacji znalazłem wpis z 16 grudnia na fanpage Polsko-Niemieckiego towarzystwa górnej Frankonii.
dp
Przytaczam najważniejsze fragmenty:

Wydawnictwo Nürnberger Presse „przerywa współpracę” z touroperatorem Polenreisen z powodu „aktualnej polityki polskiego rządu, w szczególności dotyczącej uchodźców”. Odwołało wycieczkę czytelników do Europejskiej (!) stolicy kultury – Wrocławia, zrezygnowano z jakichkolwiek wyjazdów do Polski w roku 2016.

Biuro Polenreisen od 10 lat jest wspaniałym pośrednikiem między naszymi krajami, prowadzą je dwie Polki (jedna z nich angażuje się też w działania Amnesty International), które teraz zostały obarczone odpowiedzialnością za działania polskich polityków.

Uważamy to za skandal i protestujemy! We Francji zwyciężył w 1 turze Front Narodowy. Czy z tego powodu (chociaż PiS ani trochę nie da się porównać do FN) przestaniecie jeździć do Paryża, czy też – miasta partnerskiego Norymbergi – Nicei, która jest twierdzą FN? Zapytujemy was, szanowne wydawnictwo, czy w ogóle w ostatnich 40 latach jakikolwiek organizowany przez was wyjazd został odwołany „z powodów politycznych” tak jak teraz do Polski? Kraju – póki co – członka UE i NATO? Naszego sąsiada od tysiąca lat?

Norymberga była dumna z tego, że w środku Zimnej Wojny, w 1977 jako pierwszy nawiązała partnerstwo z polskim miastem. Teraz jak widać idzie inną drogą.

Corinna Richter, właścicielka  biura innatoura-polen  z Getyngi rozmowie telefonicznej stwierdziła: Miniony sezon był dobry, ale w tej chwili – jeśli porównać z zeszłorocznym grudniem, jest zaskakująco mało zapytań. Wraz z właścicielką szwajcarskiego Wisent-Reisen zastanawiamy się co robić. Zwrócić się o pomoc do ośrodków Polskiej Organizacji Turystycznej ? Trochę bez sensu, to są agencje rządowe,  podległe tym samym politykom, którzy wizerunkowi Polski szkodzą. Po Nowym Roku spróbujemy zrobić własnymi siłami jakąś akcję na facebooku.

Oczywiście, publikując te informacje już słyszę rechot różnej maści hejterów, hołdujących antyeuropejskiej, antyniemieckiej retoryce kaczyzmu. Nie cieszcie się. Puste miejsca w hotelach przełożą się na gigantyczne straty, dotykające ostatecznie budżetu państwa, z którego PiS chce finansować swoje socjalne obietnice. Za turystami do bojkotu mogą przyłączyć się kolejni konsumenci, żądając zrywania współpracy z polskimi firmami. Każdy czarny scenariusz wydaje się być dziś prawdopodobny.

Zresztą nikt inny jak sam Prezes dopiero co deklarował jak zależy mu na dobrym imieniu Polski w świecie i chce rzekomo wydać ogromne środki na hollywoodzkie produkcje. Mam do powiedzenia tyle – w turystyce przyjazdowej pracuję od 1990 r. i pamiętam fatalny obraz kraju w tym czasie, gdy zza Odry przyjeżdżali tu jedynie byli mieszkańcy Mazur czy Śląska odwiedzić dawny heimat, z niesmakiem i uprzedzeniami traktując Polskę. Od tego czasu wykonano gigantyczną pracę nad tym aby zmienić nasz kraj w nowoczesny i atrakcyjny cel podróży grający w najlepszej lidze. To wszystko właśnie zostaje pięknie i malowniczo rozpieprzane.

I to chyba nie przypadek że także w dzisiejszym wywiadzie z Europosłem Lewandowskim też pojawiają się słowa:

Straty jednak będą. Reputacja kraju ma znaczenie. Choćby dla turystyki, bo chętniej odwiedza się kraj przyjazny, który ma dobrą markę

O sprawie będę na bieżąco informował, proszę znajomych z branży o dalsze relacje.
Maciej Zimowski
e-mail: bird@bird.pl   tel. 604 446233

Aktualizacja 28.12. O sprawie obszernie pisze Bartosz Wieliński w Wyborczej

Obrońcy Konstytucji, gdzie byliście przez lata?

Ostatnie wydarzenia w Sejmie wywołały niesamowitą falę protestów przeciwko łamaniu zapisów Konstytucji RP. Przodują w nim tzw. liberalne media z Gazetą Wyborczą na czele, tworzy się komitety obrony demokracji itp. – wrzawa niesamowita. Chciałbym zapytać tych wszystkich aktywistów i dziennikarzy, dlaczego przez ostatnie 7 lat działania naszej Akcji, tego bloga ani razu słowem nie zająknęli się, nie zaprotestowali w obronie konstytucyjnego prawa wolności słowa (Art. 54) osób zajmujących się obsługą turystyki. Prawa tego byliśmy pozbawiani w latach 1998-2014  i – zgodnie z zapisami ministerialnego dokumentu – tzw. Białej Księgi ustawy o usługach turystycznych (podstawa do rozpoczęcia prac legislacyjnych) – mamy być go pozbawieni znowu, jeśli dojdzie do nowelizacji owej ustawy. Najnowsza wersja tego tekstu do pobrania tutaj

Poplecznicy Ministra Glińskiego, który niedawno usiłował cenzurować wrocławski teatr, twierdzą że należy kontrolować to co się wystawia w teatrach czy publikuje w mediach publicznych korzystających z państwowych subwencji. A jak kto chce działać „nieprawomyślnie” niech to robi za własne pieniądze – takie są głosy. Zauważcie – jeszcze łaskawcy pozwalają na nieskrępowane wypowiedzi w instytucjach artystycznych i mediach prywatnych. Jeszcze? Pytanie – jak długo?

Pytanie moje jest zasadne, bo jeśli spojrzymy na branżę turystyczną – wszystko odbywa się tu wyłącznie w obiegu prywatnym. I co z tego? Mnie, prywatnego organizatora wycieczki, chcą pozbawić prawa do opowiadania moim prywatnym klientom o zabytkach Krakowa. Tak było, i tak ma być zapisane. Cenzura, inwigilacja, dotkliwe finansowe kary, być może nawet odbieranie koncesji – w zakresie obsługi turystycznej mają być wyłączone wolności przynależne (jeszcze…) prywatnym rozgłośniaom, wydawnictwom czy teatrom.

Przewodnictwo turystyczne to śmieszna, nieistotna nisza której nie warto poświęcać uwagi, co najwyżej zażartować w sezonie ogórkowym – z takim podejściem mieliśmy do tej pory do czynienia. Przypomnę w tym momencie znane od dawna w kryminologii tzw. prawo wybitej szyby: Jeśli tolerujemy drobne występki, pojawia się społeczne przyzwolenie na coraz większe rozbójnictwo. Nawet w „Wyborczej” znają tę zasadę, polecam reportaż z 2001r. „Od wybitych szyb do wybitych zębów”. Prosta konstatacja, drodzy artyści, bojownicy, dziennikarze – będziecie wyśmiewać cenzurę przewodników turystycznych jako nieważny problem – prędzej czy później szykany spadną i na was.

Nie było żadnych reakcji mediów kiedy jesienią  2008 przedstawiłem kuriozalne pismo Urzędu Marszałkowskiego, pisane, jakbyśmy nadal tkwili w głębokiej, jaruzelskiej komunie. Debatę na temat deregulacji w ostatnich latach prowadzono jedynie w aspekcie  ekonomicznym – dostępności miejsc pracy. A wszelkie lamenty rzekomych „bzdurach” jakie mogą opowiadać przewodnicy bez urzędniczego nadzoru powinny być zbywane prostą kontrą – konstytucja nie dopuszcza do stosowania prewencyjnej cenzury, to że ktoś uważa czyjąś wypowiedź za „bzdurę”, „nieprawdę” czy – jak palnął niedawno minister Gliński „pseudosztukę” – nie ma tu nic do rzeczy.

Może w końcu, drodzy obrońcy konstytucyjnych wolności, skoro tak się uaktywniliście, spróbujecie przynajmniej nagłośnić problem o którym piszę w ostatnich miesiącach na blogu. Wspomniana „Biała Księga” to koszmarny dokument, w którym po raz pierwszy otwartym tekstem pisze się o wprowadzeniu cenzury (dosł.  „kontroli nad treściami merytorycznymi przekazywanymi przez usługodawców”) wobec prywatnych podmiotów turystycznych. Jeśli będzie to ignorowane, – dlaczegóżby zakazu występów i publikacji bez pieczątki państwowego nadzorcy nie rozszerzyć na aktorów, pisarzy czy dziennikarzy?

Autor deregulacji Wicemarszałkiem Sejmu!

Oto kolejna dobra wiadomość. Stanisław Tyszka w 2011 r. jako Dyrektor Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, opublikował słynny raport, który był ową symboliczną pierwszą kostką domina, obalającą 2 lata później bariery dostępu do zawodów w turystyce. 24 września 2011 pisałem entuzjastycznie: „od tej chwili, po ponad 3 latach prowadzenia tego bloga – nie jestem wreszcie samotnym głosem wołającym na puszczy, ale wnioski moje – słowo w słowo, popiera i publikuje grupa ekspertów”. Później, podczas wykuwania się ustawy, zdarzało się nam wymieniać korespondencję.

Zupełnie przeoczyłem fakt że pan Stanisław kandydował na posła z list Ruchu Kukiza. Media skupiały się  bardziej na raperze Liroyu czy narodowcach a przecież w tej grupie jest sporo działaczy na rzecz liberalizacji przepisów gospodarczych. I udało się – od wczoraj mamy w Sejmie sprzymierzeńca, i to w randze Wicemarszałka…

tyszka

…którego nadal interesują ważne dla nas sprawy. 24.10. br w „Gościu Niedzielnym” ukazał się artykuł „Deregulacja działa” a w nim wypowiedź:

Stanisław Tyszka przyznaje, że deregulacja nie przeszła idealnie (…) nie było łatwe, gdy deregulowaliśmy, jednocześnie pracowano nad zamykaniem dostępu do innych zawodów. Na przykład w Ministerstwie Sportu i Turystyki powstała „Biała księga ustawy o usługach turystycznych” wskazująca na konieczność… ponownego uregulowania zawodu przewodnika.

No cóż, trzymamy kciuki, aby do tego nie doszło. Dobrze mieć sprzymierzeńca na tak wysokim szczeblu.

Krajobraz po wyborach

Mamy nowy Sejm i rząd – co to oznacza dla „przewodnickich wolnościowców”? Z pewnością możemy sobie pogratulować usunięcia z parlamentu formacji która jako jedyna oficjalnie i otwartym tekstem opowiadała się za odebraniem nam wolności i przywróceniem licencji na PRL-owską modłę. Pod tym względem stwierdzenia o dekomunizacji Sejmu są jak najbardziej na miejscu.

Żeby nie popadać w nadmierny hurraoptymizm – do Sejmu dostał się też niestety poznański poseł Dziuba który podczas głosowań w 2013 roku usiłował – z szerokim poparciem PiS-u (ale sprzeciwem Ruchu Palikota – to jedyna pożyteczna rzecz którą zrobili) przywrócić licencje w miastach. Tak że rządzący PiS nie jest pod tym względem taki święty. Na szczęście oglądając wczorajsze ministerialne nominacje można póki co odetchnąć – resorty gospodarcze przejęli liberałowie twardo opowiadający się za deregulacją. No i sam Gowin jest w rządzie, co daje nadzieję – że jego ambicje i wpływy nie pozwolą uwalić sztandarowej reformy, którą firmował własną twarzą.

Trzecia (Kukiz) i czwarta (.Nowoczesna) siła w parlamencie to też ugrupowania pod względem gospodarczym wolnościowe i liberalne. I tutaj trafiła nam się pewna sympatyczna niespodzianka, ale o tym napiszę osobną notkę. Na razie poczekajmy na dalszy rozwój wydarzeń.

Zjednoczona Lewica chce zamknąć dostęp do otwartych zawodów!

Pracujesz w finansach, nieruchomościach, turystyce, branży prawniczej itp? Uważaj bo jak Zjednoczona Lewica wejdzie do Sejmu, możesz stracić prawo wykonywania zawodu.

W ferworze kampanii wyborczej, dyskutując o tematach głośnych i budzących emocje (np. imigranci) łatwo przeoczyć te mniej efektowne, ale dotyczące niewspółmiernie większej grupy obywateli. Tych, którzy pracują lub będą pracować w którymś ze 150 zawodów, do których dostęp otworzono bądź ułatwiono w trakcie niedawnych trzech transzy deregulacji. Była to naprawdę niezła robota parlamentu mijającej kadencji, projekt ponadpolityczny, który się udał dzięki zgodnej współpracy rządu z PiS-owską opozycją. Jedna tylko partia usiłowała go torpedować – towarzysze z SLD o czym pisałem już w 2012 roku. Przygotowywali nawet kampanię billboardową przeciw deregulacji z głupkowatymi obrazkami, która kompletnie nie wypaliła. I teraz drodzy państwo, nowe wcielenie postkomuny czyli „Zjednoczona Lewica” nadal upiera się przy swoich obłędnych ciągotach przywrócenia urzędniczych absurdów i barier, które dopiero co z mozołem udało się zlikwidować.

Na niszowym portalu „Wasza Turystyka” można znaleźć oficjalne stanowisko ZL w sprawie zawodu przewodnika turystycznego. Proszę oczywiście pamiętać, że przewodnik był tylko jednym z ponad setki zawodów uwolnionych w trakcie deregulacji więc nie jest to wyłącznie problem jednej branży.

W tej kwestii Zjednoczona Lewica jest bardziej stanowcza. Uważa, że powinna zostać przywrócona regulacja w przypadku przewodników miejskich ( tak jest w większości miast Europy). Lewica podkreśla, że otwarcie zawodu miało przynieść korzyści dla młodych adeptów pilotażu/przewodnictwa a stało się odwrotnie. Otworzono rynek dla zagranicznych przewodników i pilotów.

To samo znajdziemy na portalu dziennikturystyczny.pl Czy autor wypowiedzi – Bartosz  Machalica – ma pojęcie ile bzdur zawarł w tej wypowiedzi? Pominę absurd o zagranicznych przewodnikach – od kiedy to lewicowcy dyskryminują cudzoziemców? W „większości miast Europy” – nie ma żadnych regulacji, są takowe w mniejszości krajów targanych kryzysem klientelizmu  (np. Grecja). Doświadczenia 2 lat deregulacji pokazują, że każdy z dotychczasowych fachowców ma się dobrze. Na rynku radzi sobie świetnie 1500 nowych.  Kiedy ZL dojedzie do władzy – mają stracić prawo wykonywania zawodu?  Co z pośrednikami nieruchomości, księgowymi, notariuszami? A może ZL chce postawić bariery i zamknąć kolejne zawody ?

Czy kandydujący z list ZL osoby wydawałoby się inteligentne i kulturalne jak np. Kazimiera Szczuka zdają sobie sprawę pod jakimi kretyństwami się podpisują? Na ulice Krakowa i innych miast mają wrócić patrole inwigilujące turystów i wlepiające mandaty każdemu, kto pokaże znajomym Sukiennice? A co z zawodami dziennikarza, aktora, kabereciarza – też zakaz pracy bez „państwowej licencji”?

Kuriozum polega też na tym, że owa cechowo-feudalna reglamentacja zawodów nie jest żadnym elementem ideologii nowoczesnej zachodniej lewicy. Tak uwielbiane przez lewaków kraje skandynawskie mają najmniejszą liczbę regulowanych profesji!  Pisałem też o tym, jak nasi „czerwoni regulatorzy” są rozbieżni ze swoimi kolegami z niemieckiej SPD. Drakońskie bariery dostępu do zawodu pilota i przewodnika uchwalili SLD-owcy w 1997 r. pod dyktando dawnych PRL-owskich funkcjonariuszy, którym kiepsko szło na wolnym rynku. Forsowanie takich koszmarów dziś, w roku 2015 świadczy o tym że Zjednoczona Lewica pod cienką tapetą pudru kryje wciąż tę samą wredną, opresyjną gębę aparatczyka z komunistycznej nomenklatury.

Mam nadzieję, że jeśli ktoś inteligentny i rozsądny nabrał się na chwytliwe hasełka ZLewu, daruje sobie głosowanie na nich. Może wreszcie po 25 latach doczekamy się prawdziwej dekomunizacji.

Pozytywnie o deregulacji

Z kronikarskiego obowiązku muszę odnotować, że w ostatnich dniach znów można sporo przeczytać w mediach, np na stronie Polskiego Radia, o deregulacji. Więcej linków na fanpage. Rządząca ekipa nie zaspała gruszek w popiele i Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało obszerny raport, był on referowany na posiedzeniu komisji sejmowej  8 października. Pełen zapis przebiegu posiedzenia znajdziemy pod tym linkiem. O przewodnikach znajdziecie na stronie 8 dokumentu. M.in. o 12% wzrosła liczba przewodników w pierwszym roku deregulacji. Zamyka to gębę wszystkim krzykaczom twierdzącym, że zmiany nie stworzą nowych miejsc pracy.

Tymczasem kolejne wybory już za tydzień i wiemy przynajmniej to, że jedna z partii otwarcie deklaruję chęć ukatrupienia przewodnickiej wolności. O tym już wkrótce…

Hydra podnosi łeb. Gdzie są politycy Platformy?

Nie myślcie państwo że nasza wolność jest dana raz na zawsze. Za pośrednictwem bloga kadry turystyki możecie sobie przeczytać fragment tzw. białej księgi ustawy o usługach turystycznych opracowanej przez (sic!) Ministerstwo Sportu i Turystyki. Jest to rodzaj memorandum z propozycjami nowelizacji Ustawy o Usługach Turystycznych. Jak łatwo przeczytać, znajdują się tam postulaty powtórnej regulacji zawodów pilota i przewodnika, niekiedy na zasadach znacznie bardziej drakońskich niż miało to miejsce do końca 2013 r. Gołym okiem widać że ustępy te redagowano pod dyktando znanej grupki frustratów, którzy nie mogą sobie znaleźć miejsca  na współczesnym rynku i usiłują zagrodzić innym drogę do uprawiania zawodu. Roi się tam od bzdur, absurdów i zwyczajnych kłamstw. Skąd na przykład teorie o rzekomym „braku zainteresowania usługami polskich przewodników” (na rynku widzę zgoła co innego) – były robione jakiekolwiek badania, ankiety wśród zagranicznych touroperatorów? Czy tylko „jedna pani, stara przewodniczka nie mająca brania” tak powiedziała? No i oczywiście kretyńskie uwagi u cenzurze wypowiadanych treści, jak zwykle ktoś zapomniał że nie do tego służy ustawa turystyczna, a konstytucja gwarantuje wolność słowa. W litanii tematów które mają być objęte państwowo-urzędniczą kontrolą brakuje jeszcze tylko „mordu smoleńskiego”.

To że takie postulaty są i będą wysuwane przez korporacje nieudaczników nie dziwi mnie, natomiast rzeczą kuriozalną jest, że ów dokument wyszedł oficjalnie z Ministerstwa, które rzekomo jeszcze jest pod kuratelą wciąż rządzącej Platformy Obywatelskiej. Czy sztandarowy projekt rządzącej koalicji, czyli deregulacja zawodów i likwidacja absurdalnych barier nagle ma się okazać gigantycznym blefem, i to na parę miesięcy przed wyborami??? Skoro urzędnicy tejże samej ekipy, która z pompą zawody otwierała, w tej samej kadencji piszą projekty ich jeszcze mocniejszego zamknięcia? Przywrócenia ulicznych łapanek i szykanowania każdego, kto publicznie będzie opowiadał innym coś na ulicy?  Czy autorzy tego neo-bolszewickiego koszmarka nie wiedzą, że „środowisko pilotów i przewodników” to tysiące ludzi którzy dzięki deregulacji zdobyli zawód, zrobili kariery na rynku, mogą go wreszcie uprawiać w normalny, swobodny sposób, po spełnieniu się zapisów „białej księgi” (cóż za upiorna nazwa)  stracą to prawo, zmuszeni do płacenia haraczu korporacjom albo zostaną postawieni przed jakimiś anachronicznymi komisjami z poprzedniej epoki? Coś tu chyba mocno nie zagrało. Apeluję do mediów i opinii publicznej aby nagłaśniać tego rodzaju afery – to jest problem arogancji władzy, a nie  jakieś zegarki czy ośmiorniczki. A do wszystkich którzy uprawiają wolne zawody zagrożone zakazem ich wykonywania – jeżeli się w jakiś sensowny sposób nie zbierzemy, nie stworzymy reprezentacji to na skutek takich „białych ksiąg” wszyscy pewnego razu  znajdziecie się w czarnej d.pie!